Czesc wszystkim.
Pewnie bylo wiele podobnych tematow, jednak chcialabym sie wygadac poniewaz meczy mnie moja obecna sytuacja, której sie nie spodziewalam nigdy.
Jestem z chłopakiem 3 lata z kawałkiem, mieszkamy 60 km od siebie, jazda autobusem to 3przesiadki , pol dnia drogi. Dlatego jak tylko chlopak kupil wlasny samochod to zaczal jezdzic do mnie 2 razy w tygodniu. a wczesniej nasze spotkania byly sporadyczne raz na dwa trzy tygodnie.
Przez ponad rok bylo cudownie, czestsze spotkania , choc i tak zawsze bylo nam malo, pozegnania przeciagalismy jak tylko sie dalo, zazwyczaj on o 21 odprowadzal mnie do domu a o 22 jeszcze stalismy na ulicy calujac sie... kazda chwila byla cudowna, wyjazdy wspolne spotkania z znajomymi, z jego siostra , nocki u niego.... od kad sie poznalismy co ktores spotkania dostawalam od niego kwiaty choc nie raz mowilam ze nie trzeba tak czesto, a on i tak mi je dawal, nie bylo spotkania zeby czegos dla mnie nie mial... bajka. nie raz mial ''pretensje'' ze ja niczego nie chce od niego... wynagradzalam mu to, przyjezdzal prosto z pracy robilam mu kanapki, herbatki w termos, szlismy do knajpy, smialismy sie rozmawialismy, moglismy tak godzinami.
i tak mijaly nam dni miesiace. godziny mijaly jak sekundy, noc z nim byla jak godzina...
nie wiem gdzie zrobilismy błąd, gdzie ja zrobilam....
spotkalismy sie jak zwykle u mnie tydzien temu w piatek, ucieszylam sie ze po tygodniu znow sie zobaczymy, na kazde spotkanie z nim cieszylam sie jak dziecko on czesto pisal ze teskni ze nie moze sie doczekac i nadal tak pisze.... Ale czuje ze jego traktowanie mnie sie zmienilo, stal sie opryskliwy czasem arogancki nawet chamski, mozna powiedziec , nie powiem bo ja tez lubie czasem cos powiedziec cos skomentowac ale nie az tak zeby sprawic mu bol czy smutek. Nie.
spotkalismy sie w piatek, zaproponowalam ze moze w sobote lub w niedziele bysmy tez mogli sie spotkac (oboje mielismy wolne, on rzadko pracuje w soboty) uslyszalam od niego "po co mam jutro przyjezdzac? i po co dzisiaj mialemprzyjechac", takim opryskliwym zimnym tonem.... zawsze byl w 7niebie jak zaproponowalam zebysmy sie spotkali...
a dodam ze nie poklocilismy sie o nic nie bylo rzadnej sprzeczki. Nie robilabym z tego zadnego ''ale'' gdyby to bylo takie jednorazowe zdarzenie a takich zdarzen bylo wiecej, kiedys bylo to nie do pomyslenia, traktowal mnie wrecz jak ksiezniczke po prostu chlopak ze swieca szukac.
a od jakiegos czasu strasznie sie zmienil.... nie poznaje go, mowilam mu o tym ale za kazdym razem mowi ze sie zmieni ze nie chce mnie stracic ... ale za kazdym razem na tym sie konczy. przyznal mi racje nie raz ze wie ze taki jest ze sprawia mi bol i ze nie chcial i ze przeprasza. na tym sie konczy, przez tydzien jest dobrze a potem znowu.
kiedys taki nie byl.
Na kazde spotkanie szlam z checia cala nakrecona usmiechnieta a teraz... teraz nie mam ochoty sie z nim spotkac. traktuje mnie jakby przedmiotowo, jestem dobra osoba zeby sie wygadac co w pracy, zeby sie spotkac na noc i powyglupiac, pochwalic pzred kumplami swoja dziewczyna. wiem ze ludzie sie zmieniaja ale zeby az tak... zaczal mi rozkazywac, wez siatke na zakupy wytrzyj szybe, poskladaj mi ubrania etc
przyjedziesz to pomozesz mi w domu sprzatac a jego matka palcem nawet nigdy nie kiwnela zeby w domu cos zrobic bo jej sie nigdy nie chce- jak to mowi.
Powiedzcie mi czy ja wariuje czy naprawde cos jest nie tak.
On wczesniej taki nie byl.
Jak spotka sie z kolega a ten powie cos na temat kobiet ( w niezbyt pozytywnym znaczeniu) to moj chlopak trzymajac mnie za reke potrafi przytaknac i sie zasmiac zamiast zaprzeczyc i powiedziec cos. uwaza sie czasem za jakies bostwo. Ja nie chce gdzies isc a on nie potrafi tego zrozumiec, ze zle sie czuje czy cos. tylko ciagnie mnie na sile.
Przez jego zachowanie cos sie we mnie wypala, nie ide z takim podnieceniem na spotkanie jak ze 3 miesiace temu.
Jak mamy gdzies isc to sie pyta czy chce mowie ze mozemy i pytam sie A TY CHCESZ? i dostaje taka odpowiedz ''no nie wiem, zaoszczedzil bym troche'' to sie pytam po co proponowales skoro nie chcesz a on ''a tak mi sie powiedzialo'' i to nie sa sporadyczne przypadki tak jest juz prawie za kazdym spotkaniem.
Jest mily wtedy gdy cos chce, mowie mu ze jest zimno , jestem przeziebiona a on ''to trzeba bylo sie ubrac'' po dwoch godz spaceru mowie wracajmy bo deszcz pada a on ''z cukru jestes?'' i to takim tonem... ze az mam chec sie rozplakac...chociaz wie dobrze ze mam problemy ze zdrowiem ze lapie wszystko szybko, ze co miesiac biore antybiotyk. a jego jakby to nie obchodzilo... a jak mu to wypomne to zaczyna sie drzec ze sie martwi o mnie ze kocha ze wszystko robi dla mnie...
ja juz nie wiem co mam myslec. jego zachowanie zmienilo sie nie do poznania. i to nie jest wina kumpli otoczenia czy sytuacji w domu. tego jestem pewna. zaczal sobie za duzpo pozwalac stal sie za bardzo ''bojowy'' ale troche zle trafil bo ja nie pozwole soba pomiatac, w lozku tez nie jest juz czuly jak kiedys, nie rozpali mnie tylko od razu chcial by ... i mowi zebym sie nim zajela. odrzuca mnie to. owszem nakreci mnie ale juz po fakcie.
pewnie napiszecie mi ze taka kolej zwiazku ze po fazie poczatkowej motylki opadaja ze dostrzega sie wady partnera.
ale to nie jest to. ta faze juz przeszlismy po okolo 1,5roku zwiazku juz wtedy nie czulam podniecenia na kazde slowo kocham , na jego reke na moim kolanie, kiedys tylko tyle wystarczylo i bylam w niebie, ale to byly poczatki pierwsze miesiace nasze razem.
a zaczelo sie psuc zaczal mnie tak traktowac pare miesiecy temu... i nie mam pojecia co na to wpynelo. bylam wyrozumiala nie robilam mu o to jazdy nawet jeszcze nie wypomnialam mu tego zachowania tydzien temu. ale i tak wiem jak by sie ta ozmowa skonczylo uslyszalabym znow ze mam wybaczyc ze sie postara ze kocha ze nie chcial.
a za tydzien znow bedzie to samo.
wybaczcie ze tak chotycznie napisane.