Siemanko:)
słuchajcie, sprawa wygląda tak: mam koleżankę, jest niepełnosprawna ruchowo, jeździ na wózku. Dobra z niej dziołcha, lubię ją. Niedługo wybieram się na koncert, tak gdzieś z 80 km od naszego miasta. Ja tam studiuję, więc mam tam stancję. Coś tam któregoś razu wspomniałam, że idę na ten koncert, i tu problem, bo ona chce ze mną iść. Ale to jest niewykonalne- są same argumenty przeciw: po pierwsze- jak ma sama dojechać do tego miasta; po drugie- jak ja się z nią zabiorę na ten koncert (to jest gdzieś z 20 km od dworca;p); po trzecie- na tym koncercie przecież ją ludzie podepczą, potupią i wgl- staranują; po czwarte- jak potem w nocy wrócimy na stancję?; po piąte- nie mam u siebie na stancji nawet gdzie jej przenocować; po szóste- jak ona ma wrócić sama- bo ja przeciez musze zostać tam, bo studia następnego dnia. I kurcze, absolutnie nie widzę przeszkód takich wiecie- psychicznych w znajomości, ale są bariery fizyczne, których... no nie sposób mi przeskoczyć... tylko nie mówcie, że jestem jakaś, co nie akceptuje niepełnosprawnych itp itd;p
Proszę Was o radę... jak ja mam to wytłumaczyć jej, żeby nie poczuła się dotknięta?