Witam!
Od pewnego czasu jestem w tak zwanym luźnym związku. Obydwoje nie chcieliśmy sobie komplikować życia. Zresztą dla mnie to za wcześnie, nie jestem gotowa i nawet nie chce być w takim typowym związku, gdzie są ograniczenia, zobowiązania. On postawił na karierę w wojsku, oddał się służbie w 100% mówi, że na razie nie chce mieć zony/rodziny, bo w każdej chwili mogą przyjść nowe rozkazy, wyjazdy, a rodzina podcinałaby by mu skrzydła. Także pod wieloma względami, dobraliśmy się jak w korcu maku. Ale jest jeden poważnym problem, właściwie to ja mam problem - panicznie się boje ewentualnej bardzo niechcianej ciąży, to jest tak silny lęk który trudno mi opisać. Bardzo dziwnie obco, nieswojo czuje się w towarzystwie matek z dziećmi. Bardzo często myślę o tym, że chyba nie chce mieć własnych dzieci. W złości potrafię myśleć kategoriami ,,nie będę niańczyć bachora''. Często mnie takie różne myśli nachodzą. Przez co seks jest sporadycznie, raz, że mało się widujemy, dwa dla mnie seksu mogłoby nie być. Ja już się tak sparzyłam, dopadła mnie oziębłość seksualna. Tu nie ma jego winy, on jest bardzo przystojny, wysportowany, zadbany, szarmancki, umie postępować z kobietami. Ja bardzo lubię się z nim przytulać całować, spać, lubię o niego zadbać, jego sukcesy cieszą mnie tak jak własne, bardzo go kocham i szanuje i chce dla niego jak najlepiej. Niby luźny związek powinien opierać głównie na seksie, w teorii. Ale my się do siebie bardzo przywiązaliśmy emocjonalnie. To wyszło po rozstaniu, jak zaczęliśmy za sobą tęsknic. Ogólnie obydwoje chcieliśmy, że było jak było - krótko mówiąc. Skoro jest tak dobrze, to po co psuć.
Na razie o żadnych zaręczanych, ślubie, rodzinie nie ma mowy. Na razie to ja mam skończyć studia, mieć dobra pracę, on zając się karierą. Wszystko musi toczyć się własnym rytmem.
No ale dziewczyny powiedzcie mi skąd u mnie te natrętne myśli, taki wewnętrzny lęk, przeczytam artykuł jakiejś dziewczynie która zaszła w niechcianą ciężę teraz ma przemoc ze strony partnera i nie ma dokąd iść z dzieckiem i moja pierwsza myśl, że przecież ja na jej miejscu na pewno bym sobie nie poradziła, że jak tak można żyć. Jednym słowem chce z nim być, zależy mi na tym, żeby nasz związek się rozwijał. Ale już się boje dnia, w którym trzeba będzie podjąć decyzje o dziecku. Jak pokonać ten lęk?