witajcie kobietki!
Ze swoim facetem jestem już 2 rok. W naszym związku zawsze to ja byłam ta która starała się bardziej, która może nie tyle co kochała mocniej ale bardziej to okazywała.
Mój K jest całkiem inny niż ja. Swoją miłość pokazuje inaczej. Wiecie coś na zasadzie : tu mi coś naprawi, tam da komuś w ,,mordę'', zaopiekuje się gdy jestem chora.
On robi wszystko by podnieść mi ciśnienie bo najzwyczajniej jego śmieszy to jak mnie wkurza. Okej. Ale są jakieś granice które ostatnio zaczął przekraczać a które mnie ranią a on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jestem młodsza od niego o 4 lata i wydaje mi się że traktuje mnie troche.. powierzchownie. Na zasadzie ,,jestem starszy, silniejszy wiem lepiej''
Kłóciliśmy się nie dawno i właśnie żeby mi dopiec powiedział ,, A kto by cie chciał?!"
Na początku wyszła mi żyłka ze złości, potem się popłakałam.. Ale NIC do niego nie dociera. Mówi że to przecież nic takiego bo on tak nie myśli że w takim razie momenty w których mnie komplementuje nie mają dla mnie znaczenia, że go nie słucham i wszystko co mówi jest mi obojętne, że nie raz sama tak do siebie mówię <w żartach oczywiście!> itp.
Denerwuje mnie to w nim że wie dokładnie jak mnie zranić. Na jakiekolwiek prośby z mojej strony nie odpowiada bo przecież ,,on taki jest'' i wnioskuje że wcale go nie kocham bo nie akceptuje go takim jakim jest a w miłości właśnie o to chodzi. Bo on jest starszy to on wie:)
Moim zdaniem akceptacja jedno a poszanowanie drugiej osoby drugie..
Dziewczyny pomóżcie bo mam ochotę czasami przejechać po nim czołgiem i zakopać w ziemi!