Szanowne panie, koleżanki.
Czasem czytam ale dopiero dzisiaj zdecydowałam się odezwać...w zasadzie czekam na dobre słowo poradę...
jak odejść od faceta, kochanka którego się kocha ze wzajemnością lat 8...ale mamy rodziny...
Jak potem żyć jakie jest wasze doświadczenie i porada...
Podobne tematy
Chcesz odejsc a to juz duzy krok.. Szkoda ze trawlo to tak dlugo .. Miedzy wami jest cos co ciezko bedzie tak po prostu skonczyc 8 lat to kawal czasu.. Mysle, ze warto z nim pogadac i powiedziec o swoich planach nie ranic siebie i innych ...
3 2013-01-15 14:04:54 Ostatnio edytowany przez Londyńczycy (2013-01-15 14:06:59)
Chcesz odejsc a to juz duzy krok.. Szkoda ze trawlo to tak dlugo .. Miedzy wami jest cos co ciezko bedzie tak po prostu skonczyc 8 lat to kawal czasu.. Mysle, ze warto z nim pogadac i powiedziec o swoich planach nie ranic siebie i innych ...
...ale ja juz mu powiedziałam, że może to nastapic...jak potem zyc bez miłości
kiedy ja ranie męża a on zonę....
ze moze to nastapic ale jeszcze nie nastapilo... Mam wrazenie czy Ty chcesz zeby to trwalo tak naprawde, chcesz zeby powiedzial badzmy razem ? Kochasz i nie chcesz starcic co on na to ? Dlaczego nie ma prob bycia razem? Tak oficjalnie...
zadajesz pytanie jak odejsc. Skoro zwiazek z kochankiem trwa lat 8 i jestes z nim szczesliwa, zycie z poprzednimi partnerami bez milosci, to po co odchodzic?
Nie macie sily i mozliwosci zalegalizowac w koncu swojego zwiazku?
8 lat to kawal czasu, nigdy nie braliscie tego pod uwage?
W koncu rozwody nie sa zjawiskiem nadzwyczajnym - da sie zalatwic.
Generalnie, to są problemy jesteśmy w związkach małżeńskich...ale ja czekam na jego pierwszy ruch na seperację,ale...o ma kłopoty finansowe i rozwód to tylko pogorszy.
Ja sobie zdaje sprawę, że nie będę nigdy szczęśliwa przy nim, bo jest ta pierwsza jest żona...kurcze muszę odejść...czy ja mam zrobić ten pierwszy krok z rozwodem.
Proszę weźcie to na poważnie my się naprawdę kochamy i jesteśmy zakochani...ale jak tu zyc tak dalej...
Generalnie, to są problemy jesteśmy w związkach małżeńskich...ale ja czekam na jego pierwszy ruch na seperację,ale...o ma kłopoty finansowe i rozwód to tylko pogorszy.
Ja sobie zdaje sprawę, że nie będę nigdy szczęśliwa przy nim, bo jest ta pierwsza jest żona...kurcze muszę odejść...czy ja mam zrobić ten pierwszy krok z rozwodem.
Proszę weźcie to na poważnie my się naprawdę kochamy i jesteśmy zakochani...ale jak tu zyc tak dalej...
Tak do konca to nie wiadomo co Ci uczciwie odpowiedziec.
Dlaczego czekasz na jego ruch z seperacja? Jezeli on tego nie zrobi to zgodzisz sie na "martwe malzenstwo"?
A jakim cudem wasi malzonkowie sie nie domyslili, ze prowadzicie ten romans juz tyle lat.
Czy tylko klopoty finansowe stoja na przeszkodzie? i co to wlasciwie sa te klopoty - kredyty, brak forsy na rozwod, alimenty?
8 lat to kawal czasu ,niewatpliwie laczy Was cos powazniejszego choc............,niewiadomo , ludzie sa nieprzwidywalni.
Uwazam ,ze jesli tak dlugo nie rozsstaliscie sie z bierzacymi partnerami to nie zrobicie tego nigdy.
Byc moze jest facetem ,ktory ceni sobie roznorodnosc ? Tego niewiesz ,niewiesz czy jak juz byscie sie rozwiedli i zamieszkali razem.Czy nie wyszlaby prawda ,bo znasz go na pul gwizdka , ale to moje zdanie.
Lepiej zwiąż się z kochankiem.
Pasujecie do siebie.
8 lat oszukujecie swoich partnerów. Wreście pora żeby dowiedzieli się z kim mieszkają pod jednym dachem, dażą zaufaniem.
Wy zdążyliście się przyzwyczaić że zaufanie, wieność, słow są nic nie warte i każdego można oszukać nie mając wyrzutów sumienia.
Zwiążcie się, kiedy któreś z Was zacznie zdradzać ( a należycie oboje do grupy podwyższonego ryzyka), to dla drugiego nie będzie to niespodzianką. Raczej normalnością.
Dla Waszych obecnych partnerów zdrada nie jest normalnością a raczej czymś niewyobrażalnym.
Dajcie im rozwody z Waszej winy, przynajmniej na tą uczciwośc powinno Was stać... chociaż wątpię w to, przypuszczam że jesteście zbyt wyrachowani żeyb się na to zdobyć.
8 lat to kawal czasu ,niewatpliwie laczy Was cos powazniejszego choc............,niewiadomo , ludzie sa nieprzwidywalni.
Uwazam ,ze jesli tak dlugo nie rozsstaliscie sie z bierzacymi partnerami to nie zrobicie tego nigdy.
Byc moze jest facetem ,ktory ceni sobie roznorodnosc ? Tego niewiesz ,niewiesz czy jak juz byscie sie rozwiedli i zamieszkali razem.Czy nie wyszlaby prawda ,bo znasz go na pul gwizdka , ale to moje zdanie.
Chyba masz rację, ale zobaczymy, życie to loteria.
Teraz wyjazd, wybieram się na zasłużony urlop i być może coś się zmieni po powrocie.
Dziękuje za wasze posty. Pozdrawiam.