Na wstępie chcę powiedzieć że moi teściowie z swoimi pieniędzmi mogą robić co chcą a mi nic do tego ale boli mnie tylko jedno, Teściowie pomagają tylko siostrze męża a nas traktują jak ludzi drugiej kategorii..
Mój mąż jest dość zaradną osobą stara się zapewnić nam godne życie mimo że czasami nie jest łatwo.
Mąż pracuje w prywatnej firmie ja opiekuję się dzieckiem więc jest jedynym tak zwanym żywicielem rodziny.Często chodzi na dodatkowe roboty kładzie dachy remontuje mieszkania itp. Mieszkamy w małym 2 pokojowym mieszkanku, na poddaszu które wynajmujemy.
Każdego dnia staramy się cieszyć z tego co mamy.
Siostra męża:
- w raz ze swoim małżonkiem mieszkają u teściów, oboje nie pracują bo studiują zaocznie, nie podejmują się żadnej pracy twierdząc że nie pogodzą jej z nauką weekendy.
- ich czasochłonnym zajęciem jest co dzienne oglądanie seriali rano i wieczorem kiedy teściowie idą do pracy i granie w totolotka
- za rachunki i mieszkanie nic nie płacą, teściowa stwierdziła że nie będzie brała pieniędzy od swojej biednej córki i wręcz musi jej jeszcze pomagać
- z racji że są niby tacy biedni teściowie fundują im takie rozrywki jak kino, zakupy i wycieczki (jak mąż zwrócił uwagę teściowej czemu nie każe im się usamodzielnić to usłyszał że jest egoistą i ma być wyrozumiały dla siostry)
Jak już wspomniałam mąż pracuje i mamy dziecko i nasz bąbel też nas kosztuje mleko, pampersy, słoiczki itp. Fajnie by było jag by coś takiego naszemu dzieciaczkowi przynieśli a oni tylko z uporem maniaka kupują skarpetki. Moje dziecko ma największą ilość skarpetek a jak już dają to z takim żalem w głosie że tylko taki prezent bo ich biedna córcia i zięć nie mają pracy i muszę im pomagać. Jak cokolwiek nam dają to z tym rozżaleniem że nam dają a ich córcia jest biedna. Odwiedzamy ich bo to są jednak rodzice męża i dziadkowie naszego dzieciaczka.
Niedzielne obiady u nich czasami przypominają jakiś cyrk ja z mężem dostajemy po kotlecie mielonym, a męża siostra i jej mąż dostają pieczonego kurczaczka bo oni jedzą tylko delikatne mięso my do obiadu szklankę wody, a oni świeżo wyciskany soczek.Jeszcze dojdzie do tego że oni będą jedli z talerzach a my z miski dla psa.A potem te rozmowy przy kawie że my mamy wszystko, mieszkanie i pieniądze. Na Boga my te mieszkanie wynajmujemy a pieniądze mamy bo mąż pracuje i są na przeżycie a oni jak zwykle biedni i nic nie mają. Gdyby znaleźli prace to by też mieli pieniądze. A co do pieniędzy tylko raz tak się stało że musieliśmy od nich pożyczyć 100zł miesiąc był pełen wydatków a jeszcze trochę było do jego końca.Teściowie owszem pożyczyli ale oczywiście stwierdzili że nie potrafimy oszczędzać a ich córka na pewno by potrafiła. Tragedia!! Teściowie rozbrajają mnie z jednym najczęściej dzwonią do męża jak coś chcą np załatwienie mi spraw biurowych, zawiezienie do lekarza itp.
Ostatnio były dwie sytuacje gdzie ręce mi opadły:
-Teściowie stwierdzili że chcą kafelkować łazienkę nic wcześniej o tym nam nie mówili, aż w pewien wtorek kiedy mąż szykował się do dodatkowej pracy żeby sobie dorobić teściowie dzwonią że on ma przyjść do nich kłaść kafelki. Kiedy powiedział że nie może bo jest już gdzie indziej umówiony to krzyczeli jak on tak może, że im nie pomaga a ich zięć by to na pewno zrobił. To mąż pyta czemu właśnie ich zięć tego nie zrobi skoro tam mieszka a teściowie z jeszcze większym oburzeniem że on ma uczelnie i musi się uczyć na sobotę.Takim sposobem obrazili się na nas na tydzień.
-Teściowie przy niedzielnym obiedzie stwierdzili że myślą o kupnie jakiegoś małego mieszkanka dla córci i jej męża, bo na pewno nie dostaną kredytu skoro są bez pracy. A my nie mamy co narzekać bo sobie mamy gdzie mieszkać.
Nie chcę nawet tego komentować bo głowa boli i płakać się chcę.
Nie wiem może coś zemną nie tak ale moim zdaniem zachowują się nie ładnie wobec nas. Tutaj syn jest od zapieprzania a córka do podziwiania . A wy co myślicie?