netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

O co chodzi ?

4 odpowiedzi2 128 wyświetleńzałożony przez Latineee, 12.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: O co chodzi ?

Witajcie smile
Chciałam uzyskać nowe, świeże spojrzenie na tą sytuację, gdyż nie wiem jak się zachować, co zrobić, a moi najbliżsi nie potrafią mi nic doradzić. Może ktoś miał podobną sytuację i mi pomoże, wytłumaczy kilka rzeczy.
Od początku:
4 lata temu we wrześniu poznałam fajnego faceta, na początku tylko rozmawialiśmy przez gg, poźniej doszły do tego niezliczone godziny spacerów, następnie staliśmy się prawie nie rozłączni. Staliśmy się parą, chodziliśmy do liceum, on rok starszy ode mnie, nazwijmy go J. Doskonale się dogadywaliśmy, bardzo o mnie dbał, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, kochaliśmy się. Był ideałem. Mijały miesiące, a ja nie przypominam sobie, żebyśmy sie kłócili kiedykolwiek (nie licząc drobnych sprzeczek, trudno było je nazwać kłótniami). Przyszedł marzec, w marcu mój kuzyn wyprawiał osiemnastkę dla najbliższej rodziny oraz najbliższych przyjaciół. Zostałam oczywiście zaproszona. Kilkanaście dni przed tą osiemnastką odezwał się do mnie przyjaciel mojego kuzyna. Trochę mnie to zdziwiło, niewinna rozmowa, chłopak zaproponował, że przyjedzie po mnie na dworzec pks i zawiezie mnie na osiemnastkę kuzyna, zgodziłam się. Znałam dobrze tego chłopaka (nazwijmy go M), od dzieciaka przyjeżdżałam na całe wakacje do tego kuzyna , a M przyjaźnił się z moim kuzynem też od dziecka. Więc często spotkałam M, jakoś przez czas podstawówki i gimnazjum bardzo mi się on podobał, ale ja byłam traktowana przez niego jak młodszą kuzynkę jego kumpla. Dodam, że kuzyn mieszka w masteczku które jest oddalone o 100 km od mojej miejscowości, dlatego moje zauroczenie panem M było można powiedzieć sezonowe (wakacyjne), ale co roku co raz bardziej się w nim zakochiwałam... Jednak on był małolatem, który nie był stały w uczuciach, co chwile miał nową "dziewczynę". Jednego lata (byłam wtedy w gimnazjum) stwierdziłam, że musze zwalczyć w sobie to uczucie i przestać cokolwiek do niego czuć, udało się, zaczęłam traktować go z dystansem.
I tak mineła moja fascynacja M.
Jednak na tej osiemnastce wszystko wróciło, niestety. Dobrze się razem bawiliśmy, on pocałował mnie ja nie protestowałam... Następnego dnia miałam oczywiście ogromne wyrzuty sumienia, wiedziałam, że dla M to zabawa, a ja mam J, ale stało się. Jednak co do tego, że dla M to była zabawa myliłam się... On poprosił o szanse, powiedział, że możemy stworzyc jakiś związek, że będzie się starał, przyjeżdżał do mnie. Nie wiedziałam co zrobić, totalny mętlik w głowie, pamiętam, że był to jeden z najgorszych momentów w moim życiu. Miałam wybór wybrać chłopaka który był dla mnie bardzo dobry, z kórym doskonale się dogadywałam, ale miał jeden mańkament, nie pociągał mnie fizycznie, właściwie nie podobał mi się (J), albo mogłam wybrać chłopaka, w którym byłam zakochana od dzieciaka. Nie wiedziałam co zrobić, wróciłam do domu, powiedziałam J o pocałunku z M, nie chciałam go okłamywać, bardzo go to zraniło, ale postanowił wybaczyć mi to, aj stwierdziłam, że spróbuje być dalej z J. Niestety od tego momentu zaczęło się wszystko pieprzyć. J starał się mi wybaczyć, ale jednak ciągle mi wypominal ten pocałunek, nie ukałdało się do tego M cały czas do mnie wypisywał. Poprosiłam o miesiąc przerwy, aby to wszystko sobie poukładać. Zaczęłam co raz mniej czuć do J, a M cały czas kusił. Przyjeżdżał, starał się. J też się bardzo starał, napisał mi piękny list, na prawde chciał, żeby wszystko się ułozyło, ale ja już chyba tego nie chciałam, chciałam żeby został moim przyjacielem, poprosiłam go o to, on powiedział, że nie potrafi. Nie chciałam z miejsca wchodzić w nowy związek, ale M przyjeżdzał często, było mi ciężko, z jednej strony mogłam zacząć tworzyć nowy związek, z drugiej był zraniony J, nie chciałam, żeby czuł, że odeszłam do innego... ale odeszłam, początki nowego związku były trudne ja wciąż wahałam się, był taki czas, że chciałam wrócić do J, tęskniłam za nim, on już nie widział powrotu, nie wiem dokładnie co z nim było po naszym rozstaniu, czy bardzo je przeżył, ale wydaje mi się, że bardzo cierpiał, on mnie na prawde bardzo pokochał przez te 7 miesięcy. Czas leciał ja byłam z M, on się starał, ja ciągle jeszcze myślałam o J, nie byłam do końca szczęśliwa. Kontakt z J oczywiście został całkowicie urwany. Zdarzało się, że sie spotykaliśmy przez przypadek, mielismy wielu wspólnych znajomych, ale zazwyczaj ze soba nie rozmawialiśmy, trzymaliśmy sie od siebie z daleka. Na pewnej imprezie działkowej, puściły mi emocje i poprosiłam go o rozmowe, bardzo go przeprosiłam za to jak to wszystko się skończyło, za to jak postąpiłam i wogóle, rozpłkałam się on też uronił kilka łez, przytulił mnie i powiedział, że mi wybacza i że nie chce czuć żalu. Od tej rozmowy trochę się zmieniło nie miedzy mną a J, a między mną a M. Chcyba ta rozmowa dała mi troche takie rozgrzeszenie, mogłam zacząć się cieszyć związkiem z M, który był dla mnie bardzo dobry, z J rozmawiałam tylko kilka razy na gg podczas mojego związku z M. Były to rozmowy typu "co u Ciebie słychać" zazwyczaj zbytnio się nie kleiły, albo któreś z nas nie miało czasu i kończyło rozmowę.
Związek z M nie jest tu głównym bohaterem, dlatego nie będę się w niego zagłębiać, napisze tylko kilka zdań, żeby zarysować obraz tego co było.
Byłam z nim przez ponad 3 lata, to sporo czasu tak mi się wydaje, ale podczas tych 3 lat byłam szczęśliwa może przez połowe tego czasu, a na pewno nie byłam już szczęśliwa przez ostatni rok. Nasze charaktery się totalnie gryzły, nie potrafiliśmy często znaleźć wspólnego języka, non stop się kłóciliśmy, mieliśmy zupełnie inne wyobrażenie związku, jednak przez czas kiedy było dobrze ja się zbyt mocno przywiązałam, zbyt zaplątałam w uczuciach, nie potrafiłam powiedzieć "stop". On był egoistom, nigdy po kłótni nie przytulił i nie powiedział przepraszam, to ja zawsze wychodziłam z inicjatywą pojednania, zawsze brałam całą winę na siebie... Wiele razy chciałam odejść od niego, ale nie potrafiłam. Miałam szanse nawet odejść do kogoś innego, ale powiedziałam sobie, że więcej razy kogoś w ten sposób nie zranie! Obiecałam to sobie, nauczyłam się na swoich błędach... Nikt nie zasługuje na to, aby zostać porzucony dla kogoś innego. Dałam do zrozumienia chłopakowi, który o mnie zabiegał, że jestem zajęta i że nie odejdę od M, mimo to że też mnie ciągneło do tamtego. W moim związku przez ostatni rok nie dostawałam od M zbyt wiele uwagi, czułości, czułam się samotna i nie kochana, a chłopak który o mnie zabiegał, chciał mi to wszystko dać, ale nie ! Teraz wiem po doświadczeniu z J, że tak się nie robi i zostałam z M, do czasu... Raz już z nim zerwałam, kiedy w stanie nietrzeźwości zwyzywał mnie i powiedział, że mnie nie chce... Byłam w strasznym stanie, ale sama postanowiłam wrócić, nie mogłam znieść rozłąki i w ten sposób przyzwalałam na złe traktowanie, teraz wiem, że tak nie można. Po 3 miesiącach od pierwszego zerwania, on zerwał ze mną, a właściwie odszedł do nowej... tak wiem "karma", należało mi się ! Było to dla mnie trudne rozstanie, mimo, że on nie był idealny, rozstanie mnie dobiło. Ten związek był toksyczny teraz to widzę, ale pierwsze dwa miesiące po rozstaniu były trudne... Teraz wiem, że dobrze się stało ! Cieszę się, że już z nim nie jestem, bo wcale nie byłam z nim szczęśliwa, a to przyzwyczajenie trzymało mnie przy nim i chyba strach przed samotnością...
Teraz w końcu przejdę do najważniejszego punktu.
Rozstałam się z M w październiku. We wrześniu pierwszy raz po bardzo długim czasie odezwał sie do mnie J. Rozmowa zaczęła się niewinnie, opowiedzieliśmy sobie co u nas słychać mniej więcej, on mówił, że u niego nie za dobrze, nie chciał powiedzieć o co chodzi, pisał, że jestem inteligentną dziewczyną i że się domyślę (?). spytał czy chcę się spotkać, ja byłam chętna, myślałam o czysto koleżeńskim spotkaniu, aby nadrobić ten stracony czas. Myślałam, że może ochłoonął i postanowił, że może chce się przyjaźnić. Umówilismy się, ale ostatecznie do spotkania nie doszło, któremuś z nas coś wypadło, nie pamietam już któremu . Później kilka dni po tym znowu sie umówiliśmy, ale on zrezygnował, krótko przed spotkaniem. Następnie był telefon w środku nocy, ja nieprzytomna odebrałam, spytał czy śpie, a ja na to że tak, życzył mi dobranoc i się rozłączył. Po chwili dostałam smsa nie pamietam dokładnie treści, ale coś typu "dużo nie rozumiesz", odpisałam żeby mi wytłumaczył, on nic.
Później J krótko przed moim rozstaniem z M, napisał do mnie, chwile gadaliśmy jak zwykle o bzdurach. Kilka dni po moim rozstaniu z M, J wysłał mi smsa " śpij spokojnie", odpisałam "dziękuję, ale dlaczego do mnie piszesz", on " to źle? widzę, że u Ciebie coś się zmieniło", ja " tak, to źle?"  on "spotkajmy się", po tym smsie weszłam na fb i akurat on był, rozmawialiśmy chwilę, napisał mi, że boi się spotkania, że nie wie jak na nie zareaguje itd., napisałam, że ja go nie będę naciskała,. chociaż załeży mi na tym, żeby się z nim zobaczyć... Tak skończyliśmy gadać, nie ustalając, żadnego terminu. Kilka dni później spotkałam go w klubie, zupełnie niespodziewanie, ktoś mnie łapie za biodra i odwraca, patrzę a tam J z szerokim uśmiechem na twarzy, nie wiedziałam jak zareagować, ale coś we mnie się ruszyło, serce podskoczyło... Byliśmy oboje troche wstawieni, wyszlismy do palarni, chwilke pogadaliśmy, głównie o tym w jakim szoku jestesmy widząc się po 3 latach, on zupełnie się zmienił, bardzo wymężniał. Na prawde mi się spodobał jego "nowy" wygląd. Później troche potańczyliśmy, ale piosenki typu "ona tańczy dla mnie" nie sprzyjały nam, tak więc jakoś się rozeszliśmy ja do swoich znajomych on do swoich. Po chwili znalazł mnie przy barze i prosił, żebym z nim poszła na parkiet, ale ja powiedziałam, że jak mi obieca, że się spotkamy, przypomniał, żebym nie naciskała, ale ja nie potrafiłam. Później tylko jak wychodziłam z klubu zobaczyłam go to pokazałam mu ręką, że jestesmy w kontakcie telefonicznym, on się usmiechnął tylko. Następnego dnia nie wytrzymałam i napisałam do niego smsa, że miło było go wczoraj widzieć i że chętnie porozmawiam z nim teraz całkowicie na trzeźwo. On nie odpisał... Później zobaczyłam go na fb i napisałam mu, że nie ładnie nie odpisywać, kiedyś mi tez tak napisał, on powiedział, że tak ma, że często nie odpisuje, że nie odbiera, ja podziekowałam, ze mnie olał, on że to nie tak, że nie olewa tylko że tak ma. Później jeszcze z dwa razy pisałam, że chcę się z nim spotkać i dowiedzieć o co chodzi, on oczywiście nie odpisywał. Po tygodniu od tamtej imprezy dostałam telefon o 3 w nocy od J, odebrałam słyszłam tylko muzyke i jakieś szumy, nagle zawieszono rozmowe, a ja się rozłączyłam, nie bardzo wiedząc o co chodzi. Następnego dnia napisałam, dlaczego dzwonil ? odpowiedzi nie dostałam... Postanowiłam, że dam sobie spokój, bo od tej imprezy codziennie miałam go w głowie. Całkie nie źle mi poszło, starałam się wyrzucić go z myśli i nie pisać do niego, przyszły swięta, ja wyjechałam do babci, w drugi dzień świąt o 3 znowu telefon od J od ostatniego telefonu minęły 2 tyg. Oczywiście z ciekawości odebrałam. Zaczęła sie godzinna rozmowa, prosiłam, żeby mi wytłumaczył w co on gra... On na to, że to trudno zrozumieć, że od razu tego nie zrozumiem, ja powiedziałam, że postaram się zrozumieć, on na to że to nie rozmowa na telefon, że musi mi prosto w twarz to wytłumaczyć, powiedziałam, że do tego aby prosto w twarz powiedzieć coś jest potrzebne spotkanie, a on tego nie chce. powiedział, że to nie jest tak, że on nie chce... Później zaczęły się pytania typu "czy myślałam kiedyś o nim, czy tęskniłam..." "nasza historia mogła się innaczej potoczyc" powiedziałam,  że nie odpowiem pólki on mi nie odpowie na moje jedno podstawowe pytanie "w co Ty grasz?" ostatecznie powiedział "chodz do mnie" ja na to ze zdziwieniem, że przyszłabym, ale nie jestem w domu, poprosił żebym do niego zadzwoniła jak będę wracała i że wtedy się umówimy, powiedziałam, że napisze, a to on ma wtedy zadzwonić. Tak tez zrobiłam napisałam. że już wracam i że będę za 2 h w domu, żadnego odzewu... jak dojechałam do domu napisałam kolejnego smsa, że już jestem w domu i teraz jego kolej... on nic, postanowiłam, że zadzwonie oczywiścnie nie odebrał... ja już za bardzo się znowu zawikłałam w to wszystko... Następnego dnia napisałam, że ma przestać brac w tą gre co gra, a jeśli nie przestanie to ma mi po prostu dać spokój... napisałam to w złości, jednak kolejnego dnia napisałam, ze bardzo mi zależy, zeby dowiedzieć sie co mu na wątrobie leży, zero odzewu, w sylwestra zadzwoniłam do niego, żeby złożyć życznie, nie odebrał, pomyślałam, że może chodzi mu o to żebym pokazała jak bardzo mi na tym zależy i przyszła do niego, po jednej imprezie troche się wstawiłam co mi dało odwagi i pojechałam do niego, napisałam, że jestem i czekam aż wyjdzie, on nic... po tym pomyślałam, że ja już nic nie mogę zrobić i nie wiem co dalej, mam zamiar dać sobie spokój, ale boje się, że znowu po jakimś czasie się odezwie, a może juz nie?
Dodam, że kiedy z nim byłam, był bardzo uległy, zawsze wszystko było robione tak jak ja tego chciałam, po rozstaniu stwierdził, że to był duży błąd ja też tak uważam, może teraz się zmienił i mi to pokazuje? nie wiem.
Jeszcze napisze, że on przez ten czas kiedy ja byłam z M, był najpierw przez chwilke z moją przyjaciółką, przez co ja juz się z nia nie przyjaźnie tak jak kiedyś, żalu juz nie ma ale co sie rozpadło to sie rozpadło, a później był około rok z moją byłą przyjaciółką z czasów gimnazjum, z którą teraz nie mam w ogóle kontaktu. Podobno J bardzo się zmienił..
Strasznie się rozpisałam, ale żeby to wszystko zrozumieć musiałam dać obraz tego co było kiedyś.
Może teraz ktoś mi wytłumaczy o co chodzi? W co on gra? Czy się jeszcze odezwie? Czy ja coś powinnam zrobić?
Jestem bardzo zagubiona w tym wszystkim...

Przepraszam za błędy i dziękuję tym co dotrwali do końca tej plątaniny słów smile

2

Odp: O co chodzi ?

Ile Ty masz lat ??

3 Ostatnio edytowany przez elfiona (2013-01-12 21:59:56)

Odp: O co chodzi ?

Trudno powiedzieć. Jest wiele możliwości. Pewne jest, że go zraniłaś. Może się boi, czy nie zrobisz tego ponownie, gdy się zwiążecie. Może chce Ci pokazać, że już nie masz na niego takiego wpływu, jak kiedyś, że już nie będzie uległy i stąd to lekceważenie Twoich prób kontaktu. Może chce, byś zrozumiała, że wiele straciłaś. Może po prostu sam nie wie, czego chce. A może jeszcze coś innego. Tego nie wiemy.

Skoro próby kontaktu z nim nie przynoszą rezultatu, powinnaś z tym skończyć. Koniec telefonowania, wysyłania SMS-ów, kontaktowania się na portalach społecznościowych. Daj mu czas, by się odezwał i umówił się z Tobą na spotkanie. Jeśli tego nie zrobi, sprawa jest oczywista - zwłaszcza, że jak to już wcześniej Ci dał do zrozumienia, on nie potrafi się z Tobą jedynie przyjaźnić, więc albo miłość albo nic.

Nie zapominaj, że mężczyźni lubią zdobywać. Zdecydowanie nie powinnaś mu się narzucać jak do tej pory. Powinnaś zupełnie zmienić taktykę, sposób myślenia, zachowanie i milczeć, nie odzywać się do niego, a gdy on się odezwie, odpowiadać zdawkowo, ale uprzejmie, nie podtrzymywać rozmowy, nie zwierzać się, nie proponować spotkania. Odpowiedzi powinny być krótkie i dość luźne, sympatyczne, poruszające błahe tematy. Żadnych wyznań ani planów co do Waszej rzekomej przyszłości. Żadnych osobistych ani ciężkich tematów.

Rozmowy nie powinny być też długie. Na pewno nie dłuższe niż 15 minut. Jakby coś, to Ty nie masz czasu, bo np. idziesz na spotkanie z kolegą. Jeśli po czymś takim nie zechce się z Tobą zobaczyć, to mu nie zależy i tylko Cię sprawdza, czy Tobie zależy, żeby Cię ośmieszyć. Tak to widzę. wink

Potraktuj go tak samo, jak on Ciebie. Nie bądź na każde jego zawołanie i nie odbieraj telefonu po jednym sygnale. Najlepiej nie odbieraj od niego telefonu w ogóle. wink

4

Odp: O co chodzi ?

elfiono dziękuję Ci bardzo za odpowiedz, masz racje muszę dać sobie spokój i zdecydowanie luźniej do tego podejść, już wcześniej postanowiłam, że juz nie będę się z nim kontaktować i narzucać, ale napisałam tu, bo chciałam opinii kogoś obiektywnego wink
Dzięki za te kilka rad, mam nadzieje, że się przydadzą wink
a co do mojego wieku, wydaje mi się to nieistotne, lecz z postu można mniej więcej wywnioskować ile mam lat wink

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026