Moja historia jest dosc krotka, byla pelna radosci, wrazen, rozmow, wariactw, szalenstw i niestty nagle sie zakonczyla. Poznalismy sie jesienia, niby na poczatku nic, ale bardzo zybko potem zostalismy para. Rozne wyjscia, do znajomych, moich jej, imprezy firmowe, wiele godzin spedzonych tylko wspolnie przy gotowaniu, winie czy czymkolwiek. Z reszta to ja na poczatku tej znajomoci bylem bardziej asertywny, obawialem sie ze znow dostane po tylku. Nieraz w naszych rozmowach pojawialy sie tematy bylych relacje z nimi itp. I tu sie wlasnie pojawil problem. Z Nim zerwala ponad 2 lata temu. To byl bardzo chory i toksyczny zwiazek. Byla bita, ponizana, ale jak to bywa w takich historiach mieli swe piekne i cudowne chwile.
Dzis ten gosc jest w kolejnym zwiazku. Ona zdecydowala sie odejsc ode mnie, nie wlasnie zeby wrocic do niego, ale zeby mi nie robic dalszej nadziei. To juz byl etap gdzie nie mogla przeskoczyc dalej. Stwierdzila, ze to nie te ramiona, nie ten zapach. Ona nie chce do niego wrocic ale siedzi jej w glowie.
Powiedziala, ze sie ze mna czuje bezpiecznie, ze przychylam jej nieba, ze ukazalem, ze zwiazek moze wygladac inaczej, lepiej byc partnerski, ale na nic wiecej niz przyjazn nie moge liczyc. Z reszta powiedziala, ze nie palimy za soba mostow i jak cos to wie gdzie mnie szukac. Dodala takze, ze dzieki mnie ma troszke inne spojrzenia na ta cala sprawe, ze to co kiedys myslala, ze ma wszytko, nie jest wszyskim, ze moze to wygladac inaczej, ze mozna utrzymywac inne relacje
Co mam zrobic, czy powalczyc, czy byc tym przyjacielem i poczekac az sie otworzy, czy to ma sens? Tu nie zawinila zadna ze stron, nikt nikogo nie zdradzil, to sa problemy w glowie, jak to rozwiązać? Bardzo mi na niej zalezy