Cześć dziewczyny,
jestem z moją dziewczyną ponad rok, a od ok. pół roku notorycznie się kłócimy. Na 7 dni w tygodniu, 3 dni się kłócimy, więc mnie jwięcej co drugi dzień. Mam już tego serdecznie dosyć, ale nie wiem jak do tego nie dopuszczać. A kłótnie? Bywają z najprostszych i najbardziej głupich przyczyn jakie tylko możecie sobie wyobrazić... ostatnio np. była ostra kłótnia o dodanie innych (dobrze mi znajomych!!) kobiet do znajomych na facebooku.
I nie powiem, moja też niekiedy jest wina. Ona po pół roku nauczyła mnie tego, że można prowadzić konflikty z błahych powodów, więc stało się niestety tak, że i jak zaczynam się "fochać" (co oczywiście nigdy się nie działo).
I tak jest w kółko - raz ona, raz ja. Sam nie wiem dlaczego...
Czy Wy przy takim stażu związku też tak się kłóciliście?!
Ostatnio wszystko zaczyna mnie wkurzać. Ona robi wszystko zupełnie inaczej niż ja bym chciał.
Najgorsze jest to, że ją kocham - tak - dobrze napisałem... najgorsze... przed jej poznaniem udzielałem się strasznie w pewnej formacji zwanej stowarzyszeniem. Miałem ogromną pasję. Pasję życia. Latami zdobywałem doświadczenie, dobrą renomę i szacunek innych. Tworzyłem wszystko sam i spełniałem się w 100%. Kocham robić to co lubię i połączyłem pracę z pasją.
Miałem liczne sukcesy nie tylko narodowe, ale i zagraniczne. Nie będę tutaj pisał o co dokładnie chodzi, bo nie jest to istotne... ważne, że była pasja - nic się wtedy nie liczyło.
Potem właśnie poznałem ją... akceptowała moje życie, starała się nawet pomagać. Tak bardzo się w niej zakochałem, że teraz mija ponad rok, a ja straciłem prawie że wszystko co miałem kiedyś i na co pracowałem latami.
Posprzedawałem rzeczy, które sam stworzyłem, bo... tutaj wczasy w Chorwacji, tu sukienka ładna, tu kolacja, tu narty, tu Zakopane. Nie stać mnie na nią było, więc musiałem sprzedawać żeby ją zadowolić.
Tym samym zniknęła moja pasja - znikneli ludzie, którzy ją tworzyli. Straciłem kontakty.
Ostatnio podjąłem z nią rozmowę na ten temat. Rozpłakała się. Powiedziała, że ona tego nie chciała. Mówiła żebym nie wydawał na nią pieniędzy, że ona tego nie chce i nie potrzebuje. Niestety tak bardzo ją kocham, że jak widzę coś w sklepie to muszę to koniecznie kupić, bo wiem że jej się spodoba.
Tak bardzo chcę aby była szczęśliwa...
Niestety - kobiety kosztują - wiem. Ale powiedzcie - można materialnie zadowolić kobietę, jednakże swoim kosztem?
Mam dalej tracić resztki pozostałej już pasji dla niej? Teraz tak myślę, i to wszystko mi się kumuluje, że nie wiem czy ją zostawić... Bo te kłótnie, bo te pieniądze. Nie wiem co robić. Mam dziwne myśli. Poradźcie Panie, czego Wy oczekujecie od swoich facetów jeśli chodzi o dobra materialne.