Hej. Piszę do was z takim problemem... jesteśmy razem od 5 lat i od 2 lat mieszkamy razem.
Mój chłopak (l. 24, student dzienny, bez pracy) jest totalnym domatorem. Nienawidzi wychodzić z domu - ewentualnie do supermarketu albo na spacer po parku. Nienawidzi także sportu, bo mówi, że każda aktywność fizyczna go męczy i denerwuje. Ma kilku kolegów ze studiów, z którymi spotyka się na piwo i projekty inżynierskie raz w tygodniu (oczywiście u któregoś w domu). Oni raczej imprezują albo wychodzą sobie sami/ ze swoimi dziewczynami, a mój woli posiedzieć przed komputerem i pograć w grę.
Ze mną nie wychodzi nigdzie. Ostatnio byliśmy 2 miesiące temu na łyżwach, z okazji moich urodzin (wymuszone, to ja poprosiłam o prezent w postaci jego obecności...). Od tego czasu - tylko supermarket, gry komputerowe, filmy na komputerze - takie oto sposoby spędzania wolnego czasu.
Ja zawsze byłam bardzo aktywna. Teraz, dzięki niemu/ przez niego - przygasłam. Nadal na tygodniu, po studiach, chodzę na lekcje języka obcego i siłownię. W weekendy zaś okropnie się nudzę, czasami dorabiam sobie jako hostessa, czasami sama gdzieś wyjdę, ale jednak sama to nie to samo jak z kimś. Moje wszystkie koleżanki wracają na weekendy do domów rodzinnych albo bawią ze ze swoimi chłopakami.
Jeżeli chodzi o podróże - jest dokładnie to samo. Byliśmy w tym roku na wakacjach za granicą. Ja chciałam chodzić, zwiedzać, próbować nowych rzeczy, pływać w morzu, zaś on wolał leżeć na łóżku w hotelu (!!) pod klimatyzatorem, bo 'na dworze za gorąco, a jemu się nie chce chodzić'.
Myślicie, że z takiej sytuacji da się ustalić jakiś kompromis? Od 4 lat próbuję nakłonić go do jakiejś aktywności, wspólnego wyjścia, wyjazdu na wycieczkę, ale nic nie pomaga ![]()