Powód, dla którego musisz kochać Siebie, jest taki, że nie sposób czuć się dobrze, nie kochając jednocześnie Siebie. Kiedy się czujesz źle ze sobą, blokujesz całą miłość i wszystko co dobre, co Wszechświat ma dla Ciebie. Kiedy Ty sam stanowisz źródło negatywnych uczuć, to znajdujesz się na częstotliwości przyciągającej więcej ludzi, sytuacji i okoliczności, które będą tylko podsycały w Tobie te uczucia. Sekret - Rhonda Byrne
Czy kochasz siebie? A może wiesz jak można zacząć kochać siebie? Czy jednak kompleksy wzięły górę? Jak sobie z tym radzić?
Podobne tematy
kocham siebie, kocham bliskich ![]()
Czasem zdarzają się chwile słabości, i kompleksów, ale szybko przechodzą ![]()
Nie mogę kochać siebie - jestem takim nieudacznikiem!!! Wszystko we mnie jest wybrakowane - wzrost, tusza (muszę się głodzić żeby nie być 'jabłkiem'), włosy (cienkie, puszące się), zęby, charakter (nie potrafię łatwo nawiązywać znajomości, a jak już nawiążę to rzadko ją kontynuuję bo jestem nudna i nikt nie chce kontynuować znajomości ze mną), nie mam żadnych zdolności, nie potrafię nawet dobrze prowadzić samochodu...
Nienawidzę siebie.
I chyba też moich rodziców, za to że mnie taką 'zrobili'.
bez przesady z tym kochaniem, mam swiadomosc swoich mocnych i slabych stron, nad slabymi chce pracowac. Trzeba do tego podchodzic z dystansem, nie na wszystko mamy wplyw
nie trzeba być aż takim narcyzem,ale też nie pesymistom,do wszystkiego trzeba mieć dystans,zachować zdrowy rozsądek.Ja lubie siebie,akceptuję,ale czy aż kocham,nie jestem pewna.
Ja kocham siebie i wiem, że jeśli się chce to można wszystko!!!!
Kocham. Nie kocham. Różnie to bywa:)
Czy nie lepiej powiedzieć "akceptuje siebie"? "Kocham siebie" to nawet śmiesznie brzmi jak dla mnie:).
Ja nie akceptuję siebie. Nie rozumiem swoich zachowań i cholernie źle mi z tym ![]()
osobiście nie zgadzam się z
Kiedy Ty sam stanowisz źródło negatywnych uczuć, to znajdujesz się na częstotliwości przyciągającej więcej ludzi, sytuacji i okoliczności, które będą tylko podsycały w Tobie te uczucia.
z przyciąganiem do siebie czegoś. nie uważam że przyciąga się do siebie jakieś złe czy dobre sytuacje czy ludzi. po prostu gdy wierzymy w siebie i znamy swoją wartość przytyki innych nie robią na nas wrażenia, można by stwierdzić nawet że się nimi prawie wcale nie przejmujemy. odwrotnie jest gdy siebie nie lubimy to wtedy tak jakby zgadzamy się z osobami mówiącymi o nas źle i pielęgnujemy ich zdanie w sobie, odczucie smutku trwa dłużej, stąd chyba wrażenie że coś przyciągamy. ale dla mnie to jest zauważanie, branie do siebie, rozmyślanie o tym.
tak samo jak nie zgadzam się z tym że jak się szuka dowodów zdrady w związku to się je znajdzie.. czyli sie je przyciągnie.
bzdura totalna. ale przejdę dalej.
Czy kochasz siebie? A może wiesz jak można zacząć kochać siebie?
nie kocham ale lubię coraz bardziej. jeśli chodzi o mnie to przyszło mi to z wiekiem, im człowiek mądrzejszy tym mniej przejmuje się np własnym wyglądem w oczach innych i tym co sobie inni o nas myślą.
jak zacząć lubić? zacząć wmawiać sobie że zdanie innych na nasz temat się nie liczy, bo tak naprawdę nas nie znają. bierzmy pod uwagę zdanie osób nam bliskich i życzliwych , takich naprawdę a nie fałszywie, do siebie, i ewentualnie zastanówmy się wtedy nad swoimi wadami , czy można coś z nimi zrobić czy nie. jeśli tak działajmy.
Zaakceptować siebie jest bardzo trudno, jeśli wciąż rozmyślamy o tym co robimy źle, o naszych słabościach, wadach i sytuacjach, które sprawiają, że czujemy się gorsi od innych. Myśl ta krąży po necie na okrągło, ale powtórzę ją: aby zmienić siebie trzeba zmienić swoje nastawienie, myślenie. To jak się postrzegasz sprawia, że tak samo postrzegają cię inni. Wiara w siebie to podstawa. Zamiast pisać to co jest powyżej, piszcie o sobie pozytywnie. Pobudzajcie pozytywne myślenie.
12 2013-01-03 15:03:29 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-01-03 15:04:14)
Lubie siebie. Oczywiscie nie jestem zadnym chodzacym idealem, ale mam bardzo cieple uczucia w stosunku do swojej osoby. Gdybym spotkala siebie, zaraz bym sie zaprzyjaznila, bo jestem pelna humouru, inteligencji, czaru szalona kobietka ![]()
13 2013-01-03 15:40:59 Ostatnio edytowany przez asertin (2013-01-03 15:45:55)
Ja porównuję się do byłej mojego męża i nie wiem dlaczego to robię. To straszne uczucie gdy nie rozumiesz samego siebie. Mąż nigdy nie dał mi powodów do zazdrosci, zawsze powtarza, że jestem ładna itd. a ja jak nienormalna ciągle porównuję się do niej
to chyba oznacza, że nie akceptuję siebie :-/
Ja porównuję się do byłej mojego męża i nie wiem dlaczego to robię. To straszne uczucie gdy nie rozumiesz samego siebie. Mąż nigdy nie dał mi powodów do zazdrosci, zawsze powtarza, że jestem ładna itd. a ja jak nienormalna ciągle porównuję się do niej
to chyba oznacza, że nie akceptuję siebie :-/
Ale po co? Przeciez Twoj maz sie z nia rozstal i ozenil z Toba. Gdyby ona taka wspaniala byla ich zwiazek by sie nie zakonczyl.
Jak zapewne większość ludzi, mam pewne kompleksy i wady. Nie znam osoby całkiem idealnej, nie tylko pod względem wyglądu, ale też charakteru. Staram się oswajać z moimi wadami, a to co mogę-poprawiać.
"Kocham siebie" to może przesadnie powiedziane, ale akceptuję siebie taką jaka jestem i nie pozwalam, żeby kompleksy wzięły górę. Nikt nie jest idealny.
Hm, na pewno siebie lubię, chcę dla siebie jak najlepiej, ale kilka kompleksów mam, choć z wiekiem przywiązuje do nich coraz mniejszą wagę. Chyba też nie ma co przesadzać z tą miłością, żeby nie popaść w samozachwyt czy pychę
Ale gdybym była kim innym (płci męskiej), to bym się w sobie nie zakochała raczej ;D
No dobrze weźmy "miłość do siebie" w cudzysłów, i zacznijmy rozumieć to jako akceptację, bo właśnie to miałam na myśli. Drogie Panie i drodzy Panowie powiedzcie mi czy udało wam się znaleźć jakiś sposób żeby akceptować siebie w pełni bądź coraz bardziej. Oraz jak poknujecie własne słabości lub pozbywacie się kompleksów. Macie na to jakieś sprawdzone rady i sposoby? I czy sądzicie że nasze słabe strony można "zasłonić" bądź "wyprzeć" zaletami jakie mamy???
No dobrze weźmy "miłość do siebie" w cudzysłów, i zacznijmy rozumieć to jako akceptację,bo właśnie to miałam na myśli. Drogie Panie i drodzy Panowie powiedzcie mi czy udało wam się znaleźć jakiś sposób żeby akceptować siebie w pełni bądź coraz bardziej
Zaakceptowalam siebie w momencie w ktorym uswiadomilam sobie ze nie MUSZE byc idealna ![]()
Ze jestem soba i mam cechy ktore sa wspolne z wiekszoscia spoleczenstwa ale tez takie ktore sa jedyne w swoim rodzaju. Tylko moje. ![]()
Oraz jak poknujecie własne słabości lub pozbywacie się kompleksów. Macie na to jakieś sprawdzone rady i sposoby? I czy sądzicie że nasze słabe strony można "zasłonić" bądź "wyprzeć" zaletami jakie mamy???
Stawiam sobie REALNE cele. Owszem bardzo bym chciala byc rozmiaru S...Nigdy sie to nie uda. Ale moge byc jedrne i apetyczne L. Bo NIE MA PRZYMUSU ze mam byc S. ![]()
Akceptacja wedlug mnie polega rowniez na akceptowaniu swoich slabosci. Jestem niecierpliwa i nie lubie czekac. Nawet minute na spozniajacy sie autobus... ![]()
Nie bede tego zwalczac bo to integralna czesc mnie.
Ale moge sie np upewnic ze z powodu mojej frustracji spowodowanej czekaniem na cos nie zrobie dzikiej jazdy mojemu mezowi czy kolezance. Plus moge jasno komunikowac "nie lubie czekania" Maz juz wie, wie ze nie wkurzam sie za jego grzeszki ale za czekanie. ![]()
Czasem jestem leniwa...zbyt duzo odpoczynku nigdy nikogo nie zabilo a zbyt ciezka praca i owszem ![]()
Nie jestem patriotka. Nie ma wymogu ze musze byc ![]()
ITD...
asertin napisał/a:Ja porównuję się do byłej mojego męża i nie wiem dlaczego to robię. To straszne uczucie gdy nie rozumiesz samego siebie. Mąż nigdy nie dał mi powodów do zazdrosci, zawsze powtarza, że jestem ładna itd. a ja jak nienormalna ciągle porównuję się do niej
to chyba oznacza, że nie akceptuję siebie :-/
Ale po co? Przeciez Twoj maz sie z nia rozstal i ozenil z Toba. Gdyby ona taka wspaniala byla ich zwiazek by sie nie zakonczyl.
No właśnie wiem i nie jestem w stanie pojąć dlaczego to robię
wiem, że dla niego to ja jestem ważniejsza. Może głupio to zabrzmi ale nawet kilka naszych wspólnych znajomych żartowało z męża, że był z taką dziewczyną, mówili nawet, że ja jestem dużo ładniejsza, że co on w tamtej widział itp. Głupie takie patrzenie na wygląd ale zawsze to jakiś kolejny plus w pewnym sensie na moją korzyść. A ja mimo wszystkich takich plusików, nadal o niej myślę i nie potrafię sobie tego logicznie wytłumaczyć. Przecież to ja w pewnym sensie wygrałam, to ze mną ożenił się mąż. Tym bardziej nie rozumiem swojego zachowania :-/
Jeszcze jakiś czas temu kochałam siebie. Właściwie to są takie okresy kochania i niekochania siebie. Teraz mam taki czas, że nienawidzę siebie. Ale jeszcze gdy byłam w liceum, zwłaszcza w maturalnej klasie, bardzo siebie lubiłam. Patrzyłam w lustro i mówiłam "jaka fajna dziewczyna". Dobrze się czułam ze sobą, szczególnie jeśli chodzi o kwestię wyglądu. Teraz nie jest z tym tak dobrze jak wcześniej...
21 2013-01-05 11:35:48 Ostatnio edytowany przez asertin (2013-01-05 12:51:46)
Jeszcze jakiś czas temu kochałam siebie. Właściwie to są takie okresy kochania i niekochania siebie. Teraz mam taki czas, że nienawidzę siebie. Ale jeszcze gdy byłam w liceum, zwłaszcza w maturalnej klasie, bardzo siebie lubiłam. Patrzyłam w lustro i mówiłam "jaka fajna dziewczyna". Dobrze się czułam ze sobą, szczególnie jeśli chodzi o kwestię wyglądu. Teraz nie jest z tym tak dobrze jak wcześniej...
Ja też kiedyś lubiłam siebie choć paradoksalnie wiem, że teraz wyglądam lepiej. Wtedy nie przejmowałam się wyglądem, ubiorem, wagą itp. Cieszyłam się tym co mam. A teraz.. szkoda słów. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć dlaczego myślę tak, a nie inaczej ![]()
Ja siebie kocham. Nic bym w sobie nie zmieniła z wyglądu rzecz jasna. A nad wadami osobowości pracuje jeśli trzeba.
ja siebie lubię:)
bywają oczywiście momenty gorszego samopoczucia i zwątpienia ale uważam że są one moim drogowskazem, zawsze w gorszych chwilach staram się o tym pamiętać że czemuś one służą, chcą mi coś więcej o mnie, o moich odczuciach powiedzieć, kiedyś nie znosiłam siebie w stanie "de-grengolady" tak to nazywam a teraz coraz częściej ją akceptuje i nie mam do siebie o to wyrzutów.
Nie sztuką lubić siebie gdy jest się w dobrej formie, gdy wszystko nam się udaje,
prawdziwą miarą lubienia, kochania siebie jest nasze podejście do sytuacji, w których doznajemy porażki, popełniamy błędy, przeżywamy negatywne emocje- jeśli wtedy potrafimy dać sobie odpowiednie wsparcie, nie krytykować się, nie karać się w nieskończoność a prowadzić dobry dla nas dialog wewnętrzny to możemy powiedzieć że naprawdę siebie lubimy ![]()
czego wszystkim życzę!
Na dzień dzisiejszy... hmmm...
nie kocham siebie, lubię siebie tylko trochę.
Zobaczymy co przyniesie jutro, bo może wraz ze słońcem i zbliżającym się latem wróci i "miłość" do siebie.
witam dziewczyny, 4 miesiace urodzilam i niestety zostal mi brzuszek oraz uda
bardzo bym prosila o rade jak zrzucic zbedne kg w dmowym zaciszu
A ja uczę się siebie akceptować. Wątpię, żebym siebie pokochała albo chociaż polubiła. To nie jest łatwa droga, często się wydaje, że jest już dobrze, akceptuję siebie, a jednak zdarza się sytuacja, która burzy to wszystko. Na początek chcę zaakceptować tą wewnętrzną siebie, a potem spróbuję popracować nad akceptacją mojego wyglądu, co będzie najtrudniejsze.
witam dziewczyny, 4 miesiace urodzilam i niestety zostal mi brzuszek oraz uda
bardzo bym prosila o rade jak zrzucic zbedne kg w dmowym zaciszu
proponuje brzuszki i rowerek ![]()
lub wpisz sobie w google: Aerobiczna 6 Weidera
A ja uczę się siebie akceptować. Wątpię, żebym siebie pokochała albo chociaż polubiła. To nie jest łatwa droga, często się wydaje, że jest już dobrze, akceptuję siebie, a jednak zdarza się sytuacja, która burzy to wszystko. Na początek chcę zaakceptować tą wewnętrzną siebie, a potem spróbuję popracować nad akceptacją mojego wyglądu, co będzie najtrudniejsze.
Dlaczego dopiero teraz się tego uczysz?? I czy masz jakiś swój sposób na kompleksy które Cie dopadają?
29 2013-02-28 20:36:22 Ostatnio edytowany przez just.love.me (2013-02-28 20:36:52)
KoleczkaOleczka - nie wiem dlaczego dopiero teraz, może dlatego, że widzę cień szansy, że to się może udać. Poza tym łatwiej jest żyć, kiedy siebie akceptujesz. A brak wiary w siebie bardzo utrudnia życie. Chyba nie znalazłam jeszcze takiego sposobu. A jest w ogóle jakiś sposób ?