Witajcie!
Jestem tu nowa.
Szukam przyjaciół-ludzi z którymi można dzielić dobre i złe chwile.
Jestem mężatką z 7 letnim stażem.Mój mąż często pracuje w delegacji,całe dnie siedzę w domu z dziećmi,opiekuję się też schorowaną matką i coraz częściej mam doła,wpadam w jakąś czarną dziurę z której nie mogę się pozbierać.Wszystko mnie irytuje,a najbardziej cierpią na tym dzieci i mąż.Czepiam się wszystkiego.Nie wiem czy to pora roku,czy nawarstwiające się problemy,ale coraz częściej czuję się samotna wśród ludzi.Mam znajomych lecz rozmawiając z nimi trzeba się ciągle kontrolować.Mieszkam w małej miejscowości i ludzie tylko szukają sensacji.Nie lubię plotek! Życie moje z boku wygląda na idealne a od środka totalny chaos,żal i wielki smutek. Poradzcie jak odnależć wewnętrzny spokój i dawną radość z życia.Przecież mam wspaniałe dzieci i męża,no może nie ideała(daleko mu do tego) ale też nie jest potworem(nie pije,zarabia).Najbardziej męczy mnie że moje małżeństwo popadło w rutynę,mój ślubny twierdzi że to normalne a mnie to męczy.Czy kwiaty bez okazji,buziak na dzień dobry,mały gest czułości,pomoc bez proszenia to coś nienormalnego???? Zmęczona jestem ciągłym upominaniem-może byś mi tak pomógł,przytulił,dał buziaka,kupił kwiaty. Czy faceci to jakieś bezmózgi i ciagle jak małym dzieciom trzeba mówić czego się od nich oczekuje??? W fazie zakochania potrafią zrobić wszystko aby zdobyć serce kobiety a jak już zaobrączkują nie widzą już wtedy nic prócz czubka własnego nosa...i rutyna murowana.
pozdrawiam,
nitka-W