Witam, mam problem z mama. Opowiem kilka słow o naszej sytuacj. Mam 21 lat, studiuje. Moja mama pracuje, tata też. Z mama jest tak, że nie ma koleżanek czy przyjaciół bo jak twierdzi ona nie potrzebuje. Twierdzi tez ze u nas w domu jest wiecznie nieposprzątane, chociaż tak nie jest. Od zawsze nie pozwalała mi nigdzie wychodzić, kiedyś jak miałam 15-16 lat to się słuchałam, bo mama zawsze płakała jak chciałam wieczorem wyjść na spacer, na dyskoteke czy gdziekolwiek. Ale w końcu stwierdziałam ze tak nie może być. Potem miałam dwa lata chłopaka to z nim jako tako mogłam wychodzić chociaż też nie za bardzo było to tolerowane. Pozniej gdy sie z nim rozstałam miałam 19 lat i pisałam mature, to stwierdziłą ze mam mature i nigdzie nie moge wychodzić bo nie zdam. Posłuchałam się. Ale jak sie dostałam na studia itd. stwierdziałam ze nie tak nie może być. Mama mi nie pozwała pójsc na dyskoteke raz na tydzien, to juz sie nie słuchałam tylko szłam itd. Ona płakała, ze jak ja sie zachowuje itd. Ale najgorsza sytuacja miałą miejsce kilka dni temu. Ostatnio spotykamy sie ze znajomymi w weekend i gdzie zazwyczaj wychodzimy zeby nie siedzieć w domu. Oczywiscie ona tego nie tolerowała, wyzywała mnie od najgorszych, ze sie nie spodziewała ze jej córka wyrosnie na kogoś takiego itd. W sobote chciałam znowu wyjsc, lecz ona powiedziała, że po jej trupie wyjde. Zabrała mi buty, zebym nie mogła nigdzie pojsc. Wiec i tak chciałam wyjsc bo miałąm inne w szafie, to przytrzasneła mnie drzwiami;/ plakała i obrazała mnie, ze sie włocze nie wiadomo z kim i nie wiadomo gdzie, ze jak tak mozna zeby dziewczyna wychodziła cały weekend, ze normalni ludzie to wychodzą z domu gdzieś raz na miesiąc (nawet i to jest za czesto), ze sie doczekała czasow, zeby tak jej corka wychodziłą. U niej sie rozwiazuje problemy zakazem krzykiem i płaczem nigdy rozmowa. Dodam jeszcze ze jak sie na mnie obrazi to i na tate, ktory sie nie wtraca wcale do tego. Juz wiele razy tak było, ale tym razem cos we mnie pękło. Mam tego dosyc. Probowałam rozmawiać wczesniej. Nie podziałało. Zawsze po takiej kłotni jak wyciągam dłon, potem jest dobrze, rozmawiamy czasami jest tak ze opowiadam jej co tam robimy itd (nic złego, rozmawiamy, wypijemy piwko jak normalni ludzie), ale potem gdy nadchodzi kłotnia ona wykorzystuje to przeciwko mnie twierdząc ze sie zachowuje jak dziwka i dotego z problemami alkoholowymi. Nie wiem co mam robić. Proszę pomózcie. Wiem ze nie jestem tez bez winy jak kazdy mam swoje wady i tez mi czasem puszcza nerwy, ale gdyby ona nie traktowała mnie w ten sposob to było by inaczej. Czuje sie jakbym zyła w klatce. Jeszcze dodam ze jak trwa ta kłotnia ona diametralnie się zmienia w jakaś rozhistryzowana babe. Chciałąbym zeby nasze stosunki wygladały inaczej, ale chyba się nie da. Znaczy da się pod warunkiem ze bd wychodzic z domu raz na miesiać. A dodam jeszcze ze ona strasznie chce zebym znalazła sobie w koncu chłopaka, bo i tak juz jestem stara, ale ma nadzieje ze moze wtedy te moje wyjscia sie w koncu skończą. Nigdy nie usłyszałam od niej dobrego słowa, nigdy mnie nie pochwaliła i zawsze gdy mam jakis fajny pomysł ze moze pojdziemy do kina - to gdziez wyjscie za pozno, na tygodniu zle, w weekend chce odpoczac, nie ma czasu, albo jak powiem ze załoze własna firme czy cos to mowi ze napewno tak nie bd. Prosze poradzcie mi coś bo ja nie chce tak życ. Nie jestem takim typem jak ona i nie chce taka byc ale jak ona sie obrazi to potrafi sie miesiącami nie odzywać. PORADZCIE COS
Podobne tematy
albo się wyprowadź, albo ja ignoruj. to, ze jest Twoją matką nie obliguje Cię do tego, że musisz być dla niej miła i kochana. JAk ona Tobie tak Ty jej, w ostateczności, jak będzie stosowała przemoc fizyczną powiedz, ze wzywasz policje i niech da Ci spokój. Powtarzaj jej, ze to nie Ty jesteś dziwką tylko ona jest psychiczna. Matki nie trzeba szanować jeżeli ona nie szanuje swojego dziecka, które nic złego nie robi.
albo się wyprowadź, albo ja ignoruj. to, ze jest Twoją matką nie obliguje Cię do tego, że musisz być dla niej miła i kochana. JAk ona Tobie tak Ty jej, w ostateczności, jak będzie stosowała przemoc fizyczną powiedz, ze wzywasz policje i niech da Ci spokój. Powtarzaj jej, ze to nie Ty jesteś dziwką tylko ona jest psychiczna. Matki nie trzeba szanować jeżeli ona nie szanuje swojego dziecka, które nic złego nie robi.
Nirvanka87 , to co napisałaś powyżej to chyba jakiś żart ? Ma być dla matki nie miła , wyzywać ją od psychicznych i nie szanować jej ? Przecież one mieszkają pod jednym dachem , i chciał nie chciał muszą się dogadać. Myślę , że gdyby wyprowadzka wchodziła w grę to autorka by to pewnie dawno zrobiła. A dla younglady mam taką propozycję , żeby wymogła na swojej mamie szczerą rozmowę , taką która pozwoli jej zrozumieć że młodość ma swoje prawa. Uważam też ,że ojciec autorki powinien być przy tej rozmowie i wyrazić swoją opinię. Przez to , że Twoja mama nie ma potrzeby posiadania znajomych , nie chodzi do kina , teatru czy kawiarni , to tego samego oczekuje od Ciebie. Poza domem i pracą nie ma innego życia , dlatego tak mocno ingeruje w Twoje. Dlatego tłumaczyć , tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć ,może w końcu dotrze. W trakcie tej rozmowy zapytaj czemu jej przeszkadzają Twoje wyjścia , ''żądaj" rzeczowych odpowiedzi i argumentów , ale też przedstawiaj swoje , zapytaj mamy może się czegoś boi np. o Twoje bezpieczeństwo . Zapewnij ją , że zawsze będzie wiedziała , gdzie idziesz i z kim oraz o której wrócisz , bądź nie wrócisz wcale i u kogo będziesz nocowała. Myślę , że Twoja mama po części nie może pogodzić się z Twoją dorosłością , martwi się co się z Tobą dzieje podczas Twojej nieobecności w domu i stąd takie jej histeryczne zachowania.
Younglady ja mysle,ze Twoja mama nie potrafi bez nakazow i zakazow zyc,a Ciebie traktuje jak male dziecko,ktore nie ma wlasnego zdania i nie ma nic do powiedzenia!Ty powinnas w wieku 21 lat zyc juz swoim zyciem,a nie pytac czy mozesz.....to jest wprost chore,a co bedzie pozniej kiedy zalozysz rodzine......tez bedzie ingerowac w twoje zycie,bo to taki typ czlowieka ,ktory uwaza,ze ma monopol na wszystko>Nie daj sie i powiedz jej ,co oczekujesz,co Ciebie w niej zlosci i powiedz mamie,ze nie jestes malym dzieckiem.Oczywiscie jesli mieszkacie razem zakomunikuj jej ,ze wychodzisz i miej -wiecej o ,ktorej godzinie wrocisz i na tym koniec!!!!Bron Boze nie pytaj czy mozesz wyjsc tylko zakomunikuj,ze wychodzisz i kropka!!!!Jestes odpowiedzialnym czlowiekiem i mama o tym powinna wiedziec!Wprowadz pewne zasady i trzymaj sie tego! ![]()
Nie, moja wypowiedź to nie żart. Autorka wielokrotnie rozmawiała z mamą (zresztą kogo ja nazywam mamą) i te rozmowy były potem wykorzystywane przeciwko niej. NIE KAŻDEMU NALEŻY SIĘ SZACUNEK. nie trzeba być miłym dla kogoś tylko dlatego, ze jest mamą, dzieckiem, nauczycielem czy księdzem. Jeżeli ten ktoś nas wyzywa od najgorszych, rozmowy nie pomagają to trzeba mu oddać, a nie nadstawiać drugi policzek. Inaczej autorka do końca życia będzie stłamszona przez psychicznie chora osobe.
Nadopiekuńczość to jedno, a takie zachowanie to drugie. Moja mama jest bardzo nadopiekuńcza i też czasami mam z nią chocki klocki, ale z nią można normalnie porozmawiać, nie wyzywamy się.
Oczywiście istnieje idealne rozwiązanie: skierować matkę do psychologa, gdzie będzie wracała to normalności. Tylko, ze oczywiście to się nie uda, bo ona się na to nie zgodzi wyzywając przy okazji swoją córkę od dziwek, które chcą ją ubezwłasnowolnić.
Napisałam, albo ignorowanie, albo wyprowadzka, innej opcji i rozwiązania w tej sytuacji nie ma (poza psychologiem). A jeżeli mama będzie cały czas tak "miła", trzeba jej odpowiedzieć tym samym, albo być ofiara do końca życia
Masz kilka wyjść.I pisze to z autopsji.
Nie wiem czy Twoja mama się zgodzi, ale razem powinniscie isć do psychologa i o tym porozmawiać. Możesz najpierw Ty wejść a potem ona, Ty powiesz to z Twojego punktu widzenia -ona ze swojego.A potem porozmawiać z psychologiem wspólnie. I jeśli to nie pomoze to Twoja mama musiałaby chodzic na terapię taką grupową, to nic złego a pomaga.
Twoja mama boi się o Ciebie a nie umie tego wyrazić inaczej jak w agresywny sposób.
Musicie tez ustalić pewne zasady-mieszkasz z nią , więc niestety pomimo tego,ze jesteś dorosła powinnas mowic , o której wracasz i z kim idziesz.
ustalić, to znaczy zapisac najlepiej na kartce: że np. wracam zawsze o tej i o tej a dodatkowo raz w tygodniu idę się pobawić i wróce o tej X godzinie. A w zamian np. sprzątam cały czwartek.
Trzeba ustalić zasady.
I przede wszystkim jak się uda to powiedzieć u psychologa co Cię boli,ze mama Cię krytykuje, że nie umie pocieszyć.
Oczywiście można się wyprowadzić również, ale jeśli nie masz możliwości to bunt i krzyki na nia nic tu nie pomogły przez tyle lat to i teraz nie pomoga.
Policja tez tu nic nie pomoze, może tylko na chwilę, ale to nie jest wyjście z sytuacji.
Trzymaj się
Zgadzam sie z Nirvanka87
No mnie dziwi postawa ojca ,przygląda się sytuacji a udaje że się nic nie dzieje .....
a z drugiej strony ,autorko weekendy są po to by spotkać się ze znajomymi ,przez cały tydzień są jakieś obowiązki ,a sobota czy niedziela dla relaksu . Dziwne że mama tego nie rozumie !
Norina ma rację ,ustal z mamą zasady i było bardzo dobrze gdyby szanowny tatuś ujął się za Tobą ,bo w końcu jak by nie było ,kiedyś też byli młodzi i na pewno korzystali z życia , tylko szkoda że o tym zapomnieli !
Zgadzam sie z Nirvanka.
Moja matka tez taka byla- ciagle krzyki, awantury, zakazy. Nawet jak mialam 21 lat potrafila sie kokocic bo poszlam w niedziele do innego kosciola niz ona. Probowalam z nia million razy rozmawiac, ale ona tylko wpadala w histerie. Skonczylo sie to wszystko gdy sie po prostu wyprowadzilam i teraz spokojnie moge ignorowac jezeli zaczyna sie na mnie rozdzierac wylaczajac Skypa.
Prawda jest taka, ze Twoja matka sie nie zmieni. Jak sie teraz nie postawisz, bedzie zawsze chciala zyc swoje zycie przez Ciebie.
Jeżeli studiujesz to nie możesz po szukać jakiegoś mieszkania do wynajęcia lub przeprowadzić się do akademika? Mamy już nie zmienisz (jeśli ona sama tego nie będzie chciała). A ojca zachowania nie będę komentować.
Dziękuje za odpowiedzi, ale prawda jest taka ze ja nie pytam sie jej czy moge wyjsc czy nie, tata juz dawno mi doradził ze jak mam gdzies isc to mam isc i powiedziec ze ide a sie nie pytac bo zawsze usłysze odpowiedz nie. Jesli chodzi o inna rzecz, to zawsze jej mowie z kim wychodze, gdzie i o ktorej mniej wiecej bd. Mało tego jak wroce pozniej to pisze jej smsa ze wroce godzine pozniej czy dwie. Wiele razy z nia rozmawiałam o tym dlaczego ona taka jest i zeby cos sie w koncu zmieniło. To było dobrze dopoki nie nadeszła sobota. Ja bym chciała to rozwiazac rozmowa, ale sie nie da poprostu sie nie da, bo ona zawsze potem i tak bd kłotnia. Dodam, ze w piatek sprzatam cały dom tak jak mi ktos radził ze cos zrobie to za to bd mogła wyjsc. Kilka lat temu była taka sytuacja, ze chciałam pojsc na dyskoteke i powiedziałam ze pomaluje cały płot to pojde ona sie zgodziła. Zgadnijcie? Pomalowalam płot a w sobote wieczorem była wielka awantura o to ze ide na dyskoteke. Dodam tez sie jestem dobra uczennica, całe zycie pasek w szkole, na studiach tez mi dobrze idzie, a moja mama twierdzi ze "wszyscy maja normalne dzieci, aby ona nie". Ostatnio powiedziała ze nie spodziewała sie ze dozyje takiech czasów, juz wolałaby nie dozyc, ze ja sie tak włocze. Nawet jak z przyjaciołmi chcemy wyjsc raz na jakis czas do kina to tez to jest złe, bo kto normalny chodzi do kina na 21 (a jest piatek czy sobota), albo ze tak marnuj pieniadze i wszystkie mozliwe rzeczy mi wyciaga wtedy. Jak ja prosze zeby podałą mi argumenty dlaczego nie chce mi pozowlic wyjsc to ona mowi "bo nie" i innego mi nie poda chociaz ja prosze zeby to zrobiła. Ta sytuacja meczy i mnie i ją. Mysle ze dobrym rozwiazaniem byłoby pojscie do psychologa, ale ona sie napewno na to nie zgodzi, a po drugie ona uwaza ze to ona ma zawsze racje i nawet jakby papiez przyszedł do nas do domu i powiedział "Kobieto troche przesadzasz" to powiedziałaby ze jakas obca osoba nie bd jej mowic co ma robic i ona najlepiej wie jak ma wychowywac swoje dziecko. Dodam ze jestem jedynaczka i moze przez to jest taka nadopiekuncza. Tata sie do tego wszystkiego nie chce wtracac, kiedys powiedział co on o tym mysli ze jestem młoda ze powinnam wychodzic a nie siedziec w domu, to taka była awantura. Ona jest dyktatorem w domu, musi byc tak jak ona chce a jak nie jest to jest kłotnia, krzyk a potem obrazenie na cały swiat, i jak ktos do na przyjedzie to mowienie jaka to ja nie jestem zła i ze ja tak bardzo chce gdzie wychodzic.
Younglady,
z Twojej opowieści można podejrzewać, że mama ma problemy osobowościowe, jej zachowanie jest nieadekwatne do wydarzeń i kobieta zatraca kontakt z realnym życiem.
Może miało na to wpływ jej własne dzieciństwo? Atmosfera panująca w jej domu rodzinnym? Inne szczególne ważne wydarzenia jej życia?Zastanawiam się nad znaczącymi utratami w Waszej rodzinie - śmierci bliskich, odejścia, zaginięcia, rozwody, poronienia... ale też utraty nie tak realne, a bardziej symboliczne, które wpłynęły na Twoją mamę i sprawiły, że panicznie boi się, że kiedy znikasz za drzwiami - znikasz już na zawsze.
Jestem ciekawa, czy tak było zawsze. Czy zachowania mamy nasilają się z czasem, czy też podobną pamiętasz ją ze swojego bardzo wczesnego dzieciństwa. Jakie są Twoje pierwsze wspomnienia związane z rodzicami?
Pełniejsze przyjrzenie się Waszej sytuacji, bliższe poznanie Twojej mamy mogłoby pomóc lepiej zrozumieć ją i motywację jej zachowań. Rozumiem jednak, że na tą chwilę mama nie widzi żadnego problemu w sobie, a jedynie na zewnątrz - w Tobie, w mężu, w całym złym świecie i zdemoralizowanej ludzkości. Utrwaliła się, usztywniła w swoim zachowaniu, w dobrze jej znanych sposobach reagowania - i nie czuje potrzeby zmieniania niczego.
Być może w tej chwili dobrym rozwiązaniem jest skoncentrowanie się na sobie - na tym, co Ty czujesz, czego Ty chcesz, czego potrzebujesz, jak myślisz i jak działasz. Nierzadko psychoterapia jednego z członków rodziny - Twoja - i zachodzące dzięki niej zmiany, zaczynają stopniowo wpływać też na pozostałych członków rodziny. Kiedy zmienia się jeden element systemu, pozostałe muszą się do niego dostosować w nowy sposób - zacząć reagować inaczej niż dotychczas.
Myślę, że, tak jak sama czujesz, warto, abyś działała w kierunku usamodzielniania się.
Być może to wynika z jej problemów z dzieciństwa, wiem ze dziadek jej tata czesto pił, i wyżywał sie na niej, babci i jej rodzeństwie. Ale nie wiem o tym za dużo, poniewać mama nigdy nie opowiada o jej rodzicach jako o tych złych tylko zawsze powtarza ze miała do nich szacunek. Napewno wiem, ze jak dziadek wracał do domu z pracy po kilku głebszych to wszyscy musieli siedzieć cicho jak pod miotła, zeby tylko go nie zdenerwowac. Byc moze miało to na nią jakiś wpływ. W naszej rodzinie nie było jakis takich drastycznych przejsc, ostatnio zmarła mama mojej mamy, ale była to juz osoba starsza, schorowana, i nie były one zzyte ze soba. Chciałabym się usamodzielnić, ale mama mi mowi ze prosze bardzo idz na swoje, nie znajdziesz pracy i zobaczysz jak aby patrzec wrocisz do domu. Moze i ta psychoterapia byłaby dobrym rozwiazeniem.
Matka Ci tak mowi bo chce Cie przy sobie zatrzymac. No, przeciez jak "pojdziesz na swoje" to juz na nikim innym nie bedzie mogla pasozytowac. Tak, dobrze przeczytalas, PASOZYTOWAC.
Pani Piatkowska dobrze radzi, ale pomija fakt, ze nie jest zadnym Twoim obowiazkiem staranie sie terapeutowania doroslej kobiety, ani szukania dla niej wymowek. Kazdy mial jakies tam dziecinstwo, ale ono ma tylko wplyw na przyszle zycie, a nie absolutna wylacznosc na to jaki ktos jest. Jezeli Twoja matka w sobie problem nie widzi, Ty jej nie przekonasz.
Nadal nie rozumiem czemu się nie chcesz wyprowadzić z domu?
A za co bd życ?
17 2012-12-18 15:28:10 Ostatnio edytowany przez cherry_dance (2012-12-18 15:30:49)
younglady miałam bardzo podobną sytuację. Jak miałam 16-17 lat to mama też nie godziła się żebym gdziekolwiek wychodziła wieczorami. Zawsze mówiła ze jak skończę 18 lat to wtedy będę mogła wychodzić na jakieś dyskoteki. Tak samo było, jeśli ktoś ze znajomych zaprosił mnie na urodziny czy domówkę. Zgoda na wyjście graniczyła z cudem i trzeba było cały tydzień dzień w dzień prosić zeby się zgodziła.... Teraz też jestem na studiach i wychodzę na różne spotkania ze znajomymi, imprezy, ale wolę mamie o tym nawet nie mówić, bo zaraz by była afera. Po prostu dzwonię do niej wieczorem, porozmawiamy chwilę i potem już wiem ze nie zadzwoni drugi raz i mogę w spokoju wyjść. Analizowałam z moją sisotrą zachowanie mamy i porównałyśmy je do zachowania małego dziecka. Jak nie chce żebyśmy gdzieś szły to robi aferę, obraża się i potem do nikogo się nie odzywa, nawet do taty, który nie jest niczemu winny. Chodzi potem przez kilka dni obrażona i myśli że będziemy ją przepraszać. Ale za co??? Za to że chciałyśmy się spotkać ze znajomymi? Bez sensu. Postanoiwłyśmy ignorować takie jej zachowanie i nie przejmować się gadaniem. Wcześniej jak widziałyśmy że coś jest nie tak i mama się nie odzywała, albo odpowiadała półsłówkami, to dopytywałyśmy się co się stało, dlaczego jest zła na nas, tłumaczyłyśmy że przecież jesteśmy dorosłe i poza tym zawsze wie gdzie idziemy, z kim i mniej więcej o której będziemy z powrotem, a jakby było jakieś opóźnienie to po prostu piszemy sms-a że będziemy później. Ale ona dalej swoje, że ona przez nas spać nie może, ze się całą noc martwi kiedy wrócimy i czy coś nam się nie stało. To taka psychologiczna zagrywka. Próbuje wzbudzić w nas poczucie winy, zebyśmy pomyślały że faktycznie może zostaniemy w domu żeby się mama nie martwiła. I tym sposobem ona jest szczęśliwa bo siedzimy w domu, a my wkurzone że omija nas kolejny raz fajne spotkanie z paczką znajomych. Więc ja teraz też już nie pytam czy mogę wyjść ( jeszcze rok temu pytałam), tylko po prostu mówię że się umówiłam ze znajomymi / z chłopakiem mówię o której wrócę i wychodzę. Na początku jak zaczęłam stosować tą metodę to oczywiście były awantury, obrażanie się, ale po jakimś czasie mama widząc że na mnie to po prostu już nie działa, dała za wygraną. Może tego spróbuj?
A za co bd życ?
Przepraszam, ale ja nie mogę...
Jesteś, dziewczyno, dorosła.
Ja w Twoim wieku miałam już swoje mieszkanie, pracę i studia. KAŻDY przy odrobinie chęci może to osiągnąć.
A teraz brutalnie - nie pasuje marudzenie matki, jej zasady - pakujesz się i jazda na swoje. Gdzie jest napisane, że matka ma obowiązek Ciebie utrzymywać?
Z innej beczki - może matka faktycznie ma problemy ze sobą. Może faktycznie potrzebna jej pomoc lekarza na ''psy''. Ale to nie zmienia faktu, że jak się jest na czyimś utrzymaniu, to się stosuje do zasad. Nawet, jeśli są staromodne, dziwne, zacofane.
cherry_dance ja już stosuję tę metodę od kilku lat, mowię gdzie wychodze i ze wychodze i tyle, ale jak widac nic to nie daje. Czasami jest bez problemów wychodze i tyle, a czasami jest mowienie ze znowu wychodzisz, po co tak, czy nie za duzo ze normalni ludzie to siedza w domu, jak to nie daje rady to jest krzyk i awantura, a potem wielka obraza, ale ostatnio zabrała mi buty i powiedziała ze wyjde po jej trupie, to juz jest chore.
Cynicznahipo może i masz racje, poszukam pracy i sie wyprowadzam
Też uważam, że powinnaś się wyprowadzić. Z pracą jest ciężko, ale coś można znaleźć.
Swojej mamy nie zmienisz, jest już dorosła. Możesz jej zaproponować terapię, jednak wcale nie jest powiedziane, że na nią pójdzie.
no to jeśli tak postępujesz i ona nadal się obraża i awanturuje to tak już zostanie dopóki się nie wyprowadzisz z domu. Już jej nie zmienisz, widocznie tak ma zakodowane że "normalni" ludzie wychodzą nawet rzadziej niż raz w miesiącu. Ale faktycznie to, że chowa Ci buty żebyś nie wychodziła to przesada. Jesteś dorosła, masz prawo do swojego życia, tyle że pewnie dopóki mieszkasz z nią pod jednym dachem, powinnaś stosować się do jej zasad i robić to co Ci każe, bo ona Cę utrzymuje. To kiedy jej zdaniem masz wychodzić? Jak będziesz mieć męża i trójkę dzieci? Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie usamodzielnienie się. Z pracą ciężko, zarobki marne, ale może będzie Cię stać na wynajęcie pokoju np w mieszkaniu studenckim?
igla16 gdybym ja zaproponowała mojej mamie terapię to albo by mnie wyśmiała, albo śmiertelnie się na mnie obraziła, że jak mogę coś takiego proponować, tak jakbym uważała ze jest chora. Jej zdaniem takie zachowanie jest normalne.... I myślę ze mama autorki zareagowałaby podobnie niestety.
Dlatego napisałam, że wcale nie jest powiedziane, iż na nią pójdzie.
raczej napewno nie pojdzie
Podzielam zdanie osób, które doradzają Ci wyprowadzkę, czyli usamodzielnienie się. Dopóki jesteś na garnuszku rodziców, nie możesz w pełni cieszyć się pełną swobodą. Niezależnością można cieszyć się dopiero wtedy, gdy będziesz sama zarabiała na swoje utrzymanie. Godzenie studiów z pracą zarobkową nie jest łatwe, ale tak żyją tysiące studentów. Popytaj na forum, poproś doświadczonych w tej mierze o praktyczne wskazówki. Teraz wprawdzie nie martwisz się o dach nad głową ani pieniądze, ale za jaką cenę?!!
Życzę Ci powodzenia w usamodzielnianiu się, poznawaniu smaku wolności, decydowaniu o swoim życiu i braniu odpowiedzialności za własne decyzje - bo właśnie znaczy dorosłość.
[...]wracam zawsze o tej i o tej a dodatkowo raz w tygodniu idę się pobawić i wróce o tej X godzinie. A w zamian np. sprzątam cały czwartek.[...]
No proszę Cię !
Mamy do czynienia z 21-latką, która chce wyjść w weekend ze znajomymi na miasto, a nie z 10-latką, którą trzeba nauczyć samodyscypliny, że najpierw obowiązki, a potem przyjemności.
younglady.: Też miałam trudności z wyjściami z domu. Były zakazy, były dzikie awantury z całą otoczką teatralną: wrzaskami, obelgami rzucanymi pod moim adresem, łzami, zastraszaniem (najczęściej, że popełni samobójstwo), obrażaniem, szarpaniną... Myślę, że było to spowodowane tym, że mama nie miała swoich znajomych, z którymi mogłaby spędzić wolny czas. Miała bardzo silną, przyjacielską więź z babcią, ale gdy babcia zmarła, mama przestała mnie traktować jak córkę, tylko jak koleżankę, i to w dodatku przyrośniętą do niej. Stałam się jedyną osobą, z którą mogła porozmawiać, z którą mogła gdzieś wyjść, często obarczała mnie swoimi problemami i troskami, a ja miałam 15 lat i powinnam uczyć się, rozwijać zainteresowania i pasje, a przede wszystkim spędzać czas w gronie swoich przyjaciół. Nie miałam osoby, do której mogłabym się zwrócić ze swoim problemem, więc sfrustrowana uciekłam z domu. Przez niespełna dwa lata, nie byłam w swoim mieście, nie widziałam swojej mamy, ale kiedy dręczyły mnie wyrzuty sumienia, to dzwoniłam, aby wiedziała, że żyję i jestem cała i zdrowa. Nie szukała mnie... Kurator, którego otrzymałam przy rozwodzie rodziców, też nie był specjalnie zainteresowany moim zniknięciem. Rozpoczęłam pracę (w końcu musiałam z czegoś żyć), zamieszkałam z dalszą koleżanką, a w następstwie oblałam 2 lata szkoły.
Wróciłam do domu rok temu. Problem z wyjściami zniknął, za to pojawił się nowy na innej płaszczyźnie, ale to temat na inny wątek.
Powiem tylko, że mama stała się tak toksyczna (czuję się dosłownie tak, jakbym miała dziecko na wychowaniu...), że w styczniu znów się wyprowadzam. Idziemy z chłopakiem na swoje, i oby moje życie w końcu się ustabilizowało...
Czasem rozmowy i tłumaczenia nie pomagają. Powtarzanie jednego i tego samego, w kółko, bezustannie, męczy, a efektów i tak nie ma. Takie ograniczanie osłabia. Musisz o siebie zawalczyć. Twojej mamie nie stanie się od tego krzywda, a może nawet jej tym pomożesz. Tak jak napisała JustynaPiątkowska: "Kiedy zmienia się jeden element systemu, pozostałe muszą się do niego dostosować w nowy sposób - zacząć reagować inaczej niż dotychczas".
Dziękuje Wam za rady naprawde mnie to trochę podbudowało, dało do myślenia, a przede wszystkim w końcu mogłam te wszystkie żale komuś powiedzieć i otrzymałam wiele wsparcia i porady, a nie krzyku i złości. Narazie z mamą nie nie odzywamy, zobaczymy jak to będzie wyglądalo dalej, ale szykuję się do tego aby się usamodzielnić.
To jedyna słuszna decyzja. Bądź tylko przygotowana na masę inwektyw, kłód rzucanych pod nogi i bardzo dobrze przemyślaną strategię zniechęcenia Cię do pomysłu przeprowadzki, bo skoro mama zabiera Ci buty i przytrzaskuje drzwiami, aby zatrzymać Cię w domu, to na pewno nie będzie tak, że spokojnie spakujesz się i wyjdziesz jak gdyby nigdy nic.
Moja mama ciągle powtarza mi od momentu kupienia pierwszej rzeczy do nowego gniazdka, że polegnę.
Jak mój chłopak idzie spotkać się z kolegami w weekend, to za każdym razem słyszę, że tak to właśnie będzie wyglądało: on będzie hulał po mieście, a ja będę sama w domu siedzieć - tak, jakbym nie miała nic lepszego do roboty.
Od podpisania umowy najmu wywiera na mnie presję ze zdwojoną częstotliwością, ale nauczyłam się jej słowa wpuszczać jednym uchem i następnym błyskawicznie wypuszczać, bo nie ma sensu zaprzątać sobie głowę tą samą śpiewką.
Younglady,
nie jest możliwe wprowadzenie zmian w człowieku, który tego nie chce, nie widzi potrzeby, nie ma motywacji. I też nie jest naszą rolą sprawianie, aby zmieniali się ludzie wokół nas.
Jest za to możliwe, że to Ty się zmienisz... w takim kierunku w jakim będziesz chciała, jak uznasz za właściwe, jak wybierzesz, jak zdecydujesz. Możesz tak dostosować się do rzeczywistości, żeby nie sprawiała Ci ona cierpienia.
Zastanów się nad wszystkimi możliwymi drogami rozwiązania tej sytuacji. Niech będą to rozwiązania, które zależą od Ciebie, Twoich decyzji, Twoich wyborów. Wypisz wszystkie - zarówno te pesymistyczne, jak i nazbyt optymistyczne. Przemyśl, jakie konsekwencje będą miały wybory i czego będą od Ciebie wymagały, np. "Jeśli zdecyduję zostać w domu rodzinnym będę musiała nauczyć się mądrze radzić sobie z zachowaniem mojej matki", "Jeśli zdecyduję się zamieszkać na stancji lub wynająć mieszkanie z koleżankami będę co miesiąc potrzebowała na utrzymanie określonej kwoty" itp. Taka lista plusów i minusów wszystkich możliwych scenariuszy pomaga podjąć decyzję o zmianie.
29 2012-12-18 20:25:33 Ostatnio edytowany przez younglady (2012-12-18 20:41:24)
Właśnie odbyłam "rozmowę" z mama. Nie wiem czy można to tak nazwać. Ja byłam spokojna i racjonalnie przedstawiałam argumenty, ale ona to już coś zupełnie innego. Powiedziała mi, że normalni ludzi wychodzą o 17 i wracają o 22, a tacy jak ja czyli którzy chcą wyjść o 20-21 na weekendzie są nienormalni. Zdarza się tak, że po mnie i po moją przyjaciółkę przyjezdzają koledzy i zabierają nas gdzieś, ale moja mama stwierdziła, że o aby kiwną palcami ja już jestem na ich zawołanie, na to ja odpowiedziałam ze ja chcę z nimi wychodzić i mi to sprawia radość. Dodałą jeszcze ze to własnie Ci koledzy i my powinnismy siedzieć u mnie w domu, a nie gdzieś tam nie wiadomo gdzie siedzieć, i ze napewno takim sposobem nie znajdę chłopaka, bo żaden nie bd chciał TAKIEJ(czyli wychodzącej często z domu) dziewczynyPowiedziałam, tez że ona jest typem człowieka lubiącym siedzieć w domu, a ja wręcz przeciwnie. Ona stwierdziła, że ona takich ludzi nie rozumie, i dom się ma po to aby w nim siedzieć. Jak jej powiedziałam, że skoro ona lubi siedzieć w domu a nie wyjść ze znajomymi czy koleżankami to jej życie, a ja chcę zeby moje wyglądało inaczej, ona odparła na to tak: ze ona w pracy przebywa 8h z ludzmi i jej to wystarczy, jak przyjdzie do domu czy na weekendzie to ona chce odpocząć (przed telewizorem bo nie ma zadnej innej rozrywki), a nie martwić się o mnie gdzie jestem i o ktorej wróce (chociaż zawsze jej mowie z kim, gdzie i mniej wiecej o ktorej), powiedziała, ze ja nie mam sumienia, bo ona by tak nie mogła, wychodzić z domu wracac o 2 i polozyc się spac wiedziac, ze matka nie spi, powiedziała ze mnie to w ogole nie obchodzi. Powiedziała tez ze ta rozmowa nie ma sensu bo do niczego nas nie zaprowadzi. Poobrażała jeszcze trochę moich znajomych, że tez są nienormalni i w ogole nie wiadomo jacy, ze tak się zachowują. Ja powiedziałam, ze ja mam tyle lat ile mam i ze wiem co jest dobre a co złe i ona mnie nie musi uswiadamiać takie rzeczy mogła robić jak miałam 15lat, a ona powiedziała ze ona nie jest pewna czy ja wiem co dobre. Powiedziała też ze w koncu bym sobie znalazła chłopaka, ale fakt nikt takiej jak ja nie chce więc nie mam. Przywowała moją siostre cioteczna która ma chłopaka od liceum i są naprawde zgraną parą i dlaczego ja tak nie mogę? Mowiłam jej ze kiedy mam gdzieś wychodzić jak bd miała 30 lat męza i dzieci? Ona powiedziała jakie dzieci jakiego meza? Bo przeciez nikt takiej jak ja nie bd chciał i nawet nie spojrzy. Takze tak ta nasza rozmowa wyglądała, oczywiscie zeby ją zacząć ja musiałam przemowic i przeprosić bo ona powiedziała, ze do konca zycia sie nie bd odzywac. Chciałam sprobować rozmową, ale jak widać nie da sie bo ona wie swoje i tego nigdy a przenigdy nie zmieni. Powiedziałam, ze czasy sie troche zmieniły, ale ona dodała ze nie czasy sie nie zmieniły tylko ja i moi znajomi mam wypaczone spojrzenie na swiat i skoro godze sie na to ze ktos po mnie przyjezdza o 20 to znaczy ze jestem nienormalna i nie mam szacunku do siebie i ludzie tez nie bd go do mnie mieć. A jeszcze dodam ze powiedziała ze tata to tez sie zle zachowuje bo nie podziela jej zdania tylko mi pozwala na wszystko i teraz sie doczekała.
Younglady, mieszkasz u mamy. I jeśli Ci nie odpowiadają zasady, które ona wprowadza, wyprowadź się.
Możliwe, że matka jest okropna. Możliwe. Ale chcesz żeby Ciebie utrzymywała i nie wtrącała się. Uważasz, że to fair? Ma być bankomatem i nie wtrącać się? Tak byś chciała? A chciałabyś byś bankomatem i nie mieć nic do gadania? Może Ona też nie chce? Zastanowiłaś się nad tym?
Może Ona po prostu nie chce, żebyś zaliczyła wpadkę i przyszła z radosną informacją o dzidziusiu. Może ma podstawy, by obawiać się o Twoje zdrowie i życie (nie napisałaś gdzie mieszkasz), może za dużo czyta kronik kryminalnych. Nie wiem. Wiem, że długo bałam się o swoje dzieci. Może jest niezrównoważona. Ale to Twoja matka. Dała Ci życie. I wychowała. Kocha Cię. Pewnie głupio i nie tak jakbyś chciała. Ale nikt nigdy nie zrobił dla Ciebie więcej niż Ona...
Mama daje mi pieniądze tylko na szkołe i jedzenie, na wyjscia czy inne sprawy mam swoje zarobione w wakacje czy gdzies. Mieszkam na wsi, i nigdy ale to nigdy nie miała powodu aby martwić się o to ze zajde w ciąze albo bd brała narkotyki czy coś. Mam na to swoje okreslone zdanie i go nie zmienie, a to ze ktoś mi daje pieniądze na uczelnie to nie powod do tego aby mi rozkazywać i zyc po czyjes dyktando.
Droga younglady , ja też miałam i pomimo moich 43 lat mam nadopiekuńczą matkę . W Twoim wieku przechodziłam mniej więcej to samo co Ty. Poradziłam sobie z tym jakoś , bo bardzo mi zależało na tym , żeby podczas moich wyjść moja mama nie przechodziła gehenny . Wykaż się młoda damo trochę dyplomacją , a jestem pewna , że w końcu dotrzesz do swojej mamy.
[...]ktoś mi daje pieniądze na uczelnie to nie powod do tego aby mi rozkazywać i zyc po czyjes dyktando.
No niestety tu się z Tobą nie zgodzę, bo masz 21 lat i rodzice nie muszą Cię już utrzymywać ani dbać o Twoją edukację. Skoro to robią, to mogą czegoś od Ciebie wymagać. To, że wymagania i zakazy Twojej mamy są niedorzeczne, to zupełnie inna para kaloszy.