Witajcie. Znalazłem tą stronę i zauważyłem, że większość z nich to same kobiety. Pozwólcie, że opiszę wam całą sytuację związaną z moją ukochaną. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat (brakowało jednego miesiąca). Zarówno moja, jak i jej pierwsza, wielka miłość. W tej chwili mamy po 19 lat. Nie widzieliśmy poza sobą świata. Nie chodzi o to, że przesiadywaliśmy ze sobą non stop, lecz o to, że byliśmy dla siebie najważniejsi, troszczyliśmy się o siebie, opiekowaliśmy się sobą na dobre i na złe. Kochaliśmy siebie na zabój. Gdy się poznaliśmy, zakochaliśmy się w sobie od razu. Zaczynałem wtedy grać po imprezach jako DJ (z początku po małych, szkolnych). Podobało jej się to, ale zawsze była zazdrosna o takie rzeczy typu, że jakieś małolaty tańczą i kręcą tyłkami na imprezach lub tańczą na stołach przed konsolą. Nie znosiła, gdy grałem po imprezach, czasami nawet zabierałem ją, lecz nie zawsze mogła, nawet wtedy była zazdrosna i patrzyła szyderczo na te wszystkie młode, głupie dziewczyny. Ale ja miałem gdzieś te wszystkie młode dziewczyny, kochałem ją i tylko ona się dla mnie liczyła, ale muzykę też kochałem i uwielbiałem grać na imprezach, po prostu kochałem to robić i kochałem też ją bardzo. Po 3,5 latach chodzenia koleżanka z klasy, która była uznawana przez wielu chłopaków za bóstwo powiedziała mi, że mnie kocha. A była taką szmatą, że nie można sobie wyobrazić, jak taka młoda dziewczyna może się tak puszczać. Tamta dziewczyna zaczęła do mnie pisać, a ja wtedy popełniłem wielki błąd - też jej odpisywałem, ale nie można było tego nazwać kręceniem ani coś w tym stylu, bo ja to miałem gdzieś, po prostu jej odpisywałem przez jakiś miesiąc, czasami z nią siedziałem w ławce co wzbudziło pewne plotki w klasie, które się potem oczywiście rozeszły. Okłamałem moją ukochaną, nie powiedziałem jej o tym. Mówiłem, że nic nie było (bo wprawdzie nic nie było, oprócz tego, że tamtej dziewczynie robiłem nieświadomie nadzieję na coś). Powiedziałem tamtej, żeby się ode mnie odczepiła i więcej nie pisała. Wtedy zrodziła się trochę kłótnia pomiędzy moją ukochaną a tamtą dziewczyną, wyzywanie od szmat, popychanki w szkole (moja ukochana ma koleżanki, które są bardzo wredne, bo są wszystkie bardzo ładne). Ale moja dziewczyna się od nich wyróżniała, dlatego ją pokochałem. Ale mniejsza o to, okłamałem ją wtedy pierwszy raz mówiąc, że nic nie było. Sprawa zamilkła, lecz ja żyłem w kłamstwie. Nie powiedziałem jej prawdy o tym, że robiłem nadzieję tamtej, (bo odpisując jej na smsy jej robiłem..). Wtedy w tamtym czasie zrozumiałem swój wielki błąd, postanowiłem się zmienić. Zauroczenie, pożądanie zmieniło się u nas w prawdziwą miłość. Byliśmy szaleni, namiętni, a jednocześnie odddani sobie i odpowiedzialni za siebie. Moja ukochana pochodzi z troszkę biednej rodziny, ja tak samo. Wtedy poczułem, że ja będę z nią na zawsze. Taki mieliśmy plan, wyobrażaliśmy sobie naszą przyszłość, mieliśmy plany, kochaliśmy się na zabój, psychicznie i fizycznie. Ale ja nadal nie powiedziałem jej o tamtej sprawie do końca, ale nie chciałem jej ranić już więcej, bo była bardzo szczęśliwa, nie chciałem tego psuć. W szkole uczyłem się znacznie lepiej od mojej dziewczyny. Oboje mieliśmy kiepską sytuację finansową. Wiecie w naszym kraju tak jest, że bez znajomości ani bez mocnych studiów nie da się osiągnąć nic. Postanowiłem zadbać o to, żeby zapewnić nam dobrą przyszłość na poziomie, żeby nie żyć tak jak nasi rodzice, których połowy czasu nie ma w domu. WIedząc, że moja dziewczyna nie jest aż tak zawzięta w sobie, żeby dostać się na zajebiste studia, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce, zacząłem się bardzo mocno uczyć (mówię tutaj o dostaniu się na SGH w Warszawie). Nawet gdy mieliśmy problemy z czekaniem na miesiączkę, już nie chodzi o to, że ja nie chciałem mieć dziecka, ja chciałem je mieć ale nie teraz, bo dziecko by wszystko przekreśliło. Wszystkie nasze plany na przyszłość lepszą niż naszych rodziców. Wiele razy czekaliśmy w stresie na miesiączkę, ale nie przejmowaliśmy się tym tak bardzo, bo kochaliśmy się i dziecko chcieliśmy mieć, ale jeszcze nie teraz, bo nie mamy nawet studiów jeszcze. Wszystko szło idealnie, lecz 8 miesięcy temu, dowiedziała się, że jednak coś było między mną a tamtą szmatą (wiecie, ludzie lubią plotkować), więc jej powiedziałem prawdę - że się we mnie zakochała, lecz zapomniałem dodać to, że robiłem jej trochę świadomie, a trochę nieświadomie nadzieję, Postanowiła wtedy ze mną zerwać, lecz wybaczyła i wróciła. Wtedy ją pokochałem tak mocno, że się mocniej już chyba nie da. Wiedziałem, że jeśli dziewczyna mi wybaczyła po tym, jak ją zraniłem i okłamałem, to jest ona jedyną. Zapomnieliśmy o tym, ale ja wciąż żyłem w kłamstwie, bo nie powiedziałem jej do końca całej prawdy. Lecz była szczęśliwa ze mną, kochaliśmy się nadal na zabój, co raz większe plany, co raz mocniej to wszystko, co raz większa więź. Nie widzieliśmy poza sobą świata. Robiłem dla niej po prostu wszystko, żeby w jakiś sposób odwdzięczyć się za to, że mi wybaczyła. Byłem zawsze przy niej gdy tego potrzebowała. Po prostu wszystko ! Rozumiecie ? Aż mi kumple mówili, że jestem dla niej za dobry. 8 miesięcy temu postanowiłem sobie także, że nigdy więcej jej nie okłamie i że będę najlepszym chłopakiem na świecie. I taki byłem. Widać było po mnie, że nie sposób tego było zauważyć. Ona też twierdziła innym ludziom, że nigdy nie spotkała kogoś takiego, komu by tak zależało. Poszliśmy na studia do jednego miasta. Nie chcieliśmy jeszcze ze sobą zamieszkać, bo uważaliśmy, że to za wcześnie. Po 2 tygodniach zauważyłem, że odnosi się do mnie trochę lekceważąco, nie tak jak kiedyś.. Po tygodniu jej to powiedziałem. Powiedziała, że od czasu, gdy dowiedziała się o tym kolejnym kłamstwie (8 miesięcy temu) przestało jej zależeć tak jak kiedyś. Mowiła, że mnie kocha i zależy jej na mnie, ale chce przerwy. Zgodziłem się! Wiedziałem, że nie ma nic pieniędzy nawet na jedzenie, ja też zresztą, miałem 30zł przy sobie i wcisnąłem jej na siłę 20 zł, żeby miała co jeść. Pojechałem z płaczem do domu, wieczorem nie wytrzymałem - napisałem do niej czy mogę przyjechać do niej jeszcze na jedną noc, zgodziła się, przyjechałem, rozpłakałem się przy niej (nigdy nie zdarzyło mi się płakać, byłem twardy jak skała). Zaczęła mnie przytulać, ja ciągle płakałem i nie mogłem przestać, zaczęłą mnie namiętnie całować, potem nastąpił jeden z najbardziej namiętnych stosunków seksualnych w naszym życiu. Ale rano znowu postanowiła, że musimy zrobić przerwę. Trzy dni później wyszedłem na piwo ze znajomymi ze studiów. Około godziny 22 mi napisała co robię, powiedziałem jej, że wyszedłem na piwo, na to ona, że się uczy, ale ją boli głowa. Potem wyczułem, że coś chce mi powiedzieć, więc jej napisałem. Ona napisała mi w końcu, że kocha mnie i zależy jej na mnie, ale to nie jest już to samo. Wsiadłem wtedy w pierwszą lepszą taksówkę i pojechałem do niej. Spaliśmy ze sobą, przytulaliśmy się, ale już bez stosunku, ponieważ byłem za bardzo pijany.. Rano postanowiliśmy, że zrobimy sobie przerwę taką naprawdę. Lecz parę godzin później nie wiedząc co robić leżałem z płaczem u siebie w mieszkaniu i jej napisałem, że czas tutaj nic nie zdziała i że to my musimy coś zrobić. Zgodziła się, że możemy spróbować. Przyjechałem do niej, przytulaliśmy się, całowaliśmy, ona akurat umówiła się ze znajomymi z grupy na piwo, więc wieczoru razem nie spędziliśmy, ale umówiliśmy się, że będzie do mnie dzwonić koło 2 w nocy i że pójdziemy spać do niej. Wyszła około 18, o 23 napisałem jej smsa czy żyje, ale nie odpisała bo miała wyłączony telefon. WIęc o 2 się zacząłem martwić, wyszedłem na miasto, bo wiedziałem że zaraz będzie dzwonić. Jednak nie dzwoniła, o 2:30 napisała mi smsa, że bateria jej padła i że dzisiaj śpi u koleżanki i żebym nie przyjeżdżał, bo nie mamy już żadnego autobusu czy tramwaju do jej mieszkania. Pojechałem spokojny do domu. Rano pojechałem do niej, bo miałem zabrać jakieś tam dokumenty, ale okazało się, że o 12 w południe jej jeszcze nie było. WIęc się martwiłem, napisałem do jej koleżanki u której spała czy już pojechała Sylwia od niej. Napisała, że tak więc postanowiłem poczekać na nią u niej. Długość jednego piwka, napisała mi smsa, że jedzie do mnie na mieszkanie, bo nie ma kluczy do siebie (nie wiedziała, że wróciła jej koleżanka do mieszkania, bo właśnie u niej w mieszkaniu czekałem). Więc wróciła, przeprosiła, że bateria jej padła, poszliśmy do niej posiedzieliśmy, ona była skacowana trochę, głowa ją bolała i brzuch. Tamtego dnia miał przyjechać do mnie dobry kumpel z miasta rodzinnego na weekend. Chciałem, żeby poszła ze mną i z nim gdzieś na piwo, imprezę. Ale ona powiedziała, że źle się czuje i nie chce nigdzie iść. Powiedziałem, że ok spoko, na drugi dzień też nie chciała nigdzie wyjść. Wtedy już poczułem się bardzo źle, zadzwoniłem do niej, ona wkurwiona powiedziała mi, że jutro musimy o czymś porozmawiać. Nie spałem calą noc, powiedziałem, że już jest 3 w nocy zaraz kumpel pójdzie spać a ja do niej przyjadę. Powiedziała, że nie, że jutro. Rano mi napisała, żeby przyjechał - zabrała mnie do parku, gdzie powiedziała mi, że musimy się rozstać, bo nie wie czy mnie kocha. Nasze rozstanie wyglądało tak, że się całowaliśmy i się przytulaliśmy ze łzami w oczach. Nie będę już wspominał o tym, że przez następne dwa tygodnie cały czas płakałem, piłem nie mogłem żyć bez niej. Jej koleżanki mi doradzały, żebym dał jej spokój, żeby nie pisał, ona sama zatęskni. Tak więc próbowałem robić, lecz wiecie, gdy człowiek jest pijany to traci kontrolę i pisze i dzwoni, zdarzyło mi się to pare razy. Po dwóch tygodniach wróciliśmy do rodzinnego miasta na wszystkich świętych. Mamy współnych znajomych, więc tak się stało, że wyszliśmy na piwo wszyscy razem. Po 3 godzinach spędzonych w barze, wyszła ze swoją przyjaciółką do toalety, koleżanka już nie wróciła, moja ukochana przyszła z płaczem siadła przy stole i powiedziała, że idzie do domu. Zaczepiłem ją, spytałem co się stało a ona do mnie, żebym poszedł z nią pod bar. Tam mi powiedziała, że jej przyjaciółki mama jest już w takim stanie, że za parę dni umrze. Przytulała się, powiedziała, żebym wziął kurtkę i poszedł z nią. Tak zrobiłem. Po drodze wzięła mnie za rękę, potem spędziliśmy 3 godziny przytulając się i ona cały czas płakała z powodu jej przyjaciółki, że nie wie co jej powiedzieć, gdy jej mama umrze, że jest jej źle z tego powodu, że nie może być przy niej. I tak przez 3 godziny ją pocieszałem. Przeprosiła mnie, za to, że nie jest zawsze przy mnie, gdy ja tego potrzebuję. Potem ją odprowadziłem do domu, pożegnaliśmy się przytulając, wychodząc pocałowałem ją w czoło, ona szarpnęła mnie za ręke i zaczęła mnie namiętnie całować. Kazała mi napisać smsa, kiedy dojdę do domu (zawsze mi tak kazała, bo wie, że ide po ciemku parę kilometrów do domu). Następnego dnia mi napisała, że źle jej z tym, że mi narobiła nadzieji i przepraszała, że mnie pocałowała. Powiedziałem jej, że to nic, że ja jej wyrządziłem większą krzywdę kiedyś. Wieczorem się spotkaliśmy, pojechaliśmy na papierosa, pogadaliśmy tylko, bez przytulania. Potem pojechaliśmy do pizzeri do naszych wspólnych znajomych. Po dwóch godzinach znajomi powiedzeli, że rozjeżdżają się do domu, bo każdy źle się czuł, bo wczoraj każdy za dużo wypił. Zostaliśmy sami, w konsekwencji tego wszystkiego zaczęliśmy się namiętnie całować, pojechaliśmy do niej do domu, kolejny raz uprawialiśmy najlepszy seks w życiu, taki prawdziwy, spragniony. Usnęliśmy razem, nad ranem pojechałem do domu nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Rano zaproponowałem spotkanie. Uznaliśmy, że ograniczymy teraz kontakty i następny raz spotkamy się za 4 dni. Całowaliśmy się, przytulaliśmy. Miała do mnie nic nie pisać, dopiero kontakt za 4 dni. Następnego dnia jednak rano nie wytrzymała widocznie, napisała. Przez następne 3 dni pisaliśmy ze sobą jakbyśmy się dopiero co poznali, sprośne rzeczy, prowokacje seksualne, było pięknie, lecz się nie spotykaliśmy. Wieczorem dnia trzeciego wyczułem, że jest coś nie tak, dziwnie się zachowywała. Pojechałem do niej, zachowywała się jednak normalnie już, spaliśmy ze sobą. Następnego dnia rano mi powiedziała, że musimy porozmawiać, ale dopiero po zajęciach wieczorem. Nie wytrzymałem, nie mogłem się na niczym skupić, napisałem. Okazało się, że znowu chodzi o tamtą szmatę. Że dowiedziała się, że tamta dziewczyna zwierzyła się kiedyś komuś, że śnie jej się po nocach, że gdy tylko zostanie ze mną sam na sam to mnie przeliże takie tam ;|. Powiedziałem wtedy mojej ukochanej, że robiłem tamtej nadzieję. Ona mi na to, że już miała do mnie wrócić, ale teraz nie ma takiej opcji. Dwa dni później, pojechałem do niej bo miałem sprawę czysto formalną (jakieś dokumenty czy coś w tym stylu). Patrzyła na mnie z miłością, widziałem to, dała się pocałować na pożegnanie, przytulić. Dwa dni później poprosiła mnie, żeby jej coś wytłumaczył na komputerze, bo ma z tego zaliczenie (ja studiuję informatykę). Przyjechałem tłumaczyłem jej, mówiła do mnie "kochanie". Myślałem, że już będzie dobrze, bo tak się zachowywała. Dzień później były urodziny jej przyjaciółki, której mama umiera... postanowiła, że pojedzie do niej weekend (nie chciała spotykać jej następny raz dopiero na pogrzebie jej mamy...). Następnego dnia ją odprowadziłem, tam skąd miała jechać (miała wracać z sąsiadem). Pożegnaliśmy się. Pojechała. 5 minut później sms "Co, myślałeś do dostaniesz buzi
". Pisaliśmy znowu cały dzień normalnie, jak kiedyś. Wieczorem wyszła z naszymi wspólnymi znajomymi na piwo i tamtą przyjaciółką. Koło godziny 23 jej napisałem, czy "żyje". Nie odpisała, nie odebrała też telefonu. Zadzwoniłem więc do mojego kumpla, żeby dał mi ją do telefonu. Dał mi ją. Zwyzywała mnie. Rozłączyłem się. Na drugi dzień mi napisała "nie będziemy ze sobą rozmawiać, bo ty za dużo sobie wyobrażasz". Kontakt się urwał całkiem, trzy tygodnie później mojego całkowitego dołka i picia alkoholu, napisała mi, że umarła przyjaciólka jej mamy. Wróciliśmy razem do naszego miasta na pogrzeb. Poszliśmy do mnie do domu, moi rodzice byli wniebowzięci, myśleli, że jesteśmy znowu razem. Następnie poszliśmy do mnie do pokoju, rozpłakałem się, przytulaliśmy się, prosiłem o ostatnią szansę (wiem, że dostałem ich już dużo). Powiedziała, że na pewno nie teraz. Odwiozłem ją do domu, w nocy o godzinie 24 zadzwoniła do mnie, żeby mi się zwierzyć, że nie wie co powiedzieć jutro przyjaciółce na pogrzebie jej mamy. Przyjechałem do niej, zostałem u niej do 6 rano. Powiedziała, że nie uśnie sama. Do godziny 2 w nocy rozmawialiśmy, powtarzała, że jestem tu czysto koleżeńsko. O 2 w nocy kazałem jej kłaść się spać, mówiąc, że ja będe czuwał przy niej dopóki nie uśnie. O godzinie 4 położyłem się koło niej, zaczeło mi się robić zimno, powiedziała mi, żebym wszedł pod kołdrę do niej. Wtuliła się we mnie, pozwoliła całować. Usnęliśmy razem, czułem się wtedy "chwilo trwaj jesteś piękna". O godzinie 6 wróciłem do domu. 3 godziny później spytałem jej się czy jej pomóc w czymś, bo miała wiele rzeczy do załatwienia (wieniec, urzędy, ubezpieczenie takie tam), więc zaproponowałem że podjedziemy samochodem, bo wiem, żeby się nie wyrobiła. Dzień wcześniej także zaproponowałem jej żebyśmy razem pojechali na pogrzeb, ponieważ moi rodzice mają busa 9-osobowego, więc będzie taniej, niech jej koleżanki też jadą. Po załatwieniu wszystkich spraw pojechaliśmy do niej do domu (była godzina do pogrzebu). Kazała mi pojechać do domu coś zjeść, że ona też coś zje i żebym przyjechał za godzinkę i pojedziemy na pogrzeb. Jednak się rozmyśliła, powiedziała, że nie chce siedzieć sama w domu. Pojechaliśmy do mnie do domu, zrobiłem śniadanie. Następnie poszliśmy do łazienki umyć zęby, żebym ja się ogolił (jakbyśmy byli parą). Znowu się przytulaliśmy chwilę... Pojechaliśmy na pogrzeb, tam zero, chciałem ją jakoś przytulić, bo płakała, ale nie było okazji, unikała mnie. Po pogrzebie wróciliśmy, ona poszła z koleżankami, wysadziłem je pod domem jednej z koleżanek. Wieczorem po piwie, troszkę pijany, poszedłem do niej do domu, bez jej wiedzy, zapukałem w okno. Kolejny raz prosiłem, błagałem, żebyśmy spróbowali od nowa. Niestety ona mi powiedziala, że nic z tego. Poszedłem z płaczem do domu, szedłem, stawałem, paliłem papierosy, wymiotowałem, znowu szedłem, znowu stawałem, znowu paliłem, znowu wymiotowałem, koszmar.... Nastepnego dnia chciałem się z nią znowu spotkać, powiedziała, że nie ma czasu, chociaż nalegałem. Dwa dni później napisałem jej smsa, że ją kocham ponad życie i nigdy nie przestanę, wszystko co leży mi na sercu a na końcu dodałem, że teraz zniknę z jej życia. Co parę dni pytałem koleżanki, z którą mieszka w pokoju, co u niej słychać, czy się uczy, co robi takie tam. Koleżanka się troszkę wkurwiła, że ciągle pytam co u mojej ukochanej, żebym sam do niej napisał jeśli mnie to ciekawi. Dwa dni później jej koleżanki wpadły na dziwny plan, bo zauważyły, że moje kochanie dziwnie się zachowuje, gdy do nich pisze, że mówi, że nie wie co ma robić. Postanowiły uknuć dziwny plan, żeby powiedzieć mojej ukochanej, że ja niby piszę z jakąś dziewczyną, chciały ją okłamać. Powiedziałem, że się w to nie mieszam, że nie będę odbudowywał związku na kłamstwie, że za dużo razy w życiu ją okłamałem i nie będę tego więcej robił. Podziękowałem za chęć pomocy, ale nie zgodziłem się. Okazało się, że one to jednak zrobiły. Nie wiedząc, czy dobrze zrobiłem odmawiając wysłałem rozmowę do mojej siostry, która studiuje socjologię, żeby spytać czy jest to dobre rozwiązanie. Ona jednak powiedziała, że zachowałem się bardzo dobrze. Dwa dni później, okazało się, że moja ukochana zobaczyła tę rozmowę na moim e-mailu (tłumacząc, że chciała zobaczyć co jej kupiłem na urodziny - ma je za dwa tygodnie). Pokłóciła się z koleżankami z mieszkania, nie odzywa się do nich. A mi podziękowała za pokazanie rozmowy. Było to w czwartek. Oczywiście zostałem zwyzywany przez jej koleżanki. Ale mniejsza z tym. Na dzień dzisiejszy jestem w totalnej załamce. Kocham ją ponad życie nie potrafię juz dłużej bez niej żyć, mam myśli samobójcze, próbowałem stanąć na nogi, ale nie potrafię. Powiedziałem jej o tym, że ja już dłużej nie potrafię tak i że lepiej będzie jak odbiorę sobie życie (na prawdę byłem już taki załamany, że miałem to zrobić). Wytłumaczyłem wszystko smsami, co dla niej robiłem i czego zawsze pragnąłem. Ona mi na to, że ona tak chce teraz i do mnie nie wróci, że muszę się z tym pogodzić. Że już do mnie tego nie czuje. Nie wiem już co ze sobą robić, jestem totalnie załamany, powiedziała że jak ja sobie coś zrobię, to ona też sobie to zrobi... Wiem, że jej nigdy nie przestanę kochać, jest dla mnie taka ważna, to nie jest dla mnie tylko dziewczyna do kochania, ale chcę się nią opiekować do końca życia, pomagać na dobre i na złe, być podparciem we wszystkim aspektach. Nie mogę już dłużej bez niej żyć. Nie potrafię już dłużej, pragnę tylko jej, zawaliłem studia, nie potrafię się na niczym skupić, myślę tylko o niej. Dziękuję wam za przeczytanie mojej historii i byłbym wdzięczny za jakąkolwiek poradę....
Podobne tematy
Nie gniewaj się , ale w tak ''męczący'' sposób opisałeś swoją historię , że ledwo dotrwałam do końca.No ale cóż emocje. Jeżeli natomiast chodzi o odzyskanie dziewczyny , to obawiam się że na dzień dzisiejszy nic nie możesz zrobić żeby ją odzyskać , bo ona najzwyczajniej w świecie tego nie chce. Trudno powiedzieć czy to jej ostateczna decyzja , czy tylko chwilowe znudzenie , więc najlepszym rozwiązaniem będzie jeżeli przestaniesz się z nią kontaktować i najlepiej znikniesz jej z pola widzenia. Może przemyśli , przeanalizuje Wasze wspólne lata , zatęskni i wróci. Daj jej czas , ale bez Twojej osoby w tle.
a jak tak na prawdę myślę po przeczytaniu tego wszystkiego ze ona jest po prostu totalnie zagubiona no popatrz macie mniej więcej taki schemat:
-kłótnia,seks,pocałunki,wątpliwości i tak w kółko.
Rozumiem że ją kochasz, ona pewnie ciebie też. Tylko albo sama o tym nie wie albo po prostu wmawia sobie że nie a jej czyny mówią same za siebie.. że Cię potrzebuje.
byc moze to wyjatkowe uczucie ale chyba przydarzylo wam sie za wczesnie i sobie z tym nie radzicie, za duzo jak na tak mlody wiek.
przede wszystkim zrob postanowienie noworoczne ze porozmawiasz z nia w przerwie miedzy swietami a sylwestrem ze koniec, spotykacie sie 1lutego od chwili tej rozmowy, ze to czas na przemyslenia i nie ma kontaktu chocby nie wiem co czy to jakis problem, czy tesknota czy pijanstwo
daj troche odsapnac bo inaczej sie zadusicie nawzajem