Witam mam na imię Błażej i mam 26 lat. Aktualnie jestem 3 tygodnie po ślubie i kocham swoją żonę, dlatego tutaj jestem. Tak więc ja jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i już ponad 2,5 roku nie piję. Żona przyznała mi się, że była ofiarą molestowania w dzieciństwie, co tłumaczy jej zachowania i czytając to forum dowiedziałem się wiele więcej na jej temat. Moja żona jest bardzo skryta i nie potrafi rozmawiać, boi się tego. Przełomem stało się jej przyznanie wczoraj do tego tragicznego wydarzenia z dzieciństwa. Przed wyjawieniem prawdy poprosiła abym jej obiecał, że jej nie zostawię. Jak mi wyjaśniła po wszystkim, bała się że będę się jej brzydził. Pragnę pomóc mojej Ukochanej, gdyż jest cudowną kobietą i wiem że jej wnętrze jest piękne, lecz skryte. Moja żona lubi sex, aczkolwiek niekiedy mimo wielkiej ochoty na niego przychodzi moment i wszystko znika. Z racji tego, że jestem kim jestem wtedy mam obawy, że coś złego zrobiłem i że to moja wina. Wiem także, iż wizyta u specjalisty nie wchodzi w grę w tym momencie i żona polega na mnie. Nie chce jej krzywdzić i pragnę ze szczerego serca jej pomóc. Gdybym mógł Was prosić o poradę w jaki sposób mogę pomóc mojej żonie, Proszę.
1 2012-11-13 09:59:54 Ostatnio edytowany przez vinnga (2012-11-13 10:03:11)
Podobne tematy
Bądź dla niej cierpliwy i wyrozumiały. Ona chyba potrzebuje więcej czasu. To już zapewne i tak był wielki krok z jej strony, że Ci o tym wszystkim opowiedziała. A to oznacza, że ci ufa, czyli idziecie w dobrym kierunku. Trzymaj się!
3 2012-11-13 12:25:04 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-11-13 12:27:22)
brakol1986, napiszę w punktach kilka propozycji dla Ciebie:
1. Najważniejsze, abyś przestał się obwiniać za te chwile kiedy "wszystko znika".
2. Czułość i delikatność, szczególnie teraz, po tym wyznaniu.
3. Nigdy nie mów o tym, co usłyszałeś, nie wracaj do tego, chyba, że Ona zacznie mówić.
4. Wzbogacaj swoją wiedzę, bo jeśli Twoja Żona nie chce iść na terapię to jest tylko jedno wyjście: Ty będziesz terapeutą, ale to zadanie trudne i wymaga także wiedzy o tego rodzaju przeżyciach. To zadanie dla sapera. Jeśli uda Ci się wykorzystać wiedzę w sytuacjach intymnych i otworzyć przed Twoją Żoną całą głębię seksualnych przeżyć, wywołać nowe i pozytywne skojarzenia, wtedy tamto doświadczenie pokryjesz przekonującą warstwą pozytywnych doznań i wspomnień.
Bliskość, ciepło, czułość, uniesienie, spełnienie - są to stany, które zmieniają nas i zmieniają nasze życie. Nie da się ich opisać zbyt spłyconym słowem "orgazm".
Nie można zapomnieć przykrych doznań, ale można zacząć pamiętać to, co jest od tamtych doznań ważniejsze i przyjemniejsze.
Na tym polega każde leczenie i terapia.
Dziękuję za porady, to dla mnie wiele znaczy. Oczywiście każda podpowiedź będzie dla mnie cenna. Staram się być wyrozumiały cierpliwy i staram się ją zrozumieć. Ewidentnie odczuwam zmianę w Partnerce po tym wyznaniu. Jest cieplejsza i bardziej zaczyna okazywać własne uczucia w moim kierunku (po jednej nocy tylko). Poczytam jeszcze więcej jak również proszę i Was o porady. Każda informacja będzie bardzo istotna. Dziękuję raz jeszcze.
Mam dla Ciebie bardzo dobrą wiadomość -- można jej pomóc w następujący sposób:
kocham swoją żonę, dlatego tutaj jestem. Tak więc ja jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i już ponad 2,5 roku nie piję. Żona przyznała mi się, że była ofiarą molestowania w dzieciństwie, co tłumaczy jej zachowania i czytając to forum dowiedziałem się wiele więcej na jej temat. Moja żona jest bardzo skryta i nie potrafi rozmawiać, boi się tego. Przełomem stało się jej przyznanie wczoraj do tego tragicznego wydarzenia z dzieciństwa. Przed wyjawieniem prawdy poprosiła abym jej obiecał, że jej nie zostawię. Jak mi wyjaśniła po wszystkim, bała się że będę się jej brzydził. Pragnę pomóc mojej Ukochanej, gdyż jest cudowną kobietą i wiem że jej wnętrze jest piękne, lecz skryte. Moja żona lubi sex, aczkolwiek niekiedy mimo wielkiej ochoty na niego przychodzi moment i XXXXXXXXXXXXXX <--- nie twoja wina, niech znika, akceptuj to. Z racji tego, że jestem kim jestem wtedy mam obawy, że coś złego zrobiłem i że to moja wina <----- ona się martwi, że Ty się martwisz -- daj spokój chłopie... ona ma problem więc się nie martw, tylko ją taką zaakcpetuj.i żona polega na mnie. Nie chce jej krzywdzić i pragnę ze szczerego serca jej pomóc.
Jeśli dasz rady to jej to powiedz powyższe. Jeśli nie dasz rady to jej napisz. Wzajemna akceptacja w szczególności swoich wad na pewno bardzo Wam pomoże. Widać, że działacie świadomie... niesamowite wręcz. Życzę Wam powodzenia.
Nie polecam natomiast:
Wiem także, iż wizyta u specjalisty nie wchodzi w grę w tym momencie
Bardzo dziękuję za poradę, to bardzo piękne co napisałeś. W tym momencie nie dam rady powiedzieć tego wszystkiego mojej Żonie. Wiem, że ten temat jest Niej piekielnie ciężki i widzę, że każde poruszenie tematu będzie powodowało płacz i ogromny smutek, aczkolwiek pomysł z napisaniem oczywiście jak najbardziej wchodzi w grę. Spróbuję opisać to najpierw sam przed sobą na kartce a później skieruje te słowa w stronę Żony. Zagłębiając sie w forum coraz bardziej uznałem, że postaram się otworzyć stopniowo i nie zostać samemu z tymi problemami, które mnie męczą. Zdaje sobie sprawę, że samemu nic nie zdziałam a nawet skrzywdzę sam siebie i to odbije się na relacji z Żoną.
Dziękuję
Sam nie wywołuj tematu. Pozwól Jej mówić. Ty skup się na relacji, czułości, uczuciach, delikatności, bezpieczeństwie.
Niestety podzielam przykrą przeszłość z wieloma kobietami, w tym z Twoją żoną. Najważniejsze, że powiedziała. Mój partner wysłuchał i popełnił tylko jeden błąd. Powiedział ,,Ja ci w tym nie pomogę. Tu potrzebny jest specjalista. Psycholog''. To było najgorsze, co mógł powiedzieć. Po prostu był szczery. Przyjął taktykę milczenia. A dla mnie terapią było chyba samo powiedzenie o tym. Jest jedyną osobą, oprócz sprawcy, która o tym wie. To jego milczenie i przejście nad tym do normalności było chyba dobre. Bez rozczulania się rozgrzebywania, współczucia. Niestety to czasem wraca, te wspomnienia. Na kilka chwil, czasem na dłużej. Ja sama siebie staram się dyscyplinować i mówić sobie ,,dość to już za mną. Teraz jest dobrze, nie psuj tego'', ale to zależy od psychiki.Też tak miałam, że już po tym zwierzeniu się łatwiej było mi go kochać, mówić o tym, odkryć się, a przede wszystkim patrzeć w oczy. Czułam się taka fair wobec niego. To ważny moment w Waszym życiu. Podołacie, tylko okazuj jej mnóstwo miłości, dużo ją przytulaj i całuj, żeby broń Boże nie poczuła się osamotniona bo taka zraniona psychika w tych momentach snuje różne głupie wizje w stylu ,,brzydzi się mną''.
Witam Undique, ja powiedziałem Żonie, że zrobię wszystko ażeby jej pomóc i będę czekał na Jej chęć rozmowy, bądź "wygadanie". Nie zostawię jej samej z tym problemem, zwłaszcza jak wyznała mi, że jestem jedyną osobą, której to powiedziała. To jest powierzenie ogromnej odpowiedzialności. Obawiam się czy będę dobrym pomocnikiem. Wierzę mimo wszystko, że ja i Żona podołamy trudnościom.
10 2012-11-16 10:04:20 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-16 10:05:52)
Witam mam na imię Błażej i mam 26 lat. Aktualnie jestem 3 tygodnie po ślubie i kocham swoją żonę, dlatego tutaj jestem. Tak więc ja jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i już ponad 2,5 roku nie piję. Żona przyznała mi się, że była ofiarą molestowania w dzieciństwie, co tłumaczy jej zachowania i czytając to forum dowiedziałem się wiele więcej na jej temat. Moja żona jest bardzo skryta i nie potrafi rozmawiać, boi się tego. Przełomem stało się jej przyznanie wczoraj do tego tragicznego wydarzenia z dzieciństwa. Przed wyjawieniem prawdy poprosiła abym jej obiecał, że jej nie zostawię. Jak mi wyjaśniła po wszystkim, bała się że będę się jej brzydził. Pragnę pomóc mojej Ukochanej, gdyż jest cudowną kobietą i wiem że jej wnętrze jest piękne, lecz skryte. Moja żona lubi sex, aczkolwiek niekiedy mimo wielkiej ochoty na niego przychodzi moment i wszystko znika. Z racji tego, że jestem kim jestem wtedy mam obawy, że coś złego zrobiłem i że to moja wina. Wiem także, iż wizyta u specjalisty nie wchodzi w grę w tym momencie i żona polega na mnie. Nie chce jej krzywdzić i pragnę ze szczerego serca jej pomóc. Gdybym mógł Was prosić o poradę w jaki sposób mogę pomóc mojej żonie, Proszę.
Jestem żoną alkoholika, który znów nie pije od prawie 2 lat. Piszę "znów" bo po ponad 16 latach niepicia wpadł gładko w 3 letni ciąg alkoholowy.
Piszesz, że jesteś trzeźwiejącym alkoholikiem. Cóż to znaczy? Odbyłeś terapię? Chodzisz do AA?
Zakręcenie butelki to stanowczo za mało a praktycznie nic. Głowa musi trzeźwieć.
To samo z Twoją żoną.
Ona musi pójść na terapię dla rodzin alkoholików. Jeżeli nie All annon to terapia indywidualna.
Alkoholik to specyficzna grupa ludzi, trzeba umieć z Wami rozmawiać, nawiązywać porozumienie.
A jeżeli żona była molestowana w przeszłości to tym bardziej powinna trafić na terapię, nawet wbrew sobie. Bo jak wiesz: najpierw przyprowadza się nogi na mitting, po jakimś czasie głowa sama przyjdzie. Nie ma takiej możliwości aby Twoja choroba nie przenosiła się na związek, nie ma możliwości aby jej trauma nie wpływała źle na wasze małżeństwo.
Żona na All annon nie musi nic mówić o sobie, wystarczy, ze usiądzie z boku i będzie słuchała co mówią inne.
Bo macie podwójny problem: alkoholizm i molestowanie. Sami tego nie rozwiążecie a z czasem zaplączecie się, nie będziecie wiedzieli co się dzieje i dlaczego, poskutkuje to kryzysem, niemożnością porozumienia, partnerstwa, być może Twoim nawrotem...
To Ci mówię ja, żona alkoholika.
blakol1986 napisał/a:[...] jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i już ponad 2,5 roku nie piję. [...]
Ona musi pójść na terapię dla rodzin alkoholików.
Święte słowa. Jedna tylko uwaga. Na terapię nie przychodzi się z musu.
12 2012-11-16 10:21:11 Ostatnio edytowany przez blakol1986 (2012-11-16 10:22:47)
Twardogłowa odbyłem terapię stacjonarną, 6-cio tygodniową i wciąż uczęszczam na terapię pogłębioną. Nie zamierzam przestać uczęszczać, zwłaszcza, gdy mam styczność z dobrym terapeutą. Żona była raz u mojego terapeuty i nie wyraża chęci na terapię w tym momencie, uważa że sporo się dowiedziała po dość długiej rozmowie i na siłę nic nie zrobię. Wiem, że przede mną ciężka droga po wyznaniu Żony. Nie zostawię jej samej z tym problemem, znam jej stanowisko dotyczące psychologów i terapeutów. Na siłę nie chce jej ciągnąć, mimo że wiem jak to pomaga. Pragnę ją wspierać, zrobiła pierwszy krok: przyznała się, to już dużo z tego co czytam i "uczę się" o tym problemie. Niech dojrzewa, by móc zrobić kolejny krok. Dziękuję za informacje, są to cenne wskazówki.
Witam wszystkich serdecznie, to jest początek mojej przygody z rozwiązywaniem problemów związanych z zazdrością o Żonę.
Chciałbym się otworzyć i wyznać wszystko co mnie dotyka, boli i mogę powiedzieć mocno gnębi.
Znam się z Żoną od roku, pobraliśmy się niecały miesiąc temu. Małżeństwo było wspólną decyzją obu stron i nie było spowodowane ciążą (o którą się już staramy od 3 miesięcy przeszło, lecz z powodów zdrowotnych Małżonka nie może zajść w ciążę). Chciałbym przedstawić problem, który siedzi głęboko we mnie i mocno się zakorzenił. Jest to problem zazdrości i lęków przed zdradą, bądź utratą Partnerki. Wszystko układało się w porządku do momentu, gdy podjąłem z "Dziewczyną" jeszcze temat byłych kochanków (poważny błąd). Dowiedziałem się wtedy, że nie jestem najlepszym Kochankiem, co zrujnowało moje poczucie wartości i z moimi skłonnościami dobijałem się bardziej i bardziej. Doprowadziłem się do ruiny psychicznej i nie byłem w stanie nic robić. Leżałem i płakałem bez konkretnych powodów (w głowie miałem cały czas seans, że tracę Ukochaną, bądź mnie zdradza za każdym razem, gdy nocuję u siebie, a jak od Niej wychodzę, to przychodzi ktoś inny). To moja wina wiem o tym. W przeszłości byłem w związku ponad 6-cio letnim z inną kobietą i po tym okresie zaczęło się psuć. Szukałem innego obiektu, z biegiem czasu wiem , że była partnerka także nie do końca była w porządku. Pewnego dnia zostawiła mnie i wtedy zaczęły się problemy...
Zacząłem coraz więcej pić i popadłem w alkoholizm, gdzie rujnowałem się psychicznie, fizycznie i społecznie. Popadałem w konflikty z prawem i coraz większym gronem ludzi. Nie widziałem sensu życia i miałem nieudane 2 próby samobójcze. Szpital psychiatryczny, próby Mamy do podjęcia terapii. Nic nie pomagało, poza chwilowym wytchnieniem gdy brałem psychotropy. W kwietniu 2010 roku Mama powiedziała dość i poszedłem na terapię, od tego momentu nie piję i uczęszczam na terapię. Zanim poznałem obecną Żonę, miałem styczność z wieloma kobietami i młodszymi i starszymi. Krótkie "jednorazowe" znajomości. Gdy poznałem Ukochaną to zaczęło się zmieniać i patrzyłem powoli w jednym kierunku, gdzie nie było mi łatwo z racji wcześniejszych przyzwyczajeń. Raz miałem sytuację, gdzie pewna kobieta zaczęła ze mną flirtować i to zaczęło przybierać szybszego obrotu (miała męża i dwójkę dzieci), w pewnym momencie, gdy wyznała, że chce się ze mną kochać zrozumiałem co robię. To nie tak miało wyglądać, ja pragnę tylko jednej Kobiety, wtedy to do mnie dotarło i zacząłem z podwojoną siłą starać się o Partnerkę. Zacząłem się bardziej przejmować wszystkim. Wiem, że moja Ukochana miała pewną osobę (faceta), którego uważała za przyjaciela. Rozmawiałem o tym chłopaku z siostrą i przyjaciółką Żony, o dziwo przyjaciółka nic nie wiedziała, a siostra twierdziła i wprost mi powiedziała, że myśli, że ten chłopak wymaga czegoś więcej niż przyjaźni. Stałem się potwornie zazdrosny i wtedy najbardziej zaczęły się natrętne myśli. Od tamtego momentu wiele próbowałem porozmawiać w tej kwestii z Żoną i wyznała mi, że nocował u Niej będąc przyjaciółmi (lecz nie współżyli, ani żadnych pieszczot). To zabolało nie ukrywam, a miało to miejsce w ostatnim czasie. Powiedziała mi także, że odkąd powiedziała temu facetowi, że zakłada rodzinę, zero kontaktu z jego strony. Czy ja mogę to odebrać za potwierdzenie, że oczekiwał i miał nadzieję na coś więcej?
Do sedna zmierzając problemem jest moja zazdrość i lęki jak już wspomniałem. Nie będę kłamał i wprost się przyznam, że sprawdzam Żonie telefon, gg, maila. To jest przykre i samego mnie to boli, że tak robię. Staram się to kontrolować, lecz pragnienie sprawdzenia jest takie ogromne. Boję się także wyjścia Żony na noc do koleżanki, mimo że mi powiedziała, że chce wyjść, chce się napić piwa z koleżanką z którą mieszkała zanim zamieszkaliśmy razem. Boję się bo to w głowie rysuje się jak potencjalne zdarzenie i moment do zdrady. Chce przestać tak podchodzić do tego i chce coś z tym zrobić. Wiem, że samemu jestem w stanie sobie poradzić, lecz to wymaga czasu, umiejętności i cierpliwości. Proszę o każdą pomoc, gdyż ja chce stawać się lepszym mężem, przyjacielem, kolegą i partnerem dla mojej Żony, która jest moim oczkiem w głowie. Teraz patrze na Nią jak śpi i to taki piękny widok, którego nie zamieniłbym na nic.
Chciałem dokładnie przedstawić problem i przepraszam jeżeli to chaotycznie wyszło. Chcę dać Żonie i samemu sobie wolność. Prawdziwą i szczerą wolność.
Pozdrawiam serdecznie.
14 2012-11-16 10:48:31 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-11-16 10:49:30)
twardogłowa napisał/a:blakol1986 napisał/a:[...] jestem trzeźwiejącym alkoholikiem i już ponad 2,5 roku nie piję. [...]
Ona musi pójść na terapię dla rodzin alkoholików.
Święte słowa. Jedna tylko uwaga. Na terapię nie przychodzi się z musu.
Z przymusu nie .
Ale
U nas w środowisku alkoholików, współuzależnionych, DDA mówi się:
najpierw przyprowadź nogi, głowa przyjdzie sama.
Rozumiesz?
To znaczy, że w początkowym okresie ciężko jest znieść uczestnictwo w terapiach, odrzuca nas od tego, niezwykle trudno jest wynurzać swoje życie osobie obcej, odpowiadać na trudne, osobiste pytania. Trzeba dać sobie, czas, nie zniechęcać się po 2-3 spotkaniach, chodzić nawet wbrew sobie lub znaleźć innego terapeutę.
Po 3 miesiącach głowa zaczyna układać sobie wszystko.
Rozumiem Twardogłowa do czego zmierzasz i popieram tę teorię, że powinienem tak zrobić. Zdaje sobie sprawę jak by to pomogło i jak to by się zaczęło układać. Ciężko jest to przekazać mojej Żonie, która była, zobaczyła i doświadczyła tego i stwierdziła, że to nie jest ten moment. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć. Będę się starał namówić Żonę do terapii.
Rozumiem Twardogłowa do czego zmierzasz i popieram tę teorię, że powinienem tak zrobić. Zdaje sobie sprawę jak by to pomogło i jak to by się zaczęło układać. Ciężko jest to przekazać mojej Żonie, która była, zobaczyła i doświadczyła tego i stwierdziła, że to nie jest ten moment. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć. Będę się starał namówić Żonę do terapii.
Na początku podrzucaj w widocznych miejscach książki o tematyce alkoholizmu, współuzależnienia, budowaniu swojej wartości, wzmacnianiu psychiki, wydrukuj i zostaw adresy ośrodków terapeutycznych, grup wsparcia w Twoim rejonie.
Zasiej ziarno, później zbieraj owoce.
Blakol to co robisz do tej pory jest słuszne. Nie naciskaj Twojej żony na terapię, jeżeli zechce sama pójdzie, nic na siłę. Póki co stajesz na wysokości zadania.
Tak jak pisali inni: czułość, delikatność, akceptacja tego, że w pewnym momencie podczas pieszczot mówi STOP. To nie jest ani jej ani Twoja wina.
Twój alkoholizm... tutaj tylko jedno słowo z mojej strony... WYTRWAJ. Powodzenia
18 2012-11-19 10:39:59 Ostatnio edytowany przez blakol1986 (2012-11-19 11:07:55)
Witam.
Chciałbym napisać, że problemy, z którymi się borykam są bardzo ciężkie jak dla mnie. Czytałem tematy na temat zazdrości i filmów w głowie, koresponduje z dwiema osobami z forum, które mnie wspierają i dobitnie tłumaczą istotę tych problemów. Jeżeli ktoś mógłby pomóc i czuje, że coś może poradzić bardzo proszę o tę właśnie pomoc. Już trzeci dzień nie kontroluję ani telefonu, ani maila ani gg Żony, a pojawiające się natrętne myśli staram się odpychać i zastępować je pozytywami. Ciężko jest z realizacją, bo lęki są ogromne, mimo to wczoraj Żona chciała sobie pograć w grę internetową to jej powiedziałem, że nie widzę przeszkód. Od 19 do 2 w nocy siedziała, o 24 chciała iść skończyć, przebudziłem się, bo prosiłem żeby mnie obudziła jak skończy (chciałem ustawić pewne programy, żeby chodziły do rana, bo w dzień czasu brakuje na tę zabawę niestety). Zapytałem czy wciąż chce grać i zapytała czy może, a ja jak najbardziej się zgodziłem. Skoro czuje taką potrzebę to oczywiście nie widzę przeszkód. Problem zazdrości oczywiście zaczął się pojawiać w głowie jak próbowałem zasnąć. To jest bardzo uciążliwe, lecz starałem się wypierać złe myśli i tłumaczyć sobie, że przecież nie mam o co się martwić. Pomaga w pewnym stopniu, lecz trochę to trwa zanim mój mózg przetrawi te informacje. Podobny problem pojawia się, gdy Żona wcześniej zaśnie, a mianowicie moje myślenie jest tak zakorzenione, iż zaczynam się zastanawiać czy ja już nie mam manii. Gdy zacznie szybciej oddychać w mojej głowie pojawiają się myśli, że przez sen uprawia sex, bądź pieści się z kimś innym. To jest paranoja co się dzieje w mojej głowie. Proszę o porady i może pomoc od kogoś, kto w choć podobny sposób przeżywał zazdrość i ten obłęd w głowie. Wiem, że problemem jestem ja i nikt więcej. Tutaj nie mam wątpliwości, że ja sam jestem sobie winien to co się teraz dzieje. Daję sobie radę i z tego powodu mam powody do zadowolenia.
W sprawie molestowania Żony w dzieciństwie problem zauważyłem pojawia się, gdy jesteśmy u Jej rodziców. Jak już wspomniałem wczoraj Żona spędziła kilka godzin na grze w internecie, a wcześniej byliśmy właśnie u Teściów. Czy to mogła być reakcja obronna?
Teraz jeszcze nasunęło mi się pytanie dość istotne. Co może być powodem tego, że przez cały czas mam ochotę na moją Partnerkę? Nieważne jaka pora dnia i nocy. Traktuję również każde zbliżenie jak coś wyjątkowego, jakby miało się już nie powtórzyć. To także mnie dość mocno zastanawia... Czy ja nie jestem uzależniony od sexu? A może podłoże tutaj jest psychologiczne i obawa przed utratą Ukochanej pcha mnie w tym kierunku?
Mam takie pytanie, czy to jest możliwe, żeby to mi się dostawało za to że Żona cierpiała i wciąż cierpi? Chodzi mi o aroganckie zachowanie, przykre sformułowania, i niewyjaśnioną złość. I czy moja wrażliwość może się odbić z przeciwnym skutkiem z drugiej strony?
Dokładnie to chodzi mi o to czy jest taka możliwość, że to ja będę obiektem wyładowań stresu, lęku i złości ze strony Żony?
Mam takie pytanie, czy to jest możliwe, żeby to mi się dostawało za to że Żona cierpiała i wciąż cierpi? Chodzi mi o aroganckie zachowanie, przykre sformułowania, i niewyjaśnioną złość. I czy moja wrażliwość może się odbić z przeciwnym skutkiem z drugiej strony?
Dokładnie to chodzi mi o to czy jest taka możliwość, że to ja będę obiektem wyładowań stresu, lęku i złości ze strony Żony?
Po to potrzebna by jej była terapia - aby nie przenosić swoich lęków i frustracji na osobę najbliższą.
A Twoja wrazliwość zaczyna po trosze spełniać kryteria współuzależnienia. Jak tak dalej pójdzie to masz chłopie problem, bo nie da sie żyć zyciem innej osoby.
A doznanie molestowania w dziecinstwie może być przyczyną róznych innych problemów, ale nie moze być usprawiedliwieniem dla agresji czy przemocy psychicznej.
Sytuacja obecnie zaczyna się komplikować i zmienia się na gorsze. Żona przestaje czerpać radość z każdego dnia, od momentu Jej wyznania, relacje między nami zaczęły się stopniowo pogarszać, jak już wspomniałem Żona ma bez powodu napady złości i dostaje mi się za nic. Wcześniej pisałem, że nie ma problemów z życiem sexualnym, natomiast teraz to życie znikło i sama Żona powiedziała, że nie chce. Przeszkadza jej wszystko co związane jest z sexem. Niewinny nawet dotyk z mojej strony i totalne odrzucenie ucieczka i zamknięcie w sobie. Staram się namówić Żonę na terapię jakąkolwiek, bądź rozmowę ze specjalistą, lecz to widzę nie ten moment jeszcze. Myślę, że ja już zrobiłem co mogłem zrobić, żeby dać do zrozumienia, że jestem i będę przy Ukochanej niezależnie od tego co będzie się działo. Teraz tak mi się wydaje muszę dać czas Żonie, aby podjęła kroki i jakieś konkretne decyzje co dalej, a samemu wziąć się za siebie i swoje problemy, bo jak pisałem wcześniej mam ich troszke w głowie i aby dać Żonie pełnię wolności i szczęścia muszę i chcę przepracować owe problemy. Nie wiem czy dobrze myślę i czy dobrze rozumiem wszystko co piszecie, więc proszę o jakiekolwiek uwagi.
Pozdrawiam
Witam,
znalazłem się tutaj, bo mam podobny problem jak autor tekstu. Mam 26 lat, od 10 lat jestem w związku z obecną żoną, od roku roku w małżeństwie (a od dwóch miesięcy jestem ojcem). Moja żona również była molestowana, jak była dzieckiem. Ponadto jej relacje z ojcem są zaburzone, teść dawniej pił, bił jej matkę, nie okazywał uczuć, miał kochankę itp. itd. U nas główny problem to kłopoty w seksie, żona niezbyt często ma ochotę na seks, jeśli już to niewielką (chociaż jak już się kochamy to często, prawie zawsze ma orgazm). Czasem jest tak, że jak zaczynamy się pieścić to mówi, że "nic nie czuje". Dawniej o samym seksie (jak jeszcze nie współżyliśmy) mówiła mi, że wydaje jej się zwierzęcy itp itd. Często zdaje się podczas stosunku nieobecna. Dodatkowo, poza sprawami seksu, ma kłopot z kontrolą siebie i innych, byciem perfekcjonistką. Wiele wymaga od siebie, jeszcze więcej od innych. No i jest zamknięta, czasem trzeba z niej wyciągać informacje godzinami.
Zawsze przy żonie (wcześniej jeszcze narzeczonej i dziewczynie) byłem, zawsze ją wspierałem, chociaż czasem uważałem, że za mało robi ze swoimi problemami. O molestowaniu wiem tylko ja, ona i oprawca (którego najchętniej bym skasował, ale nie wiem, kim jest- tylko tyle, że to jej nauczyciel ze szkoły podstawowej). Czasem jest mi bardzo ciężko, czasem boję się, że któregoś dnia się zbuntuję. Bo uważam, że daję dużo a otrzymuję znacznie mniej. Kocham ją, tyle lat byliśmy razem, teraz jesteśmy małżeństwem, ale czasem brakuje sił.
Dlaczego piszę tego posta? Bo nie skarżę się na żonę nikomu (takie mam zasady, ani przyjaciele, ani rodzina nie powinni wiedzieć o naszych problemach).
Swego czasu przeżywałem mega załamanie, będąc na czatach internetowych zacząłem nawiązywać znajomości z innymi kobietami. Nigdy żony nie zdradziłem, ale sam fakt flirtowania w internecie z obcymi jest alarmujący. Od kilku miesięcy na czat nie wchodzę, bo zauważyłem, że może to się nieciekawie skończyć.
Jestem chrześcijaninem, nie uznaję rozwodów, a jednak boję się, że może nam nie wyjść.
Są osoby o podobnym problemie? Może dziewczyny, które są molestowane się wypowiedzą, dlaczego żona zdaje się nie pracować nad swoimi problemami? Może mi się tylko tak wydaje.
Jak jej jeszcze mogę pomóc poza "byciem" obok, akceptacją?
Dziękuję za odpowiedź z góry
Sytuacja obecnie zaczyna się komplikować i zmienia się na gorsze. Żona przestaje czerpać radość z każdego dnia, od momentu Jej wyznania, relacje między nami zaczęły się stopniowo pogarszać, jak już wspomniałem Żona ma bez powodu napady złości i dostaje mi się za nic. Wcześniej pisałem, że nie ma problemów z życiem sexualnym, natomiast teraz to życie znikło i sama Żona powiedziała, że nie chce. Przeszkadza jej wszystko co związane jest z sexem. Niewinny nawet dotyk z mojej strony i totalne odrzucenie ucieczka i zamknięcie w sobie. Staram się namówić Żonę na terapię jakąkolwiek, bądź rozmowę ze specjalistą, lecz to widzę nie ten moment jeszcze. Myślę, że ja już zrobiłem co mogłem zrobić, żeby dać do zrozumienia, że jestem i będę przy Ukochanej niezależnie od tego co będzie się działo. Teraz tak mi się wydaje muszę dać czas Żonie, aby podjęła kroki i jakieś konkretne decyzje co dalej, a samemu wziąć się za siebie i swoje problemy, bo jak pisałem wcześniej mam ich troszke w głowie i aby dać Żonie pełnię wolności i szczęścia muszę i chcę przepracować owe problemy. Nie wiem czy dobrze myślę i czy dobrze rozumiem wszystko co piszecie, więc proszę o jakiekolwiek uwagi.
Pozdrawiam
Wasz zwiazek to mieszanak wybuchowa.Wiem to z autopsji.Molestowana i akoholik -ciezko sie dogadac.Pomimo ,ze odbyłam terapie i partner rowniez( nie pije ponad 4 lata)dochodzilo do klotni i cięzko było z tego wyjsc.Ataki złosci u osob molestowanych sa typowe.Ja tez je mialam,dopiero w terapii udalo mi sie nad tym zapanowac.Unikanie bliskosci ,nagła zmiana nastrojow,brak radosci z zycia,brak umiejetnosci korzystania z zabawy itp .itd. To wszystko towarzyszy osobie,ktora doswiadczyła naduzycia seksualnego.
Zona powinna poddac sie terapii dla wlasnego dobra i waszego.Ty nie jestes w stanie jej pomóc ,sam musisz zadbac o siebie ze wzgledu na swoja chorobe.Zapewne masz głody ,nawroty i rowiniez gorsze sampoczucie w zwiazku z tym.Nasilenie sie takich stanow u obojga prowadzi do powaznych konfliktów.Ciezko sie dogadac.Poczucie krzywdy,zal biora góre.Pomimo ,ze obydwoje korzystamy z siatki wsparcia np mityngi ,ja jeszcze jestem w terapii to zdecydowalismy sie na terapie dla par.Ostatni konflikt byl bardzo powazny,własciwie doszlo do rozstania.Jednakze nasz milosc jest silna dlatego robimy wszystko zeby ratowac nasz zwiazek.Moj partner jet dobry i wyrozumialy i rozumie co mnie spotkalo ,ale mechanizmy mojej dysfunkicji sa silne.Sama nie poradzila bym sobie.Dlatego szkoda z,e zona nie chce pomocy specjalisty....Sam nie podołasz.Moze warto z nia jeszcze porozmawiac
A samemu tez skorzystac z pomocy w zwiazku z nadmiernym kontrolowaniem zony.
Trzymam kciuki.