Problem polega na tym, że byłam z facetem kilka lat, ostatecznie rozstałam się z nim. On momentami się starał, próbował. Ja już nie potrafiłam uwierzyć w jego dobre intencje. Miał ciężki charakter. Ten związek był burzliwy, on mnie bardzo kochał, ja jego. Jednak padło zbyt wiele złych słów, zbyt dużo razy raniliśmy się z pełną świadomością, że robimy to złośliwie, z premedytacją. Rozstanie uświadomiło mi wiele rzeczy.
Mój były bardzo ciężko zniósł rozstanie, wbił mnie w poczucie winy, że bardzo źle go potraktowałam. Ostatnie rozmowy z nim uświadomiły mi, że jestem niezwykle wymagającą osobą. Nadal mamy jakiś tam kontakt i po prostu czuje się źle, jak on mi pisze, ze sobie nie daje rady.
I już sama nie wiem, może ja nie nadaję się do związku, skoro tak źle traktuje partnera. On też nie był aniołem, jego ostatnie jazdy spowodowały, ze podjęłam decyzję, że z nas już nic nie będzie. Miał potajemny kontakt z innymi kobietami, oszukiwał mnie na ten temat, chował telefony, odkładał ekranem do dołu, wiecznie wyciszone itp. I już dłużej nie mogłam tego znieść. A on teraz mnie obwinia, o to, że nie dałam nam szansy, że nie dałam mu możliwości do zmiany. Że go źle potraktowałam. Że byłam zła niedobra, niedostatecznie fajna.
Tylko, że po wielu latach związku z takim facetem jestem zmęczona. I nie chciałabym już nikogo ranić więcej i dołować i siebie też już nie chciałabym ranić.
Jak ustrzec się w przyszłości związku z trudnym facetem. Jak dobrze traktować innych i dbać jednocześnie o swoje dobro?