Witam serdecznie...
Nigdy nie pisałam na żadnych forach o jakichkolwiek moich problemach, ale nie dałam rady tym razem... Przegrałam. Nie mam nawet kogoś komu mogłabym powiedzieć o tym wszystkim
Szukam wsparcia, porady....
Ja mam 20 lat, on 26. Ja pochodzę z "dobrego domu" a on z najbardziej patologicznej dzielnicy naszego miasta
Z Panem X byłam 1,5 roku... Fajny związek - kochałam i kocham go do granic możliwości. Zerwał ze mną 4 miesiące temu - twierdził, że już mnie nie kocha, nie chce ze mną być, jestem za dobra i wszystko podstawiam mu pod nos, że chce wolności, kolegów a nie zobowiązań i tłumaczenia się z każdego kroku... Na każdy możliwy sposób próbowałam robić wszystko żeby wrócił - od rozmów, próśb i płaczu, przez pobyt w szpitalu z powodu odwodnienia (nie mogłam jeść, pić bo z nerwów wymiotowałam), skończywszy na próbie pokazania mu jak bardzo wartościową i piękną kobietę stracił. Nie udało się... Próbowałam się ogarnąć - nie umiałam. W końcu po 3 miesiącach od rozstania nawiązaliśmy jakiś kontakt - miał przyjechać po rzeczy swoje, skończyliśmy w łóżku. I tak miesiąc czas trwa już taka konspiracja - spotkania raz na tydzień, czasem częściej - tylko na seks. Wiem, że nie ma możliwości żeby to było powodem jego powrotu do mnie - ale w głębi serca to jest ostatnia możliwa nadzieja...
Mam baaardzo dobry kontakt z jego mamą - widujemy się w tygodniu na kawę i rozmawiamy. Z pewnych źródeł wiem też, że już 3 miesiąc flirtuje z pewną dziewczyną. Jednak myślałam, że kiedy zaczęliśmy się spotykać troszkę się to uspokoiło, wycichło...
Jak się spotykamy zachowujemy się jak para... Całuje mnie, przytula, duuużo rozmawiamy (więcej niż jak byliśmy razem), jemy wspólne kolacje, lądujemy w łóżku. Później on zabiera się, całuje mnie na pożegnania, wychodzi i nie mamy kontaktu aż do następnego spotkania.
Dwa dni temu odwiózł mnie do domu, mówiłam mu, że gdyby miał jakaś dziewczynę albo kręciłby z kimś to żeby dał znać bo ja nie chce być trzecia w jakimś układzie. Powiedział, że nie ma nikogo takiego, że nasz seks jest znakomity, że uwielbia się ze mną kochać bo jest w tym wiele uczuć i emocji, że nie jest to takie suche bo byliśmy razem przez 1,5 roku...
I UWAGA... jechałam dziś dokładnie o 20.20 koło jego domu... i szedł. Z NIĄ ! widział mnie... czyli jednak jestem i ja i ona...
jest 22:30 i ani jego ani jej nie ma na gg czy na fb... (podkreślam, że obydwoje mają tak, że jak są w domu to mają włączone te strony)...
Czyli wniosek taki że nadal są razem teraz...
co on ma w głowie, co on myśli, jak on to widzi, co czuje, jak chce dalej żyć, dlaczego tak bardzo mnie krzywdzi ???
co mam robić? ;((((
ja naprawde nie potrafie o nim zapomnieć... naprawde ;((( strasznie bym chciała, ale nie umiem, nie da się...
idę spać - on, śpię - on, wstaje - on.. caly dzien
(
rozmawiam z kims - niby sie usmiecham i w ogole ale tak naprawde nie potrafie sie skupic na rozmowie tylko mysle o nim...
(