Witam, jestem z chłopakiem od 5 lat, od 2 mieszkamy razem. Mamy 2 letnie dziecko. Jego matka nigdy mnie nie lubiła, tzn. na początku, jak zamieszkaliśmy razem (mamy swój dom) , okazało się, że jestem w ciąży to jego matka nie utrzymywała ze mną żadnych kontaktów, później jak urodziło się dziecko to przyszła do nas parę razy i tak już co jakiś czas nas odwiedzała... Ale nie o tym. Parę miesięcy temu okazało się, że jestem w ciąży, jak jego matka się o tym dowiedziała wpadła do nas do mieszkania, chłopak był w pracy, a u mnie była koleżanka i zaczęła na mnie wrzeszczeć, że życie zmarnowałam jej synowi, że się niczego nie dorobi przeze mnie, że obsypię go bękartami i takie tam... Ja stałam jak wryta, nie wiedziałam co powiedzieć, koleżanka na mnie patrzyła, sama też chyba nie bardzo wiedziała o co chodzi. Powrzeszczała i poszła. Jak już trochę ochłonęłam i chłopak wrócił z pracy opowiedziałam mu tą sytuację, a jego reakcja dobiła mnie jeszcze bardziej... czyli, żadnej reakcji nie było... powiedział żebym się nie przejmowała i tyle. Jak się go zapytałam, czy zamierza tak to zostawić to odpowiedział, że on ma na głowie za dużo spraw, żeby się tym przejmować... Od tego czasu minęły 2 m-ce, idę sobie wczoraj z dzieckiem na spacer, a tu znajoma zaczepia mnie i mówi, że matka mojego chłopaka rozpowiada wszystkim, teraz zacytuję jej słowa: "Kur...a mój syn same długi ma przez nią, jeszcze się jej drugiego bachora zachciało itp". Oczywiście znów opowiedziałam wszystko mojemu chłopakowi i jego reakcja znów żadna... Jestem załamana, nie wiem co myśleć... Twierdzi, że mnie kocha, ale jakie to uczucie skoro pozwala na to, żeby jego matka takie bzdury wygadywała na mój temat...
Podobne tematy
Widocznie jego matka jest paranoiczką, skoro robi takie rzeczy i Twój facet doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Dobry wieczor,
Bradzo przykra sytuacja dla ciebie. Tym bardziej, ze jestes w ciazy i potrzebujesz spokoju, dobrej atmoswery rodzinnej i dobrego samopoczucia.
Tesciowa, bo mozna tak ja nazwac, nawet jesli nie macie slubu, wyglada na kogos agresywnego, zle nastwionego do ciebie i brak jej po prostu kultury. Ona zachowuje sie tak, jakby byla rozczarowna z wyboru partnerki jej syna, tak jakby miala prawo jeszcze dyktowac prawa ulozonego juz zycia jej syna. Ocenia cie nieludzko, nie jestes wystarczajaca dobra partia? O to chodzi, ze nie masz pozycji, pieniedzy, pracy? O co chodzi tej kobiecie? Moze o to, ze nie jestes ksiezniczka z palacem? Ale normalna kobieta, ktora dala synowi dzieci?
Dziwne sa niektore sytuacje w rodzinach, szczegolnie bulwersujace sa naturalne odrzucenia kogos tylko dlatego, ze nie miesci sie w oczekiwane ramki?
Musisz byc silna, dyplomatyczna i bys nie tracila ciepla ze strony twojego partnera, nie skarz sie za duzo na jego matke, nie krytykuj juz jej, bo bedzie ci gorzej, a jego zaczna te twoje skargi denerwowac... Tak, niestety...
On nie wytrzyma w tym konflikcie a jak miedzy wami dojdzie do jakiegos problemu, to przeciez mamusia jest obok.Ale to wcale nie znaczy, ze masz chowac glowe w piasek. Nie, czas gra na twoja korzysc! Stan sie obserwatorka wydarzen, ktorych nie bedziesz prowokowac. Moze jeszcze bedzie taka sytuacja, ze ona stanie sie ta osoba oceniona w koncu przez syna, ale bez twojej ingerencji.
Wiem, ze to ciezka sytuacja, ale nie mozesz tracic zimnej krwi i podejsc do tego z madroscia. Skoro, wiesz, ze jest wezem, to go nie atakuj, zalatw go inaczej. Masz byc grzeczna, ciepla, usmiechnieta, nigdy zle do niej nastawiona, ale swoje wiesz i bronisz w ten sposob twojego miejsca. Nie wiem jaki masz charakter i czy bylabys zdolna do tego by ulaskawic rozjatrzona kreature. Dobro w obliczu zla. Ona moze po prostu ciebie nie zna i z gory cie odrzucila. Ale nie znam do konca kontekstu rodzinnego, wiec tylko sie zastanawiam jak ci pomoc.
Z powazaniem
Blanche neige
Blanche neige, to bardzo mądra, rzeczowa odpowiedź! Pozwoliłam sobie tak ocenić twój post, bo bardzo mi się podobał. Szkoda że kiedyś mnie tak ktoś nie doradził, bo też miałam podobną sytuację i nie wiedziałam już co robić. Sposób który proponujesz może być trafiony.
Blanche neige serdecznie dziękuję za słowa otuchy, wiem, że muszę być silna, bo to, że będę się denerwować i obwiniać chłopaka, że nic nie robi też nic nie da. Ale na prawde jest mi przykro słysząc od ludzi, że ona takie rzeczy opowiada, co absolutnie nie jest prawdą. Mieszkamy w małej wiosce ( ja od dwóch lat, bo pochodzę z innej miejscowości) i boję się tego, że nie długo to ludzie zaczną mnie wytykać palcami jak będę szła po ulicy...Z drugiej strony wiem, że jemu jest ciężko bo stoi między mną a matką, ale taka całkowita obojętność na to wszystko też chyba nam nie służy...
Piszesz że macie własny dom. A kto w ten dom zainwestował? Wspólnie? Poza tym jeśli jesteś u siebie, to masz prawo nie wpuszczać teściowej która robi ci ciągle wymówki i cię obgaduje na prawo i lewo.. Ja bym ją zapytała wprost, dlaczego tak się w stosunku do ciebie zachowuje. I nie bądź taka potulna, bo z jakiej racji masz znosić jej wieczne pretensje? Ja kiedyś też się bałam ostro zareagować, to mało brakowało aby teściowa mnie pobiła! I od tamtej pory już nie pozwalałam na siebie krzyczeć. To ja podnosiłam głos. I ona z czasem przycichła! A twój partner jest między dwoma bliskimi sobie kobietami i trudno mu podjąć decyzję po której być stronie.. Ale z nim jednak starała bym się poważnie porozmawiać, bo tak dalej nie może być! Wiesz czym się różni teściowa od słońca? Na to i na to nie da się patrzeć! Życzę powodzenia!
Dzisiaj będąc na spacerze zauważyłam ją na drodze, wahałam się czy podejść i zapytać dlaczego takie bzdury wygaduje na mój temat jednak się nie odważyłam, skręciłam w boczną uliczkę, aby się z nią nie spotkać. No ale chyba w końcu muszę, bo jest to dla mnie przykre... Heh ciekawe jak będą wyglądały święta w tym roku, zawsze jechaliśmy wspólnie z jego matką do jego babki, a teraz??? Ja osobiście po tym wszystkim nie mam ochoty na spędzenie z nią świąt, wigilii...
Dobry wieczor,
samanthab313 napisala :
"Piszesz że macie własny dom. A kto w ten dom zainwestował? Wspólnie? Poza tym jeśli jesteś u siebie, to masz prawo nie wpuszczać teściowej która robi ci ciągle wymówki i cię obgaduje na prawo i lewo.."
Nie wpuszczac tesciowej? To znaczy, ze jest jakas wojna?
Nie rozumiem, myslalam, ze sa problemy do zalatwienia.... a nie az tyle zla od mlodych zon!!!!
Pytania do czarnej :
Wlasciwie , poprosze teraz by ta mloda osoba cos wiecej powiedziala o sobie,
jaki jest twoj zawod?
pracujesz? ile lat pracujesz?
jakie masz wyksztalecnie?
masz jakies zainteresowania?
jak moglabys fajnie przyjac twoja tesciowa?
blanche neige
Z zawodu jestem pedagogiem, obecnie odkąd przeprowadziłam się do chłopaka, czyli od 2 lat, nie pracuję, pomagam mu w prowadzeniu firmy, wykształcenie wyższe. Zainteresowania książki o tematyce Afryki oraz uwielbiam wycieczki górskie. Ja nie mówię, że nie wpuszczę mamy mojego chłopaka do naszego domu, ona sama przestała przychodzić, po tym jak dowiedziała się, że jestem w ciąży. Nikt jej tego nie zabronił. Ja od tego czasu się z nią nie widziałam i nie rozmawiałam, więc nie wiem co jaj jej złego zrobiłam, że takie rzeczy wygaduje na mój temat...
Twoja nieteściowa bardzo nieelegancko się zachowała, wręcz chamsko. To nie jej sprawa jak żyjecie, no chyba że jest zaangażowana w pomoc finansową, albo to co ma Twój partner zawdzięcza w większości rodzicom.
Twój partner nie zareagował z prostej przyczyny: jego matka powiedziała to, czego on sam nie miał odwagi wyartykułowac. Ileż to razy byłam świadkiem zadowolenia szanownego pana tchórza, który czekał na reakcję żony, gdy ktoś strzelił jej jakąś uwagę.
Nie napisałaś jak się odniósł Twój partner do ciąży, czy to było dziecko planowane? Czy moze to Ty nalegałaś na drugie i myślałaś naiwnie, że jakoś to będzie.
Ponieważ pracuję z mężczyznami, to też dobrze znam ich poglądy i mogę przewidziec reakcję. Czasy, gdzie to mężczyzna był jedynym odpowiedzialnym za finanse w domu, odeszly do lamusa. Panowie, zwłaszcza ci młodsi nie mają najmniejszej ochoty poświęcac się dla rodziny. Są tacy, którzy zazdroszczą kolegom żon czy partnerek, przy których mogą realizowac swoje pasje i marzenia. Taki Arek może sobie pozwolic na zakup samochodu terenowego i bawic się z kolegami w off-road na bezdrożach, a Mateuszowi pozostają wczasy w Egipcie czy jeszcze gorzej: nic tylko spłata kredytu i spacer po lesie.
Oj bywa, ze się jednemu czy drugiemu uleje i naprawdę słychac gorycz, bo on zapierdziela i chciałby coś miec z życia, a nie tylko dzieci i problemy żony, bo ona chce to i tamto.
Heh niestety to co ma mój partner zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie, ciężkiej pracy od rodziców nic nie dostał, jego matka nigdy nam w niczym nie pomogła, to my jej ciągle pomagamy, finansowo. Co do drugiej ciąży to oboje chcieliśmy. Mój chłopak jak się dowiedział to bardzo się ucieszył... Heh ale ja niestety od początku jej nie pasowałam i tak jest nadal. Ciągle tylko opowiada wszystkim wokoło, że ona mu musi oczy otworzyć i takie tam, że by mnie zostawił itp. A my naprwdę tworzymy udany związek, wiadomo jak każdy mamy swoje problemy, czy czasem się kłócimy, ale i tak bardzo się kochamy. Nie wiem dlaczego ona chce to zepsuć...
Przepraszam, ale mam jeszcze jedno wścibskie pytanie: dlaczego nie macie ślubu? Nie obraź się, ale Ty chyba zaczarowywujesz rzeczywistośc.
13 2012-11-04 11:11:21 Ostatnio edytowany przez czarna1982 (2012-11-04 11:13:32)
Kiedyś rozmawialiśmy z partnerem na ten temat i to on stwierdził, że na razie jest dobrze tak jak jest, więc ja nie będę na niego naciskać. A co do ślubu to jego matka też stwierdziła, że ona do tego nie dopuści... A z resztą czy ślub jest potrzebny do bycia szczęśliwym? My go nie mamy i jesteśmy...
Czyli na razie stanęło na matki. Będę szczera, mam synów i też nie byłabym zachwycona taką synową. Z boku to wygląda tak, jakbyś na kasę poleciała. Partner ma dom, działalnośc, no sorry...
15 2012-11-04 11:25:51 Ostatnio edytowany przez czarna1982 (2012-11-04 11:27:14)
Nie wiem po czym to wywnioskowałaś... To Twoim zdaniem jak siedzę w domu, zajmuję się domem, dzieckiem, pomagam mu w firmie to poleciałam na kasę??? Nie rozumiem takich wypowiedzi... To co Twoim zdaniem świadczy o tym, że poleciałam na kasę?
To może inaczej: co Ty materialnie wniosłaś do związku?
Rozumiem wychowywanie dzieci, ale czy Ty naprawdę pomagasz swojemu partnerowi, czy tylko Tobie tak się wydaje?
Wiem, że będziesz oburzona, ale zrozum, tak mogą widziec tą sytuację ludzie patrzący z boku.
Robienie awantur przez teściową to przesada, ale ten brak reakcji partnera i brak ślubu jest zastanawiający.
Jeszcze raz przepraszam jeśli Cię w jakiś sposób dotknęłam, ale prawda bywa czasami bolesna.
Co ja wniosłam materialnie do związku? To jest dziwne pytanie... A co miałam wnieść? Od czasu kiedy zamieszkałam z moim chłopakiem nie pracuję taki region niestety, że nie ma pracy,nie znam tu nikogo, a on nawet nie próbował pomóc mi w znalezieniu pracy, więc pomagałam mu firmie i to naprawdę nie mało... Później jak urodziło się dziecko to oprócz zajmowania się domem i "pracą" w jego firmie zajmowałam się dzieckiem... Jak dziecko podrosło tzn. kwalifikowało się do żłobka, znalazłam sobie staż, ale niestety nie poszłam, bo mój chłopak stwierdził, że jemu więcej pomagam w firmie i żeby było tak jak jest... Oczywiście jeszcze dodam, że nigdy nic za tą pomoc nie otrzymywałam...Nie chce nic za to, bo przecież jesteśmy razem to trzeba sobie pomagać, ale mógłby czasem rzucić chociaż 100 zł, żebym na fryzjera miała, albo sobie coś kupiła, ale niestety... A pracuję od 8 do 17,18. Z małymi przerwami, żeby posprzątać w domu, obiad ugotować, dziecko nakarmić...
czy twoj partner palci za ciebie ZUS, czy dzieci beda mialy jego nazwisko?naprawde pomysl szybko o slubie!!!!to nie tak, ze jestem madra w cudzych sprawach, ale taki scenariusz zycia sama przezylam...do slubu szlam w 9miesiacu ciazy z 3 letnim synkiem i 2-ch swiadkow, a mialam zatrucie ciazowe i bylo mi wszystko jedno....pracowalam jak koliber ,wychowalam 2-ch synow i nigdy nie bylo pieniazkow ,aby placic ZUS na mnie, bo pracownicy byli wazniejsi..wiadomo...wyobraz sobie ,teraz mam 60lat i czesto slysze ,ze ja nigdy w zyciu nie pracowalam, takie tam pomaganie ble ble ..pomysl o przyszlosci i nie sluchaj tesciowej...ja jestem spokojna, ze moi synowie pozenili sie i mam oficjalne synowe, takie rzeczy te wprowadzaja spokoj w rodzinie..a jesli jest dom, to kiedys mozesz zostac na przyslowiowym lodzie....pomysl
gra1234 masz rację. Jak dowiedziałam się, że znów jestem w ciąży to wręcz wymusiłam na nim by mnie zarejestrował, chociażby po to aby mieć te marne grosze macierzyńskiego a pózniej wychowawczy. To zapłacił z wielkim bólem jeden zus, a obecnie jestem na chorobowym, więc nie musi nic płacić. A co do ślubu to przecież nie mogę go zmusić, może sam do tego dojrzeje...
Jak Ty się pozycjonujesz? Druga ciąża, jego matka o dzieciach bękarty a Ty się zgadzasz na życie bez ślubu. On olewa Twoje samopoczucie, nie spacyfikował matki, jeszcze jej finansowo pomaga!
Posłuchaj uważnie. Jeśli jesteś go pewna, przy spotkaniu z jego matką powiedz zimno, że jak będzie podskakiwać, nie dostanie ani grosza. Jeśli nie jesteś go pewna, zadbaj o swoje finanse. Czyj jest dom? Czyja ziemia?
On kupił dom jeszcze za nim się poznaliśmy, tak, że dom jest jego. Wiele razy podczas rozmowy z nim poruszałam temat ślubu, argumentując to m. in. tym, że zdaje sobie sprawę,iż jego matka mnie nie toleruje, a w razie jakby go zabrakło ( różnie w życiu bywa, nieszczęśliwy wypadek itp.) to przecież ja nie mam prawa do tego domu i obawiam się tego, że w takiej sytuacji jego matka po prostu mnie wyrzuci. Heh tylko, że niestety często takie rozmowy nic nie wyjaśniają, albo on wychodzi, albo po prostu milczy...
to milczenie mnie niepokoi, przeciez powinien zajac jednoznaczne stanowisko wobec ciebie i dzieci.....ja po latach doszlam do wniosku, ze moj maz bal sie wiazac z kobieta,bo mial fatalne wzorce z matki -prymitywnej gaduly- i siostr toksycznych,ktore niczego w swoich domach nie robily-sprzatanie,gotowanie ,pranie,prasowanie-ciagle byly zmeczone, mezowie ich to robili, albo trzeba bylo obcych ludzi najmowac..cos jest do rozwiklania z twoim facetem...chyba nie boi sie swojej matki i jej gadania na twoj temat, ale to wszystko do czasu.. pomalu staraj sie to regulowac, bedziesz lepiej sie czula wewnetrznie i miala spokoj ducha...nadmienie, ze moj maz tez ma dom i nie raz slyszalam,ze jak sie cos nie podoba to wynocha,bo on jest u siebie...ale coz,kobieta to stwor co wszystko przetrzyma...
z prawnego punktu widzenia , dom dziedzicza dzieci...utrzymnie domu, praca wokol domu i jeszcze praca w firmie plus dzieci i codzienne obowiazki to jest lecenie; na kase ;.....smiech na sali.....toz to oboz pracy...
...smiech na sali.....toz to oboz pracy...
Znaczy obowiązki codzienne w małżeństwie to też obóz pracy?... tyle, że wtedy ma się wspólnotę majątkową... przeważnie
Heh jeszcze jedno mnie niepokoi. Zadałam ostatnio mojemu partnerowi pytanie czy zamierza sformalizować nasz związek? A on na to, że na razie jest mu dobrze tak jak jest, to się go zapytałam, czy to oznacza, że nie, a on mi odp. może za 5 lat na razie jest dobrze tak jak jest... Już nie wiem jak to rozumieć. Czy jemu na mnie w ogóle zależy? Czasami wydaje mi się, że jest mu po prostu tak wygodnie, ma darmową praczkę, sprzątaczkę, kucharkę i kochankę, czegóż więcej chcieć... Jego argumentem, że na razie nie zamierza wziąć ze mną ślubu jest to, że wg niego ja narzekam, że tu nie ma pracy, że on nie zwraca matce uwagi jak ona mnie obraża i że parę razy podczas takich rozmów zastanawiałam się nad powrotem do mojego rodzinnego domu... Kurczę naprawdę w tym regionie jest ciężko z pracą, przed zajściem w ciążę szukałam intensywnie, praktycznie wszędzie poskładałam cv i nic, wszędzie tylko słyszałam nie ma wolnych miejsc... Obawiam się również tego, że jak nie będę pracować to będę od niego zależna finansowo i w razie rozstania będę na lodzie. Heh już nie wiem co robić, czy wracać w rodzinne strony, gdzie mam swój dom, gdzie napewno znalazłabym pracę, czy tkwić w tym związku i czekać na cud, że praca się tu znajdzie.... Kocham go i jest mi ciężko podjąć jednoznaczną decyzję...
...Heh już nie wiem co robić, czy wracać w rodzinne strony, gdzie mam swój dom, gdzie napewno znalazłabym pracę, czy tkwić w tym związku i czekać na cud, że praca się tu znajdzie.... Kocham go i jest mi ciężko podjąć jednoznaczną decyzję...
A ROZMÓWIĆ się nie da? PONOWNIE,,,
Jesteś w drugiej ciąży - CZY nie należy Ci się odrobina stabilności i poczucia bezpieczeństwa?
No i komu jest dobrze tak jak jest? Jemu czy wam obojgu?
Ponowna rozmowa na temat ślubu nic nie da, przecież nie zmuszę go żeby się ze mną ożenił, chociaż nie ukrywam, że byłabym spokojniejsza, miałabym większe poczucie bezpieczeństwa, a tak to tylko słyszę jakie on ma plany, jak chce rozwinąć swój interes, jak zarazbiać więcej pieniędzy, ale jedno mnie zastanawia, w tych swoich rozwojowych planach nie wspomina nawet słowem o mnie...
A mnie jeszcze jedno niepokoi: nie jesteś z nami do końca szczera i nie ujęłaś wszystkich faktów. Już samo to nastawia mnie negatywnie. Jesteś po rozwodzie, czyje jest pierwsze dziecko? Jak szybko po poznaniu obecnego partnera zaszłaś w ciążę?
Czy w świetle tych faktów teściowa może jednak miec obiekcje? Nie powinna chamsko się zachowywac, ale też wolno jej miec swoje zdanie.
To kim Ty dla niego jesteś w zasadzie? Według niego?
A wiesz, że nigdy nie zadałam mu takiego pytania... Chyba najwyższa pora... On tylko powtarza, że przecież robi to wszystko dla nas, dla naszych dzieci, żeby kiedyś coś miały...
... On tylko powtarza, że przecież robi to wszystko dla nas, dla naszych dzieci, żeby kiedyś coś miały...
To niech załatwi dla was TERAZ i na dziś: Tobie status żony a dzieciom status dzieci z legalnego związku (coby babcia po wsi ich bękartami nie nazywała) - argument sama Ci dała... nawet w sądzie twoje dzieci nazwane by były dziećmi "pozamałżeńskimi" ("na dzień dzisiejszy")
32 2012-11-04 20:09:04 Ostatnio edytowany przez czarna1982 (2012-11-04 20:27:13)
chaber05 nie opisywałam tutaj swojego życia tylko konkretny problem, więc nie uważam tego za słuszne opisywać swoją przeszłość. Moją przeszłość obecny partner zna doskonale, pierwsze i teraz to kolejne dziecko są obecnego partnera. Zaszłam w ciążę po 5 latach od poznania obecnego partnera i to on bardzo nalegał nie ja. Co do jego matki to oczywiście, każdy ma prawo do swojego zdania, ale nie do kłamstw. Bo to co ona rozpowiada to są istne kłamstwa, nic nie jest prawdą.
jestem z chłopakiem od 5 lat, od 2 mieszkamy razem. Mamy 2 letnie dziecko. Jego matka nigdy mnie nie lubiła, ...zaczęła na mnie wrzeszczeć, że życie zmarnowałam jej synowi, że się niczego nie dorobi przeze mnie, że obsypię go bękartami i takie tam...
Będąc matką 3 dzieci poznałaś obecnego partnera, z którym masz już 1 a za chwile 2dziecko.
Nie zarabiasz, a jednak masz godziwe warunki życia...fenomen ekonomiczny.
Jak utrzymujesz dzieci(wszystkie to jeszcze maluchy)?
Oj chyba jakby-teściowa widzi i wie dużo więcej niż nam piszesz.;)
34 2012-11-04 21:32:43 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-04 21:49:25)
Czytam to wszystko i tak sobie myślę, a co by było gdyby spojrzec na to wszystko z innej perspektywy. Anhedonia radzi może i sensownie, ale...
Wyobraźmy sobie, że nasza córka wiąże się z rozwodnikiem z dwójką dzieci. Pan nie pracuje, ale pomaga w biznesie. Mało tego, jest chętny na zostanie ojcem. Zamieszkuje w domu tejże córki, a jej matce ma się to oczywiście podobac. Jest zachwycona takim zięciem i proponuje to, co Anhedonia Czarnej. Czyli nie jej dzieci, a tego pana, ale dziedziczyc będą tak samo jak ich wspólne. Już widzę ten zachwyt.
Teściowa słusznie ma obiekcje, ale potępiam za chamstwo. Tutaj chętnie zaczerpnęłabym porady prawnej na miejscu tego mężczyzny. Związek związkiem, ślub ślubem, ale zdrowy rozsądek wymagany.
Autorka chce stabilizacji emocjonalnej i materialnej, ale można to też odczytac jako chęc urządzenia się.
Tak naprawdę to jestem zbulwersowana tymi półprawdami i niedomówieniami Czarnej. Ciekawa jestem czy takie same rady otrzymałyby Wasze dzieci, a może jednak nie byłybyście takie wyrywne gdyby to Waszym dzieciom trafił się taki partner/ka. Oczywiście oceniac postawy autorki też mi nie wolno, a jakże, mam jedynie doradzic tak, żeby jej odpowiadało. Obiektywna byc nie mogę, bo jej już nie pasuje.
czarna1982 napisał/a:jestem z chłopakiem od 5 lat, od 2 mieszkamy razem. Mamy 2 letnie dziecko. Jego matka nigdy mnie nie lubiła, ...zaczęła na mnie wrzeszczeć, że życie zmarnowałam jej synowi, że się niczego nie dorobi przeze mnie, że obsypię go bękartami i takie tam...
Będąc matką 3 dzieci poznałaś obecnego partnera, z którym masz już 1 a za chwile 2dziecko.
Nie zarabiasz, a jednak masz godziwe warunki życia...fenomen ekonomiczny.
Jak utrzymujesz dzieci(wszystkie to jeszcze maluchy)?Oj chyba jakby-teściowa widzi i wie dużo więcej niż nam piszesz.;)
Nie rozumiem, a co niby Twoim zdaniem jak mam 4 dzieci to biedę mam klepać? Wiadomo, że się nie przelewa, ale na życie starcza. Po za tym mój obecny partner nie utrzymuje mioch dzieci z poprzedniego związku. Z resztą nie wiem co to ma do rzeczy, on wiedział w jaki związek wchodzi i odpowiada mu to. A co do jego matki to nie wiem co ona wie skoro mnie tak naprawdę nie zna, nie zna mojej rodziny, nie wie nic bo niby skąd? Ja pochodzę z drugiego końca Polski, nie mam z nią żadnych wspólnych znajomych itd. Ja nigdy nie byłam do niej źle nastawiona, wręcz przeciwnie gdy miała problemy, potrzebowała porady prawnej zawsze jej wszystko wytłumaczyłam, napisałam , poradziłam, a ona się teraz tak odpłaca. Nie rozumiem ludzi, którzy oceniają drugiego, nie znając go kompletnie, ba nawet nie próbując poznać...
chaber05 jak już wcześniej pisałam nie chciałam tu opinii na temat mojego życia czy poprzedniego związku, ale jak już to moje dzieci z poprzedniego związku w żadnym wypadku nie dziedziczą po moim obecnym partnerze, bo niby z jakiej racji? On na nie nie łoży, gdyż jak już pisałam w innym wątku, a nie będę tu teraz tego powtarzać dzieci nie są ze mną ( i tu proszę sobie darować wypowiedzi typu wyrodna matka itp, gdyż nie chce tu opisywać dlaczego tak się stało
) . Owszem mam z nimi kontakt, jednak nie są ze mną. Co do tego, że niby Twoim zdaniem chcę się urządzić to istna bzdura, parę postów wcześniej pisałam, że mam swój dom, więc niby po co miałabym się wiązać z kimś dla urządzenia się. Nie rozumiem. Po prostu jesteśmy ze sobą, bo pomijając uczucie, pasujemy do siebie pod wieloma względami, dogadujemy się itp. A czy to, że komuś życie poukładało się tak czy inaczej, że w poprzednim związku nie wyszło to ma przekreślać człowieka, nie mam prawa na stworzenie nowego związku, nie mam prawa być szczęśliwa???
Tak, masz prawo byc szczęśliwa, masz prawo układac sobie życie jak chcesz. Tylko, że dałaś się poznac jako osoba kuta na cztery nogi. Czytałam Twoje porady odnośnie rozwodów. Jesteś oblatana i może partner oraz jego matka tego właśnie się boją. Ja też bym drżała i nie ufała Ci do końca. Rozumiesz?
Noo widzisz...
Przychodzi panna, nie wiadomo kto, nie wiadomo skąd...jej przeszłość owiana tajemnicą.
Miała jakąś rodzinę, która wyparowała( nie utrzymujesz dzieci , bo nie zarabiasz to i na alimenty nie masz).
Sama dajesz teściowej argumenty.
A nie przyszło Ci do głowy, że syn matce opowiedział to i owo?
dayzi nie wiem jak Ty naliczyłaś tyle dzieci może cos przegapięłm ale mi wychodzi że ma tylko jedno i oczekuje drugiego
NIestety czarna jesteś na dobrej drodze aby stac sie kalsycznym popychadłęm tesciowej Jeżeli nie zdecydujesz się na konkretne kroki tak się niestety stanie Twój partner ustawił się w całkiem niezłej sytuacji Znalazł sobie kobiete która zastepuje mo pomoc domowa uziemił ją za pomocą dwójki dzieci i zostawia sobie otwarta furtke na przyszłośc Obawiam się ze Twoja powiedzmy "teściowa" jest klasycznym przypadkiem swojego gatunku To jest kobieta nie do zdarcia która bedzie czerpać satysfakcje i energie z uprzykrzania Ci życia. Żadne dobre czy też ostre słowa w jej kierunki nic nie pomoga Proponuje zacząć szukac pracy w Twoich rodzinnych stronach i poinformować o tym swojego partnera Moze zacznij od delikatnej wzmianki że poszukują tam pedagoga o Twoim wykształceniu. Zobaczysz jak zareaguje.
dayzi nie wiem jak Ty naliczyłaś tyle dzieci może cos przegapięłm ale mi wychodzi że ma tylko jedno i oczekuje drugiego
Tango, autorka wspomina o swojej drugiej rodzinie w innym wątku.
Starałam się dostrzec, to co widzi teściowa a nie widzi autorka. I myślę, że to, co dla Czarnej jest nieważne( np. jej przeszłość) dla teściowej urasta do rangi kosmicznego problemy.
dayzi masz racje , mimo ze czytałem całą dyskusje jakoś to przegapiłem
Troche to zmienia sytuacje Co prawda dla "tesciowej" czarnej nic do tego i kultura nakazuje zaakceptować sytuacje i decyzje syna to widac ma z tym pewien problem Inaczej też Czarna wyglada sytuacja Twojego małżeństwa , mysle że Twój partner asekuruje sie na przyszłość Jego matka ciągle wbija mu do głowy ze po slubie zaczniesz się stawiac , ściagneisz dzieci do jego domu i on bedzie musiał je utrzymywać
Mysle że w tym momencie nei ma za dużego pola do manewru Albo zaryzykujesz i postawiswz wszystko na ostrzu noża albo skulisz głowe i bedziesz życ tak dalej ![]()
Jeśli zależy Czarnej na danym facecie, a nie na jego domu,działalności, przyszłych dochodach, to niech zaproponuje intercyzę. Uspokoi jego samego i jego matkę. Niech pokaże, że jej uczucia są szczere i nie jest interesowna. Partner niech też uczciwie opłaca jej pracę, jeśli wnosi jej tyle ile tutaj deklaruje.
...
Wyobraźmy sobie, że nasza córka wiąże się z rozwodnikiem z dwójką dzieci. Pan nie pracuje, ale pomaga w biznesie. Mało tego, jest chętny na zostanie ojcem. Zamieszkuje w domu tejże córki, a jej matce ma się to oczywiście podobac. Jest zachwycona takim zięciem i proponuje to, co Anhedonia Czarnej. Czyli nie jej dzieci, a tego pana, ale dziedziczyc będą tak samo jak ich wspólne. Już widzę ten zachwyt.Teściowa słusznie ma obiekcje, ale potępiam za chamstwo.
Szczerze? Jako teściową szlag by mnie trafił, jak 2 razy 2.
Co do dzieci to fakt małżeństwa matki nie czyni dzieci, których mąż NIE jest ojcem spadkobiercami. (ON musiałby je adoptować) a w ogóle chodziło mi tylko o 2 wspólnych dzieci)
Dziękuję za każde rady, bądź sugestie, nie zgadzam się jednak z ocenianiem mnie, gdyż jeśli chciałabym tu opisać swoje życie i wszystkie sytuacje dlaczego jest tak a nie inaczej to trochę by to zajęło... Jednak i tak bardzo wszystkim dziękuję. Co do mojej przeszłości to jak już pisałam wcześniej, mój obecny partner o wszystkim wiedział i zdecydował, że chce się związać z taką kobietą jak ja. Oczywiście jego matce wcale nie musi się to podobać, ale co za tym idzie nie ma prawa oczerniać mnie i opowiadać niestworzone historie na mój temat, tym bardziej, że jak już pisałam, kiedy potrzebowała pomocy zawsze jej pomogłam, nigdy nie odmówiłam. Cała sytuacja uległa zmianie, gdy ona dowiedziała się o kolejnej ciąży... Heh myślę, że nie ma już sensu ciągnąć dalej tego wątku, jeszcze raz dziękuję wszystkim za uwagi.
Oczywiście z tym oczernianiem nieteściowa przesadziła. Sama jednak przyznaj, zrobiło się niemiło, każdy zaczął Cię osądzac, bo jednak to i owo zataiłaś. Jeśli podobnie postępujesz w realu, nie dziw się, nikt nie lubi gdy się nim manipuluje dawkując fakty, albo je odpowiednio ubarwiając.
Może jestem staroświecka i niedzisiejsza, ale cenię uczciwośc i pracowitośc. Jeśli ktoś próbuje motac, nigdy nie zaufam, zawsze będę podejrzliwa. Wiele w życiu się naoglądałam i jakoś z dystansem podchodzę do takich historii. Nie dziw się teściowej. Jeśli masz dzieci, to po pewnym czasie zrozumiesz, jak denerwuje rodzica naiwnośc latorośli. Czasem patrzę na swoje i trafia mnie, gdy nie widzą tego, co ja.
Dzieci mogą sobie układac życie jak zechcą, ale my nie musimy tak od razu akceptowac ich wyborów. Synowa nie lubi teściowej i vice versa.
Masz dzieci, dorosną, zobaczymy czy będziesz chciała dla syna takiej partnerki, jaką Ty sama jesteś. Teraz sama walczysz o stabilizację, wkrótce możesz walczyc o lepsze jutro dla swojego dziecka.
Przecież ja nic przed swoim chłopakiem nie zataiłam, a z jego matką nie rozmawiałam na temat mojej przeszłości, bo nie było kiedy, a z resztą dlaczego mam się jej zwierzać skoro ją to i tak nie interesuje, ona przekreśliła mnie już na wstępie, kiedy dowiedziała się, że jestem rozwódką. Nigdy nawet nie próbowała mnie poznać. A co do moich dzieciaków z poprzedniego związku za 5 lat będą pełnoletnie i pewnie też będą wchodziły w różne związki, ale ja wiem jedno na pewno nie będę z góry kogoś oceniać dopóki go nie poznam, bo to, że ktoś jest po rozwodzie, albo, że komuś życie poukładało się tak a nie inaczej wcale nie oznacza, że ta osoba jest nie uczciwa itp.
czarna1982 ależ nikt tu Cię nie oczernia , ale czasami trzeba zrobic takie małe pranie mózgu i może w dośc bezposredni sposób pokazą ci jak moga myslec inni i jak postrzegać Twoją sytuacje Ty musisz sama zebrać to do kupy rozważyć wszystkie za iprzew i podjąc decyzje bo nikt tu tego za Ciebie nie zrobi i nie poda sposobu jak pstrykniecem palców wszystko naprawić
48 2012-11-05 16:18:40 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-05 16:25:45)
Czarna, mnie oszukałaś, nie podałaś wszystkich faktów, one mają wpływ na całą sytuację. Mało tego, usiłujesz mi wmówic, nam wszystkim, że Twój partner jest taki bardzo szczęśliwy z tej drugiej ciąży. Nie obraź się, ale w to nie uwierzę. Pracuję z mężczyznami i wiem jakie poglądy mają. Wiesz co by powiedzieli? Że strach się do Ciebie zbliżac, bo wiadomo jak to się skończy. Gdyby usłyszeli, że ktoś w tych czasach ma czwórkę dzieci i piąte w drodze, to wpadliby w popłoch.
Zadałam sobie trud i poszukałam dokładniej Twoich wypowiedzi. I co ja widzę, partner już odgradza się murem niechęci. Zrozum, ekonomia rządzi naszym życiem, czy tego chcemy, czy nie. Ledwo wyskrobał na Twój ZUS, co będzie dalej? Prawdopodobnie rozmawiał z matką, radził się jej, bo pewnie jeszcze na dobre interesu nie rozkręcił, a tu same wydatki się sypią. Mało tego, szukasz psiapsiółki, bo Ci się nudzi, więc jak jest z tą pracą? Podobno zapylasz, że czasu nie masz.
Facetowi też się dziwię, bo na jego miejscu zadbałabym o zabezpieczenie, a jego matka nie chodziłaby i nie pitoliła bzdur.
Radę już otrzymałaś, jak się zapatrujesz na intercyzę?
Co do intercyzy to jest mi wszystko jedno, ja na kasę nie poleciałam, bo poprostu tej kasy nie ma. Co do drugiej i poprzedniej ciąży to niestety droga chaber05 ja nie chciałam, natomiast mój partner bardzo. Nie wiem z jakimi facetami pracujesz, skoro są przerażeni wizją dzieci. Mój partner bardzo się z tej ciąży ucieszył. A jak już tak szczegółowa wszystko przeczytałaś to chyba nie doczytałaś, że płacąc jeden raz za mnie Zus(aż 200 zł), bo to 1/4 etatu, to szkoda, że nie doczytałaś, że zapłacił go tylko raz, bo obecnie jetem na chorobowym i tak do końca ciąży. I jeszcze jedna rzecz, która Cię bardzo uderzyła to to, że szukam przyjaciółki, a czy to takie dziwne, że nie znam tu nikogo i chciałabym z kimś nawet głupią herbatę wypić. Nie wierzę w to, że pracując nie można znaleźć czasu na chwilę dla siebie i dziecka. Heh zawsze najbardziej oceniają innych ci, którzy sami mają nieczyste sumienie...
Nieczyste sumienie mam powiadasz, a to dobre.
Szkoda, że w tym wątku mężczyźni się nie wypowiedzieli. To forum raczej kobiece, i ich opinie są albo ignorowane, albo jedzie się po nich, gdy nie piszą tego, co nam kobietom odpowiada. Tak, mężczyźni kierują się ekonomią w związku bardziej niż innymi kryteriami. Chcą dzieci gdy już się wyszaleli i czują stabilnośc finansową. A tak naprawdę to chętnie popisałabym na forum ( poza forum prywaty nie uprawiam) z Twoim partnerem. Czy jego stanowisko = Twojemu. To mogłoby byc ciekawe doświadczenie.
Jak już wcześniej napisałam, nie ma sensu kontynuować tej głupiej dyskusji, która do niczego nie prowadzi. Nie chodziło mi o to, że masz nieczyste sumienie, ale niestety często jest tak, że drugą osobę oceniamy przez pryzmat siebie... Mi chodziło o ocenę tej właśnie konkretnej sytuacji, a nie mnie, bo trudno oceniać osobę znając jedynie 2,3 fakty z jej życia, no ale jak widać są tacy, którzy się na to porywają, ja bym się nie odważyła... Dzięki kobitki za wszystkie uwagi, wiem, że to ja muszę podjąć decyzję, i już ją podjęłam
Jeszcze raz dzięki ![]()
To napisz wszystkim jaką podjęłaś decyzję, tylko szczerze. Nie każ nam się domyślac.
Doszłam do wniosku, że ja nie zamierzam się już przejmować jej głupim gadaniem, a tym bardziej zwracać jej uwagę, czy wdawać się z nią w jakiekolwiek dyskusje. Po prostu wczoraj podczas spaceru, spotkałam, bardzo dobrą koleżankę mojej niedoszłej teściówki to oczywiście powtórzyła mi słowa pani W., w jakie to długi mój chłop popadł przeze mnie, a ja jej sprawę wyprostowałam, że długi to ma ale nie przeze mnie tylko przez swojego brata, który to pół roku temu okradł nas na 30 tyś., to ta koleżaneczka od razu zamilkła i poszła... No i stwierdziłam, że jak ktoś jeszcze będzie ciekaw dlaczego mamy długi to poinformuję zgodnie z prawdą. A no i doszłam do tego, iż ona pewnie dlatego opowiadała takie rzeczy o mnie, żeby odwrócić uwagę od tego jej drugiego "wspaniałego" synka złodzieja... A no i jeszcze jedno mój chłopak powiedział, że kończy z pomaganiem matce finansowo, gdyż już kilkakrotnie zwracał jej uwagę, aby przestała ingerować w jego życie, a ona dalej, więc niech radzi sobie sama, może zrozumie...
brzmi rozsądnie , jeżeli OBYDWOJE bedziecie działać ramie w rami to myśle że wam sie uda
powodzenia , i trzymam za was kciuki
Idziesz przez życie i ciągle popełniasz błędy. Pewnie i tym razem to zrobisz.
Po pierwsze, brat męża jeśli już okradł to nie Was, a Twojego partnera, o ile w ogóle to była kradzież. Teściowa łatwo ten zarzut obali, ja sama mam kilka pomysłów.
Po drugie, czy Ty aby za dużo nie spacerujesz i nie szukasz konfrontacji?
Po trzecie, kompletnie nie znasz ludzkiej mentalności, dla ludzi nadal masz status utrzymanki, bo to Polska a nie Francja. Tam związki partnerskie rządzą się innymi prawami. Nie jesteś żoną, nie posiadacie wspólnoty majątkowej. Taka jest ta nasza wieś i jeśli źle to rozegrasz, to wyjdziesz na pazerną babę. To pieniądze partnera i pozwól mu się wykazac.
Cóż każdy ma swoje zdanie, ja się akurat z Twoim nie zgadzam. Ty uważasz, że trzeba być w małżeństwie, aby coś było nie moje a nasze... Ja i mój obecny partner na szczęście tak nie uważamy. Jesteśmy razem i dzielimy to moje a to twoje, to jest nasze. Najważniejsze, że jest między nami dobrze, a matka niech sobie gada, to ona na tym straci nie ja... Ja uważam, że jeśli mężczyzna decyduje się na związek, rodzinę to niestety, czasami musi się ostro postawić matce, przynajmniej w takiej sytuacji jak u mnie, bo inaczej straci kobietę, dzieci itp. Ja tam cieszę się z tego jak jest, nie mam zamiaru już się przejmować jej gadaniem, są inne rzeczy do zrobienia, a nie zamartwianie się czyimś głupim gadaniem. Pozdrawiam ![]()
57 2012-11-07 10:30:15 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-07 10:31:19)
Owszem różnimy się i to bardzo, nie tylko w poglądach. Natomiast Twój partner jakoś za ostro się nie stawia, bo byś nie pisała o braku reakcji. U mnie nadrzędną wartością jest dobro dzieci, bo to one w pierwszej kolejności cierpią i płacą największą cenę za nasze błędy. Za jasną, ciasną nie zgodziłabym się na posiadanie dzieci, nie mając unormowanej sytuacji prawnej. Mało tego, parę lat poświęciłabym na obserwację, czy mój mąż będzie odpowiedzialnym i dobrym ojcem. Jeśli moje kochanie chciałoby miec potomstwo, ale nic nie wspominało o ślubie, to zwrot w tył i już mnie nie ma. Intercyzę też chętnie podpisałabym, ale też dobro dzieci musiałoby byc na pierwszym miejscu, nie moje.
A co ma dobro dzieci do ślubu? Przecież one i tak i tak dziedziczą, czy my będziemy mieli ślub czy nie. A po za tym ślub nie jest do szczęścia potrzebny, sama znam kilka osób, które żyją w ten sposób i są ze sobą szczęśliwe. Co zmienia kawałek papieru? No chyba, że ktoś leci na kasę...
To się zdecyduj czy chcesz tego ślubu, bo pisałaś że chcesz. To lecisz na tą kasę i ślub czy jednak nie. Ty to dopiero masz ciekawe poglądy. Jak rozumiem do szczęścia jest Ci potrzebna stabilizacja, ta materialna najlepiej.
Heh... temat zakończony ![]()