Cześć. Mój problem dla niektórych może wydawać sie banalny, niestety ja już powoli nie daje rady i gubie sie. Już sam fakt, że zdecydowałem sie napisać o tym na forum o tym świadczy, bo dotychczas zostawałem sam ze sobą z moimi problemami. W czym problem? Moje kompleksy, które wynikają z wyglądu. Są one dla mnie dość dużą blokadą psychiczną dlatego jestem osobą dość nieśmiałą. Kompleksy mam z powodu niemałej ilości znamion na twarzy. I teraz do rzeczy. Po skończeniu szkoły, przed wakacjami planuje to usunąć i tym samym wyzwolić sie z kompleksów i największego problemu mojego życia, jestem na 90% pewny, że jak pozbęde sie źródła kompleksów to moje życie stanie sie duuużo lepsze bo wtedy odpowiednia fryzura itp i mam szanse wyglądać atrakcyjnie (w końcu). Widze się na zdjęciach od fotografa po retuszu - no w ogóle bez porównania, albo jak patrze na swoje odbicie w półmroku gdzie widać tylko kształt twarzy, oczu itp. i sobie myśle 'kurde, ja to mógłbym jednak nieźle wyglądać'. No ok, za 7-8 miesiecy pozbywam sie kompleksów i będzie (powinno) być lepiej. Wszystko fajnie, ale jakiś czas temu zakochałem sie... i to bardzo. To jest tak silne uczucie, jakiego chyba nigdy nie miałem. Za te 8 miesiecy jak sie tego pozbęde będzie dużo łatwiej, nie mając kompleksów bede bardziej pewny siebie, a wizualnie też moje szanse bardzo wzrastają. Problem jest taki, że cholernie boje sie, że sie spóźnie i ta piękna dziewczyna do tego czasu znajdzie sobie chłopaka. Tym bardziej jak patrze na demoty typu 'nie czekaj bo będziesz żałował'. Teraz mam dwie opcje:
- umówić sie z nią teraz, gdy moje szanse są niskie, ryzykuje odrzuceniem i co jeśli sie nie uda? lipa, nie potrafie sobie wyobrazić ewentualnego następnego spotkania w te wakacje o których cały czas piszę tym razem po zabiegach, no nie potrafie sobie nawet wyobrazić co ona sobie pomyśli
- umówić sie jak już sie tego pozbędę, moje szanse wzrastają wtedy kilkakrotnie, jeśli niczego nie zawale tak hmm... osobowościowo to jest spora szansa, ze będzie happy end. Ryzykuje tym o czym pisałem wcześniej. Ona znajdzie sobie chłopaka i co wtedy? Załamka.
Nie wiem co mam robić, jestem totalnie rozbity, cały czas myśle o niej i o tym co by było gdyby i nie potrafie skupić sie na ważnych rzeczach.
Ktoś mógłby zapytać jak można mieć kompleksy z powodu takich błachostek na twarzy. Niestety dla mnie to poważny problem, można sobie to tłumaczyć na wiele sposobów dlaczego akurat dziewczynie mam sie nie podobać z tego powodu, ale chodzi o to, że gdyby ta dziewczyna miała taki sam układ znamion na twarzy jak ja to na pewno by mi sie nie podobała. I to mnie załamuje jak sobie uświadamiam, ze sam tak wyglądam. Wiem, że ludzie są różni i innym chłopakom to by nie przeszkadzało w ogóle, ale co ja poradze na to. Może to brzmi perfidnie i pewnie sobie pomyślicie 'co za koleś, chciałby modelke a sam nie jest piękny i nie ma nic specjalnego do zaoferowania' i cóż rozumiem to bo czytając to co piszę można to tak odebrać. Zapytacie dlaczego, nie moge tego usunąć teraz? Chodze do szkoły i ciężko byłoby mi znieść komentarze ludzi z klasy, chodzić z bliznami i szwami na twarzy, dlatego chce to zrobić po zakończeniu szkoły.
Ogólnie to chyba przez większość życia jestem nieszczęśliwy. Zawsze było coś ważnego czego mi brakowało, nigdy nie miałem dziewczyny i to jest ten ból. Takie silne uczucie zakochania do różnych dziewczyn miałem chyba 4 razy. Pierwsza to koleżanka z klasy i oczywiście nic w tym kierunku nie robiłem, byłem bardzo nieśmiały szczególnie jeśli chodzi o te sprawy, przeszło samo i zaczęła podobać mi sie następna dziewczyna z którą nie zamieniłem ani słowa, później była trzecia i czwarta z którymi spotkałem sie w końcu pare razy na imprezach, ale tak jak wcześniej przeszło mi to niemal z dnia na dzień i teraz podoba mi sie ta na prawde piękna o której pisałem wyżej, czegoś takiego chyba nie czułem do żadnej innej. Nie rozmawiałem z nią nigdy, po prostu od tak zaczęła mi sie bardzo podobać. Mam chęć umówić sie z nią, ale całkowity brak doświadczenia w tych sprawach i kompleksy hamują mnie. I tutaj dochodzimy do punktu z dylematem który opisałem wyżej. W ogóle nie wiem czy to nie dziwne, można sie zakochać do tego stopnia w osobie z którą sie nigdy nie rozmawiało?
Na co dzień nie daje po sobie poznać co mnie dręczy, jestem wesoły i uśmiechnięty, na przerwach w szkole rzuce czasem jakiś śmieszny temat i jest beka cały dzień
. O moich problemach nie wie w zasadzie nikt. Po prostu przez tyle lat chyba przyzwyczaiłem sie do przeciwności losu. Jak coś sie zawali na mnie to można sie załamać i chodzi tu o różne rzeczy od problemów w szkole, przez problemy z rodzicami itp. ale doszedłem do wniosku, że przejmowanie sie tym co sie stało nic nie da, bo nie da sie cofnąć czasu i mimo, że czasem ciężko przyjąc daną sytuacje na klate to trzeba iść do przodu i przede wszystkim starać sie naprawić coś co sie stało i dążyć do tego by nie dochodziło do podobnych sytuacji w przyszłości. Ogólnie jak rozmawiam ze znajomymi to jestem otwarty i chętnie rozmawiam na różne tematy, mam mase zainteresowań wiec jest o czym gadać. Problem jest wtedy gdy trzeba poznać sie z nowymi osobami, wtedy jestem bardziej skryty i rozmowa nie przychodzi mi łatwo, inni od razu nawijają o byle czym, ja niestety mam z spore trudności jeśli chodzi o zawieranie znajomości z dziewczynami. Nie wiem o czym gadać żeby nie wyjść na idiote, nie jestem za bardzo spontaniczny, mam charakter bardziej schematyczny. Lubie mieć wszystko ułożone wcześniej.
Tak jak pisałem, dotychczas dawałem rade sobie rade z problemami, ale teraz to uczucie do tej dziewczyny a z drugiej strony duże kompleksy mnie przerastają i boje sie, że nie dam rady, a jak ona kogoś pozna to już w ogóle chyba życie totalnie mi sie zawali. Potrzebuje tylko (albo aż) 8 miesięcy, żeby sie ogarnąć, wtedy pójde na żywioł. Dodatkowo ten czas zamierzam wykorzystać na siłownie by lepiej sie prezentować i dać lepsze wrażenie na początek i oprócz tego na poprawe osobowości nad czym cały czas pracuje.