Hej,
Mam 31 lat i ponad rok temu poznałam bardzo wartościowego faceta, zupełnie innego od moich eks...Odpowiedzialny, samodzielny, zaradny, dbający o mnie itd. Nawet jak bym się uparła to z wad można wymienić naprawdę niewiele
Jest jednak jedno małe "ALE"....ma dziecko. Na początku myślałam o tym bardziej w kategorii "to tylko co drugi weekend w miesiącu, który spędza z dzieckiem". Jednak w miarę upływu czasu, gdy zamieszkaliśmy razem, a ja zaczęłam traktować związek poważniej, wątpliwości zamiast ustępować zaczęły narastać...
Jest ich sporo i choć rozmawiamy o tym z partnerem otwarcie, a on stara się mnie uspokajać i cierpliwie tłumaczyć to czuję, że wątpliwości nie znikają a ja ciągle bije się z myślą "a co jeśli teraz tak mówi, a życie to wszystko poprzedstawia do góry nogami"....
Żeby było bardziej czytelnie może wymienię to co mnie najbardziej martwi w punktach ![]()
1. Dziecko jest na razie jedynaczką i choć starałam się uciekać od wspólnych weekendów i tylko kilka razy spędziłam z nią czas to zauważyłam, że pokazuje "różki". Widać, że jest lekko rozpieszczona i potrafi sobie okręcić niektóre osoby wokół palca. Mój partner nie ulega jej zbyt mocno, ale z drugiej strony czytałam, że takie cechy z wiekiem tylko się nasilają. Martwię się również o to, że jeśli pojawi się nasze dziecko to wkradnie się ogromna zazdrość i moje dziecko na tym bardzo ucierpi.
2. Eks robi pod siebie, jest roszczeniowa i widzę, jak próbuje naginać mojego partnera. Nie zarabia on mało, ona z kolei ma jakieś prace dorywcze. Nie wiem czy jest do duży problem, ponieważ mój partner zarabia sporo plus ma opiekę prawników. Płaci alimenty regularnie, czasem dorzuci coś ekstra.
3. Boję się o moment, kiedy mała zacznie chodzić do szkoły. Na razie są to te dwa weekendy w miesiącu kiedy jest u nas, ale nie wyobrażam sobie żeby przesiadywała u nas pół wakacji, ferii itp.
4. Rodzice mojego partnera są bardzo za małą. Najbardziej zabolało mnie gdy wchodząc do naszego (wynajmowanego na razie) mieszkania zapytali gdzie jest jej pokój....Trochę mnie zamurowało, bo z jednej strony ich rozumiem, a z drugiej poczułam w sobie taki bunt, że z jakiej racji w małym mieszkaniu ona ma mieć jeszcze oddzielny pokój. Poczułam się wręcz jak gdybym to ja była "na doczepkę" w tym mieszkaniu...
5. Nie wiem czy w przyszłości nie będę chciała wyjechać za granicę lub do innego miasta. Mocno rozważam taką opcję. Mój partner deklaruje, że o ile będzie miał dojazd do córki to może się przeprowadzać. W rozmowie wyrzucił z siebie coś takiego, że to córka jest najważniejsza itp...potem trochę się tłumaczył, ale od tego czasu nurtuje mnie to czy chcę być z kimś, kto bardziej będzie patrzył na niemoje dziecko niż na partnerkę....
Sprawa jest o tyle skomplikowana, że stoję przed trudnym wyborem. Z jednej strony wiem, że nie mam już dużo czasu na założenie rodziny, a obecny partner ma wszystkie cechy dobrego męża i ojca. Boję się również samotności, że nikogo tak wartościowego już nie poznam. Z drugiej strony ciężko mi z myślą, że w moim życiu zawsze już byłabym zależna od dwóch osób, czyli jego córki (która nie wiadomo na jaką osobę wyrośnie) oraz jego eks. Do tego dochodzi fakt, że nigdy nie będę najważniejsza dla partnera, zawsze na pierwszym miejscu będzie niemoje dziecko...Tak wiem, że to świadczy o tym, że jest dobrym ojcem itp. itd. Jednak żyć z taką świadomością nie jest łatwo....
Nie piszcie tylko proszę, żebym spróbowała się dostosować do tej sytuacji, poznać małą, oswoić itp. To już próbowałam robić, ale nadal biję się z myślami....