Tak było od zawsze. I strasznie mi z tego powodu wstyd. Nie posiadam wielu związkowych doświadczeń. Kiedy miałam 18 lat poznałam na czacie faceta, z którym byłam przez następne 6 lat. Związek ten zakończył się dla mnie czymś co porównać można do uderzenia obuchem w głowę. Ktoś, kto w mojej świadomości powinien miał już zawsze być przy mnie, odszedł z dnia na dzień do innej kobiety. Na koniec uraczył mnie doprawdy najczulszym z możliwych komplementów: jesteś słaba w łóżku a potem...straciłam całą pewność siebie, zaczęłam bać się mężczyzn i paradoksalnie starałam się jakoś podkreślić swoją urodę, dużo bardziej niż wcześniej. Doszło więc do tego, że wielu facetów mnie nagle zauważało a ja wpadałam w panikę, separowałam się od nich, chciałam być podziwiana. Ale z daleka. To oczywiście doprowadzało do tego, że czułam się jeszcze bardziej samotna. Dlatego zarejestrowałam się na pewnym portalu i...zakochałam się w kimś kogo nie znam. W kimś, kto mieszka na innej półkuli. On ma tutaj przyjechać w lutym. Tak twierdzi,zapewnia, ale nie kupił jeszcze biletów.Mówi, że mnie kocha. Ale ja mam ciągle z tyłu głowę tę myśl "ten stukot w głowie", że zaraz się dowie jak płytka jestem, jak pusta i w ogóle nie będzie lutego. A ja okażę się idiotką. Jak zwykle. Jestem też zazdrosna. Bardzo. Doszło do tego, że niemal go śledzę przez internet. Naprawdę czuję, że jestem okropnie żałosna. Moja siostra ciągle mówi mi, że powinnam to zakończyć i znaleźć kogoś "prawdziwego". Mam mętlik w głowie...
Podobne tematy
Nie umiem poznawać facetów w Realu - nie panikuj jeszcze jest Tesco, Auchan i wiele innych, w końcu trafisz na tego jedynego ![]()
Mam prawie 26 lat, wszyscy wokół mnie są sparowani i naprawdę, ciężko jest poznać kogoś nowego. A w miejscach publicznych ludzie do siebie nie zagadują...
Wbrew pozorom Twój problem jest bardzo zagmatwany. Wyłapałam kilka elementów:
1. Uciekasz przed mężczyznami, których spotkałaś poza internetem, boisz się ich zainteresowania
2. Nie wiesz co zrobić ze swoją "miłością" z drugiego końca świata
3. Twierdzisz, że nie umiesz nawiązywać znajomości w realnym świecie
Moim zdaniem punkt 1. i 3. są ze sobą ściśle powiązane. Z Twojego postu wynika, że wzbudzasz zainteresowanie mężczyzn. Twoim problemem jest to, że nie umiesz na to zainteresowanie zareagować. Tego się można nauczyć. Samodzielnie. Metodą prób i błędów. Nie polecam "wypróbowywać" każdego, kto zwróci na Ciebie uwagę w związku, bardziej chodzi mi o sprawdzanie reakcji, uczenie się budowania relacji i...odróżniania relacji.
Punkt drugi jest, wg mnie, najprostszy do rozwikłania. Wasz "związek" nie jest związkiem, Wasza "miłość" nie jest miłością. Nie można kochać (taką normalną, partnerską miłością) kogoś, kogo się na oczy nie widziało. Można cenić jego poglądy, można go szanować, można się nawet przyjaźnić - ale nie kochać. Bo w skład miłości wchodzi też fizyczność. A skąd możesz wiedzieć, czy jego fizyczność Ci będzie odpowiadała? Zdjęcia tego nie oddają. "To coś", "ta chemia" możliwa jest jedynie w bezpośrednim kontakcie.
Za bardzo się w ten układ zaangażowałaś. Zupełnie niepotrzebnie. Jestem przeciwniczką związków na odległość (zwłaszcza taką odległość), ale wiem, że niektórym się udaje. Z tym, że decyzję czy chcesz w ogóle próbować powinnaś podejmować po spotkaniu. Deklaracje, zazdrość, wyznania w stosunku do kogoś, kogo się nigdy nie spotkało są absolutnie bez sensu. Nie musisz od razu kończyć znajomości. Przystopuj tylko. Zacznij traktować go z właściwym dla tej sytuacji dystansem, czyli jak znajomego, nie chłopaka. Jeśli dojdzie do Waszego spotkania - wtedy dopiero zastanawiaj się co dalej z tym zrobić.
Bardzo niepokoi mnie Twoje podejście do relacji damsko-męskich. Odnoszę wrażenie, że nie potrafisz funkcjonować bez przynależności do jakiegoś mężczyzny. To jest wieeeelki błąd. Najpierw naucz się żyć sama ze sobą, potem masz znacznie większe szanse na stworzenie udanego związku.
5 2012-10-28 00:02:19 Ostatnio edytowany przez orszulka (2012-10-28 00:03:30)
Wbrew pozorom Twój problem jest bardzo zagmatwany. Wyłapałam kilka elementów:
1. Uciekasz przed mężczyznami, których spotkałaś poza internetem, boisz się ich zainteresowania
2. Nie wiesz co zrobić ze swoją "miłością" z drugiego końca świata
3. Twierdzisz, że nie umiesz nawiązywać znajomości w realnym świecieMoim zdaniem punkt 1. i 3. są ze sobą ściśle powiązane. Z Twojego postu wynika, że wzbudzasz zainteresowanie mężczyzn. Twoim problemem jest to, że nie umiesz na to zainteresowanie zareagować. Tego się można nauczyć. Samodzielnie. Metodą prób i błędów. Nie polecam "wypróbowywać" każdego, kto zwróci na Ciebie uwagę w związku, bardziej chodzi mi o sprawdzanie reakcji, uczenie się budowania relacji i...odróżniania relacji.
Punkt drugi jest, wg mnie, najprostszy do rozwikłania. Wasz "związek" nie jest związkiem, Wasza "miłość" nie jest miłością. Nie można kochać (taką normalną, partnerską miłością) kogoś, kogo się na oczy nie widziało. Można cenić jego poglądy, można go szanować, można się nawet przyjaźnić - ale nie kochać. Bo w skład miłości wchodzi też fizyczność. A skąd możesz wiedzieć, czy jego fizyczność Ci będzie odpowiadała? Zdjęcia tego nie oddają. "To coś", "ta chemia" możliwa jest jedynie w bezpośrednim kontakcie.
Za bardzo się w ten układ zaangażowałaś. Zupełnie niepotrzebnie. Jestem przeciwniczką związków na odległość (zwłaszcza taką odległość), ale wiem, że niektórym się udaje. Z tym, że decyzję czy chcesz w ogóle próbować powinnaś podejmować po spotkaniu. Deklaracje, zazdrość, wyznania w stosunku do kogoś, kogo się nigdy nie spotkało są absolutnie bez sensu. Nie musisz od razu kończyć znajomości. Przystopuj tylko. Zacznij traktować go z właściwym dla tej sytuacji dystansem, czyli jak znajomego, nie chłopaka. Jeśli dojdzie do Waszego spotkania - wtedy dopiero zastanawiaj się co dalej z tym zrobić.
Bardzo niepokoi mnie Twoje podejście do relacji damsko-męskich. Odnoszę wrażenie, że nie potrafisz funkcjonować bez przynależności do jakiegoś mężczyzny. To jest wieeeelki błąd. Najpierw naucz się żyć sama ze sobą, potem masz znacznie większe szanse na stworzenie udanego związku.
Ok, wiele racji.Wiele szufladek. A ja czuję się jakby mnie ktoś zrugał. Nie wiem dlaczego. Prawda boli? Problem z tymi, którzy zwracają na mnie uwagę jest następujący: oni mi się nie podobają. Nie ma tej chemii. A może ja nie pozwalam tej chemii się uwidocznić, dać komuś nawet cienia szansy? Fakt pozostaje faktem: nowych ludzi, zwłaszcza mężczyzn nie poznaję prawie wcale. Stąd okazji do ćwiczeń jest mało, na poligon doświadczalny szans nie ma...Nie jest to miłość, zgadzam się. To jest raczej zakochanie. Brazylijskie. Pod wieloma względami w fizyczności właśnie. Przeklęta technologia, która daje złudzenie bliskości. Chciałabym właśnie dokonać tego, o czym piszesz. Chciałabym dokonać decyzji na podstawie spotkania z nim, bo naprawdę jestem nim ogromnie zainteresowana. I on jest chyba mną, więc chciałabym podtrzymać to do lutego. Jak to zrobić, by jednocześnie nie oszaleć i mieć szansę na zdystansowanie się? I na koniec: Kiedy mój długoletni partner ze mną zerwał, w styczniu zeszłego roku, czułam się jak pół człowieka. Jakbym nie była w pełni osobą. Długo dochodziłam do równowagi. Najwidoczniej nie jest trwała, bo widać jak na dłoni wszystkie moje kompleksy i strachy. Ale ileż można czekać aż będzie zupełnie dobrze?
Orszulka - facet, który Cię zna tylko przez internet twierdzi że Cię kocha. Przeczytaj to i sama sobie odpowiedz jak to brzmi?
mam nadzieję że nie jest to żaden pan z południa któremu b edziesz załątwiałą wize.... bo usiłuje uciec ze swojego kraju...
wirtualnia miłość to nie miłość.
Jeżeli masz problemy interpesonalne to może psycholog?
Nikogo nie zmusi sie do uczucia więc nawet ten wirtualny mozę stwierdzić że to nie to.
Doceń to że ludzie sie tobą interesują wyjdź im na przeciw nie musisz się od razu wiązać z nimi to nie jest wymóg.
Oczywiście, że nie brzmi to fajnie. Dlatego jestem sfrustrowana i zła na samą siebie.
Mam umówioną wizytę. Owszem.
Ale jedna rzecz mnie doprowadza do szału. Fajnych facetów w tym kraju nie ma prawie wcale. Są nieporadni, nieogarnięci, nie dbaja o siebie i w ogóle nie mają podejścia do kobiet. Nie wszyscy, ale wszscy, których spotykam. Jak mawiała Bridget - popaprańcy.
A skąd wiesz, czy Twój egzotyczny internauta jest księciem z bajki? Może pije, ćpa, nie pracuje i jest niewykształcony.
Ja swojego obecnego partnera poznałam przez internet. I wierze w to że możesz znaleźć w nim miłość. Ale do takich deklaracji nie możesz mieć pewności skoro się nie znacie. Odważ się, bo może szczęście jest blisko
Piegowata, a Twój facet też był z II końca świata?
Ok, to wszystko jest ogólnie rzecz ujmując zwariowane. To uczucie jest szalone, ale jest. Postanowiłam się zdystansować (chociaż to OKROPNIE trudne) i poczekać do lutego. Jeśli przyjedzie tutaj i się poznamy i zweryfikujemy nasze wyobrażenia o sobie. Jeśli do tego czasu zmienię zdanie, chociaż w to wątpię, bo dość dobrze znam siebie (rezygnuję nawet z najbardziej niemożliwych planów kiedy dopiero ktoś wykrzyczy mi w twarz, że się nie da), to trudno. Wiem, że pracuje i że jest wykształcony. Co do pozostałych rzeczy, może oczywiście kłamać. Ale tak jak powiedziałam, poczekam i zobaczę. W lutym (albo już w okolicach grudnia) może okazać się, że głupio zrobiłam. Póki co zaplanowałam sobie długo odwlekaną psychoterapię. Zdecydowanie muszę popracować nad moją obsesją pt. "Lubisz mnie? Kochasz? Co z tego, skoro za chwilę na pewno mnie zostawisz?"
ale ja Ci się nie dziwię, ja też tak miałam praktycznie od zawsze. Może dlatego, że dużo czasu przebywałam przed kompem, choć w sumie nie wiem. Ja mialam o tyle problem, ze mi sie nikt w rzeczywistosci nie podobal, zaden chlopak nie byl tak interesujacy jak Ci w internecie, ktorych moglam sobie idealizowac. Tez ,mam bardzo przykre doswiadczenia w kontaktach z chlopakami z neta, u Ciebie jest o tyle problem, ze faktycznie gość jest z daleka i może Ci wkręcać różne rzeczy, a Ty to będziesz łykać. Póki sie nie zobaczycie, niech to sobie trwa, po co raptem zmieniać nastawienie i sposob w jaki do siebie mowicie? Sensem zycia jest milosc a najwazniejsze by sie wspolnie dogadywac, niekoniecznie w kazdej kwestii ale czuc zrozumienie i wsparcie. Wiadomo, ze na odleglosc to ciezko...ale wlasnie tutaj trzeba dac sobie jak najwiecej uwagi. Glowa do gory!
Ok, to wszystko jest ogólnie rzecz ujmując zwariowane. To uczucie jest szalone, ale jest. Postanowiłam się zdystansować (chociaż to OKROPNIE trudne) i poczekać do lutego. Jeśli przyjedzie tutaj i się poznamy i zweryfikujemy nasze wyobrażenia o sobie. Jeśli do tego czasu zmienię zdanie, chociaż w to wątpię, bo dość dobrze znam siebie (rezygnuję nawet z najbardziej niemożliwych planów kiedy dopiero ktoś wykrzyczy mi w twarz, że się nie da), to trudno. Wiem, że pracuje i że jest wykształcony. Co do pozostałych rzeczy, może oczywiście kłamać. Ale tak jak powiedziałam, poczekam i zobaczę. W lutym (albo już w okolicach grudnia) może okazać się, że głupio zrobiłam. Póki co zaplanowałam sobie długo odwlekaną psychoterapię. Zdecydowanie muszę popracować nad moją obsesją pt. "Lubisz mnie? Kochasz? Co z tego, skoro za chwilę na pewno mnie zostawisz?"
No i co będzie jak już do Ciebie przyjedzie? Spojrzycie sobie w oczy, zakochacie się na zabój. Powie żebyś do niego pojechała. Ty to zrobisz, a na miejscu możesz np. stracić paszport i pracować w burdelu do końca życia na niego. Nie wykluczaj takiego scenariusza, bo życie takie lubi pisać i nie byłabyś pierwsza.
Po części rozumiem Twoją sytuację, bo sama poznałam mojego obecnego partnera przez internet. I też nie był on z moich regionów, ale z Polski, więc aż tak dużego problemu nie było. Pamiętaj tylko o jednym - to jeszcze nie jest miłość! Poznaliście się, rozmawiacie, super się dogadujecie - może zawrócić Ci w głowie, jednak to wciaż nie jest miłość. Tak naprawdę możesz zakochać się w jego wyobrażeniu, nie w nim. Na mydwoje, gdzie właśnie poznałam mojego obecnego partnera, jest wiele ciekawych artykułów na ten temat, może poczytaj sobie i coś do Ciebie dotrze?
A o co chodzi z tym lutym? Nie ma możliwości spotkania się wcześniej? Może Ty do niego polecisz? Kwestia pieniędzy czy czegoś innego? I niestety, ale weź pod uwagę także to, co Lydia napisała - różnie może być. Niestety, ale musisz być ostrożna, podejdź do tego związku z dystansem, postaraj się jakoś zdystansować. Może ta psychoterapia Ci pomoże?
nie przejmuj sie ja tez nie potrafię:))
damy rade jak inne dają rade:) he:) pozdrawiam