Sama już nie wiem co czuję.
Ponad rok temu byliśmy razem, fakt faktem tylko miesiąc ale zawsze. Stwierdził, że jednak jest lepiej jak się tylko przyjaźnimy i miał racje wtedy zdecydowanie pośpieszyliśmy się z naszym związkiem, prawie się nie znaliśmy.
Jednak teraz jest zdecydowanie inaczej, wie o mnie niemalże wszystko, uwielbiam z nim rozmawiać o sprawach ważnych, jak i o głupotach.
Jak byliśmy z naszą ekipą na wakacjach, to wszyscy znajomi twierdzili, że znowu coś do siebie czujemy, że wciąż między nami coś jest. Między innymi przez takie rzeczy zaczynam się zastanawiać czy nie mają racji. Są momenty, że patrzę na niego nie tylko jak na przyjaciela. I mam wrażenie, że on również ma mętlik w głowie.
Jak byliśmy na tych wakacjach to momentami czułam się jakbyśmy byli razem on troszczył się o mnie, ja o niego. Jak jednego dnia czułam się okropnie i leżałam cały czas w łóżku, przyszedł do mnie położył się obok żebym sama nie siedziała, rozmawialiśmy, graliśmy w gry, śmialiśmy się, chodził do mnie z herbatkami. Jak wypożyczaliśmy kilka dwu-osobowych rowerków to też byliśmy razem. Praktycznie cały wyjazd wychodziliśmy razem. Często spędzaliśmy czas z jedyną parą, która była z nami. Jednego wieczoru poszliśmy w 4 nad jezioro, na pomost, niebo było pełne gwiazd, zrobiło się dosyć romantycznie, tamci jak wiadomo przytuleni, a między nami wyczułam takie straszne napięcie, chemię, czułam że ma ochotę mnie przytulić dotknąć chociaż za rękę. Jednak do niczego nie doszło. Innego razu gdy byliśmy u niego w domu i oglądaliśmy film w 3 bo był jeszcze nasz kolega. To ja i on (P) siedzieliśmy na łóżku a nasz kolega (D) na fotelu. Ponownie czułam to napięcie. Jak D poszedł do łazienki to 'bawiliśmy" się swoimi dłońmi, specjalnie zabrał mi telefon, żebym próbowała go odebrać i żebyśmy się do siebie zbliżyli. Gdy poczułam, że mogło by do czegoś dojść olałam ten telefon i się położyłam, nie chciałam żeby D wszedł i zobaczył nas razem. Przez resztę filmu leżeliśmy obok siebie, czując to napięcie między nami.
Wcześniej byliśmy na bilardzie i byłam z nim w drużynie to jak oddawał/zabierał mi kij to za każdym razem choćby minimalnie dotykał moich dłoni. Gdy spotykamy się ze znajomymi i zbieramy się do domu to pyta się, czy ma mnie odprowadzić, nawet jeśli mam do niego zaledwie 2 minuty drogi. Na zakończenie wakacji kolega zrobił imprezę na działce. Pod koniec wzięło mnie na wnioski życia, jak to po alkoholu miewam to przyszedł do mnie, przytulił, pocieszał, ale także milczał. Kurde nawet cisza mi przy nim nie przeszkadza.
Ale co z tego skoro wyjechał na studia 200 km stąd?
Pozostaje nam jedynie przyjaźń. W sumie może to i dobrze? Może znowu jakbyśmy byli razem coś by poszło nie tak i nie potrafilibyśmy się przyjaźnić.
Ech musiałam się wygadać choćby przed samą sobą.