Mnie sie udalo.
Ja bylam pierwsza zona mojego ex.
Czlowiek psychopata, egoista, damski bokser, narcyz, pozbawiony jakichkolwiek uczuc rodzinnych, nie znajacy pojec "odpowiedzialny", "rozsadny", itd,... pewnie dlugo by tu wymieniac.
Rozwod przyniosl mi ulge , spokoj, chociaz do rownowagi dochodzilam prawie przez trzy lata po tym
traumatycznym zwiazku.
Bylo mi ciezko, zostalam sama z trzymiesiecznym dzieckiem. Moj ex stwierdzil tylko, ze wie ze to jego dziecko, ale nic do niego nie czuje. Nie zainteresowal sie kiedy umieralo dwa razy, nigdy nie zapytal w jakim szpitalu lezy, nigdy nie pospieszyl z jakakolwiek checia pomocy , czy zainteresowaniem.
Moje dziecko jest juz dosyc duze, ale nie widzialo swojego ojca, nie zna jego glosu, zna go tylko ze zdjec sprzed kilkunastu laty. Mimo, iz po rozwodzie walczylam , aby ex nie odrzucal swojego dziecka, nigdy nie udalo mi sie naklonic go do jakiegokolwiek kontaktu. Nigdy nie kupil nic dla dziecka i nie
partycypowal w jakimkolwiek utrzymaniu. Uciekal przed obowiazkiem, ukrywal sie, zmienial miejsca zamieszkania jak w kalejdoskopie.
Poddalam sie, nigdy juz potem nie walczylam z ex o "ojcowskie " uczucie dla mojego dziecka.
Oddzyskalam spokoj, rownowage, skupilam sie na , w miare rozsadnym w zaistanialej sytuacji, tlumaczeniu dziecku, dlaczego tak jest i jak dalej z tym zyc, aby nie dac sie zdolowac do konca.
Wiem, ze po naszym rozstaniu Ex ozenil sie niedlugo potem drugi raz.
I nagle pewnego pieknego dnia, niespodziewany telefon.
Zdenerwowana kobieta, dosyc chaotycznie usiluje mi wyjasnic kim jest i dlaczego dzwoni.
Poznaje druga zone mojego ex. Ona prosi mnie o rozne informacje, porady, konfrontuje swoje przezycia z moimi i niespodziewanie placze przez telefon.
Historia jej pozycia z moim ex jest chyba nawet gorsza. Malzenstwo trwalo raptem siedem miesiecy.
Maja synka, ale ex odrzucil go tak samo jak i nasza wspolna corke. Syn ma klopoty zdrowotne, grozi mu wozek inwalidzki w przyszlosci. Ex nie wykazuje zadnego kompletnie zainteresowania, ukrywa sie gdzies w roznych miastach, mieszka u roznych ludzi, tydzien, dwa, potem zmienia miejsce pobytu.
Druga zona zdesperowana ciagle usiluje ustalic jego miejsce pobytu, wymusic pomoc finansowa na operacje dziecka, chce rozwodu, ale nie moze znalezc swojego jeszcze wowczas meza .
Nie moze uwierzyc, ze ex nie zna rowniez swojej corki. Kaze mi to potwierdzac kilka razy.
Smutne jest to , ze ex nie jest zadnym prymitywem ( w ogolnie przyjetych spolecznie normach ). To czlowiek wyksztalcony, zajmujacy pozycje ....
Dziwna byla ta rozmowa. Kobieta koniecznie chciala znalezc we mnie osobe przychylna sobie.
Rozumialam ja doskonalne, sama przeszlam przez to pieklo co i ona.
Nie odrzucilam jej prosby o pomoc. Nigdy jej nie poznalam osobiscie, ale do tej pory mamy kontakt
telefoniczny i listowy.
Laczac wspolne informacje o ex, udalo nam sie zlokalizowac ex i zmusic do stawienia sie w sadzie.
Ja nie walczylam juz o swoje prawa, ale ona - tak. Wniosla dziewiec spraw do sadu, z roznch paragrafow . Wszystkie wygrala.
Mam duzo sympatii dla niej, jej uporu i determinacji.