nie wiem co mam zrobić. jestem w totalnej rozsypce. nie chce mi się nic, nawet żyć. pomóżcie mi.proszę!
jakiś czas temu zmarł mój chłopak. miał przykry wypadek. wiadomość o jego śmierci była dla mnie wielkim szokiem... do tej pory bardzo mnie to boli i nie radze sobie z uczuciami. minęło już trochę czasu a ze mną jest coraz gorzej. popadłam w nałóg. myślałam, że dzięki temu zapomną, że po czasie to będzie koniec i zacznę żyć normalnie na nowo, ale bardzo się myliłam. po jego śmierci nie mogłam się totalnie ogarnąć, zawaliłam szkołę. moja mama nie mogła sobie ze mną poradzić więc przeprowadziłam się do ojca (praktycznie drugi koniec polski). na początku całymi dniami przesiadywałam na cmentarzu i płakałam. teraz nie mam tej możliwości i dodatkowo mnie to dobija. nie wiem jak mam sobie poradzić z moimi uczuciami. cały czas płaczę, do szkoły przychodzę z wiecznie zapłakanymi i napuchniętymi oczami. przyjaciółka, którą poznałam po przeprowadzce stara się mi pomóc, ale bez skutecznie. z każdym dniem jest gorzej i będzie jeszcze bardziej. najgorsze jest to, że tak bardzo go kocham. ludzie z którymi o tym próbowałam rozmawiać mówili że taka była wola Boga. nie!!! nie wierze w Boga! gdyby Bóg istniał nie pozwoliłby żeby na świecie działy się takie rzeczy. nie zabrałby mi osoby która była dla mnie najważniejsza! nie wiem kto może mi pomóc. psycholog odpada. bardzo kocham i tęsknię za nim!
gorzej już chyba być nie może
:(:(:(:(:(:(:(:(
czaki