5 tygodni temu poznałam w klubie pana K. Nie jestem entuzjastką poznawania ludzi na imprezach i nigdy nie daję swojego numeru od tak po prostu. Kiedyś przez tę swoją żelazną zasadę straciłam szansę na, jak się później okazało, bardzo ciekawą znajomość. Więc tym razem, postanowiłam zaryzykować i nie dłużej niż po tygodniu spotkałam się z K., który jest ode mnie starszy 4 lata, pracuje, studiuje, kiedy ja, wciąż się uczę. Podobno nie miało mu to zupełnie przeszkadzać. Lecz to nie jedyne utrudnienie, które stoi nam na drodze, a mianowicie mieszkamy w różnych miasteczkach, oddalonych od siebie kilkadziesiąt kilometrów (więc nie jest tak źle), z tym, że on pracuje i studiuje (pozwolę sobie zaznaczyć, że studenci mają jeszcze wakacje
) w mieście, w którym ja się uczę. Mimo to, twierdzi, że jest tak pochłonięty pracą, że nie ma czasu na spotkania. Ok, rozumiem, całkiem dojrzałe podejście, ale od czego są weekendy? I tu właśnie jest pies pogrzebany.
Tym bardziej, że ma własny samochód.
Ostatni raz widzieliśmy się 3 tygodnie temu, to było nasze trzecie spotkanie, przyznam bardzo romantyczne. Później ja nie miałam czasu, gdyż był to koniec wakacji i wyjechałam na 6 dni z przyjaciółmi. Po czym, gdy zaczął się rok szkolny, on przestał wspominać o spotkaniu, a na moje delikatne sugestie, że warto byłoby się znów spotkać, ucinał rozmowę, tłumacząc, że gdyby od niego zależało widywałby się ze mną codziennie lub nawet, że boli go(!) to, że się nie widujemy...
Kolejną sprawą jest fakt, że w październiku rusza rok studencki i K. planuje wynająć mieszkanie bliżej miasta, w którym studiuje i pracuje. Bierze pod uwagę, również moją miejscowość, która de facto jest blisko owego miasta. Oczywiście, zapewnia mnie jakobym miała być jego pierwszym gościem i prawi inne słodkie słówka. Jakoś mu w to nie wierzę, ale z natury jestem bardzo przezorna, więc proszę tego nie brać pod uwagę. Generalne pisze do mnie CODZIENNIE, standardowe już "miłego dnia;*" rano i jakieś tam głębsze rozmowy wieczorem. Chociaż też zdarzył się tydzień milczenia, jak się później tłumaczył, dla niego bardzo ciężki.
Należę raczej do niezależnych kobiet, więc powoli zaczyna brakować mi cierpliwości na te jego puste, "tekstowane" czułości... Generalnie miły z niego facet, taki nienachalny, delikatny, wie jak postępować z kobietą (śmiem twierdzić, że małego doświadczenia nie ma). Nawet gdyby nic nie wyszło, fajnie byłoby mieć go za przyjaciela, szczególnie gdyby mieszkał w mojej mieścince.
I teraz pytanie... uzbrajając się w cierpliwość i bawiąc się dalej w gimnazjalne pisanie smsków, poczekać do października, licząc, że w końcu się spotkamy? Czy raczej stwierdzić, że nie ma to sensu, bo skoro przez 3 tyg. nie znalazł dla mnie czasu to słabo mu zależy na tej znajomości i ją zakończyć? O co mu chodzi?
Bardzo proszę o pomoc