Nie potrafię sobie poradzić z życiem, z myślami. Mam totalnego doła, Rozwiodłam się w tym roku po 1,5 okresie małżeństwa. Wcześniej przed ślubem rozstawaliśmy się wiele razy. Kochałam go ogromnie, ale decyzja o małżeństwie to była moja życiowa pomyłka. Nie chce mi się znów wnikać w szczegóły naszego pożycia małżeńskiego. W każdym bądz razie była ŹLE. Rozstaliśy się. Mnie dręczą od pół roku wyżuty sumienia, że złożyłam pozew o rozwód. Analizuje każdą chcwilę naszego życia i jestem przekonana, że nie było innego rozwiązania. Ale jest mi z tym źle, bo jestem osobą wierzącą i uważam, że małżeńśtwo powinno być trwałe.
Poznałam drugiego faceta, rozmawiamy o ślubie (cywilnym), On też jest rozwodnikiem.
Przestałam jednak wierzyć w instytucję małżeństwa, jaki to ma sens, skoro 15 minut wystarczy, aby przekreslic wszystko co łączyło 2 ludzi. Slub nie gwarantuje ze będzie się razem na zawsze
Podobne tematy
Witaj,
a nie sądzisz że z nowym facetem to trochę za szybko na rozmowy o ślubie, nie masz wrażenia że próbujesz "klinować", by jak najszybciej pozbyć się myśli o poprzednim związku??
Poprostu jeszcze nie przeżyłaś traumy związanej z rozpadem poprzedniego małżeństwa i nadal to w Tobie jest. A normalny, zdrowy związek można stworzyć dopiero wówczas, gdy już pozamykamy za sobą przeszłość.
Podejrzewam że nadal w Tobie kipią emocje związane z tym co działo się w Twoim związku, potem małżeństwie, daj sobie czas na przeżycie tzw. żałoby... To jest uzdrawiające...
Powodzenia.
Dokładnie popieram zdanie rozmówcy wyżej. Skoro będąc już z kimś innym myślisz o swoim rozwodzie to znaczy,że ten rozdział Twojego życia nie został "przeczytany". Koniec "książki" nie musi mieć dobrego zakończenia.
Na takie decyzje daj sobie czasu.
Nie potrafię sobie poradzić z życiem, z myślami. Mam totalnego doła, Rozwiodłam się w tym roku po 1,5 okresie małżeństwa. Wcześniej przed ślubem rozstawaliśmy się wiele razy. Kochałam go ogromnie, ale decyzja o małżeństwie to była moja życiowa pomyłka. Nie chce mi się znów wnikać w szczegóły naszego pożycia małżeńskiego. W każdym bądz razie była ŹLE. Rozstaliśy się. Mnie dręczą od pół roku wyżuty sumienia, że złożyłam pozew o rozwód. Analizuje każdą chcwilę naszego życia i jestem przekonana, że nie było innego rozwiązania. Ale jest mi z tym źle, bo jestem osobą wierzącą i uważam, że małżeńśtwo powinno być trwałe.
Poznałam drugiego faceta, rozmawiamy o ślubie (cywilnym), On też jest rozwodnikiem.
Przestałam jednak wierzyć w instytucję małżeństwa, jaki to ma sens, skoro 15 minut wystarczy, aby przekreslic wszystko co łączyło 2 ludzi. Slub nie gwarantuje ze będzie się razem na zawsze
W błędzie są Ci co myślą, że ślub co kolwiek gwarantuje. To tylko papier wprowadzający w błąd nowożeńców który udaje kartę gwarancyjną na poprawne działanie małżeństwa. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy przysięga przed Bogiem i już będzie szczęście do końca życia. No cóż, naiwnych nie brakuje. O związek trzeba dbać a że po ślubie papier z USC wypiera z umysłu konieczność dbania o związek to tak się kończy. Oboje nie potrafiliście wyhodować niczego z tego ziarna zasadzonego w dniu ślubu.
Witaj,
a nie sądzisz że z nowym facetem to trochę za szybko na rozmowy o ślubie, nie masz wrażenia że próbujesz "klinować", by jak najszybciej pozbyć się myśli o poprzednim związku??
Poprostu jeszcze nie przeżyłaś traumy związanej z rozpadem poprzedniego małżeństwa i nadal to w Tobie jest. A normalny, zdrowy związek można stworzyć dopiero wówczas, gdy już pozamykamy za sobą przeszłość.
Podejrzewam że nadal w Tobie kipią emocje związane z tym co działo się w Twoim związku, potem małżeństwie, daj sobie czas na przeżycie tzw. żałoby... To jest uzdrawiające...
Powodzenia.
To nie jest tak do końca, że mój "nowy" facet jest nowy. Znam go dłużej, niż znałam mojego exa. I gdyby inaczej się zycie potoczyło, bylibyśmy przez te wszystkie lata razem.
6 2012-09-16 09:38:06 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-09-16 09:39:18)
Skoro dręczą Cię wyrzuty sumienia z tego,że to Ty wniosłaś pozew o rozwód to jakie to ma znaczenie,że tego drugiego znałaś dłużej?
Normalnie cieszyła byś się,że jest już po wszystkim a to był tylko błąd Twojego życia.
Skoro dręczą Cię wyrzuty sumienia z tego,że to Ty wniosłaś pozew o rozwód to jakie to ma znaczenie,że tego drugiego znałaś dłużej?
Normalnie cieszyła byś się,że jest już po wszystkim a to był tylko błąd Twojego życia.
Ale ja nie rozwiodłam się dla tego, że chciałam związać się z innym facetem
Ale ja nie rozwiodłam się dla tego, że chciałam związać się z innym facetem
Rozumiem, nawet nie o to mi chodziło. Chodzi mi,że mimo wszystko nadal to analizujesz,masz do siebie żal.
Gdybyś była pewna swojej decyzji nie miotały by w Tobie wyrzuty sumienia a tak z jakiś powodów są.
Teoretycznie uważam, ze ślub ma sens, jeżeli trafi się na odpowiednia osobę, a z tym jest ciężko.
Praktycznie sama mam jakieś opory, choć z chłopakiem jestem ponad 7 lat.
A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie wogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie wogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiac bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałam
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiac bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałam
Ale wiesz, że możesz go skrzywdzić takim postępowaniem??
Nie dajesz SOBIE czasu na przeżycie tego co przeżyłaś, nowy partner, nawet jeśli jest to osoba znana Ci wcześniej, nie uoki Twojego bólu i nie odpowie Ci na dręczące pytania...
Nagle za jakiś czas może się okazać że odkryjesz siebie na nowo i obecny partner okaże się nie pasować do tej nowej Ciebie i co wówczas??
Ochłoń i daj sobie czas na przeżycie i zakończenie emocjonalne w Tobie, swojego poprzedniego związku.
A ja nie rozumiem Twojego podejscia. Wywnioskowalam z Twoich postow, ze wzielas slub z facetem z ktorym wczesniej nienajlepiej sie ukladalo - bo o tym dla mnie swiadcza wielokrotne rozstania - i nagle wielkie zaskoczenie, ze papierek z urzedu nic nie naprawil, ze nadal zle sie uklada? Weselny szampan to nie sok z gumijagod, zeby mial magiczne dzialanie. I tak jak zlego zwiazku slub nie naprawi, tak dobrego nie zepsuje. Slub to tylko "legalizacja" uregulowanie sytuacji na linii my - panstwo (dla wierzacych tez na linii my - Bog), ale jesli nie sa uregulowane sprawy na linii ja - partner, to slub nie ma nic do rzeczy w kontekscie pozniejszej sielanki lub koszmaru.
A ja nie rozumiem Twojego podejscia. Wywnioskowalam z Twoich postow, ze wzielas slub z facetem z ktorym wczesniej nienajlepiej sie ukladalo - bo o tym dla mnie swiadcza wielokrotne rozstania - i nagle wielkie zaskoczenie, ze papierek z urzedu nic nie naprawil, ze nadal zle sie uklada? Weselny szampan to nie sok z gumijagod, zeby mial magiczne dzialanie. I tak jak zlego zwiazku slub nie naprawi, tak dobrego nie zepsuje. Slub to tylko "legalizacja" uregulowanie sytuacji na linii my - panstwo (dla wierzacych tez na linii my - Bog), ale jesli nie sa uregulowane sprawy na linii ja - partner, to slub nie ma nic do rzeczy w kontekscie pozniejszej sielanki lub koszmaru.
masz rację. wiedziałam przed ślubem ze popełniam błąd. każdy był tego zdania. nie było ani jednej osoby, ktora wrozylaby nam szczescie. to jak mialo sie skonczyc???? sama jestem sobie winna.
Ale tu nie idzie o wine. Powiedzmy zebym probowala zrobic omleta z kamieni i trawy. Po kilku nieudanych probach uznalabym, ze robienie omletow to jakis mit ksiazek kucharskich i w ogole to omlety nie istnieja, a jesli istnieja to niejadalne sa zupelnie. Mialabys mnie za powaznego czlowieka jakbym glosila takie sady opisawszy Ci swoja probe? Nie wydaje mi sie. Podobnie z malzenstwem - zawarte pomiedzy niewlasciwymi osobami, z niewlasciwych pobodek nie moze byc dobre, trwale i satysfakcjonujace. I nie w samym slubie jest problem. Szczegolnie, ze dla wielu par wspolczesnie slub absolutnie nic nie zmienia - po calej imprezie wracaja do domu w ktorym mieszkaja od dawna, do lozka w ktorym od dawna spia wspolnie, do wyprowadzania wspolnego psa, a jak opadnie kurz i emocje po slubie to wracaja do dawnych zatargow, niepokoi, niecheci... I zamiast dostrzec, ze to jest po prostu kontynuacja stanu sprzed slubu to nagle wielce obwiniaja instytucje malzenstwa. A ona (zwykle ona, choc bywa i na odwrot) ma zal, ze on po slubie sie nie zmienil, nie zmadrzal, nie stal sie odpowiedzialniejszy i troskliwszy, a on frustruje sie coraz bardziej tymi pretensjami, po przeca "widzialy galy...". Ano widzialy, tylko glupio myslaly, ze jak ksiadz dobrodziej kadzidlem okadzi, to problemy rozwieja sie jak mgla, a ropuch w ksiecia z bajki sie zmieni. I jakaz w tym wina samej instytucji malzenstwa?
I powtorze raz jeszcze - nie idzie tu o wine Twoja, czy bylego meza, ze Wam sie nie udalo. Idzie o to, ze to tylko konsekwencja zlego wyboru. Dorosla jestes i z postow wynika ze nieglupia, wiec po prostu wyciagnij wnioski, zamiast szukac winy w "instytucji". Caly sekret to znalezc wlasciwa dla siebie osobe i byc dla niej wlasciwa osoba. Proste, nie?
No i tego Ci zycze. Cokolwiek postanowisz.
Nocnalampko gały widziały, ale nie wiesz że miłość jest ślepa? ;D Dobra, koniec żartów.
Warszawianko, wybór nowego partnera na spowiednika nie jest zbyt udany (z doświadczenia wiem, że partner o naszej przeszłości nie powinien nic za bardzo wiedzieć). To powinna być osoba jak psycholog, nie namawiam Cię tu do wizyty u psychologa (choć moim zdaniem byłaby wskazana), ale do tego abyś znalazła kogoś, komu możesz wylać wszystkie swoje myśli, żale, obawy, aby się oczyścić i pozbyć z głowy natłoku tych myśli. Nie wiem, być może jest Ci wstyd mówić o tym co się działo w tym małżeństwie, ale jeśli tego nie naprawisz to może zacząć źle się dziać w twoim nowym związku.
Tak właśnie myślałam, że Wasze relacje są niezbyt dobre (i to Ci zapewne również ciąży). Pozostaje mi tylko trzymać kciuki i życzyć Ci powodzenia.
warszawianka_1981, dlaczego wystąpiłaś tylko o rozwód, a nie o unieważnienie małżeństwa (bo mniemam, że wzięliście również ślub kościelny)? Skoro już przed ślubem istniały odpowiednie przesłanki, być może udałoby się je uzyskać i mogłabyś w świetle swojej wiary ułożyć sobie życie z kimś innym. Bo jeśli chodzi o rozwodników, Kościół jest niestety nieubłagany - jeżeli takie osoby wchodzą w kolejny związek, nie mogą już przystępować do Eucharystii.
18 2012-09-17 10:25:08 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2012-09-17 10:29:44)
Nocnalampko gały widziały, ale nie wiesz że miłość jest ślepa? ;D
Bo przed slubem trzeba miec oczy szeroko otwarte, a po slubie je przymykac
Problemy zaczynaja sie, jak ludzie robia na odwrot.
Wilczyca, uniewaznienie, bo "glupia bylam i uznalam, ze slub wszystko naprawi". Ty serio mowisz? Nie jestem specem w zakresie prawa kanonicznego, ale z tego co mi wiadomo, to uniewaznienie mozna otrzymac jesli PO slubie na jaw wyszly kwestie, ktore PRZED slubem zostaly np. zatajone przez partnera. Czyli chodzi o sytuacje kiedy PRZED slubem nie bylo mozliwosci przewidziec problemow czy niezgodnosci ktore wystapia PO slubie.
Wilczyca, uniewaznienie, bo "glupia bylam i uznalam, ze slub wszystko naprawi". Ty serio mowisz?
Jak najbardziej serio. Z tego, co mi wiadomo, nawet w takich przypadkach można starać się o unieważnienie małżeństwa (na tej samej zasadzie traktowane są małżeństwa zawierane, "bo dziecko w drodze"). Z tym, że istnieje prawdopodobieństwo, że unieważnienie w takim przypadku będzie musiał wystawić ktoś wyżej postawiony w kościelnej hierarchii, więc może być więcej zachodu z jego zdobyciem.
Ok, a myslalam, ze juz nic w KK mnie nie zaskoczy... No ale czlowiek cale zycie sie uczy.
Ale jest mi z tym źle, bo jestem osobą wierzącą i uważam, że małżeńśtwo powinno być trwałe.
To jest właśnie twój problem -- nakładli Ci do głowy przez 30 lat różnych bzdur i teraz masz kaca moralnego.
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Tyle jest ta przysiega warta ile warte slowo i honor osob je skladajacych...
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Bo miłość to stan i decyzja, a nie uczucie czy motylki w brzuchu. Jeśli kogoś kochasz, to pragniesz dla niego i dla Waszego związku dobra, pomimo świadomości, że mogą wystąpić w nim konflikty (a nawet kryzysy) i pomimo świadomości wad drugiej osoby.
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Bo miłość to stan i decyzja, a nie uczucie czy motylki w brzuchu. Jeśli kogoś kochasz, to pragniesz dla niego i dla Waszego związku dobra, pomimo świadomości, że mogą wystąpić w nim konflikty (a nawet kryzysy) i pomimo świadomości wad drugiej osoby.
No tak... dochodzimy do definicji miłości. Tutaj niestety nie wiem co powiedzieć. Dzięki!
Biarac slub przysiegamy sobie milosc ,wiec tak dlugo jak bede Cie kochala, kochal,bede z Toba .Jednak milosc czasami sie konczy i niewolno trwac w czyms niedobrym bo tym samym zabieramy sobie szanse na dobra przyszlosc.Kiedy sie konczy tak naprawde dwie strony o tym wiedza ,trzeba zdobyc sie na odwage i szukac dalej ,a nie plakac ze przysiegal(la) milosc wiernosc ,a niedotrzymal(la) obietnicy ,bo tak nie jest w zyciu swiadomym.
warszawianka_1981, dlaczego wystąpiłaś tylko o rozwód, a nie o unieważnienie małżeństwa (bo mniemam, że wzięliście również ślub kościelny)? Skoro już przed ślubem istniały odpowiednie przesłanki, być może udałoby się je uzyskać i mogłabyś w świetle swojej wiary ułożyć sobie życie z kimś innym. Bo jeśli chodzi o rozwodników, Kościół jest niestety nieubłagany - jeżeli takie osoby wchodzą w kolejny związek, nie mogą już przystępować do Eucharystii.
Nie dojrzałam jeszcze do decyzji o unieważnieniu małżeństwa, zresztą nie zależy mi specjalnie na tym, gdyż mój "nowy" partner jest po rozwodzie i fakt unieważnienia mojego małżeństwa kościelnego nic nie zmieni w moim życiu. Nie mam zamiaru z kolei ułatwiać życia mojemu ex, bo on poznał 37-letnią pannę, która pewnie by sie ucieszyła z faktu że może założyć biała suknię
warszawianka_1981 napisał/a:Ale jest mi z tym źle, bo jestem osobą wierzącą i uważam, że małżeńśtwo powinno być trwałe.
To jest właśnie twój problem -- nakładli Ci do głowy przez 30 lat różnych bzdur i teraz masz kaca moralnego.
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Tu nie chodzi nawet o miłość.... tylko na to, że przed ślubem oboje liczyliśmy na to, że druga osoba się zmieni. On myślał, że ja będę jak jego matka, troszczyć się o niego i nic nie wymagać, a ja że zrozumie, że jest dorosły i poczuję się mężczczyną. A on chciał być traktowany jak małe dziecko.
Tak na marginesie - do urzedu tez mozna zalozyc biala suknie, a KK jest zaledwie jednym z kilkudziesieciu (jesli nie kilkuset) kosciolow w ktorym mozna w Pl wziac slub koscielny.
Wiec nie ma co zacieszac, ze 37-letnia panna nie ubierze bialej sukni (o ile sama tego chce).
Nie dojrzałam jeszcze do decyzji o unieważnieniu małżeństwa, zresztą nie zależy mi specjalnie na tym, gdyż mój "nowy" partner jest po rozwodzie i fakt unieważnienia mojego małżeństwa kościelnego nic nie zmieni w moim życiu. Nie mam zamiaru z kolei ułatwiać życia mojemu ex, bo on poznał 37-letnią pannę, która pewnie by sie ucieszyła z faktu że może założyć biała suknię
Dlaczego on też nie miałby być szczęśliwy lub jego kobieta?
Nie żyj w złośliwości do jego osoby bo potem sama się nie wyzwolisz
30 2012-09-17 15:04:50 Ostatnio edytowany przez oishi (2012-09-17 15:06:06)
Biarac slub przysiegamy sobie milosc ,wiec tak dlugo jak bede Cie kochala, kochal,bede z Toba .Jednak milosc czasami sie konczy i niewolno trwac w czyms niedobrym bo tym samym zabieramy sobie szanse na dobra przyszlosc.Kiedy sie konczy tak naprawde dwie strony o tym wiedza ,trzeba zdobyc sie na odwage i szukac dalej ,a nie plakac ze przysiegal(la) milosc wiernosc ,a niedotrzymal(la) obietnicy ,bo tak nie jest w zyciu swiadomym.
A ja słyszałam kiedyś taki cytat, że po przysiędze małżeńskiej w przypadku gdy zabraknie miłości i wierności, to ważne, żeby pozostała chociaż uczciwość.
warszawianka_1981 - wygląda na to, że uczciwości Ci nie zabrakło, dlatego wniosłaś o rozwód, dlaczego więc masz wyrzuty sumienia? Czy uważasz, że zrobiłaś krzywdę byłemu mężowi tym, że się rozstaliście? A może że zrobiłaś krzywdę sobie? Z tego co piszesz, każde z Was liczyło na to, że się zmienicie - nie stało się tak, więc dlaczego Cię to dręczy?
nocnalampka fajnie napisała - nie ma takiej opcji, że kogoś zmieni papierek - ślub, wesele i euforia związana z nimi, to chwila, to tylko impreza, ale nie zmienia nic - jak było przed ślubem, tak jest po (zwłaszcza, gdy sie wcześniej razem mieszkało) - jest to kontynuacja związku sprzed, a nie początek nowego.
Tak trzeba na to spojrzeć.
Tyle jest ta przysiega warta ile warte slowo i honor osob je skladajacych...
no ale nie we wszystkich przypadkach, prawda? Czy ktoś ma za wszelką cenę dotrzymywać przysięgi jak ma męża/żonę pijaka, awanturnika, boksera czy Bóg wie co jeszcze tylko dlatego, że honor nie pozwala podważyć przysięgi?
Bo skoro tak to musimy potępić wszystkie rozwody...co do jednego. Jedyną akceptowalną opcją jest być porzuconym... (chociaż dla kościoła katolickiego ma to mniejsze znaczenie... moja bratowa, którą brat rzucił naużerała się z kościołem... jest osobą wierzącą i do dziś chodzi do kościoła i patrzy jak inni przyjmują eucharystię).... podejście kościoła katolickiego do instytucji małżeństwa jest chore... nie ma czego tu ukrywać. Jak masz męża co pije i bije to Twój krzyż... nieś go i rób co w twojej mocy by pijany bokser nawrócił się i już nie tknął ani Ciebie ani flaszki... A potem współczujemy maltretowanym kobietom i dzieciom...
32 2012-09-18 19:05:48 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2012-09-18 19:10:15)
Ja uwazam, ze zawsze. Dla mnie taka przysiega to jest zobowiazanie wobec malzonka. Czy w przypadkach ktore wymienilas ta przysiega jest dotrzymywana? Czy zwiazek w ktorym jest przemoc, zdrada itp jest relacja pelna milosci, bezpieczenstwa, zaufania? A tego dotyczy przysiega - przysiega sie, ze dolozy sie wszelkich staran aby dom byl spokojny i zgodny. Czy odejscie, bo druga strona niedotrzymuje ustalen jest zlamaniem jakis zasad? Co mozna powiedziec o honorze czlwieka, ktory krzywdzi malzonka? I nie dlatego jest bez honoru bo krzywdzi, ale dlatego krzywdzi bo jest bez honoru.
Malzenstwo to relacja obustronna. A co do KK i jego podejscia to nie bede sie wypowiadac, ja mowie o tym co uwazam za slusze na poziomie relacji czlowiek-czlowiek, a relacje czlowiek-Bog niech kazdy rozsadzi we wlasnym sumieniu i postepuje tak aby czuc sie z tym dobrze.
niby masz rację...ale z drugiej strony w przysiędze nie ma... i że cię nie opuszczę aż do śmierci pod warunkiem że zawsze wszystko będzie cacy... tylko na dobre i na złe.
ale moim zdaniem nie powinno się rozważać aspektu religijnego przy decyzji o rozwodzie... w końcu życie w nienawiści to też grzech ![]()
Ta przysięga miesza ludziom w głowach. Tak samo wspólność majątkowa.
O ileż prościej byłoby gdyby ludzie od razu mieli podzielone majątki i mogli w każdej chwili odejść. Pewnie bardziej by siebie szanowali, łączyłaby ich tylko miłość.
A tak? Wszystko jest spaprane... ludzi łączą majątki, przyzwyczajenie, strach przed rozwodem a nie miłość.
BlackPearl napisał/a:Nocnalampko gały widziały, ale nie wiesz że miłość jest ślepa? ;D
Bo przed slubem trzeba miec oczy szeroko otwarte, a po slubie je przymykac
Problemy zaczynaja sie, jak ludzie robia na odwrot.
.
Ja mam nawet po ślubie szeroko otwarte
))
Niestety muszę się zgodzić z wypowiedzią Sam22. Dlaczego niestety? Bo to podejście do spraw majątkowych i pieniędzy w związkach jest dla mnie chore. Nie rozumiem jak można się z kimś związać dla pieniędzy...
A wracając do tematu przychylam sie do wcześniejszych wypowiedzi kilku osób - ślub sam w sobie nie wiele zmienia, to nie jest swego rodzaju pranie mózgu "teraz jesteś taki/taka, po ślubie się zmienisz lub ja Cię zmienię". Ślub to po prostu zalegalizowanie związku.
TYTANika, wspominasz o religii, to pociagne ten watek. Spotkalam w zyciu pewnego prostackiego chama, ktory krzywdzil swoja zone podpierajac sie biblijnym stwierdzeniem, ze "zona ma byc posluszna mezowi". Daleko pozniej badalam Biblie z punktu widzenia filologicznego i oto moje wnioski: Po pierwsze i oczywiste - caly fragment, bez wyrywania jednego zdania z kontekstu brzmi (parafrazujac): "zona ma byc posluszna mezowi, zas maz ma troszczyc sie o zone jak o wlasne cialo". To juz sporo zmienia, co nie? Ale idzmy dalej. Po drugie: orginalny tekst grecki jest skonstuowany w nieprzetlumaczalny na polski sposob, ktory wskazuje, ze konieczne jest rownoczene wystapienie obu warunkow i jakby sprzezenie ich, czyli posluszenstwo zony, jest nierozerwalnie zwiazane z troska meza, a jedno bez drugiego nie istnieje. Prawda, ze to zmienia perspektywe? Taka relacje mialam na mysli mowiac o tym, ze przysiega jest wzajemnym zobowiazaniem. Tyle w kontekscie religijnym.
Sam, alez o czym Ty mowisz? Przysiega jest dobrowolna, podobnie jak wspolnota majatkowa. Z tego co mi wiadomo, to nie ma tez rzadowego ukazu, ktory zabrania rozstania sie. Wszystko jest kwestia wolnej woli.
- caly fragment, bez wyrywania jednego zdania z kontekstu brzmi (parafrazujac): "zona ma byc posluszna mezowi, zas maz ma troszczyc sie o zone jak o wlasne cialo". To juz sporo zmienia, co nie?
Tak. Tak samo kiedyś był wykorzystywany fragment "...nie pozwolisz żyć czarownicy".
BlackPearl napisał/a:A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie w ogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiać bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałam
Powiedz nam tylko jedno, może nie miałaś nic do zaoferowania i dlatego to tak poszło?
Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt który napisałaś w swoim poście (że kilka dni przed swoim ślubem spotkałaś swojego obecnego partnera) może twój był mąż dowiedział się o tym fakcie? A to wystarczy do osiągnięcia negatywnych emocji.
sam22 napisał/a:warszawianka_1981 napisał/a:Ale jest mi z tym źle, bo jestem osobą wierzącą i uważam, że małżeńśtwo powinno być trwałe.
To jest właśnie twój problem -- nakładli Ci do głowy przez 30 lat różnych bzdur i teraz masz kaca moralnego.
Na ślubie przysięga się "miłość, wierność i uczciwość". Ale nikt nie wie jak zagwarantować miłość... Dlatego ta przysięga jest nic nie warta.
Tu nie chodzi nawet o miłość.... tylko na to, że przed ślubem oboje liczyliśmy na to, że druga osoba się zmieni. On myślał, że ja będę jak jego matka, troszczyć się o niego i nic nie wymagać, a ja że zrozumie, że jest dorosły i poczuję się mężczczyną. A on chciał być traktowany jak małe dziecko.
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową ex warszawianki.
Dziewczyno wstępując w związek to dwoje ludzi musi się zmienić ale tak nie było w twoim przypadku, po ślubie dalej byłaś mentalnie w okresie panieńskim jakby nic sie nie stało
Mężczyzna biorąc sobie żonę chciałby aby się ktos o niego troszczył i w wzajemnoscią.
Kris bo tak chciał abym do niego zdrobniale mówiła, opowiadał o waszym zwiazku.
Jak to był chory a ty nie okazałaś żadnego zainteresowania w tej sytuacji,wręcz stwierdziłaś zarabiasz to sobie kup leki a ciebie nie jest stać na polopirynę za 3zł a najlepiej to lecz się u swojej matki.
Mężczyzna jest czasami jak małe dziecko i to my świadome bycia razem w związku akceptujemy to.
Wilczyca89 napisał/a:warszawianka_1981, dlaczego wystąpiłaś tylko o rozwód, a nie o unieważnienie małżeństwa (bo mniemam, że wzięliście również ślub kościelny)? Skoro już przed ślubem istniały odpowiednie przesłanki, być może udałoby się je uzyskać i mogłabyś w świetle swojej wiary ułożyć sobie życie z kimś innym. Bo jeśli chodzi o rozwodników, Kościół jest niestety nieubłagany - jeżeli takie osoby wchodzą w kolejny związek, nie mogą już przystępować do Eucharystii.
Nie dojrzałam jeszcze do decyzji o unieważnieniu małżeństwa, zresztą nie zależy mi specjalnie na tym, gdyż mój "nowy" partner jest po rozwodzie i fakt unieważnienia mojego małżeństwa kościelnego nic nie zmieni w moim życiu. Nie mam zamiaru z kolei ułatwiać życia mojemu ex, bo on poznał 37-letnią pannę, która pewnie by sie ucieszyła z faktu że może założyć biała suknię
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową, ex warszawianki.
Warszawianko nie zrobisz nam a w szczególnosci mi na złość, że nie założę białej sukni.
Jestem dorosła i nie muszę koniecznie zakładać białej sukni, chociaż do ślubu cywilnego teraz można.
BlackPearl napisał/a:A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie wogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiac bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałam
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową, ex warszawianki.
Relacje nie sa wrogie, on poprostu nie chce sie do ciebie odzywać.
Napisałas w którymś ze swoich postów ze po rozmowie z twoim obecnym dał ci spokój, mijasz sie z prawdą. To raczej ty nie dawałas mu spokoju od rozwodu, finałem było to ze musiał zagrozic Policją abys sie od niego odczepiła.
Co do zaoferowania mu swojej osoby,to miał rację że wyprowadził sie od ciebie bo nie miałaś mu nic do zaoferowania.
Przez rok małżenstwa czułaś sie nadal panienką, bez żadnych zobowiazań
Jest osobą z którym mozna porozmawiać ale z tobą to chciałaś aby tozmawiał tylko na tematy konieczne. Przedewszystkim tylko o twojej osobie
warszawianka_1981 napisał/a:BlackPearl napisał/a:A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie wogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiac bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałamTak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową, ex warszawianki.
Relacje nie sa wrogie, on poprostu nie chce sie do ciebie odzywać.
Napisałas w którymś ze swoich postów ze po rozmowie z twoim obecnym dał ci spokój, mijasz sie z prawdą. To raczej ty nie dawałas mu spokoju od rozwodu, finałem było to ze musiał zagrozic Policją abys sie od niego odczepiła.
Co do zaoferowania mu swojej osoby,to miał rację że wyprowadził sie od ciebie bo nie miałaś mu nic do zaoferowania.
Przez rok małżenstwa czułaś sie nadal panienką, bez żadnych zobowiazań
Jest osobą z którym mozna porozmawiać ale z tobą to chciałaś aby tozmawiał tylko na tematy konieczne. Przedewszystkim tylko o twojej osobie
Jak łatwo zmanipulować kobietę
warszawianka_1981 napisał/a:BlackPearl napisał/a:A jakie są w tej chwili relacje Twoje z byłym mężem? Macie w ogóle jakikolwiek kontakt, jesteście wrogo nastawieni czy raczej w przyjacielskich stosunkach??
Sądzę, że powinnaś znaleźć sobie jakąś osobę, której mogłabyś powiedzieć wszystko co tobą targa, co Cię boli, kogoś kto wysłucha, nie oceni ale konkretnie doradzi. Tak, żebyś mogła ten rozdział życia rozkminić i zamknąć.
Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiać bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałamPowiedz nam tylko jedno, może nie miałaś nic do zaoferowania i dlatego to tak poszło?
Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt który napisałaś w swoim poście (że kilka dni przed swoim ślubem spotkałaś swojego obecnego partnera) może twój był mąż dowiedział się o tym fakcie? A to wystarczy do osiągnięcia negatywnych emocji.
Kochałam GO I BYŁAM MU WIERNA. NIGDY NIE DAWAŁAM POWODÓW DO ZAZDROŚCI.
Agatka997, gratuluję ślubu. Ja mam tylko jedno pytanie. Czy przez te wszystkie lata byłaś jego kochanką?
Agatka997, gratuluję ślubu. Ja mam tylko jedno pytanie. Czy przez te wszystkie lata byłaś jego kochanką?
Jaka dla Ciebie różnica teraz?
warszawianka_1981 napisał/a:Agatka997, gratuluję ślubu. Ja mam tylko jedno pytanie. Czy przez te wszystkie lata byłaś jego kochanką?
Jaka dla Ciebie różnica teraz?
Pytam z Ciekawości.
Po co komuś w ogóle potrzebny jest ślub w dzisiejszych czasach? jest to średniowieczna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie, nic więcej. Niestety wiele osób postrzega ślub jak scementowanie związku myśląc,że po ślubie nie ma szans na rozpad związku. Niestety jest to mylne myslenie. Rozumię jedynie tych którzy biorą ślub cywilny tylko po to żeby mieć większa zdolność kredytową. Niestety nasze zaściankowe i zacofane społeczenstwo piętnuje pary żyjące na tzw. " kocią łapę ".
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową, ex warszawianki.
Relacje nie sa wrogie, on poprostu nie chce sie do ciebie odzywać.
Napisałas w którymś ze swoich postów ze po rozmowie z twoim obecnym dał ci spokój, mijasz sie z prawdą. To raczej ty nie dawałas mu spokoju od rozwodu, finałem było to ze musiał zagrozic Policją abys sie od niego odczepiła.
Co do zaoferowania mu swojej osoby,to miał rację że wyprowadził sie od ciebie bo nie miałaś mu nic do zaoferowania.
Przez rok małżenstwa czułaś sie nadal panienką, bez żadnych zobowiazań
Jest osobą z którym mozna porozmawiać ale z tobą to chciałaś aby tozmawiał tylko na tematy konieczne. Przedewszystkim tylko o twojej osobie
O rany jaki prymitywny tekst.
Czy wszystkie nowe żony rozwodników są tak ograniczone?![]()
Agatka997 napisał/a:Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową, ex warszawianki.
Relacje nie sa wrogie, on poprostu nie chce sie do ciebie odzywać.
Napisałas w którymś ze swoich postów ze po rozmowie z twoim obecnym dał ci spokój, mijasz sie z prawdą. To raczej ty nie dawałas mu spokoju od rozwodu, finałem było to ze musiał zagrozic Policją abys sie od niego odczepiła.
Co do zaoferowania mu swojej osoby,to miał rację że wyprowadził sie od ciebie bo nie miałaś mu nic do zaoferowania.
Przez rok małżenstwa czułaś sie nadal panienką, bez żadnych zobowiazań
Jest osobą z którym mozna porozmawiać ale z tobą to chciałaś aby tozmawiał tylko na tematy konieczne. Przedewszystkim tylko o twojej osobieO rany jaki prymitywny tekst.
Czy wszystkie nowe żony rozwodników są tak ograniczone?
Nie wszystkie.
pati31 napisał/a:Biarac slub przysiegamy sobie milosc ,wiec tak dlugo jak bede Cie kochala, kochal,bede z Toba .Jednak milosc czasami sie konczy i niewolno trwac w czyms niedobrym bo tym samym zabieramy sobie szanse na dobra przyszlosc.Kiedy sie konczy tak naprawde dwie strony o tym wiedza ,trzeba zdobyc sie na odwage i szukac dalej ,a nie plakac ze przysiegal(la) milosc wiernosc ,a niedotrzymal(la) obietnicy ,bo tak nie jest w zyciu swiadomym.
A ja słyszałam kiedyś taki cytat, że po przysiędze małżeńskiej w przypadku gdy zabraknie miłości i wierności, to ważne, żeby pozostała chociaż uczciwość.
warszawianka_1981 - wygląda na to, że uczciwości Ci nie zabrakło, dlatego wniosłaś o rozwód, dlaczego więc masz wyrzuty sumienia? Czy uważasz, że zrobiłaś krzywdę byłemu mężowi tym, że się rozstaliście? A może że zrobiłaś krzywdę sobie? Z tego co piszesz, każde z Was liczyło na to, że się zmienicie - nie stało się tak, więc dlaczego Cię to dręczy?
nocnalampka fajnie napisała - nie ma takiej opcji, że kogoś zmieni papierek - ślub, wesele i euforia związana z nimi, to chwila, to tylko impreza, ale nie zmienia nic - jak było przed ślubem, tak jest po (zwłaszcza, gdy sie wcześniej razem mieszkało) - jest to kontynuacja związku sprzed, a nie początek nowego.
Tak trzeba na to spojrzeć.
Oishi- oczywiscie ze uczciwosc !!! , nie wolno byc tchorzem , trzeba powiedziec wprost nie kocham Cie i dac sznase na lepsze zycie ,a nie lawirowac i klamac.
51 2013-08-01 17:13:54 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-08-01 17:14:32)
warszawianka_1981 napisał/a:Relacje są raczej wrogie. Z jego strony jest tyle nienawiści, że nie mogę sobie z Tym poradzić właśnie. Nie mogę zrozumieć po co chciał brać ślub, skoro nie odpowiadało mu to co mam do zaoferowania. Nie mogę zrozumieć skąd w człowieku jest tyle negatywnych emocji.
Jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o moim ex jest mój obecny. Jest moim prawdziwym przyjacielem, ale nie chce mu sprawiac bólu i opowiadać wszystkiego. Już mu za dużo powiedziałamAle wiesz, że możesz go skrzywdzić takim postępowaniem??
Nie dajesz SOBIE czasu na przeżycie tego co przeżyłaś, nowy partner, nawet jeśli jest to osoba znana Ci wcześniej, nie uoki Twojego bólu i nie odpowie Ci na dręczące pytania...
Nagle za jakiś czas może się okazać że odkryjesz siebie na nowo i obecny partner okaże się nie pasować do tej nowej Ciebie i co wówczas??Kolego nie chroń i daj sobie czas na przeżycie i zakończenie emocjonalne w Tobie, swojego poprzedniego związku.
Nie broń kogoś o kim w ogóle nic nie wiesz poza tym że jest facetem. ![]()