Brak dzieci i ratowanie małżeństwa. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1 Ostatnio edytowany przez NiePoddajeSie (2016-06-05 10:38:44)

Temat: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Witam wszystkich użytkowników forum. Trafiłem tu ponieważ chciałbym podzielić się swoją historią i poszukać jakiegoś wsparcia.

Jesteśmy z żoną małżeństwem od 8 lat. Zawsze tworzyliśmy wspaniałą zgraną parę, wszyscy brali nas za przykład idealnego związku. Pierwsze przeszkody i nieporozumienia zaczęły się pojawiać wraz z brakiem upragnionego dziecka, o które zaczęliśmy się starać 6 lat temu. W tym czasie u żony zdiagnozowano szereg dysfunkcji uniemożliwiających zajście w ciążę w sposób naturalny. Przeszliśmy 3 próby IVF. Przy drugiej próbie udało się zajść w ciążę lecz niestety skończyło się na poronieniu. Do tego za każdym razem ciągłe uczucie strachu, oczekiwanie, niepewność i załamanie po niepowodzeniu. Były okresy że było nam bardzo ciężko, ale staraliśmy się przejść przez to razem. Nieco później przyszedł taki czas gdy pojawiły się kolejne okoliczności stresogenne w naszym życiu. Wszystko co się wydarzyło zadziałało na mnie jak bomba z opóźnionym zapłonem, której efektem była moja depresja. Z pomocą leków i psychoterapii udało mi się stanąć na nogi w miarę szybko (ok 6 mcy). Nie mniej jednak od dłuższego czasu nasz związek nie wygląda juz tak jak dawniej. Co prawda raz jest lepiej a raz gorzej ale stopniowo zaczęliśmy się od siebie oddalać. Moja zona wciąż powtarza, ze zawiodła się na mnie, ze została sama z problemami i nie mogła na mnie liczyć gdy mnie potrzebowała, bo ja w tym czasie chorowałem na depresje. Często o tym mi przypomina przy okazji kłótni, sprzeczki. Również jej stan psychiczny wciąż się pogarsza wraz z upływem czasu, nie radzi sobie z faktem nie posiadania wymarzonego dziecka. I w tym przypadku powiedzenie "czas leczy rany" kompletnie sie nie sprawdza. Często ma wybuchy złości podczas których mówi wiele przykrych rzeczy pod moim adresem raniąc mnie przy tym bardzo. Robi mi ogromne awantury o zupełnie błahe, nieistotne sprawy, jakby to była kwestia życia lub śmierci. Gdy mówi, ze potrzebuje więcej przestrzeni, to próbuję dać jej tę przestrzeń, odsunąć się na bok, nie wchodzić w drogę, trzymać się na uboczu. Wówczas słyszę zarzut, że mi na niej nie zależy, ze się nie staram, ze to ja się oddalam. Z kolei gdy się zbliżam chce być przy niej, dla niej to mówi, ze ją osaczam i sprawiam ze się dusi. Stawia pod znakiem zapytania naszą przyszłość, mówiąc że często myśli o rozstaniu skoro nie możemy mieć razem dzieci. Nie potrafię się odnaleźć w jej logice. Czuję się czasami jakbym był potrzebny tylko do tego żeby ona (nie my) mogła mieć dziecko, że ja jestem tylko dodatkiem. Kocham ją ponad wszystko i ożeniłbym się z nią ponownie nawet gdybym wiedział, ze nie będziemy mogli mieć dzieci (i ona o tym wie), bo jestem z nią dla niej. Dziecko miało być uwieńczeniem naszego związku. Jednakże ona nie potrafi zrozumieć mojego punktu widzenia, tak jakby dla niej brak dziecka oznaczał automatycznie niepowodzenie związku i rozstanie. Bo po co być wtedy razem...?
Ostatnio zarzuciła mi, ze tak zwyczajnie przeszedłem do porządku dziennego nad faktem naszej niemożności posiadania dzieci, że przychodzi mi to łatwością (co nie jest prawdą). Ja ten cały smutek, żal, złość próbuję ukryć gdzieś głęboko. Nie na tyle bym o nim zapomniał, bo on wciąż się sączy, ale chociaż na tyle bym mógł żyć i cieszyć się tym co mam.
A wszystko to dlatego, ze powiedziałem ze pomimo naszych problemów i doświadczeń wciąż uważam, że możemy być szczęśliwą parą, robić wspólnie rzeczy które sprawiają nam radość, tworzyć udany związek jak to miało miejsce wcześniej. Staram się, robię co tylko mogę, żeby było lepiej, ale ona chyba tego nie dostrzega. Niestety uważa, że już nigdy nic nie będzie takie dawniej między nami...

Jakiś czas temu cała ta tama, za którą próbowałem ukrywać swoje emocje pękła i wszystko wylało się na zewnątrz... Dlatego jest mi tak potwornie trudno to sobie poukładać.
Co Wy o tym myślicieli drogie panie (i panowie również)?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

"często myśli o rozstaniu skoro nie możemy mieć razem dzieci"
- jak dla mnie, to ona Ciebie nie kocha, tylko traktuje jak dawcę nasienia. Wybacz dosadność, ale ja takiej postawy nie umiem zrozumieć u kogos.
No chyba, że można by to jej stwierdzenie zrozumieć inaczej: że chodziło jej o Ciebie właśnie i Twoje szczęście, że jak ona nie może dzieci mieć, to żebyś chociaż ty je miał (z inną) i dlatego lepiej, żebyście się rozstali.
Myślę, że powinieneś trochę podrążyć ten temat, to się wtedy dowiesz dokładnie jakie ma poglądy. Bo tak, to można tylko zgadywać o co jej konkretnie chodzi. Moze u psychologa by było dobrze taką rozmowę przeprowadzić (w obecności osoby trzeciej będzie jej głupio się fochować i moze wtedy normalnie porozmawia o tym, co myśli i czuje). Też może psycholog by jej jakoś przetłumaczył, ze na dziciach świat się nie kończy i że nie można w nieskończoność się dołować. Bo życie toczy się dalej i czy ona na prawdę zamierza do końca swego życia się umartwiać (a Ciebie przy okazji)?

3 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2016-06-05 18:06:13)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

A moze partnerka po prostu sie boi? Nie pomyślałes o tym? Jest para, facet zdrowy, kobieta niestety ciąży utrzymać nie moze. Maz kocha żonę itp, mozna powiedzieć, ze sa szczęśliwi. Wybacz, ale za 10 lat ten sam facet moze stwierdzić, ze jednak chce dziecko skoro moze je mieć. I kopnąć żonę w cztery litery majstrujac dziecko jakieś innej kobiecie.
Moze takiego scenariusza sie boi ( lub podobnego) ? Teraz ja kochasz a co bedzie kiedyś?  Proponuje szczera rozmowę, od cholery cierpliwości i drobne gesty miłości.

4

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Przede wszystkim, Autorze, współczuję szczerze - zarówno niemożności posiadania dzieci jak i kryzysu w związku.

W twojej żonie dostrzegam pewne cechy, które widzę u mojej mamy. Nie łatwo żyć z takimi osobami - trzeba dużo miłości z obu stron.

Po pierwsze, egoizm w przeżywaniu swojego cierpienia. Twoja żona nie wykazuje w stosunku do ciebie żadnej empatii. Jeśli ona cierpi, to należy jej się wsparcie i współczucie, bez względu na to, co przeżywają osoby wokół niej. A przecież równie dobrze to ty mógłbyś jej zarzucić, że kiedy przechodziłeś depresję, ona cię nie wspierała, tylko skupiała się na własnym cierpieniu. Nawet, jeśli ona tego nie dostrzega lub wręcz się wypiera, dla niej własne cierpienie jest na pierwszym miejscu i póki trwa - dla cudzych emocji miejsca nie ma.

Po drugie, twoja żona stonowane emocje odbiera jako brak zaangażowania. Zapewne sama, gdy coś jest dla niej ważne, przeżywa to na wysokim C - i tego samego oczekuje od innych. Uznaje gwałtowne emocje z dowód zaangażowania, traktowania sprawy poważnie. A jeśli ktoś potrafi emocje opanować, to znaczy, że tak naprawdę sprawą się nie przejmuje.

Poradzić sobie z taką osobą jest trudno, bo nie łatwo przebić się przez ścianę emocji i egoizmu, którą otacza się w kryzysie i pokazać jej drugą stronę medalu. Z tej perspektywy popełniłeś jeden błąd - starałeś się załagodzić sytuację i ukrywałeś swoje emocje, nie chcąc nimi żony obarczać. Nie jestem pewna, czy na tym etapie jest możliwe, że przebijesz się do niej zwykłą rozmową. Warto spróbować, ale może się nie udać.

Kiedy moja mama jest na tym etapie przeżywania emocji, znam tylko jeden sposób na dotarcie do niej - sprowokowanie gigantycznej awantury. Im bardziej ja wpadam w histerię, tym bardziej ona się tonuje. Oczywiście na początku jest święte oburzenie, wrzaski, dąsy i pretensje, ale gdy kurz opada, da się wreszcie normalnie porozmawiać. Ale to wymaga olbrzymiej ilości miłości po obu stronach, bo w innym wypadku taka awantura po prostu relację roztrzaska na dobre.

5 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-06-05 19:38:56)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Egoizmu pewnie trochę w tym jest, ale może to  przede wszystkim huśtawka nastrojów wywołana kuracją hormonalną,  której poddawane są kobiety przed  in vitro? Symptomy porównuje się do menopauzy, więc widocznie dość mocno rozregulowuje to organizm, co u człowieka emocjonalnego tylko zwielokrotnia reakcje. Ty reagowales na stres depresją,  ona rozchwianiem emocjonalnym, co z hormonami widać.daje mieszankę wybuchową. Daj jej czas, i może porozmawiaj o tym z lekarzem? On może jej uświadomić problem i zaproponować jakieś rozwiązanie. Bo takie nerwy i związkowi, i ewentualnej ciąży szkodzą.
To prawda, że możecie i nawet powinniście być szczęśliwi mimo tych problemów,  ale żona widać zafiksowala się na punkcie dziecka, i nie docierają do niej Twoje argumenty i to, że chcesz dobrze. Tu potrzeba dużo cierpliwości i  ciepła. I pomoc psychologa pewnie też by nie zaszkodziła,  ale na  to musi być jej zgoda.

"Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego jaki jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało."
Lew Tołstoj

6

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Autorze jako osoba znająca ten temat z drugiej strony..strony zony powiem Ci co moze czuć Twoja malzonka. Niemożność posiadania potomstwa to dla pary ogromny cios jednakże myśle ze większy dla kobiety. Ja osobiście przez długi czas czułam sie niekobieta bo jak to tak nie potrafię spełnić podstawowej funkcji kobiety i urodzić dziecka? Czułam do siebie niemalże pogardę. Po co sie stroić malować i podkreślać atuty kobiecości skoro jestem wybrakowana jako kobieta i zarazem zona. Wydawało mi sie ze zawiodłam na całej linii, siebie ale przedewszystkim męża. Walczyły we mnie dwie sprzeczności. Z jednej strony bardzo potrzebowałam jego akceptacji i czułości w tym trudnym czasie a z drugiej wydawało mi sie ze nie zasługuje by ze mną byl (nawet go poinformowałam ze moze sie ze mną spokojnie rozwieść i znaleźć kogoś kto da mu dzieci i nie będę miec o to żalu). Tak naprawde to był taki gest rozpaczy. Bardzo chciałam by powiedział wtedy ze gadam głupoty, ze za nic w świecie mnie nie zostawi i razem damy rade. Miałam to ogromne szczęście ze tak właśnie zrobił:) Dlatego gdy Twoja zona odpycha Cie to tymbardziej przy niej trwaj tak by uwierzyła ze kochasz ja bezwarunkowo i ze ten dramat was nie pokona. Mnie postawa męża bardzo pomogła i wkoncu razem przeszliśmy przez ten najgorszy czas.

7

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

NiePoddajeSię, bardzo współczuję sytuacji. I w 100% zgadzam się z rudą102. Twoja żona z całą pewnością bardzo przeżywa to wszystko, ale to nie znaczy, że Ty masz się w pełni podporządkować jej humorom... Myślę, że przydałby się jej kubeł zimnej wody. Na razie tkwi zanurzona w swoim cierpieniu i nawet nie próbuje spojrzeć poza nie. I jeśli to się nie zmieni, to raczej nie wróży wam dobrze... Myślisz, że zgodziłaby się na psychologa?

8

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Z kubłem zimnej wody mimo wszystko trzeba ostrożnie - jednego otrzeźwi, drugiego zmrozi na dobre. Ale z ludźmi w momentach gigantycznych kryzysów i przeżywania olbrzymiego cierpienia (a z pewnością tak właśnie czuje się twoja żona) bywa różnie i różnych rzeczy mogą potrzebować. Jedna kobieta potrzebuje wsparcia, inna zapewnienia o miłości, jeszcze inna świętego spokoju - a niektóre właśnie tego kubła zimnej wody.

Znasz swoją żonę długo, Autorze, więc przypomnij sobie, jak radziliście sobie z poprzedniki problemami, choćby małymi.

9

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Bardzo gorąco dziękuję za wszystkie odpowiedzi, za to ze poświęcacie swój czas, by przeczytać mój post i go skomentować. Przeczytalem wszystkie odpowiedzi, ale muszę to zrobić jeszcze raz wnikliwie żeby się do co niektórych odnieść.

10 Ostatnio edytowany przez NiePoddajeSie (2016-06-06 14:13:41)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Chciałbym sprostowac jedna rzecz, o której nie napisałem w swoim poście. Mianowicie to, że miałem wsparcie w żonie gdy miałem depresję, tak naprawdę to dzięki niej zdalem sobie z tego sprawę. To ona pchnęła mnie do tego żebym się leczył i poszedł na psychoterapię. Pominalem ten wątek, ponieważ mój główny post i bez tego jest bardzo długi. Tak wiec, nigdy bym nie powiedział, że nie miałem w niej wsparcia.

Podjelismy temat terapii indywidualnej i juz pierwsze kroki zostały poczynione w tym kierunku. Wiec może za jakiś czas gdy przyniesie ona efekty, spróbuje usiasc i porozmawiać z nią o tym co dalej z  nami i naszym malzenstwem.

Poza tym póki co jest w miarę ok, wciąż bardzo daleko od tego co było, ale na razie unikamy trudnych tematów. Nie mniej jednak nie mogę pozbyć się uczucia, jakbym siedział na beczce z prochem i czekał tylko az wybuchnie. Nie wiem czy to moja intuicja czy już jestem do tego stopnia przewrazliwiony. Wiem jedno, jak tak dalej pójdzie to będę musiał wrócić na tabletki.

11 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-06-06 09:49:37)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

autorze,

narażam się być może pisząc w ten sposób na forum dla kobiet smile niemniej, jak dla mnie to wygląda na to, że priorytetem dla Twojej partnerki jest posiadanie dziecka za wszelką cenę, a Ty jesteś na doczepkę.

Będąc bezdzietną parą też mogą być szczęśliwi, ew. możecie rozważyć adopcję.

Znów się narażę (przepraszam, panie), ale są większe tragedie w obrębie związku niż niemożność posiadania potomstwa, więc jeśli Twoja partnerka jest gotowa odsunąć się od Ciebie/porzucić Ciebie przez dziecko, to przemyśl lepiej, czy na pewno macie wspólne priorytety w życiu.

feniks35 napisał/a:

bo jak to tak nie potrafię spełnić podstawowej funkcji kobiety i urodzić dziecka?

Nie jesteś robotem do pełnienia funkcji. Jesteś człowiekiem i Twoje życie ma wartość samą w sobie. Macierzyństwo lub jego brak jest tylko jednym z jego smaków.

12

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Walton Simons ja to wszystko wiem tyle, ze instynkt macierzynski jest gdzies tam w wiekszosci (bo nie w kazdym wypadku)wpisany w nature kobiety i jesli mozliwosci ciala nie ida w parze z ta natura to jest to dla kobiety bardzo niekomfortowa sytuacja. Po drugie swiadomosc ze "wina lezy po mojej stronie" jest dobijajaca. Ja wiem ze sobie z faktem nieposiadania dzieci jakos poradze (juz poradzilam stad nick feniks:)) Nie szlocham na widok wozkow z maluszkami, ciezarnych kobiet wsrod znajomych czy w rodzinie....ale czy moj maz rowniez jest z tym w pelni pogodzony? Przeciez on moze miec dzieci a  przy mnie jego marzenie sie nigdy nie spelni. Widze jak obserwuje dzieci znajomych, jak do nich lgnie i mam wtedy poczucie winy ze pozbawiam go czegos tak waznego. On nigdy nie wypowiedzial slowa skargi w tym temacie ale na pewno w jakims stopniu go to boli. Dlatego bede bronic kobiet ktore cierpia bo nie moga miec dzieci i twierdzic ze wiele z nich nie jest tak naprawde "zanurzone w cierpieniu ukierunkowanym na ich wlasne  niespelnione pragnienia". Niektore z nich cierpia bardziej dlatego ze w swoim poczuciu zawiodly partnera. Ja osobiscie bardzo cenie sobie moje malzenstwo, widze w nim ogromna wartosc i dla mnie  jestesmy rodzina mimo ze bezdzietna ale wiem ze niektorym spojrzenie tak na to zajmuje bardzo wiele czasu a innym nie udaje sie to wcale.

13

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Drogie Panie.
Jestem bardzo wdzięczny za wasze zaangażowanie i odpowiedzi. Nadszedł czas na mały update.
Beczka prochu, o której pisalem wybuchla wcześniej niż się spodziewałem. Wczoraj rano żona miała spotkanie z terapeutką, a wieczorem przeprowadzilismy rozmowę na podstawie tego spotkania. Cóż, spostrzeżenia nie rokują dobrze na przyszłość. Powiem więcej, wszystko juz teraz zmierza tylko w złym kierunku. Moja żona okazuje kobietą obsesyjnie zawładniętą żądzą posiadania dziecka i jeśli tego dziecka nie będzie mieć, jest w stanie zrezygnować ze wszystkiego co do tej pory udało nam się wspólnie osiągnąć i na co bardzo ciężko pracowalismy. Wciąż słyszę od niej tylko "ja ja ja, moje marzenia, moje pragnienia, moje pragnienia". Nie ma tam miejsca na " my". Jej założenie jest takie, że skoro nie mogę być żoną i matką, bycie samą żoną to za malo. Uważa wiec, ze moze powinna realizować się w życiu inaczej aniżeli poprzez małżeństwo i niestety ale w tych realizacjach nie widzi miejsca dla mnie. Być może doszła do wniosku ze monogamia jej nie służy, i świat jest o wiele ciekawszy za drzwiami domu do którego wraca.

Posługuje się przykładami koleżanek które np są samotnymi matkami, ze są szczęśliwe i nie potrzebują faceta do szczęścia. Usłyszałem że jestem cytuje: "jednym wielkim chodzacym przypomnieniem jej traumy". Tak - jej traumy. Tak jakby mnie tam nie było, jakby to nie była także moja trauma. Jestem wystawiony poza nawias, dawca spermy.


Zastanawiam się na ile jeszcze sił i energii mi pozostało by o by o nią walczyć. Cokolwiek nie zrobię i nie powiem, jest źle, jeszcze gorzej albo nie wystarczająco. Robię wszystko co mogę, staram się jak mogę, ale wszystko przynosi odwrotny skutek do zamierzonego.
Powiedzcie mi drogie uzytkowniczki, czyż nie każda z was chce mieć kochającego męża, który się troszczy, dba o swoja żonę, kocha ją,  rozpieszcza, sprawia ze czuje się wyjątkową,  bezpieczna. Męża, ktory dba o dom, pomaga w jego prowadzeniu, sprząta, gotuje, pilnuje płatności rachunków , (jedynie prasowania nie robię). Dlaczego więc kiedy już go znajdziecie (wybaczcie mi, że uogólniam)  to przy życiowych niepowodzeniach Wy jesteście tymi , od których taki facet najbardziej dostaje w kość?

Poruszylismy wczoraj temat adopcji,  a który pozostawał w cieniu, poniewaz jeszcze jakiś czas temu nie byłem gotowy. Na ivf z komórkami dawczyni nie chce się zgodzić. Ale wiecie czego się obawiam teraz? Co jeśli adoptowane macierzyństwo także nie spełni jej oczekiwań, okaże się ze to także nie jest to i wciąż jest nieszczęśliwa. Co wtedy?

Czasem przechodzi mi przez myśl czy za tym nie stoi facet, jej przyjaciel który być może jest jej fałszywym doradcą próbującym ugrac cos dla siebie na naszym nieszczęściu.
Czuje się cholernie samotny pozostawiony samemu sobie z tym wszystkim.

14

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Skoro ona obecnie zachowuje się egoistycznie, a próby łagodzenia nie pomagają, to może czas na kubeł zimnej wody? Czy ty w ogóle jej wygarnąłeś (nie agresywnie, ale rzeczowo i spokojnie) jak się w tej sytuacji czujesz - ja dawca spermy i współżywiciel rodziny, który teraz jest bezużyteczny, bo nie ma dziecka. Czy wytknąłeś jej, jak bardzo pomija twoje uczucia? Że kreuje się na jedyną ofiarę, a przecież problem jest wspólny.

Co do źródeł - są dwa i bardzo proste, oba sprowadzają się do ról społecznych. Kobietom wciąż się wmawia, że sensem ich życia jest dziecko (widziałeś ostatnią kampanię prorodzinną, zachęcającą kobiety, by rodziły szybko, bo potem będą starymi i samotnymi karierowiczkami?). Wiele kobiet to łyka i ten przekaz tylko wzmaga naturalny dla wielu żal z powodu niemożności posiadania potomstwa. Stąd ta gigantyczna rozpacz - nie dlatego, że kobiety kochają bardziej czy mają silniejszy instynkt. Po prostu u kobiet ból napędza nie tylko instynkt ale i poczucie porażki w społecznie narzuconej roli.

Po drugie - dziecko to jest sprawa kobiety, równie powszechne przekonanie. Jej odpowiedzialność, jej problem, ale też jej tragedia. I stąd egoizm, przynajmniej po części. Tak długo, jak będzie się kobiety przekonywało, że ich miejsce jest przy dzieciach a faceta w pracy, tak długo one będą widziały w kontekście dzieci wyłącznie siebie, a facet w tym obrazku będzie sprowadzany do dawcy spermy i bankomatu właśnie.

15

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.
NiePoddajeSie napisał/a:

Czasem przechodzi mi przez myśl czy za tym nie stoi facet, jej przyjaciel który być może jest jej fałszywym doradcą próbującym ugrac cos dla siebie na naszym nieszczęściu.
Czuje się cholernie samotny pozostawiony samemu sobie z tym wszystkim.

Napisz cos wiecej na temat tej ich przyjazni.
Moze niemoznosc zajscia w ciaze jest tylko pretekstem?

16

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.
NiePoddajeSie napisał/a:

Ale wiecie czego się obawiam teraz? Co jeśli adoptowane macierzyństwo także nie spełni jej oczekiwań, okaże się ze to także nie jest to i wciąż jest nieszczęśliwa. Co wtedy?

Moja siostra też miała taką obsesję. Wreszcie się udało i po roku okazało się, że jednak macierzyństwo nie jest jednym wielkim permanentnym orgazmem, który najwyraźniej sobie wyobrażała. A po dwóch latach miała tak dość, że wpadła w depresję.

Powiem szczerze, wiej. Daleko.

17

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Autorze czarno widze faktycznie przyszlosc Waszego malzenstwa.. bo o ile rozumiem bol cierpienie i traume to nie moge pojac dlaczego  zona nie szuka w tym trudnym czasie oparcia w najblizszej osobie..Tobie. Nie wiem czy w tym przypadku problemem jest posiadanie/ nieposiadanie dziecka czy tak naprawde pierwotny brak milosci z jej strony i traktowanie malzenstwa jako pewnego rodzaju ukladu po ktorym oczekiwala okreslonych profitow  a skoro ich nie ma to bajo.
Ruda102  dzieki, ze wytlumaczylas mi ze to nie prawdziwe cierpienie  zwiazane z niespelnieniem MOICH marzen tylko bezmyslne podazanie za spolecznymi oczekiwaniami kierowalo moimi emocjami. Zapewne wiesz lepiej ...

18 Ostatnio edytowany przez ruda102 (2016-06-09 21:15:21)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Feniks35 - nie napisałam niczego takiego.

ruda102 napisał/a:

Wiele kobiet to łyka i ten przekaz tylko WZMAGA NATURALNY dla wielu ŻAL z powodu niemożności posiadania potomstwa. Stąd ta gigantyczna rozpacz - nie dlatego, że kobiety kochają bardziej czy mają silniejszy instynkt. Po prostu u kobiet ból napędza NIE TYLKO instynkt ale i poczucie porażki w społecznie narzuconej roli.

Napisałam, że jeśli kobieta uwierzy w to, że faktycznie jedynym sensem jej życia i jedynym sposobem na to, by w życiu się spełnić jest bycie matką (a jest to niewątpliwie obraz wciąż sprzedawany), to ta myśl POTĘGUJE NATURALNE I OCZYWISTE CIERPIENIE, wynikające z insynktu rodzicielskiego i potrzeby posiadania dzieci. Nie bez przyczyny mężczyźni zwykle mniej przeżywają tego typu tragedie. Nie dlatego, że mniej chcą dzieci, mniej je kochają, czy mają twardszą skórę - po prostu u nich wzorce społeczne nie potęgują naturalnego cierpienia. Mężczyzna nie jest mniej mężczyzną, gdy nie ma dzieci. Mężczyzny ludzie tak często nie pytają "dlaczego nie masz dzieci" - i nie jątrzą bolesnej rany. U kobiet na rozpacz z powodu braku dziecka nakłada się rozpacz (oraz gniew, złość i poczucie winy) z powodu nie wypełnienia swojej roli, swojego obowiązku, swojego powołania - sama o tym pisałaś. A przecież bycie matką to nie obowiązek i nie będąc matką nie jest się mniej kobietą, czy gorszą kobietą. A jednak kulturowe uwarunkowania dają już cierpiącym kobietom jeszcze więcej źródeł bólu.

Poza tym źródło/powód cierpienia nie ma wpływu na to czy cierpienie jest realne. Ból fantomowy - zupełnie realny. Cierpienie, którego źródłem nie jest wyłącznie instynkt i wewnętrzna potrzeba, ale też poczucie, że nie wypełnia się roli społecznej i jest się z tego powodu ocenianym - równie realne.

Rozumiem, że to dla ciebie drażliwy temat, Feniks - ale wypadałoby przeczytać ze zrozumieniem, zanim zasugerujesz, że jestem wyzuta z empatii.

19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-06-09 21:25:56)

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.
ruda102 napisał/a:

Feniks35 - nie napisałam niczego takiego. Napisałam, że jeśli kobieta uwierzy w to, że faktycznie jedynym sensem jej życia i jedynym sposobem na to, by w życiu się spełnić jest bycie matką (a jest to niewątpliwie obraz wciąż sprzedawany), to ta myśl POTĘGUJE NATURALNE I OCZYWISTE CIERPIENIE, wynikające z insynktu rodzicielskiego i potrzeby posiadania dzieci. Nie bez przyczyny mężczyźni zwykle mniej przeżywają tego typu tragedie. Nie dlatego, że mniej chcą dzieci, mniej je kochają, czy mają twardszą skórę - po prostu u nich wzorce społeczne nie potęgują naturalnego cierpienia. U kobiet na rozpacz z powodu braku dziecka nakłada się rozpacz (oraz gniew, złość i poczucie winy) z powodu nie wypełnienia swojej roli, swojego obowiązku, swojego powołania - sama o tym pisałaś. A przecież bycie matką to nie obowiązek i nie będąc matką nie jest się mniej kobietą, czy gorszą kobietą. A jednak kulturowe uwarunkowania dają już cierpiącym kobietom jeszcze więcej źródeł bólu.

Poza tym źródło/powód cierpienia nie ma wpływu na to czy cierpienie jest realne. Ból fantomowy - zupełnie realny. Cierpienie, którego źródłem nie jest wyłącznie instynk, ale też poczucie, że nie wypełnia się roli społecznej - równie realne.

Rozumiem, że to dla ciebie drażliwy temat, Feniks - ale wypadałoby przeczytać ze zrozumieniem, zanim zasugerujesz, że jestem wyzuta z empatii.

Mysle ze jednak powodem dla ktorego mezczyzni przezywaja mniej takie sytuacje nie jest fakt braku poczucia spolecznego obowiazku spelnienia sie w tej roli tylko zwyczajna anatomiczna niemoznosc poczucia  w sobie rozwijajacego sie zycia ktora jest udzialem kobiety co w przypadku poronienia jest podwojnie bolesne. Do tego dochodzi burza hormonow ktora sie pojawia gdy organizm buntuje sie odrzucajac ciaze lub jest indukowana przez  wielomiesieczne / wieloletnie leczenie farmakologiczne.
Nie twierdze ze nie masz empatii ale nie ryzykowalabym wysnuwania pewnych teorii i ich uogolniania  nie przezywszy czegos na wlasnej skorze.

20

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

A skąd przekonanie, że jeśli nie opieram swoich teorii na własnych doświadczeniach, to nie opieram ich na niczyich?

Moja mama wielokrotnie roniła, zanim udało jej się ciążę donosić, a po mnie więcej dzieci już mieć nie mogła, choć bardzo chciała. I gdy o tym rozmawiałyśmy, to nigdy nie mówiła o "czuciu w sobie życia" - bo tak źle znosiła wszystkie ciąże, że naprawdę czuła niewiele i w zasadzie zależało jej tylko na tym, by tym razem się udało. Dla niej ciąża i poród nie były mistycznym przeżyciem - były katorgą, konieczną, ale w pełni wartą, której nie wahała się przeżyć, byle mieć to upragnione dziecko. I tak długo, jak nie wychodziło i była przekonana, że nigdy nie wyjdzie, najbardziej bolały niezrealizowane marzenia i niespełnione potrzeby. Ale postawa koleżanek, dalszej (niewtajemniczonej) rodziny, pytania, to poczucie, że prawdziwa kobieta musi mieć dziecko - wszystko to jeszcze jątrzyło ranę.

Ty wyciągasz wnioski na podstawie jednego zestawu subiektywnych uczuć - ja na podstawie innego, przyznaję, że nie mojego własnego.

21

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.
ruda102 napisał/a:

A skąd przekonanie, że jeśli nie opieram swoich teorii na własnych doświadczeniach, to nie opieram ich na niczyich?

Moja mama wielokrotnie roniła, zanim udało jej się ciążę donosić, a po mnie więcej dzieci już mieć nie mogła, choć bardzo chciała. I gdy o tym rozmawiałyśmy, to nigdy nie mówiła o "czuciu w sobie życia" - bo tak źle znosiła wszystkie ciąże, że naprawdę czuła niewiele i w zasadzie zależało jej tylko na tym, by tym razem się udało. Dla niej ciąża i poród nie były mistycznym przeżyciem - były katorgą, konieczną, ale w pełni wartą, której nie wahała się przeżyć, byle mieć to upragnione dziecko. I tak długo, jak nie wychodziło i była przekonana, że nigdy nie wyjdzie, najbardziej bolały niezrealizowane marzenia i niespełnione potrzeby. Ale postawa koleżanek, dalszej (niewtajemniczonej) rodziny, pytania, to poczucie, że prawdziwa kobieta musi mieć dziecko - wszystko to jeszcze jątrzyło ranę.

Ty wyciągasz wnioski na podstawie jednego zestawu subiektywnych uczuć - ja na podstawie innego, przyznaję, że nie mojego własnego.

Sorry ale nie bede sie licytowac z kims kto slyszal o czyms co ja przezylam. Miej swoje zdanie ja pozostane przy swoim wink. Zreszta porownanie nie dokonca trafione bo nie umniejszajac cierpieniu Twej mamy, ktore zapewne bylo wielkie.. ona ma chociaz  Ciebie albo az Ciebie. Mysle ze na tym zakonczmy offtop. W sumie przepraszam ze sama go zaczelam.

22

Odp: Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Feniks, ja nie mam poczucia, że to była licytacja. Mój pogląd nie podważa w żaden sposób twojego poglądu. O to właśnie chodzi, że w tego typu osobistych sprawach ile osób, tyle poglądów i żaden nie jest przez to mniej wartościowy. A co się lepiej aplikuje do żony Autora, to on już sam będzie wiedział najlepiej.

Ja wątek też uważam za zamknięty.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Brak dzieci i ratowanie małżeństwa.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018