Witam Was,
Podjęłam decyzję o zamieszkaniu z moim mężczyzną. Naturalna kolej rzeczy..kocham go i chcę być blisko niego. Jednak jak każdy mam obawy mniejsze lub większe albowiem mój mężczyzna ma córkę (8lat), która jest pół miesiąca u niego a pół miesiąca u jego małżonki z którą nie ma rozwodu (i chyba nie zamierza mieć). Wiadomo, że jak każdy tata chce przychylić córce nieba...tym bardziej jeżeli ma się jakieś wewnętrzne poczucie winy wobec tego dziecka (to małżonka odeszła). Sprawa wygląda w tak, że mała niemal o wszystkim decyduje...zostawił jej niemal całą decyzyjność. Jeżeli małej coś nie pasuje (np. nie chce spać u dziadków jak tata musi pojechac w ważnych biznesowych sprawach do innego miasta) to on staje na głowie by tak nie było. Nie tłumaczy, że czasami jest taka konieczność i nie przyzwyczaja powoli do takiej sytuacji. Jestem osobą rozsądną i wiem co niesie ze sobą moja decyzja...ale boję się, że to podporządkowanie całego mojego życia tej małej osóbce sprawi, że zacznę mieć żal do całego świata, że zrezygnowałam z siebie. Kocham partnera mocno i przeżyłabym bardzo ewentualne rozstanie dlatego proszę jeżeli jesteście w pobobnej sytuacji ale już bardziej zaawansowanej...napiszcie jak Wam się układa. Czy jest możliwe szczęśliwe życie w takim układzie? Jakie problemy się pojawiają?
Dodam tylko, że sama bardzo chciałabym mieć dziecko. Mój partner już je ma...i nie spieszy mu się. Sprawa rozwodu też jest mglista. Partner zarzuca mi małostkowość. Nie uważa, żeby nie można było stworzyć kochającej się rodziny bez papierka. Ja jako przyszła matka wolałabym nie tłumaczyć mojemu dziecko czemu Mamusia nazywa się inaczej...