witajcie ,potrzebuje zdania faceta, punktu widzenia i myslenia to bardzo wazne dla mnie, ale tez i kobiety niech pisza ktore wdaly sie w romans ,ktore mialy podbna sytuacje do tej ktora opisuje ...
Jestem 6 lat w zwiazku ale zadna strona nic tutaj nie wnosi ... tzn moj partner sie stara byc moze w inny sposob niz ja tego chce, probuje zadbac o nasza przyszlosc, chce by bylo nam w przyszlosci lepiej wiec ciagle tylko odklada i probuje kupowac jak najwiecej tzn dzialki ,mieszkania,sklepy ... caly czas siedzi w tym, mowi ze to nam pomoze ze w polsce bedzie lepiej ...ale ja tego nie czuje a znam ludzi ktorzy dorabiaja sie razem,wspolnie buduja domy,otwieraja firmy,zmagaja sie z codziennosciami a mi to jest obojetne kiedy on oglada jakies domy i mi mowi o kupnie ja wogule nie potrafie sie tym zainteresowac, porozmawiac z nim o tym ... moze ze od poczatku w tym zwiazku nie mialam decydujacego zdania a juz napewno sie nie liczylo, bo kiedy kupil pierwsze mieszkanie ,chcialm je z nim wyremontowac by zamieszkac by nawet jak jezdzimy do poslki moc zatrzymac sie na urlopie na swoim ( jak robia moi znajomi), ale do dzis zrobiona jest tylko lazienka i kawalek kuchni,pokoje zaciagniete gladzia i to wszystko ,pelno naszych gratow porozrzucanych i popakowanych w pudla no i babcine mebelki. Partner nie chical robic ze mna remontu ,ciagle wymyslam i robil wymowki a ja slepo wierzylam ,ufalam ze bedzie lepiej
Angazowalm sie na poczatku we wszystko ,nawet wymyslam projekty na ogordek kiedy mial swoja dzialke ,ale niestety moje starania dla niego byly zbedne... nawet kafelki do lazienki kazal wybrac mamie. Wyklocalm sie z nim o to, byl dla mnie wszystkim, slepo wierzylam w kazde jego slowo, bylam dla niego na kazde zawolanie, odworcilam sie od wiekszosci znajomych ... bo on wiekszosci nie lubi albo nie chcial pzoanc ( moja jedna z lepszych kolezanek do dzisiaj go nie zna)... kierowalo mna wielkie uczucie ,chcialam by byl tym jedynym, pragnelam slubu z nim bo chcialm by nas umocnil, wtedy moze nie bylo by moje ,twoje tylko razem, razem bysmy musieli zarzadzac majatkiem. Ale juz mi sie odwidzialo ,nie chce slubu, nie chce dzieci ( zas on ma parcie na to, z tym ze nieraz tez mial ,a jednak nic w tym kierunku nie zorbilsmy przez 6 lat, bo jak ja zaczenylam rozmowy o slubie i ulozeniu rodziny to on sie wycofywal i mowil ze on zartowal ostatnio !!!) ... poznalam kogos !!!
U siostry jak polecialam z wizyta do barcelony ( polak), zajwil sie w odpowiednim momencie mojego zwazku ,kiedy dopadl go kryzys calkowity , z tym ze mi i parnerowi ciezko sie rozstac ,kiedy mam juz spakowane walizki to leze w lozku z 3 dni zaplakana a on przychodzi i przeprasza zebysmy sprobowali to naprawic i znowu jest jak jest, z tym ze im czesciej tego typu sytuacji ,zauwazylam ze jestem coraz bardziej obojetna ,ze jestem bo jestem, bo szanuje, ale byl moment ze nic nie czulam ,tzn czasami nie wiem czy kocham ( czym jest milosc ?) - bo przeciez milosc to nie tylko motylki w brzuchu przez cale zycie to szacunek, zaufanie, troska... - i ja dostaje to od parntera i jemu tez daje to samo ... ale pogubilam sie bo pomimo tych priorytetow nie wiem czy to milosc ? - potrafi byc dobry troskliwy ale tesz strasznie uaprty i czepialski, Zaczelam sama wychodzic do znajomych gdzie z 2-3 lata temu takie wyjscie nie bylo mozliwie albo zalowalam ze go nie ma ze mna albo zostawalam w domu i nigdzie nie szlam bo on nie mial ochoty wyjsc. Bylam dla niego. Wczesniej mial dobra,spokojna ,ulozoną dziewczyne ,ktroa poza nim nie widziala swiata ,nie umial tego wykorzystac bo tylko krytykowal,czepail sie ... az z latami ja sie umacnaialam ale tez oddalalam od niego.
Moze nie angarzuje sie w kupowanie kolejnych dzialek itd ale za to angarzowalm sie w spedzanie wspolnie czasu ,w w wyjscia w urozmaicanie zycia by nie dopadla je nuda... - wykonczylo mnie to staranie ktore i tak wedlug niego bylo trwonieniem pieniedzy albo dziecinne z mopjej strony, (dla niego zycie to kupowanie nieruchomosci jak bym miala parcie na kase i oszczedzanie pewnie bym byla dla niego wymarzona partnerka i wyliczla kazdy wydany funt) poswiecialm sie dla wziazku ,chcialm by byl naszym wspolnym celem co mu powiedzialm - potrafilam uslysze : no to niezyl ten twoj cel ,malo ambitny). Wszystko co zaproponowalm bylo na nie ;( co nas oddalalo,ja plakalm ,ludzialm sie a teraz mysle tylko o sobie. Owszem mamy fajne klimaty, jest fajnie czasami !!! gdyby on tylko nie byl uparty,zapatrzony w siebie moglo byc cudownie i gdyby traktowal mnie normalnie a nie jak kogos z boku byl mnie pewnien (twierdzi ze jest,ze jestem jego ) dzis moglibymsy stworzyc piekny zwazek malzenski i moze mielibysmy dzieci ale on byl ciagle zapatrzony w siebie i w swoje potrzeby ... a dzisiaj nie wiem co to jest nie umiem tego nazwac, oboje nie potrafimy odejsc ale ja nie wiem co czuje ...
Z nowo poznanym facetam zamienialm tylko kilka slow puzniej zaprosil mnie na fb i tak zaczelo sie pisanie. Trafil w dobrym momencie kiedy mialm kryzys straszny w zwazku. Zaczealm coraz bardziej sie zwierzac jemu z problemow, ten najpierw doradzal, pocieszal ,puzniej zaoferowal siebie ... (moze by sie tak nie stalo jak by moj lecial ze mna ale jak go wypytywalam by lecial to mnie zwodzil tak dlugo az wkoncu doszlo do tego ze nie polecial a wystarczylo ze miesiac wczesniej w pracy by zglosil i by go puscili na kilka dni ,pracujemy w tym samym miejscu ,on chcial bym ja zalatwila sobie wolne i leciala z nim na urlop to nie bylo dla mnie problemu)
z poczatku traktowalam cyber-chlopaka jak kolo zapasowe, bylo mi zle pisalam meile. Ale z czasem to juz nie bylo pisanie, zaczely sie z jego strony podteksty seksulane, flirt, co lubimy itp. Nie wiedzialm kiedy przestac , bo choc w zwiazku sie polepszylo i moj jest jakis inny (tylko tutaj wiem ze z czasem dojdzie do wielkiej klotni ,znowu bede plakala,borykala sie z przyszloscia ,oczekiwala na cos, a i tak tego nie dostane) brne dalej w romans ... A w zasadzie to juz go mam ,wirtualny ale jest gdzie wczesniej brzydzilam sie tym, krytykowalm takie dziewuchy a sama wpakowalm sie jak sliwka w kompot i choc byl czas kiedy nie pisalam ,chcialm zakonczyc to powracalismy do siebie a teraz kiedy sie spotkamy ,kiedy odiwedze siostre a kiedys to zrobie, romans nieunikniony ...nie wiem czy to bedzie za kilka mies czy w przyszlym roku ale bede musiala leciec jestem chrzesna jej dziecka. Nie wiem co mam robic, pogubilam sie
Przeciez szanuje partnera ,nie moge sie przespac z innym ale doszlo to tak daleko ze my jestesmy ze tak powiem umowieni na "seks"
A teraz jestem w czarnej D***ie !!
Prosze mezczyzni wypowiedzcie sie, co dsadzicie o takim zachowaniu faceta ktory skupia sie tylko na celu na kasie a "krzyk" kobiety i wolanie o pomoc ze tak dalej juz nie mozna poprostu olewa... on ma cel on musi osiagnac co sobie postanowil. A ja i tak mysle ze przetrwalam ,bo znam przypadki gdzie ludzie sie rozeszli ,kobiety zostawily facetow albo wlasnie wpadly w romanse bo czuly sie zaniedbywane (i nie lozkowo ) zyciowo ... myslam ze jestem inna... ale faktycznie kiedy sie wszedzie pojawia samemu ,pokusy czyhają ... i nawet nie wiadomo kiedy ktos ci zawroci w glowie ,bo wyobrazamy sobie z innym te wszystkie sytuacje ktore z obecnym sa niemozliwe !!!! (slub,malenstwo,bycie zona nie tylko dziewczyna ...)
Z tym ze jak pisalm mi przeszlo ,ja chyba nie chce byc juz zona, bo co jesli przyjda klopty w malzenstwie a ja bede szukala romansu ,skoro juz teraz jestem do tego zdolna ![]()