netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

proszę o radę...proszę

30 odpowiedzi5 496 wyświetleńzałożony przez ja13, 09.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » proszę o radę...proszę

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: proszę o radę...proszę

Witam, bardzo proszę o radę...

4 lata temu poznałam starszego o 8 lat, kochającego mężczyznę. Mężczyznę po przejściach, 3 lata wcześniej zginęła mu żona w wypadku, został wówczas sam z 6-letnią córką. Postanowiliśmy być razem. Sytuacja jak z bajki. Dom, oboje pracujemy, dorastająca córka, ogród. Mężczyzna kochany, starający się o mnie, wspólne plany na przyszłość.

A jednak w idealnym świecie zaczynały się małe sygnały: sprawdzanie mi komórki, konta bankowego, informowanie mnie, że nie będzie mieć ze mną bachorów...podkreślanie,że to jego dom...

8 m-cy przed ślubem u mężczyzny wykrywają nowotwór nerki. Informują go, że wszystko będzie dobrze, że w porę wykryty i,że ma wracać do zdrowia. Ale tak nie jest. Mężczyzna cały czas powtarza,że umrze, że to przeze mnie zachorował, że go dobijam, jestem wysłannikiem diabła, aby go dobić... Dochodzi do kłótni, pierwszych uderzeń, siniaków, pierwszej krwi. Mężczyzna nie chce iść do poradni, poszukać psychologa. Uważa,że nic mu nie jest, a ja się czepiam. ślub nie jest jak z bajki. Po ślubie ... Rodzina zostaje zakaz przyjazdu do mnie, bo niszczą jego dom. Zaczęłam słuchać, ze nie nadaję się na matkę. Zabronił mi adoptować swoje dziecko, a mi oświadczył,że nigdy nie urodzę swojego. Dochodzi coraz częściej do kłótni, bicia, szarpania. Grożę odejściem, szantażuję poradniami małżeńskimi...nic nie dociera. Dziewczynka dorasta, pojawiają się pierwsze problemy wychowawcze. Ja mam coraz mniej do powiedzenia w sprawie jej wychowania, bo wszystko źle robię.

W domu wciąż te same teksty, że o nic nie dbam, bo to nie jest moje.
Przestajemy się kochać, sporadyczne stosunki to według określenia mężczyzny "spuszczenie z krzyża". Zwala winę na chorobę i operację, nie chce jednak szukać pomocy u lekarza. Uważa, że obrzydliwe jest kochanie się ze mną.

Pojawiają się częste wspomnienia byłej żony. Padają zdania, że "nie dorastam jej do pięt", że on miał "tylko jedną żonę".
Czuję się,że mam tylko sprzątać, prać, gotować i opiekować się jego córką...a i tak wciąż mi udowadnia,że źle to robię.

W domu wciąż kłótnie. Mężczyzna nie odchodzi od komputera. Nie ma z kim rozmawiać, bo "nie ma obowiązku rozmawiania ze mną". Nie mozna mówić o zbliżeniach. Nie mam prawa go dotknąć, przytulić, bo nie rozumiem, że go boli, jest chory i, że go obrzydzam.

Rok po ślubie...
Znowu mnie uderzył. Nie wiem, który już raz.
Ostrzegałam o odejściu, kupowałam Anonse, aby widział, że szukam mieszkania, ściągałam na komputer wzory pozwów o rozwód.
Myślałam,że może coś zauważy, że coś zrobimy.
Sama zaczynam być nerwowa. Zaczynam reagować krzykiem, płaczę co wieczór, nie mogę się na niczym skupić.
W domu mieszkam w kartonach, bo nie mam gdzie wyłożyć swoich rzeczy.
Wciaż mnie wyzywa, poniża...uważa, że jestem chora psychicznie, że trzeba mnie zamknąć w psychiatryku, że mam napady.
Podczas bicia, szarpania jak tylko go odepchnę dostaję kilkakrotnie silniejsze uderzenia.

Odeszłam...
W piątek rano afera. Powiedziałam,że nie wrócę już do jego domu. Zaczęło się sprawdzanie torebki, wyrzucanie mi z niej rzeczy. Odepchnęłam go...uderzenia w twarz. Zaczęła mi lecieć krew. Z opuchniętą twarzą poszłam do pracy.
Koleżanka załapała,że za często przychodzę z siniakami. Powiedziałam prawdę...
Pomogła mi zabrać rzeczy z domu...
Uciekłam...

Wiem,ze może nie radzi sobie z chorobą. Już prawie dwa lata (bez 3 m-cy) jak zdiagnozowali mu chorobę. Nie chcę być uważana za samolubna, że zostawiłam chorego człowieka. Nie daję już jednak rady.
W domu mam jak w więzieniu. Wszystko według niego niszczę, do niczego się nie nadaję.
Uderzenia bolą...
Nie pójdzie do poradni...

Wszyscy mi radzą, abym nie wierzyła jak będzie mnie przepraszał,że się zmieni, że wtedy poczuje się pewnie, że nigdy od niego nie odejdzie.
Pokochałam jego córkę, lubiłam to życie rodzinne, miałam gdzie mieszkać. Kocham go...
Ale ja tak nie mogę...
Mam 28 lat. Według niego nie urodzę dziecka, jestem chora psychicznie i sama sobie nie poradzę. Zostałam bez niczego. Muszę szukać chociaż pokoju do wynajęcia.

Mam dobrą pracę, rodzina jest po mojej stronie, bo widzieli,że zabraniał mi utrzymywania z nią kontaktu, co ich strasznie dziwiło.

Proszę, czy ktoś miał podobnie? Czy on może się zmienić? Czy, tak jak mówią inni nie powinnam wierzyć w przemianę.
Tak bardzo nie wiem, co mam robić. Kocham go...kochałam z całego serca. Bicie, wyzwiska tłumaczyłam,że nie radzi sobie z sytuacją.
Ale to już 2 lata.

Nie mam marzeń. Wracając do domu chciałam tylko,aby mnie nie wyzywał i nie bił. Wszystko widziała 13-letnia córka.

Proszę powiedzcie jak to widzicie.
Jak trzeba coś uzupełnić zrobię to...
Proszę i dziękuję.

2

Odp: proszę o radę...proszę

Moja droga, wprawdzie dawno się nie wypowiadałam na forum, ale jak czytam Twój wątek to jasny szlag mnie trafia i muszę napisać.

Nie ma usprawiedliwienia dla kogoś, kto podnosi rękę na druga osobę. NIE MA. Tym bardziej jeśli jest to osoba bliska, mąż. Choroba nie jest ŻADNYM usprawiedliwieniem. Jak Cię wypchnie przez okno to też powiesz, że przez chorobę?

Brawo, że podjęłaś decyzję o ucieczce. W jego domu nie możesz się czuć bezpiecznie, ba - nie możesz tam NORMALNIE mieszkać. Fantastycznie, że masz dobrą pracę, rodzina jest po Twojej stronie. Wynajęcie pokoju to nie problem, odejście jest jedynym racjonalnym i dobrym dla Ciebie krokiem. Tak dla Ciebie, bo o sobie teraz powinnaś myśleć. Zajmij się spokojnie rozwodem.

Współczuje jego córce, jak zachowuje się w stosunku do niej?

Życzę Ci dużo siły, mam nadzieję, że ten człowiek będzie dla Ciebie tylko złym wspomnieniem.

3

Odp: proszę o radę...proszę

On się nie zmieni. Nawet jeśli będzie obiecywał - to będzie to tylko chwilowe, bo za bardzo lubi Cię upokarzać. Zbyt długo to trwało by mógł, uczciwie chciał się zmienić. Kochasz, lecz jest to jednostronna miłość uzależnionej osoby.
Posłuchaj znajomych.

4

Odp: proszę o radę...proszę

ojej aż gębę rozdziawiłam czytając twój post ,że tacy ludzie łażą po świecie...okropne.Straszne i niesprawiedliwe że fajne mądre osoby zakochują się w takich potworach.Nadzieja podobno uwiera ostatnia szkoda czasem powinna umierać wcześniej,chory nie chory są odstępstwa od reguły.Uciekaj jak najdalej a on niech płaci opiekunce może są na świecie takie pieniądze za które ktoś zechce dać się poniewierać.Powodzenia

5

Odp: proszę o radę...proszę

hej jak czytałam Twój post to sobie pomyslałam ze skoro tkwisz w takim czymś to musisz być już koło 40 stki i cięzko Ci odejsc bo boisz sie samotnosci czy kto wie czego,ale jak zobaczyłam Twój wiek to zbaraniałam,jesteś taka młodziutka tyle jeszcze dobrych chwil przed Tobą oczywiście nie z tym bydlęciem tylko kiedyś z kimś innym,nie tłumacz jego zachowania chorobą ,wiesz bo włąśnie człowiek chory ma wieksza refleksje zastanawia sie nad swoim życiem i jest dobry dla otaczającego go świata ,tym bardziej swoich bliskich.Tak krotko po ślubie a on takie rzeczy wyprawia,pewnie swoją była żone też tak traktował, a jeszcze Ci śmie powiedzieć,ze nie dorastasz jej do pięt.Również zostawiłam osobe która kochałąm całym sercem,ale wiedziałam ze musze zrobić to dla siebie ,że jeszcze duzo życia przede mną,i ze nie dam sobą poniewierać,a u mnie nie było bicia czy szarpania nic z tych rzeczy!to co Twoj mąz  robi dyskwafifikuje go totalnie jako partnera !emocje opadną,zatęsknisz i bedziesz chciała wrócić ,ale nie rób tego,on sie nie zmieni ,a Ty jako osoba nikt w jego oczach nie bedziesz szczesliwa.Trzeba Toba mocno potrząsnąć zebyś zrozumiała ,ze to toksyczny związek!nie bedzie Ci łątwo sie od niego uwolnić ale ja myśle ze warto!

6

Odp: proszę o radę...proszę

i jeszcze Ci powiem ze po słowach ze go obrzydzasz ,i ze nie chce sie przez to z Tobą kochać to juz dawno powinnaś była odejsc ,tłumaczysz to miłoscia ale jaką ?na jakich zasadach??powinien Ci sie właczyć honor,pomyśl czy on był by z Tobą jakby takie słowa od Ciebie usłyszał??a poza tym czy by Ci w jego strone przeszły przez gardło takie słowa?Twoja miłosc do niego powinna  pomału wygasać.

7

Odp: proszę o radę...proszę

Rada jest tu tylko jedna:przeprowadź rozwód,z orzeczeniem o jego winie.Koledzy z pracy na pewno,wielokrotnie widzieli cię posiniaczona,tylko się nie wtrącali( teraz taka moda)zrób obdukcję lekarska po pobiciu,poproś rodzinę by świadczyła że byłaś przez niego izolowana( zakaz kontaktów) Jego córka ma już 13,wydaje mi się że może zeznawać jak wyglądało wasze życie,ale to nie jest pewne,bo nic nie piszesz o waszych relacjach. Gratuluję odwagi odejścia od niego,znajdziesz w sobie siłę by i prawnie uwolnić się od niego,jesteś młoda,dasz sobie radę. trzymam kciuki za ciebie big_smile

8

Odp: proszę o radę...proszę

Witam serdecznie,

Zgadzam sie z wszystkimi odpowiedziami na Twój post. Uważam, że nie ma wytłumaczenia na podnoszenie ręki na partnera.
Kochana, rozumiem że Twój partner jest chory, ale to nie uprawnia go do okazywania Ci braku szacunku, wyzwisk oraz przemocy w Twoją stronę. Bo jeśli Ty uważasz że to go tłuaczy, to tak jakbyś dała karabin do ręki dla setki chorych i pozwalała im się wyładowywać.
W imię czego on Cię bije i poniża? Miłości? Nie, napewno nie.
Skoro Ci mówi, że to nie jest twój dom, a ty nie jesteś jego żoną bo jedną już miał, to daj sobie spokój z tą chorą miłością, weź rozwód i zacznij żyć na nowo. Masz 28 lat, tyle życia przed Tobą, może inny mężczyzna i dziecko? Kto wie, jeśli nie podejmiesz walki o siebie, to nigdy się nie dowiesz.

Życzę Ci abyś podjęła dobrą decyzję

9

Odp: proszę o radę...proszę

Dziękuję za wszelkie rady.

Już 11 dni nie mieszkam z mężem.
Wynajęłam małe mieszkanko.
Jednak nie jest zbyt fajnie. Do dzisiaj słyszałam od męża słowa typu "wypierdalaj", "spierdalaj". Pytania typu: czy się kurwie? itp.
Zabronił mi kontaktu z dzieckiem. Gdy odważyłam się odebrać telefon to mnie wyzywał, kazał oddawać klucze od domu.
Twierdził,że wyrzucił resztę moich rzeczy.
Obwiniał mnie za złe samopoczucie córki, że mi nie daruje itp.

Co wyzwisko, czułam się lepiej. Powtarzałam sobie, że dobrze zrobiłam. Że jego zachowanie tylko mnie w tym utwierdza.

Dzisiaj nastąpiła zmiana.

Mówi mi,że się przeze mnie zabije, że "idzie się powiesić".
Chce iść do lekarza. Umawiał jakąś wizytę - ale podobno dopiero na czwartek.Ale mamy tam iść razem. Obiecuje,że nic mi nie zrobi.
Chciał się dzisiaj spotkać, niby po to,aby mnie zobaczyć. Nie zgodziłam się na spotkanie.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam, wciąż mam w myśli słowa,że sobie coś zrobi - a jeśli naprawdę coś sobie zrobi?
Jak mam dalej wówczas z tym żyć?

Czy zgodzić się i pójść z nim do poradni?

W dzisiejszej rozmowie płakał mi, że zrozumiał.
Jednak powtarzał mi,ze moja jest też w tym wina. Ja wiem,że zawsze wina leży po obu stronach, więc po mojej również...
Że jeżeli mi zależy na małżeństwie, to się z nim spotkam.

Zależy mi na nim. Nie przestałam go jeszcze kochać.
Ale czy powinnam się spotkać?

W rozmowie też pytał, czy komuś powiedziałam. Wymieniłam mu osoby i powiedziałam,że tak. Najpierw się zdenerwował, ale napisał mi później smsa,że nie liczą mu się inne osoby tylko ja.

Proszę czy to normalne, że się tak zachowuje?
Czy powinnam się z nim spotkać, aby porozmawiać oraz czy pójść z nim do poradni?

Proszę, ja już nie mam siły. Nie jem, nie śpię...ciągle myslę
Wszystko mnie już boli, każdy mięsień ciała...
Proszę, ja już nie mogę...

10 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-09-18 17:47:56)

Odp: proszę o radę...proszę

Przede wszystkim - dobrze zrobiłaś, że odeszłaś z miejsca w którym Cię krzywdzono!

Następne... jeżeli przywiązałaś się do dziecka i dziecko do Ciebie to wyjaśnij jej o co chodzi - to jej się należy. Jako nastolatka zapewne ma telefon komórkowy? Zadzwoń tak by nie musiała z Tobą rozmawiać przy ojcu.

Nie dawaj mu się szantażować - wystarczy, że powiesz, iż się boisz z nim spotykać, gdyż zrobił się nieobliczalny i agresywny.
Chyba sam TO widzi? MASZ PRAWO się bać!
Możesz spotkać się ALE WYŁĄCZNIE w miejscu publicznym - poradnia takim miejscem jest.
Nie słuchaj mądrości typu: "ON SIĘ NIE ZMIENI" bo czyż któraś z tak mówiących osób jest psychologiem/onkologiem? Któraś poniesie odpowiedzialność za swoje twierdzenia? SPYTAJ lekarza jak to jest... może lekarstwa, które zażywa mają zły wpływ na jego psychikę i osobowość, może to stan przejściowy. TYLKO fachowiec Ci to może zagwarantować lub zanegować - nie ludzie z forum.
Przede wszystkim uzbrój się w cierpliwość i kamienny spokój - nie daj sobą manipulować ani grać na uczuciach. Jeszcze wiele przed Tobą. Życzę sił

11

Odp: proszę o radę...proszę

Bardzo dobrze zrobiłaś... Nie gódź się na spotkanie i nie pozwól by Cię gnębił psychicznie - tak wyzwiska, mówienie "że się zabije" to jest normalne gnębienie psychiczne i na to jest paragraf. Więc Twój mąż może zostać ukarany, a jeśli stwierdzą że coś nie halo u niego z psychiką to go zamkną w szpitalu psychiatrycznym na obserwacje...

Teraz tylko przeprowadź rozwód i nie zgadzaj się na orzeczenie bez winy. Owszem trwa to dużo szybciej, ale wina jest tylko i wyłącznie jego. Ponadto On choruje, więc w razie konieczności większych wydatków np. na leki będzie mógł Cię oskarżyć o alimenty ( w przypadku braku orzekania o winie obowiązek alimentacyjny jest do 5 lat, w przypadku orzeczeniu o winie do końca życia istnieje obowiązek alimentacyjny).

Znajdź w sobie siłę i zakończ to. Jesteś młoda jeszcze znajdziesz faceta który będzie Cię kochał i szanował... Nikt nie zasługuje na takie traktowanie...

Życzę dużo siły i samozaparcia smile

Pozdrawiam smile

12

Odp: proszę o radę...proszę

Podziwiam Cie za odwage.Nie wiem skad wziełas na to wszystko siłe.

Co prawda nie jesteśmy małżeństwem(ma syna z poprzedniego zwiazku) ale podobnie jak w twojej histori nie raz dostałam,byłam szrapana,wyzywana,ostatnio dusił mnie(siniki byly tak wielkie,że wszyscy mysleli,ze to ''malinki'').Powiedzial mi rowniez,ze nigdy nie bede matka,tak wspaniała jak jest jego była.

Chce odejść,ale kochał.Bardzo kocham pomimo tego co mi zrobił i powiedział.

Skad wziąć taką siłe jaką Ty znalazłaś w sobie?

13

Odp: proszę o radę...proszę
sandra215 napisał/a:

Podziwiam Cie za odwage.Nie wiem skad wziełas na to wszystko siłe.

Co prawda nie jesteśmy małżeństwem(ma syna z poprzedniego zwiazku) ale podobnie jak w twojej histori nie raz dostałam,byłam szrapana,wyzywana,ostatnio dusił mnie(siniki byly tak wielkie,że wszyscy mysleli,ze to ''malinki'').Powiedzial mi rowniez,ze nigdy nie bede matka,tak wspaniała jak jest jego była.

Chce odejść,ale kochał.Bardzo kocham pomimo tego co mi zrobił i powiedział.

Skad wziąć taką siłe jaką Ty znalazłaś w sobie?

Z rozsądku, bo to mądra kobieta.

14

Odp: proszę o radę...proszę

Witaj.   smile
Kobiety nie bij nawet kwiatem... sad

ja13 , pierwszy raz skatował Cię jeszcze przed ślubem (siniaki, krew)!

Po ślubie było już tylko gorzej, bo oprócz bicia, wyzwisk, poniżeń, dręczy Cię psychicznie:
- nie masz SWOJEGO miejsca w JEGO domu - trzymasz rzeczy w kartonach,
- zabrania Ci kontaktu z rodziną, nie możesz ich przyjmować w JEGO domu,
- zarzuca Ci brak dbałości o JEGO dom, chociaż to Ty sprzątasz, pierzesz i gotujesz,
- nie wyraża zgody, abyś formalnie została matką jego córki, którą pokochałaś i którą się opiekujesz,
- nie chce mieć z Tobą dzieci,
- brak współżycia, bo czuje fizyczny wstręt do Ciebie,
- wypadasz niekorzystnie przy jego porównaniach z byłą żoną.

Najpierw było między Wami jak w bajce.
Gdy dowiedział się o chorobie (diagnoza - rak nerki), doszukał się jej przyczyny w Tobie. Te natręctwa przybierały coraz bardziej formę agresji wymierzoną p-ko Tobie. Jego celem stało się unicestwianie Ciebie, zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Ty masz 28 lat, mąż 36 lat. Oboje jesteście młodzi, ale mąż 'widzi' już swój koniec życia, że jest nad grobem, a Ty w kwiecie wieku i zdrowa. To staje się jego obsesją, że dorobisz się na jego śmierci - tak myślę.
To rodzaj psychozy (ma swoją nazwę), ale mąż nie chce się leczyć.

Co Ci radzić...spróbuj sama porozmawiać z lekarzem, opisz objawy męża, dowiedz się jakie są szansy leczenia.
Póki co, to dobrze, że się wyprowadziłaś.
Pamiętaj, że kto raz podniósł rękę, to już ona będzie mu lecieć...
Chroń SIEBIE!!! Żebyś nie została kaleką!

Pozdrawiam Cię serdecznie. smile

15

Odp: proszę o radę...proszę

Dzisiaj spotkałam się z mężem. W miejscu publicznym, na starym mieście. Chciał się przytulać, klękał, przepraszał...
Był pewien,że wrócę.
Między słowami pytał się tylko, kto wie,że mnie bił.
Myliły mu się okoliczności bicia.
Zachowywał się jakoś dziwnie...
Tu niby płakał, tęsknił...a tu dalej twierdził,że nic nie robił.
Tu niby umówił nas do poradni, a tu nie umiał wskazać jej adresu i godziny...
Nie wiem, czy był na lekach, czy to coś w nim...
Mówił,że się powiesi, że na pewno go zdradziłam skoro odeszłam.

Miałam umówiony sygnał z koleżanką. Powiedział,że zdaje sobie sprawę,że mnie bił. Powiedziałam mu,że nikomu pewnie nic nie powie
..Krzyknął,że powie...wyrwał mój tel i zadzwonił do mojej koleżanki. Powiedział:"że z tym biciem nie było tak jak ona mówi...".
Załapałam,że nic nie zrozumiał.
Zaczął biegać...
Uciekłam w boczną uliczkę i uciekłam dalej...
Zmieniłam nr tel...

Jutro sama idę do poradni. Wszystko mi się miesza.
Z dnia na dzień jest mi troszkę lepiej.

Chociaż nie mam już siły...

Informacja do sandra215:
Proszę Cię, jeżeli widzisz,że jest coś nie tak zrezygnuj jak najszybciej. Z każdym dniem będzie Ci trudniej...zobaczysz...
A o urodzeniu dziecka myśli się w pewnym momencie cały czas, jak widzi się maluszki itp.
Zawsze ma się w serduszku,że partner go nie będzie chciał...

Z wychowaniem jego dziecka też nie będzie łatwo. Wiem co mówię...
Jak jest dobrze,to jesteś miła...ale jak masz odmienne zdanie uwierz mi, nikt nie stanie po Twojej stronie,

Nie powiem Ci skąd miałam siłe...
Bo obecnie jej nie mam. Czuję się strasznie, nie sypiam, nie jem...
Wciąż myślę, cały czas...
Bolą mnie mięśnie, zęby, włosy...

Tak nie zachowują się silne osoby.
Proszę Cię pomyśl...

16

Odp: proszę o radę...proszę
ja13 napisał/a:

Nie powiem Ci skąd miałam siłe...
Bo obecnie jej nie mam. Czuję się strasznie, nie sypiam, nie jem...
Wciąż myślę, cały czas...
Bolą mnie mięśnie, zęby, włosy...

Tak nie zachowują się silne osoby.

Jesteś silna bo podjęłaś trudną decyzję i ją realizujesz.
A to jak się czujesz świadczy o Twojej wrażliwości, nie o braku siły.

17

Odp: proszę o radę...proszę

To jest psychopata!
Bił przed ślubem, bił po ślubie, bił jeszcze gorzej, gdy okazało się, że jest chory.
Nie można nawet gdyby chciało się tłumaczyć jego zachowania chorobą.
Nie daj się zwabić psycholowi na jego zrozumienie, bo to wcale nie tak.
On nie może pogodzić się z tym, że się wyrwałaś z jego szponów.
Co do dziecka, to jeśli jest krzywdzone, to możesz wystąpić do sądu o rodzinę zastępczą,
lub podobnie. 
Zbieraj wszelkie dowody, nagrywaj na dyktafon, telefon, ukrytą kamerą jego zachowania, bo będzie wypierał się.
Nie spotykaj się z nim sama. Miej świadków, a też i dla własnego bezpieczeństwa.

Wielu ludzi w obliczu choroby łagodnieje, liczy na wsparcie, opiekę, pomoc, bliskość.
Skoro on ciebie obwinia za swoją chorobę, to już czeka Cię jedynie piekło.
Nie poddawaj się.

18

Odp: proszę o radę...proszę

Idzie 3-tydzień jak się wyprowadziłam.
Znalazłam pomoc i zaczęłam terapie.
Najgorzej się czułam, jak podczas wizyty u Pani psycholog zaczęłam zdawać sobie sprawę jak było w domu.
Że jestem książkowym przykładem...

Czuję się strasznie. Z dnia na dzień dochodzę jednak do wniosku,że było to jedyne wyjście.
Mąż oczywiście ma teraz taktykę na kochającego, tęskniącego męża.
Piszę codziennie smsmy, które odbieram raz dziennie, bo zmieniłam kartę w telefonie.
Raz się w nich zabija, raz niby pije alkohol itp.
Staram się nie mieć kontaktu.
W tym tygodniu zaczął też taktykę na dziecko i każe córce pisać i dzwonić.
Jak chcę mieć z nią kontakt, to oczywiście jego głos jest w telefonie...

Chwilami jestem twarda, chwilami ryczę jak bóbr.
Wiem,że jeszcze tak dużo przede mną.

Rozmawiałam z Panią psycholog. Uświadomiła mi, iż obecnie nie ma mowy o wspólnej terapii. Jestem podobno jak większość kobiet marząca o tym,że zacznie się leczyć i będzie super!
Podobno każda kobieta będąca w takiej sytuacji chce, aby tak było...
I nie jestem jedyna...
Jednak,aby cokolwiek się zmieniło mój mąż (podobnie jak jest z alkoholikami) musiałby zdać sobie sprawę,że jest chory i sam zgłosić się na terapię.
To wiem,że niestety nie nastąpi. Do tej chwili tłumaczy się,że z tym "biciem nie było tak jak ona mówi".
Jest mi strasznie ciężko.
Miałam normalne życie, a zostałam sama. Wracam do domu i cisza...
Cieszę się,że mnie nikt nie wyzywa, bije...co nie zmienia faktu, że nie mam się do kogo odezwać.

Mam koleżanki,ale jest mi już głupio zawracać im ciągle głowę moimi problemami. Tak dużo im zawdzięczam,a one też mają rodziny, plany, dzieci...

Wiem,że dobrze robię. Kiedyś, albo mąż uderzyłby mnie za mocno, albo ja w samoobronie doprowadziłabym do tragedii.
Walczyłam...marzyłam...prosiłam...

i zostałam sama...

19

Odp: proszę o radę...proszę

Nie poddawaj się i nie zmieniaj swojej decyzji!! Jesteś młodą , silną (jeszcze ) kobietą, nie ulegaj szntazom, prosbom i namowom.Wiem,ze bedzie Ci cięzko-przecież kochałas i jego i dziecko.Ale odejście od męza było najlepszą decyzją jaką mogłas podjąć.Tzrymam za Ciebie kciuki:).Dasz radę,jesli bedzie Ci cięzko-pisz.To zawsze pomaga.

20

Odp: proszę o radę...proszę

Jest mi strasznie, strasznie ciężko...
Klaudia pisze mi maile...mówi jak mnie kocha i,że on obiecuje,że mnie nigdy więcej nie uderzy.
Wiecie co mnie boli? Jak dziecko pisze "tata obiecał,że Cię więcej nie uderzy"...
Dziecko widziało wszystko jak mnie bił.
A on dale nie widzi,że mnie bił. Dalej twierdzi,że nie było tak jak mówię.
Jak mam mieć siłę...
Jak?
Tak strasznie mnie to boli...

21

Odp: proszę o radę...proszę

Witam!

Już 2 miesiące jak uciekłam!
Od dwóch miesięcy jestem cała smile

22 października złożyłam pozew do sądu.
Czekam na termin rozprawy.
Posłuchałam rady adwokat i ze względu na to, że nie mamy nic wspólnego złożyłam pozew "bez orzekania o winie".
Może się uda i na 1 rozprawie byłby koniec...

Niestety straciłam kontakt z corką "męża".
Jak usiłowałam z nią rozmawiać krzyczała na mnie, wyzywała mnie.

Mąż ściągnął moje bilingi z których wynika, że sms-owałam z kolegą.
Twierdzi, że mam z nim romans...i do niego uciekłam...
To samo wmawia dziewczynce.

Dodatkowo uaktywniła się "teściowa".
Przez 4 lata jak mieszkałam z nimi odwiedziła nas tylko 1 raz.
Teraz oświadczyła, że z jej rodziny się tak łatwo nie odchodzi i, że mnie zniszczy.
Stwierdziła, że udowodni mi, że znęcałam się nad jej wnuczką.
"Teściowa" jest znanym pedagogiem i ma dużo znajomości wśród psychologów.
Boję się, że coś zrobi...

Wszystko jeszcze przede mną.
Zostałam sama.
Rodzinę mam daleko...

On nie odpuszcza. Codziennie mam około 300-500 nieodebranych połączeń.
Sms-y, że go zdradziłam, że "sie puszczam" itp.

Zakazał mi kontaktu z dzieckiem.
Boję się cokolwiek do niej pisać, bo nie wiem co planuje teściowa.

Czy ktoś może wie, jak wygladają takie sprawy o znęcanie się?
Ja naprawdę nie znęcałam się nad dzieckiem.
Może nie byłam idealna, ale sytuacja w domu była nieciekawa i ona to widziała.
Teściowa spotykała się z dziewczynką co 3-6 miesięcy i zabierała ją na zakupy.
Czasem zadzwoniła.
Już z moimi rodzicami ona spędzała wakacje itp.

Czy to, że pisałam z kimś sms-y może być dowodem zdrady?
Można jak coś poprosić sąd o ściągnięcie treści smsów?
Ja się tych tereści nie obawiam...

Przez bilingi dowiedział się również gdzie chodzę na terapię.
Nie wiem czy on, czy teściowa (oboje mają dojścia)
zrobili, że zniknęła moja karta...
Modlę się, aby się znalazła...

Proszę o radę...
Za każdą z góry dziękuję

22

Odp: proszę o radę...proszę

Witaj ja 13.Dzis koncze 50 lat,wiec mam pewne doswiadczenie,wpakowalas sie w kanal z osoba psychicznie i nie uleczalnie chora na umysle,nie usprawiedliwia cynika ktory mial zamiar Cie wykorzystac kompletnie nic.Raz na zawsze zapomnij,spisz na straty,odetnij sie.Trzym sie.

23

Odp: proszę o radę...proszę

jestem pod wielkim wrażeniem Twojej siły.....

24

Odp: proszę o radę...proszę

Przypuszczam że choroba też mogła mieć wpływ na jego zachowanie, ludzie dowiadując się o tak ciężkiej chorobie różnie reagują, no i po drugie śmierć jego żony, to że musiał sam zostać z córką, to wszystko złożyło się na to że mu ciężko, ale nie tłumaczy go to w żadnym wypadku za to jak cię traktował, dobrze zrobiłaś że odeszłaś, jesteś młoda i napewno jeszcze sobie ułozysz życie

25

Odp: proszę o radę...proszę

3 miesiące...
Tyle mija jak uciekłam z domu.
Z jednej strony dużo, z drugiej mało...

Dopiero od tygodnia mam spokój z sms-ami i telefonami.
Postawiłam sprawę stanowczo w stosunku do jego radcy (który go reprezentuje),że jak nic się nie zmieni, to to zgłoszę, za "nękanie".

Dalej robi ze mnie "dziwkę" itp.,ale już mi tego od tygodnia nie pisze.

Dalej mam też zakaz kontaktu z dzieckiem.
Wcześniej jak się do mnie odezwała przez internet to było w niej dużo złosci, wyzywała mnie itp.

Wiem,że nie poradzę nic na to, co inni mówią jej na mój temat, co nie zmienia faktu,że to mnie strasznie boli.

Dużo rzeczy mnie boli.
Wracam do pustego domu.
Nie mam znajomych, bo  mąż postarał się o to,abym wcześniej ich nie miała...
Walczę z samotnością, boję się gdziekolwiek wyjść...

Nawet jak wyjechałam służbowo to wydzwaniał na recepcję dowiedzieć się, w którym pokoju i z kim mieszkam...

Najbardziej boli mnie też chyba to,jak ludzie do tego podchodzą.
Będąc razem mieliśmy wspólnych znajomych.
Uciekając zadzwoniłam do cioci dziewczynki. Powiedziałam, dlaczego uciekłam i poprosiłam,aby zaopiekowała się pprzez ten trudny okres bardziej dzieckiem. Czułam,że będę mieć utrudniony kontakt.

Po około 2 miesiącach zadzwoniłam do niej.
Powiedziała mi,że "mój mąż" przyznał się jej, że mnie uderzył,ale nie było to bicie typu, że "siedziałam w fotelu, przyszedł i uderzył mnie bez powodu". Twierdziła,ze uderzył mnie w kłótni i nie jest to tak jak ja to przedstawiam...

Ciężko to tak słyszeć..
Jej mąż nie bije jak się kłocą...nie musiała zakrywać twarzy, czy używać mocnego pudru...
Ma rację, bo on miał zawsze powód do bicia...
źle odstawiona rzecz, nie tak się odezwałam, nie tak usiadłam itp.
Nie podchodził do mnie i nie bił mnie bez powodu.
Powód zawsze był...

Dlaczego tak ludzie myślą, że sobie zasługiwałam na bicie?

Wiem,ze nie byłam idealna, bo każdy ma wady, ale można kogoś za to ciągle bić i poniżać?
Nie wiem...

Jest mi ciężko, nie widzę sensu swojego życia...

26

Odp: proszę o radę...proszę

Nikt nie jest idealny, nie ma takich ludzi ale jedno jest pewne, nikt nie ma prawa nas gnębić, bić i poniżać !
Strasznie się cieszę że tak mądrze rozprawiłaś się z tym panem. Tym bardziej że nie kryłaś tego że kochasz...
Gratuluję rozwagi i z całego serca wierzę że teraz bedzie juz tylko lepiej smile

27

Odp: proszę o radę...proszę

Witaj ja13,
rozumiem Cie, ze teraz jest Ci bardzo ciezko..
Przechodzisz bardzo trudny okres w zyciu. Trudno jest odciac sie szybko od dotychczasowego zycia i ludzi, ktorzy byli dla nas najwazniejsi. To jest normalne, ze to boli. Twoj maz jest osoba z zaburzona osobowoscia, manipulatorem, przemocowcem, jego matka wydaje sie tez nie lepsza. To okropni ludzie, najwazniejsze, ze ucieklas od tego wszystkiego. Samotnosc jesienia nie jest na pewno najprzyjemniejsza, ale jest o niebo lepsza od przemocy i zwiazku z kims, kto sie nad nami zneca psychicznie i fizycznie. Moze terapia grupowa by Ci pomogla?
Z czasem na pewno bedzie lepiej, trzeba byc ufnym w pozytywne dzialanie uplywu czasu. Jestes bardzo mloda, ulozysz sobie na pewno jeszcze zycie..

Bardzo Ci polecam lekture swietnych blogow, w ktorych kobiety pisza o tym, jak udalo im sie uwolnic z toksycznych zwiazkow (mozesz do nich tez napisac).
Te blogi to:
Uciekamy do przodu
Moje dwie glowy
Terapia przez pisanie

Sciskam Cie mocno i zycze wszystkiego najlepszego!

28

Odp: proszę o radę...proszę

Boże kochany ty masz dopiero 28 lat i całe życie przed tobą a twojego męża nic nie zmieni !!!!!! Podjęłaś właściwą decyzję i wydaje mi się że to wiesz bo nikt nie zasługuje na takie traktowanie , każdy z tych tekstów które cytowałaś od swojego męża zasługuje na zakończenie tego  związku . Wiem że trudno jest być w małżeństwie ,  sama nie mam miodów , ale takie traktowanie ? Choroby wydaje mi się że nic nie tłumaczy bo to nie jest nowotwór mózgu , żadnymi słowami nie jestem w stanie   opisać twojego męża . Dobrze zrobiłaś i jeszcze raz dobrze zrobiłaś  że zostawiłaś tego łajdaka , jakby to miało podtrzymać cię  na duchu smile

29

Odp: proszę o radę...proszę

Za późno. Szkoda, że nie odeszłaś, gdy powiedział, że jesteś wysłannikiem diabła.

Nie przejmuj się niczym. Dbaj o siebie. Szkoda Twoich czterech lat. Ale ten czas i tak by minął, a przed Tobą całe życie. Czy masz choć jedną obdukcję? Zachowałaś maile, w których dziecko pisało: tata obiecał, że już nie będzie cię bił?

Pozdrawiam ciepło

30

Odp: proszę o radę...proszę

Tak mam obdukcję.

Z wcześniejszych kilku bić robiłam sobie zdjęcia po kryjomu komórką.

Cały czas chodziłam do pracy,więc ludzie widzieli (nie zawsze dało się zapudrować) i słyszeli różne wersje...

Przed ucieczką raz też nie wróciłam na noc po pobiciu. Udało mi się wyjść z domu i nocowałam u koleżanki.
Namawiała mnie na obdukcję, ale ja go tak kochałam i ciągle go tłumaczyłam, że się zmieni...
Namawiałam go cały czas na jakąś terapię, że pójdziemy tam razem.

On krzyczał wówczas, że chora to ja jestem i to ja mam się leczyć.
Odpowiadałam, że dobrze, pójdźmy razem, przedstawimy co się dzieje i jeśli lekarz stwierdzi, że to ja jestem chora to będę się leczyć.
Później mówił, ze go znają i nie będzie nigdzie ze mną chodził...
Ostatecznie ani razu nie byliśmy w żadnej poradni...

Jak uciekłam znalazł niby terapię i chciał abym z nim chodziła.
Sama zaczęłam chodzić na swoją terapię.
Dowiedziałam się wówczas, że jestem "książkowym przykładem",
że z jego leczeniem jest jak z alkoholikiem...
Wyzdrowieć alkoholik może tylko wtedy, gdy SAM zda sobie sprawę, że JEST CHORY i sam CHCE się leczyć.

Mój "mąż" do chwili obecnej nie wierzy w to co robił...
Twierdzi, że zasługiwałam sobie na to,
że nie podchodził jak siedziałam i nie bił mnie za nic,
tylko robił to w emocjach,
co według niego jest jak najbardziej dopuszczalne...

Nie podjęłam tej terapii po ucieczce...
To znowu byłby okres "miesiąca miodowego"
a później dostałabym za wszystko,
za ucieczkę, za jego chodzenie na terapię, za dziecko...

Czekam,ale nie powiem Wam, aby było mi fajnie....

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » proszę o radę...proszę

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026