pisze o kolejnych swoich problemach... hmmm wydaje mi sie ze ja zostałam stworzona do problemow i do nie szczęścia...
wydawało by się ze mam wszystko, rodzinę, faceta, prace, zaczęłam studia...
czego chcieć więcej ...
Nie stety wydawało by się ze to wystarczy do szczęścia... a jednak nie mi...?
mam wrażenie ze wszyscy się odemnie od wrócili nawet rodzina... tylko dzwonią jak cos potrzebują a zazwyczaj chodzi o kasę...
a tak to mnie nie znają...?
mało tego planowaliśmy z chłopakiem plany na przyszłość...
nie stety których już nie ma...jego rodzina nie zgadza się żebyśmy zamieszkali po zaręczynach razem .. tylko po ślubie..
do nich nic nie dociera ... a mój chłopak się z nimi zgadza... czasami mam wrażenie ze on nie ma swojego zdania tylko liczy sie z nimi a moje się nie liczy bo po co?
Od tego zostawiliśmy wszystkie plany na bok... i nie stety kłócimy się o wszystko ...
nie potrafimy już normalnie porozmawiać...o wszystko mnie winni ...
a o ostatnio w czasie kłótni ... powiedział mi ze jestem jego pomyłką jak by nie ja to wszystko było by dobrze,a tak to przeze mnie wszystko mu się wali..
i ze żałuje ze zemną jest....i ze wszystko mu psuje...a mało tego dowiedziałam się tez czemu mnie nie przytula itp..
powiedział ze brzydzi się mojego ciała.. a jak to robił to z litości...
a mało tego wszystko planowaliśmy razem jakieś zakupy większe... itp
albo jak miał zamiar kopić sobie samochód to pytał mnie o zdanie...
tylko napisał eska ze kopił sobie samochód i ze ma gdzieś moje zdanie...
dziś przyjechał jak by nigdy nic .... i chwalił się samochodem ...
udawał ze wszystko jest super....
nawet nie zapytał jak u mnie itp...
mam wrażenie ze jest zemną tylko z litości....?
a ja mu tylko przeszkadzam ...
czuje się nie potrzebna ...?
czasami mam głupie myśli od naszej kłótni... życie mi się rozwali do góry nogami ....?
nawet nie mam z kim pogadać...?
mam wrażenie ze to wszystko już nie ma sensu...?
może wy macie jakieś rady ... z góry dzienki