Kilka dni temu miałam pogrzeb mojego syna. Od kilku lat był uzależniony od narkotyków. Miał dopiero 22 lata. Prawde powiedziawszy: czuje ulgę. Wiem, że pewnie dla niektórych brzmi to okrutnie, ale pierwsze co poczułam, jak się o tym dowiedziałam to właśnie ulga. Nie chciałam uczestniczyć w pogrzebie, ale wiadomo: matce nie wypada. Od dawna syn nie mieszkał ze mną, jak miał 18 lat, postawnoił sie wyprowadzić. Leczenie nic nie dawało, chociaż załatwiliśmy najlepszy ośrodek, najlepszych lekarzy/terapeutów. Po jakimś czasie zrozumiałam, że jak ktoś sam leczyć się nie chce, nie da to efektu. Niestety, miało to taki finał. Żałuję, to na pewno. W pewnym sensie: jest mi przykro, to oczywiste. Nie takie życie dla mojego jedynego syna sobie wyobrażałam. Ale wiem też, że nie da się go przeżyć za nikogo. Każdy podejmuje sam wybory.
Zaznaczam, że po prostu chciałam się wyżalić, wyrzucić to trochę z siebie. Bo, mimo wszystko, jakiś smutek jest.
Podobne tematy
Straszna historia i nie dziwię się, że czujesz ulgę. Wyobrażam sobie co musiałaś czuć patrząc na upadek swojego syna. Rozumiem też, że żeby to przetrwać, trzeba się odciąć od uczuć. Ulga, bo wreszcie się to skończyło, stało się to, czego bałaś się od dawna. Straszniejsze jest oczekiwanie na nieuchronny koniec niż sam koniec.
Niestety, niektórym ludziom nie da się pomóc. Najlepsze ośrodki, najlepsi terapeuci nie pomogą komuś, kto nie chce pomocy.
Przykro mi.
nie dziwie się Tobie że czujesz ulgę,ja walczyłam z siostrą i jej przyjacielem alkoholem...,i wiem że dopóki uzależniony nie zrozumie w jakim bagnie siedzi to my tak naprawdę możemy sobie tylko pogadać,na szczęście moja siostra w porę się opamiętała
Lekmed8 wiem co czujesz...co prawda ja nie straciłam syna ale odciełam się od rodzicó którzy byli moim narkotykiem, niszczyli mnie i zadawali ból.Odcięłam się od niech i mimo, ze kiedyś było mi wstyd tak jak Tobie ( tzn zdawało mi się, że rodzice jacy by nie byli nie wypada się od nich odwracać) czuje dziś wielka ulgę i w pewien sposób jestem szczęśliwsza...
Na foru się mogę w pewien sposób wygadać. Gdybym wśród swoich znajomych powiedziała, że czuję ulgę, zaraz zostałabym oceniona jako osoba bez uczuć. A na dobrą sprawę: już kilka razy mnie tak oceniono. Że jestem taka i owaka, na matkę się nie nadaję, żadna matka ze mnie, bo nie próbowałam ratowac syna. Za wszelką cenę. I nie, nie liczy się to, że robiłam wszystko, co było możliwe. Że wysłałam na leczenie, że starałam sie pomóc, rozmawiałam. A fakt, że zrozumiałam w końcu, że nic na siłę, dla niektórych oznacza, że uczuć nie mam.
Miałam nadzieję, że się opamieta, ale też liczyłam się z tym, że moze nic z tego nie wyjść. Mimo, że nie mieszkał ze mną, wiedziałam, że jest coraz gorzej z nim. I chyba to było gorsze od wiadomości, że nie żyje.
Mnie do dziś oceniają jako zła i wyrodną córkę, robią to ci którzy nie znają sprawy od środka, którzy nie wsadzili ręki w to mrowisko w którym ja siedziałam całą sobą.
Pamiętaj, że zawsze znajdzie się ktoś kto potępi i oceni - nawet tu.Jednak jeśli ktoś uwolni się od piekła nieważne jak ono się nazywa, czy to syn, matka, ojciec, narkotyk stanie po Twojej stronie.
Ja zawsze wstydziłam się tego co robi mi moja matka w 4 ścianach , nikt o tym nigdy nie wiedział, zawsze to tuszowałam i uśmiechałam się szeroko.Do czasu kiedy poraz 1000000000 wypędziła mnie z domu ( tym razem z bardzo poważnego ( wg niej) powodu jakim było brak życzeń z okazji imienin ( w dodatku to nie ja ich nie złożyłam a mój chłopak).Byłam bita, poniżana, maltretowana psychicznie, wyzyskiwana.Zawsze tłumaczyłam sobie, że to MATKA i co by ludzie powiedzieli jak bym powiedziała jaka jest naprawdę.Jednak tego dnia gdy kazała mi się wynieśc miałam dość.Wzielam jedną torbę ubrań i wyszłam z domu.Nie wróciłam do dziś...w lipcu mineło 4 lata.Jestem spokojniejsz, weselsz, mniej spięta, jednak do dziś na widok dawono nie widzianej osoby drżę bo boję się pytania " a co u Twojej mamy".Wszyscy ją uwielbiali, zazdrościli mi takiej równej matki...szkoda, że nie było ich ze mną kiedy cichutko uciekałam do piwnicy w środku nocy zbita i poniżona bo znowu się upiła i uznala, że jestem nie takim dzieckiem jakie ona chciała.
7 2012-08-26 21:24:11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-26 22:35:13)
lekmed8, macocho,
jestem pełna podziwu i uznania dla was obu.
Chapeau bas.
Dziewczyno, nie masz się czym przejmować. Ludzie, jak widać, oceniają z góry, bo tak im najłatwiej. Żeby troche się zreflektować, pomyslec - na to czasu/glowy nie mają. Zrobiłas dobrze, że uwolniłas sie od takiej matki. Tacy ludzie niszczą, i to dosłownie.
Przykre jest to, że tyle musiałaś się z kimś takim męczyć.
Pomimo zniszczen jakich we mnie dokonala dzis umiem sobie radzic w sytuacjach w jakich normalny czlowiek by sobie nie poradzil.Napisalam swoja historie nie po to zeby bylo smutno ale po to zeby powiedziec Ci ze Twoje uczucia to Twoja sprawa i nikt nie ma prawa(tzn ma ale mozesz miec to w nosie) Cie potepiac.Jesli to robi jest plytki lub nie rozumie bo nie doswiadczyl.Nie plakal w poduszke,nie prosil Boga o cud,nie drzal gdy zadzwonil nieznany telefon itp....
Kilka dni temu miałam pogrzeb mojego syna. Od kilku lat był uzależniony od narkotyków. Miał dopiero 22 lata. Prawde powiedziawszy: czuje ulgę. Wiem, że pewnie dla niektórych brzmi to okrutnie, ale pierwsze co poczułam, jak się o tym dowiedziałam to właśnie ulga. Nie chciałam uczestniczyć w pogrzebie, ale wiadomo: matce nie wypada. Od dawna syn nie mieszkał ze mną, jak miał 18 lat, postawnoił sie wyprowadzić. Leczenie nic nie dawało, chociaż załatwiliśmy najlepszy ośrodek, najlepszych lekarzy/terapeutów. Po jakimś czasie zrozumiałam, że jak ktoś sam leczyć się nie chce, nie da to efektu. Niestety, miało to taki finał. Żałuję, to na pewno. W pewnym sensie: jest mi przykro, to oczywiste. Nie takie życie dla mojego jedynego syna sobie wyobrażałam. Ale wiem też, że nie da się go przeżyć za nikogo. Każdy podejmuje sam wybory.
Zaznaczam, że po prostu chciałam się wyżalić, wyrzucić to trochę z siebie. Bo, mimo wszystko, jakiś smutek jest.
Żal jest patrzec na ludzi uzależnionych.
Mam w pracy kolegę , ma 23 lata. Chodzi niemalże codziennie nacpany, wygląda już tak, jakby za chwilę miał się rozsypac. Blady jak ściana, ubrania dosłownie na nim wiszą. Czasem coś do niego mówimy ,a on jak nieobecny. Jak jest przerwa w pracy to on nawet nie je, co najwyżej pije piwo. Czasem któraś daje mu kanapki.
Nic do niego nie dociera . Nie ma celu w życiu. Pracuje, by miec na narkotyki i na picie.
I to jest najgorsze ,że on nie chce pomocy, on nie chce się zmienic . Twierdzi,że jemu jest tak dobrze.
Szkoda mi go.
lekmed8 mam jedno pytanie:
dlaczego nie chciałaś uczestniczyc w pogrzebie?
Jakby nie było to jednak Twój syn.
Współczuję sytuacji:( A ludźmi nie ma się co przejmować- do pouczania wszyscy pierwsi, ale kto tego nie przeżył, ten nie zrozumie.
12 2012-08-27 15:04:00 Ostatnio edytowany przez lekmed8 (2012-08-27 15:04:21)
lekmed8 mam jedno pytanie:
dlaczego nie chciałaś uczestniczyc w pogrzebie?
Jakby nie było to jednak Twój syn
Bo chciałam się całkowicie od tego odciąć.
Jak się dziś czujesz?
Dziękuję, dobrze.
Jak będziesz miała potrzebę - pisz.
Choć jak się domyślam nie zawsze ma się człowiek ochotę uzewnętrzniac...przynajmniej ja tak miałam przez pewien czas.
Dziękuję, dobrze.
dla mnie jestes Wielka:) podziwiam Cie, ze dalas rade:)
Dać musiałam.
Chociaż nie jest to ani przyjemne, ani łatwe.
I wydaje mi się, że gdzies jednak musiałam popełnić błąd. Jeszcze zanim w to wpadł. Ale czasu się juz cofnąć nie da.
...wydaje mi się, że gdzies jednak musiałam popełnić błąd. Jeszcze zanim w to wpadł. Ale czasu się juz cofnąć nie da.
NIE musiałaś. Każdy musi robić własne błędy. To był wybór twojego syna - zapewne o pozwolenie Cię nie pytał...