2 lata wymienialiśmy spojrzenia aż tu nagle w niedziele pierwszy raz porozmawialiśmy, tańczyliśmy...
Ja mam chłopaka. Przeżywamy straszny kryzys. Olewa mnie, imprezuje, spotyka z dziewczynami, jeden sms dziennie;/;/ Sama nie wiem czy my w ogóle jesteśmy parą... Ehhh, szkoda gadać... Byliśmy razem 4,5 roku. To chyba za dużo... Choć czuję coś nadal.
Ja powiedziałam "nowemu koledze" jak wygląda sytuacja kiedy spytał mnie o to czy kogoś mam.
No i słuchajcie... On mi się kompletnie nie podoba jeśli chodzi o wygląd. Nie mój gust, naprawdę nie wyobrażałabym sobie jak na tę chwilę czegoś powazniejszego, nie trafia w mój gust...
Cały dzień wczoraj do mnie pisał. Troszkę mnie wkurzyły te jego tanie teksty o tym jaka jestem piękna itp ale miałam wrażenie, że on po tych 2 latach wreszcie miał ze mną jakiś kontakt i chciał to wykorzystać, napisać mi co czuje itp...
Bardzo chciał się spotkać, ja odmówiłam, pisząc, że jestem zajęta w najbliższym czasie... nie wiem czy jestem gotowa na spotkanie, na randkę... Matko ja nigdy na randce nie byłam:)
No i jest problem. Bo on jest fantastyczny z charakteru! Zadzwonił do mnie wczoraj i rozmawialiśmy ponad 2 godziny, chociaż nic o sobie nie wiemy i to była jedna z naszych pierwszych rozmów. Non stop mieliśmy temat, cały czas się śmialiśmy. Czasem mówiliśmy to samo w jednym momencie. Dosłownie pokrewna dusz, jak przyjaciel od lat. Kiedy już w okolicach północy chciałam kończyć rozmowę to on zaczynał temat i dalej rozmowa bez konca:) Kiedy już się żegnaliśmy nie mogliśmy słowa ze śmiechu powiedzieć:)
Dawno z nikim mi się tak nie rozmawiało, jak nie - nigdy...
Dziś rano poprosił żebym napisała mu jeśli mam ochotę i czas się spotkać. Ja nie odpisałam... Nie wiem czy w to brnąć.
Tylko jak to zrobić kiedy po rozmowie z nim szłam spać z uśmiechem od ucha do ucha...
A w podświadomości siedzi mi "kiedy on wreszcie zadzwoni!? abo chociaż napisze..."
)
Uhhh co robić....