14 lat z mężczyzną i żadnego szacunku dla pracy w domu. między czasie córka postawiła mi ultimatum JA albo ON.ja nie wybrałam za to ona się wyprowadziła rok temu i nie mamy żadnych kontaktów.kocham ją ale nie wrócę tamtych lat.tęskię za nią choć wiem że to nic nie zmieni.nie ważne .żyję tak jak umię i jak pokazali mi rodzice.dzisiaj jestem osobą nipełnosprawną i częściowo na wózku.wiem że córka nie chce się mną opiekować i na to nie liczę.nie daję rady sama ze sobą.w domu zamiast otuchy to słyszę że nic nie robię.to nic to gotowanie,sprzątanie,pranie,i w ogóle to co mogę.mam alejkę nie dużą z kwiatami i staram się o nią dbać.w końcu jestem na wózku ale ręce mi nie przyrosły....ogólnie mój stan się pogarsza i nie widzę dla siebie życia.tak prawdę mówiąc to już podciełam sobie żyły ale zyga wszedł na to i żyję.to było z 8 lat temu.przez te lata było więcej złego niż dobrego.wspomnień nie mam żadnych bo nigdzie nie jeździłam ani nie chodziłam.jednego czego pragnęłam to mieć wnuki.lubiłam czytać bajki,prace ręczneitp.mam zawziętą córkę jedynaczkę.rozpieszczona nie była przezemnie tylko przez babcię.ja miałam 1300 na 3 osoby a babcia 3000 na 2 osoby.wieczne pretensje że coś jej nie kupiłam albo kieszonkowe nie te.dzisiaj chcę zapomnieć o tym że żyję bo wiem że ze mną jest coraz gorzej.mam zanik mięśni choroba nie do wyleczenia ani do zaleczenia. do nikogo nie mam pretensji moje życie polegało na tym jak sama nim kierowałam.kocham
Podobne tematy
14 lat z mężczyzną i żadnego szacunku dla pracy w domu. między czasie córka postawiła mi ultimatum JA albo ON.ja nie wybrałam za to ona się wyprowadziła rok temu i nie mamy żadnych kontaktów.kocham ją ale nie wrócę tamtych lat.tęskię za nią choć wiem że to nic nie zmieni.nie ważne .żyję tak jak umię i jak pokazali mi rodzice.dzisiaj jestem osobą nipełnosprawną i częściowo na wózku.wiem że córka nie chce się mną opiekować i na to nie liczę.nie daję rady sama ze sobą.w domu zamiast otuchy to słyszę że nic nie robię.to nic to gotowanie,sprzątanie,pranie,i w ogóle to co mogę.mam alejkę nie dużą z kwiatami i staram się o nią dbać.w końcu jestem na wózku ale ręce mi nie przyrosły....ogólnie mój stan się pogarsza i nie widzę dla siebie życia.tak prawdę mówiąc to już podciełam sobie żyły ale zyga wszedł na to i żyję.to było z 8 lat temu.przez te lata było więcej złego niż dobrego.wspomnień nie mam żadnych bo nigdzie nie jeździłam ani nie chodziłam.jednego czego pragnęłam to mieć wnuki.lubiłam czytać bajki,prace ręczneitp.mam zawziętą córkę jedynaczkę.rozpieszczona nie była przezemnie tylko przez babcię.ja miałam 1300 na 3 osoby a babcia 3000 na 2 osoby.wieczne pretensje że coś jej nie kupiłam albo kieszonkowe nie te.dzisiaj chcę zapomnieć o tym że żyję bo wiem że ze mną jest coraz gorzej.mam zanik mięśni choroba nie do wyleczenia ani do zaleczenia. do nikogo nie mam pretensji moje życie polegało na tym jak sama nim kierowałam.kocham
Jedna jest rada: psycholog, ewentualnie psychoterapeuta
mysle ze zaslugujesz na cos wiecej, zycze Ci abys pogodzila sie z corką i przezyla jeszcze wiele pieknych chwil zamiast monotoni
nie bardzo zrozumiałem dlaczego córka odeszła?? ogólnie to z tego co piszesz o swojej chorobie to nieciekawie to wygląda i chyba cięzko jest się nie załamać, dlatego troche mnie dziwi zachowanie twojej córki że zamiast pomóc po prostu wybrała łatwiejszą drogę i sobie poszła