Oto moja historia...
Siedem lat temu konczylem studia.Do mojej klasy chodzila dziewczyna o ktorej ciagle marzylem.Jednak nie mialem odwagi do niej zagadac. Studia sie skonczyly i ktoregos dnia wyslalem smsa do naszej wspolnej kolezanki z pytaniem o Nia.
Po kilku dniach ku mojej radosci odpisala, ze doszly ja niesamowite sluchy, ze o Nia pytalem.
Zaczelismy pisac do siebie, niestety okazalo sie ze jest zareczona, byla z nim osiem lat( bez konsumpcji! )
Mowila, ze nie widzi z nim przyszlosci, meczy sie itp. Po dwoch naszych spotkaniach , w ktorych nie bylo zadnego zblizenia
postanowila oddac Mu obraczke. Ja bylem wniebowziety. Zaczela sie wielka milosc. Bylo to przed sylwkiem 2004/2005.
Okazalo sie ,ze mamy wspolne pasje i zainteresowania.Oboje strasznie wrazliwi na krzywde wszystkiego co zywe, ludzi ,zwierzat, przyrody. Dwie dobre dusze..Oboje strasznie kochamy zwierzeta.
Ona mieszkala ode mnie 80km. spotykalismy sie zawsze raz w tygodniu w niedziele.Kazda wolna chwile poswiecalismy na zwiedzanie, podroze, muzea itp. rzadko siedzielismy w domu. Ona mieszkala z rodzicami i nie czulismy sie swobodnie, moglismy tylko tulic i calowac co robilismy ciagle.Czasami jezdzilismy do Niej na dzialke lub ja przywozilem Ja do siebie i wtedy moglismy sie kochac.
Przed Nia mialem jako dwudziwstolatek starsza kobiete, diablice z ktora robilem wszystko, bez gumki.
Jestem skorpionem i uwielbialem robic to godzinami ,prawie do utraty przytomnosci...
Teraz przyszlo mi sie zmierzyc z dziewica i zypelnie nam nie wychodzilo, bolalo Ja, mnie te erosy ciagle wkurzaly ,balem sie ze peknie itp. Bylo tak sobie, Ona nie odczuwala wiekszej przyjemnosci, ja sie denerwowalem ,ze cos ze mna itp.
Mnie seks napedza do wszystkiego, to moj eliksir zycia, a tu klapa. Jednak i bez tego wiedzialem ,ze chce byc z tak wspaniala kobieta...
Z czasem zaczely ujawniac sie we mnie zle cechy. Mimo ,ze nigdy sie nie poklocilismy, ja ciagle narzekalem.Na wszystko , na czerwone swiatla, na kierowcow, ze deszcz pada, na cokolwiek, robilem jakies dziwne jazdy ktorych Ona nie potrafila zniesc.
Dusila to w sobie a ja myslalem ,ze moge na wszystko sobie pozwalac i z roku na rok stawalem sie coraz gorszy.Wszyscy wysylali mnie do psychologa.Mialem tez swoje powody zwiazane z praca oraz tym, ze Ona nie jest taka jak bym chcial...
Kiedys nawet zapytala , ze tak na wszystko narzekam , ze pewnie i jej mam dosyc. Nie zaprzeczylem. Strasznie plakala..
Czesto ja krytykowalem , najczesciej przy innych osobach...Nie pamietam zebym pochwalil, twierdzilem ze wszystko robi nie tak. Nie trzymalem za reke, nie pocalowalem publicznie, nigdy nie zaprosilem na kolacje itp. Nie bylo miedzy nami tej kropki nad i, tej NAMIETNOSCI. Jednak milosc byla i to duza. To nas caly czas trzymalo. Czesto jak do niej jechalem ,to juz myslalem o powrocie ...Gdy pytala czy ja kocham , czasami odpowiadalem : no kocham...Po czterech latach bycia troche na sile, przyszedl czas na zamieszkanie.Znalezlismy tam gdzie mieszkam, prace dla Niej. Strasznie sie bala tych moich jazd o byle co, nie zareczylem sie z Nia ( nawet teraz ). Nie byla mnie pewna.Zaryzykowala i wszystko bylo jako tako, lecz nadal bez namietnosi. Po dwoch latach wspolnego mieszkania w ostatnia wigilie nadszedl kryzys, spalismy w osobnych lozkach ,prawie nie rozmawialismy, ja tylko piwo ciagle pilem...Myslalem jak sie rozstac, ona jak mi pomoc, rozmawiala z psychologiem...
I TERAZ KATASTROFA.
W polowie stycznia przywiozlem ja z kursu, poszla sie myc a ja jakims dziwnym trafem siegnalem po jej telefon.Ufalem jej bez granicznie, nigdy nie sprawdzalem poczty ,tel. itp choc mialem dostep...
Zaczalem czytac smsy ze stycznia 2009 a tam:
TWOJ TYLECZEK I TAK LEPIEJ WYGLADA BEZ MAJTECZEK.
PRZEPRASZAM ZE TAK SZYBKO SKONCZYLEM...
Dostalem drgawek, serce mi malo nie wyskoczylo,plakalem, czulem jak by mi ktos polozyl tone stali na klate....
Ona wszystkiemu zaprzeczala, wyla z rozpaczy zebym jej nie zostawial, Powoli zaczela sie przyznawac.
Okazalo sie ze byla dwa lata temu u ciotki na 9 dni...Ja o tym wyjezdzie wiedzialem i nawet cieszylem ,ze nie bede musial do niej jechac...Bylo to wtedy, gdy nawet chcialem aby znalazla sobie kogos,bo ja nie mialem odwagi powiedziec o rozstaniu, choc do konca nie bylem tego pewien.I kuzwa znalazl Ja, na Naszej klasie.
Zaczalem wlamywac sie na jej nasza klase i gg.Otworzylem wszystko...W chwili gdy miedzy nami bylo zwatpienie, zagadal do Niej przed wigilia 2008 chlopak mlodszy od Niej o cztery lata.Poszlo jak lawina ,zauroczenie ,pikantne smsy, komlementy, poczula sie wyjatkowa, slal jej same komplementy.Bajerowal strasznie a ona wszystko lykala...Mieszkal kilka ulic od Jej ciotki, umowili sie po dwoch tygodniach. Ona uznala go za swoje przeznaczenie...ze trafil sie w chwili gdy watpila strasznie we mnie, jednak ja ciagle dzwonilem i przyjezdzalem, pisala do niego, ze nic nie obiecuje.
Spotkali sie i przespali dwa razy, tak jak wynikalo z smsow bylo marnie.Krotko, zrobil swoje i tyle, jednak bajer mial dobry.
Zauroczyl Ja miloscia do Gor i swoja pasja, wspinaczka...to mistrz z poludnia...czlowiek pajak.
Ja ciagle do niej dzwonilem i mowilem ,ze nie moge sie doczekac kiedy wroci, ze tesknie...Stara milosc zwyciezyla, odmowila mu, chciala zeby zostali kolegami, przepraszala, ze nie moze powiedziec mu kocham...Wrocila jak by nigdy nic.Nic sie nie kapnalem. Pozniej troche pisali do siebie, przepraszala go itp. On ciagle namawial. Po siedmiu miesiacach sprowadzila do mnie i wymazala ,jak mowi go z pamieci. Mowi ze mial kilka wad...ale i tak jej sie bardzo podobal, jednak wybrala mnie.
Romans trwal kilka dni. Chciala tez sprawdzic ,czy to z nia, czy ze mna jest cos nie tak w lozku, kto jest winny ,ze nie ma orgazmu...
Wyjasnilismy to wszystko, zrozumialem jak ja krzywdzilem.Omowilismy pragnienia i oczekiwania.Od miesiaca mam seks o jakim marzylem, lepszy jak w najlepszych pornosach, myslalem zawsze ze jest aseksualna, a ona wstydzila sie powiedziec, ja tez..
Tulimy sie i przytulamy, calujemy ciagle nie tylko w domu ale i na ulicy, obsypujemy komplementami. Jest tak, jak bysmy poznali sie na nowo, zafascynowali...Zaluje tylko, ze zmarnowalem troche szesc lat bycia razem.
Wiem ze zdarzylo sie jej to pierwszy raz, ja przez ten czas nawet nie rozmawialem z inna kobieta,oprocz mamy siostr babci i kilku babek z pracy... bylem wierny jak pies.Dla mnie istnieje tylko jedna kobieta, reszte omijam lukiem.
Nie tylko ja kochalem ale milowalem, a tu taki cios.
Cholernie sie przywiazalem, szkoda mi tych lat ,tych wycieczek itp...na poczatku wywalilem ja z domu, pojechala do rodzicow,
strasznie sie rozchorowala, ja budze sie co dzien o trzeciej ,nie moge spac, mam jakies drgawki, ciogle mysle jak na nia wlazil,czesto placze.Ciezko mi jest sie pozbierac.
Czy dobrze zrobilem ,ze wybaczylem? Ona mowi ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie,nawet chciala sobie odebrac zycie...
Jak pomyslalem o dniu w ktorym zabiera swoje rzeczy, wylem jak oszalaly...Ja tez nie wyobrazam sobie bez niej zycia, ale czuje sie tą zdrada strasznie upokorzony, nie mezczyzna, frajerem.. Calymi dniami o tym mysle, dobija mnie to.Co o tym myslicie? Dobrze zrobilem?
Wyciagnalem wnioski, nastapila we mnie przemiana duchowa, rachunek sumienia, jestem innym czlowiekiem.Jestesmy zauroczeni soba. W dniu gdy siegnalem po te smsy, ona je na zajeciach kasowala, lecz nauczycielka zwrocila uwage..
Moze tak mialo byc, gdyby nie to, nasz zwiazek rozpadl by sie z innego powodu...
Jak o tym zapomniec?
Pocieszcie...