Pomóżcie, sama zostałam z problemem, nie mam komu wyrzucić wszystkiego z siebie.Może od początku. Nasza znajomość rozpoczęła się 22 lata temu.poznaliśmy się w szpitalu . Na początku naszej znajomości byłam nim tylko oczarowana, umiał pięknie gadać . Trzydziestoparoletni po rozwodzie , na stanie syn - zaczęło się. Niewinne spotkania aż któregoś dnia pamiętam przyszedł z siateczką (z kompletem rzeczy nawet nie na przebranie )i prosił czy może zostać na stałe. Głupia już wtedy zakochana zgodziłam się. Byłam bardzo szczęśliwa, zaszłam w ciążę. Kiedy byłam już w zaawansowanej ciąży przez przypadek dowiedziałam się,że nie jest po rozwodzie, i ma nie tylko syna ale także dwie starsze córki.Wyparł się nich mówiąc, że to są dzieci kuzyna. Ja głupia wybaczyłam mu całe kłamstwo. Zrobiłam jeszcze jedną głupotę po przemiłych jego ćwierkaniach zameldowałam go na stałe w moim mieszkaniu. Po roku otrzymał rozwód z pierwszą żoną ale ja bałam się wziąć z nim ślub. I tak żyliśmy sobie niby razem ale chyba obok siebie. Ja starałam się dać mu taki dom jaki podobnie nie miał w domu rodzinnym i pierwszym związku. Zaczął się alkohol z różnym nasileniem. Okresami 1-2 lata picia, żeby np 5 być abstynentem. Stałam się wrakiem człowieka, syn zaczął chorować a właściwie uciekał w chorobę byle nie być z nim. Syn miał indywidualne nauczanie w gimnazjum i w czasie któreś z lekcji wszedł pijany i zbeształ nauczyciela. Szkoła zgłosiła na policję, ta wpadła do domu tatuś izba wytrzeźwień a syn do domu dziecka. Walczyłam pół roku o powrót syna do domu. Tatuś dostał wyrok w zawiasach za znęcanie się nad rodziną syn wrócił do domu. Poszedł na leczenie , przestał pić, dostał pracę Wszystko zapowiadało się cudownie. Nareszcie pójdzie nam lepiej. Kupiliśmy pierwszy samochód, po roku już lepszy. No i palma odbiła. W domu miał wszystko, oddawał marne grosze 500 zł na utrzymanie i alimenty bo nazywało się , że odkłada na konto. Ja głupia godziłam się na wszystko. Aż któregoś dnia znalazłam sms na jakimś portalu w komórce, przystojny, bez zobowiązań renta, praca samochód ...... i zaświeciła się u mnie lampka. Dla mnie stawał się coraz bardziej opryskliwy, komórkę nosił w majtkach a ja głupia wybaczałam. Cały zeszły rok często miał nadgodziny po których przychodził pachnący . W użyciu były 2 komórki, jedna na stole, druga w gaciach. Czekanie czy już zasnęłam żeby napisać na tej jak ja mówiłam kurewskiej komórce dobranoc tej drugiej. W lutym miał ciężką operację przychodziłam do szpitala ja i ona, ona go odebrała bo nie chciał by zrobił to syn. mnie orzywiście powiedział, ze odbiera go kolega. Po wyjściu ze szpitala znalazłam w kieszeni tabletki viagry. 2 miesiące na zwolnieniu codziennie rano jechał do niej miłość rozkwitła. Któregoś razy na kontakt z imieniem męskim znalazłam sms kochanie kocham cię a kiedy ja się do niego zwróciłam kochanie odpowiedział mi że ja dla niego nie jestem żadnym kochaniem. Zadzwoniłam pod ten numer odebrała pani okazało się 44 latka - 15 lat młodsza od niego. W czasie ostrej wymiany zdań usłyszałam , że ona dała mu tak jak ja nigdy , że brzydzi się ze mną pocałować. Zadzwoniłam do tej pani, porozmawiałyśmy ja głupia wybaczyłam mu znowu mimo że nie usłyszałam od niego słowa przepraszam . Może 1,5 miesiąca był spokój wracał po pracy normalnie kurewska komórka nie była w użyciu. Mamy wyjechać razem na wakacje a tu od kilku dni słyszę, że chyba nie dostanie urlopu wczoraj umniejszył mi dolę na życie bo przecież 1 tydzień nie będzie go w domu. Jestem wykończona łzy lecą mi same , nie wiem co mam ze sobą zrobić, całą noc nie spałam. Dorwałam kurewską komórkę nie zdążył wykasować połączenie dzwonił do niej kiedy ja siedziałam w piwnicy i zalewałam się łzami. Co mam dalej robić, Syn uważa, że powinnam pojechać na ten tydzień Nie wiem ja chyba już zwariowałam nawet depresanty już mi nie pomagają, Kocham go strasznie i on o tym wie dlatego wykorzystuje moją naiwność . Znowu mu wybaczę. Do Hani jedzie pokochać się wspomagany viagrą a w domu ma ciepłe bambosze, ciepły obiad codziennie świeże owoce , jogurciki, rano ciasteczka najlepiej z czekoladą i bakaliami i głupią naiwną babę która mu wszystko wybacza.
Przepraszam rozpisałam się trochę dużo i nieskładnie ale nie umiem siebie już poradzić . Nie wiem czy jechać z nim czy zostać w domu. Pomóżcie mi sama siebie już nie radzę
Podobne tematy
JA nie rozumiem.
Płaczesz, uzalasz się nad sobą, nie wytrzymujesz ......ale ciągle się na to godzisz.
Za jaką cenę?
Zmarnowanego życia?
Sama je sobie zgotowałaś bo zdrada zdradą, ale co On wyprawiał przez te lata.
W ogóle Ciebie nie szanuje, a Ty bezustannie na to pozwalasz.
Nadal chcesz być jego wycieraczką?
Jeźdź sama i zastanów się nad własnym życiem....A masz nad czym myśleć...
Kobieto, ten facet robi Ci świństwo za świństwem, a Ty "...kochasz go strasznie..."?
Masz 55 lat, najwyższy czas na powrót rozumu.
Przeczytaj swój post kilka razy i zastanów się co byś poradziła kobiecie, która go napisała.
O matko dlaczego ty sie na to godzisz i mu wybaczasz??
Ja rozumiem, można raz wybaczyć jak ktoś "zbłądził ale po takich wybrykach??
Nie zniosłabym tego psychicznie, musisz być bardzo silną kobietą skoro jeszcze nie wygoniłaś go z domu.
Wygonić go na zbity pysk.
I przez to cierpi dziecko...
Znajdź w sobie siłę, jesteś silną kobietą i uwolnij się od niego jak najprędzej!!
(...)Co mam dalej robić, (...)
Znowu mu wybaczę. (...)
Pytasz nas, co masz zrobić.
Tymczasem decyzję już masz za sobą: po raz któryś z kolei wybaczysz mu. ![]()
Wybacz, napiszę ostro.
Oczekujesz, że mąż będzie Cię szanował.
Nie jest to możliwe, gdy Ty sama nie szanujesz siebie.
Dla Ciebie ważniejszą sprawą od własnej godności, własnego honoru, szacunku do samej siebie jest para portek obok Ciebie. Dla tych portek zrobisz wszystko.
Co masz dalej robić?
Odpowiedzieć sobie na pytania: czy ważniejszym dla Ciebie jest twój mąż, czy Ty sama?
Czy prawa Twoje i Twojego męża są takie same, czy też on ma większe prawa w waszym związku?
Póki co, od długiego czasu udowadniasz mu swoim zachowaniem, że Twoja osoba jest nieważną, że jego prawa są wielokroć większe od Twoich, że on może robić wszystko bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji, że w tym związku jesteś niewolnicą swego pana.
ewamaria napisał/a:(...)Co mam dalej robić, (...)
Znowu mu wybaczę. (...)
Pytasz nas, co masz zrobić.
Tymczasem decyzję już masz za sobą: po raz któryś z kolei wybaczysz mu.Wybacz, napiszę ostro.
Oczekujesz, że mąż będzie Cię szanował.
Nie jest to możliwe, gdy Ty sama nie szanujesz siebie.
Dla Ciebie ważniejszą sprawą od własnej godności, własnego honoru, szacunku do samej siebie jest para portek obok Ciebie. Dla tych portek zrobisz wszystko.Co masz dalej robić?
Odpowiedzieć sobie na pytania: czy ważniejszym dla Ciebie jest twój mąż, czy Ty sama?
Czy prawa Twoje i Twojego męża są takie same, czy też on ma większe prawa w waszym związku?Póki co, od długiego czasu udowadniasz mu swoim zachowaniem, że Twoja osoba jest nieważną, że jego prawa są wielokroć większe od Twoich, że on może robić wszystko bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji, że w tym związku jesteś niewolnicą swego pana.
Wielokropek jak zawsze w 100% trafiony post
Radze autorce przeczytać to obie kilka razy i wziąć do serca