Nie wiem, może problem jest ze mną, może jestem zbyt wymagająca i egocentryczna ale pewnych rzeczy pojąc nie potrafię i bardzo żałuję, że wyszłam za mąż za wdowca. Tak, żałuję.
Mój mąż mimo tego ze małżeństwem jesteśmy od roku, a jego pierwsza żona zmarła 5 lat temu do dziś nosi w portfelu jej zdjęcie. Nie mam nic przeciwko, tylko wydawało mi się, że skoro zaczął nowe życie to moje zdjęcie powinno być właśnie w tym miejscu. Czasem mam wrażenie, że ożenił się tylko po to żeby było mu łatwiej w życiu codziennym- teraz już nie musi prać, gotować i sprzątać bo wszystko to robię ja.
Wczoraj dzwoniła do niego matka zmarłej żony życzeniami. Planowaliśmy wizytę w poniedziałek wielkanocny u matki mojego męża. Zapowiedzieli się również jego byli teściowie. Nie mam z nimi problemu, nie ma tu mowy o wrogości. Mimo wszystko nie mam ochoty jechać i spędzać z nimi świąt. To nie jest moja rodzina- oni owszem są rodziną- tylko w tej układance i w tym miejscu nie do końca będę pasowała ja. Wiem, że będę się źle czuła. Powiedziałam o tym mężowi. strzelił focha po czym uskutecznil awanturę, że ja ich nie akceptuję i nie chcę spędzic wspólnie świąt.
To nie jest pierwszy raz kiedy stanął wyraźnie po ich stronie. podobnie było przed ślubem, uparł się żeby zaprosić ich na wesele. ustąpiłam, poszłam zaprosiliśmy, przyszli. ale mam już dosyć, naprawde dosyć.
Dziewczyny, czy wy uwazacie to za normalne? Może ze mną jest coś nie tak?