Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronę ![]()
Podobne tematy
Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronę
Odpowiem przykladem z tego tygodnia:
Zagailo do mnie 2 panow...
Z jednym zmierzam w strone spotkania,
Z drugim jestem na etapie pisania
Ja zagailam do 3 panow
Jeden nie odpowiedzial
Drugi cos burknal , polslowkiem
Trzeci nie podtrzymal rozmowy..
I tak jest zawsze- slowem- nie warto....
Ja kiedyś zaproponowałam pierwsza spotkanie facetowi, który dawał mi sygnały, że jest mną zainteresowany, ale mimo mojego "przeświadczenia" i (wydaje mi się) pozytywnej reakcji za moją propozycje to jednak do samego spotkania nigdy nie doszło. Teraz wychodzę z prostego założenia, że jeśli facet jest zainteresowany to jednak zrobi jakiś ruch, będzie się próbował umawiać, jeśli tego nie robi tzn, że nie jest zainteresowany.
Co do tego, że uważasz, że musisz się jakoś podwójnie starać itd to wydaje mi się, że to jest kwestia Twojego podejścia. Może Tobie się wydaje, że musisz kobiecie nadskakiwać żeby Cię doceniła i "zechciała" umówić się na kolejną randkę. Jeśli natomiast rzeczywiście czujesz, że kobieta tego oczekuje, to cóz, może powinieneś wybierać inne kobiety?
4 2015-07-15 17:49:06 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-15 17:51:14)
Ja kiedyś zaproponowałam pierwsza spotkanie facetowi, który dawał mi sygnały, że jest mną zainteresowany, ale mimo mojego "przeświadczenia" i (wydaje mi się) pozytywnej reakcji za moją propozycje to jednak do samego spotkania nigdy nie doszło. Teraz wychodzę z prostego założenia, że jeśli facet jest zainteresowany to jednak zrobi jakiś ruch, będzie się próbował umawiać, jeśli tego nie robi tzn, że nie jest zainteresowany.
Co do tego, że uważasz, że musisz się jakoś podwójnie starać itd to wydaje mi się, że to jest kwestia Twojego podejścia. Może Tobie się wydaje, że musisz kobiecie nadskakiwać żeby Cię doceniła i "zechciała" umówić się na kolejną randkę. Jeśli natomiast rzeczywiście czujesz, że kobieta tego oczekuje, to cóz, może powinieneś wybierać inne kobiety?
Otoz to!
( dziewczynki ucza sie juz od dziecka- ze nie warto. Mozna, owszem, jesli jest wyrazny cel/powod, ale w celach matrymonialnych- nie warto.
Wole krazyc w okolicy faceta i go prowokowac, i czekac na zaczepke, niz zaczepic- jesli jestem zainteresowana)
Coraz częściej to właśnie ona robi.
Jak jej zależy, bo od faceta to się nie doczeka.
6 2015-07-15 18:15:51 Ostatnio edytowany przez migotka1789 (2015-07-15 18:22:11)
Ja staram się od pewnego czasu brac sprawy w swoje ręcę i gdy widzę że mężczyzna grzechu wart nie mam oporu by rzucic niezobowiązujący tekst o wyjściu na piwo/kawe/etc.
Chociaż rozumiem o co Ci chodzi w tym poscie Autorze -bo widzisz, nam kobietom wmawiano że to mezczyzna robi 1 krok,że nie można się narzucać że to nie wypada bla bla bla. I teraz gro kobiet czeka na rumaka na białym księciu i wzdycha z żalem, czego nikt nie zainteresuje się takimi królewnami ![]()
7 2015-07-15 18:25:41 Ostatnio edytowany przez Czarnaczarna (2015-07-15 18:47:03)
Jestem typem zagadującym. Ale nauczona doświadczeniem próbuję sie nauczyć niezagadywania. Jest to dla mnie trudne, bo nie mam cierpliwości, by czekac na księciów i księżniczki, nim się zdecydują, a poza tym raczej mam tendencję do robienia, na co akurat mam ochotę. Zagadywanie nigdy dotąd mi nie rozwinęło się w kierunku, że tak to ujmę, romantycznym. Kumpelskim, owszem, cale szczęście nie widzialam ich w innej roli. Ale moje zagadywania tych, którymi byłam zainteresowana okazały się co najmniej bezowocne. Częściowo lub głównie, jest to zapewne spowodowane ówczesnym gustowaniu w nieśmiałkach, ale jakoś mi się nie śpieszy już do zagadywania.
Nie zmienia to faktu, że mam zamiar w przypadku ewentualnego przyszlego poszukiwania partnera powstrzymywać się od dzialania i wykazywać się biernością idącą najdalej jak tylko potrafię. Wychodzę z zalożenia, że jesli ktoś nie zagaduje to
a) nie chce => nie widzi ogromu moich zalet
b) jest niesmiały/powolny
c) jest za leniwy
Jak nie chce, to trudno, ja nie mam czasu ani ochoty przekonywać. Mam dość ludzi, którzy mają przynajmniej tę zaletę, że moje zalety dostrzegają. Typ b jak jest za nieśmialy, to ja też pasuję. Mój charakter raczej nie jest kompatybilny z nieśmiałymi, bo nie mam cierpliwości ich przekonywać, że nie gryzę. Jeśli taki nie ucieknie w popłochu przez moją bezpośredniość.
Typ leniwy też mnie nie pociąga, więc tym panom dziękujemy. Na razie jestem zwolenniczką dawania sobie spokoju z osobnikami.
Może zła passa, może brak skilla. Serio to przypuszczam, że i tak zacznę rozmowę, pewnie odruchowo zaproszę na jakiś zbiorczy event, ale planuję w takim wypadku w najlepszym razie starać się współpracować. Jak jestem z facetami bezpośrednia w podejściu, to owszem, część się budzi po jakimś czasie (bez mojej inicjatywy) z kumpelstwa i kombinuje, ale bardzo często im się zdarza, że nawet jak wcześniej mnie nie pociągali, to już po ich zabiegach trwających milenia, jestem pewna, że nic z tego nie będzie.
Edit. oldorando, chce Ci się tak ich prowokować? Nie żebym umiała, ale czy to jest dobry materiał co go trzeba jakimiś prowokacjami nęcić? Pytam z czystej ciekawości.
Edit raz jeszcze, parząc po przykladach, część facetow odpowiada pozytywnie, bo się babka wysiliła i zagadala i prowadziła panicza za rączkę. Nie zaobserwowalam tego jako kobieta inicjująca, ale z opowiadań kumpli tak się to przedstawiało z ich związkami. Niestety sporo facetow chce dziewczyny jako takiej (nie konkretnej) na tyle silnie, że jak jakas się pojawi i odwala za nich robotę, to oni się zgadzają, bo na bezrybiu i rak ryba. Strasznie mnie to obrzydziło. Niestety sluchając takiego czegoś można się problemów z zaufaniem nabawić, bo wątpię, by ta dziewczyna wiedziała, że jej facet tak tylko przy okazji, a jak się lepsza znajdzie to koniec historii tej "wielkiej miłości"
Myślę, że im więcej zastanawiania się kto pierwszy, jak intensywnie i kto inicjuje, to tym ciężej, by z tego coś dobrego wyszło. Do tanga trzeba dwojga. Ja mogę zaprosić na bal, ale oczekuję w takim razie, że druga strona mnie do tańca na tym balu zaprosi. Albo odwrotnie.
8 2015-07-15 19:07:20 Ostatnio edytowany przez Boris (2015-07-15 19:12:32)
Zgadza się, mogę zrobić pierwszy krok, ale nie kilka, chciałbym widzieć, że dziewczynie też zależy, a nie tylko nie. Nie rozumiem twierdzenia ,,jak facet jest zainteresowany to zrobi krok'' równie dobrze można to odwrocić ![]()
Kompletnie też nie rozumiem zabawy w tzw. ,,gonienie króliczka'' jak jakaś dziewczyna robi opory po prostu odpuszczam sobie, niektórzy faceci traktują to jako wyzwanie, ale ja do nich z pewnością nie należę po co sobie utrudniać
Nie nie można, tak to już ukształtowane, że to mężczyźni adorują kobiety, a nie na odwrót. Nie chodzi o to, że kobiecie korona z głowy by spadła, ale o to, że jeśli mężczyzna nie "atakuje" tzn, że nie jest zainteresowany, bo gdyby był to jednak by wyszedł z inicjatywą- ludzie, przecież to takie proste.
Trudno aby komuś nie wiadomo jak zależało na początku znajomości. Uważam, że powinieneś troszkę wyluzować. Nie stawać na rzęsach aby się przypodobać jakiejś dziewczynie. No i nie wybieraj zapatrzonych w siebie księżniczek. Naprawdę jest mnóstwo kobiet, którym nie trzeba nadskakiwać aby wzbudzić w nich jakieś cieplejsze uczucia.
Pytasz o prowokowanie, krazenie...
Chodzi o to, zeby upatrzony facet cie zauwazyl...( oni maja mniejsza podzielnosc uwagi i wezsze pole widzenia), czasem po prostu trzeba zalozyc czerwona sukienke, usmiechnac sie albo stanac w polu widzenia....
Jak nie chce byc zauwazona, to nawet pulk wojska mnie nie dostrzeze...;-)
Nie jestem emancypantka/feministka/rownouprawniona- chce kobiecej roli w zwiazku, wiec nie podejmuje meskiej na starcie. No, chyba, ze to jest : kumpel, klient, kontrachent, policjant, sprzedawca, itd.....
Ale nie potencjalny partner!
Jak czarna zauwazyla- zagadac, zaprosic, poznac- nie klopot- tylko, nie warto....
"Jak facet jest zainteresowany to zrobi krok'' jest też promowane przez samych facetów. Jeśli sporo z nich to powtarza, to kim ja jestem, by się z tym kłócić? Poza tym widzę po wielu przykładach, że jak wielu potrafiło, to znaczy, że da się.Poza tym patrząc po tematach na forum, to kobiety się zastanawiają czy zagadać, a faceci jak. Więc tak jakby oni kulturowo się czują do tego zobowiązani.
Jestem typem zagadującym. Ale nauczona doświadczeniem próbuję sie nauczyć niezagadywania. Jest to dla mnie trudne, bo nie mam cierpliwości, by czekac na księciów i księżniczki, nim się zdecydują, a poza tym raczej mam tendencję do robienia, na co akurat mam ochotę. Zagadywanie nigdy dotąd mi nie rozwinęło się w kierunku, że tak to ujmę, romantycznym. Kumpelskim, owszem, cale szczęście nie widzialam ich w innej roli. Ale moje zagadywania tych, którymi byłam zainteresowana okazały się co najmniej bezowocne. Częściowo lub głównie, jest to zapewne spowodowane ówczesnym gustowaniu w nieśmiałkach, ale jakoś mi się nie śpieszy już do zagadywania.
Nie zmienia to faktu, że mam zamiar w przypadku ewentualnego przyszlego poszukiwania partnera powstrzymywać się od dzialania i wykazywać się biernością idącą najdalej jak tylko potrafię. Wychodzę z zalożenia, że jesli ktoś nie zagaduje to
a) nie chce => nie widzi ogromu moich zalet
b) jest niesmiały/powolny
c) jest za leniwy
Jak nie chce, to trudno, ja nie mam czasu ani ochoty przekonywać. Mam dość ludzi, którzy mają przynajmniej tę zaletę, że moje zalety dostrzegają. Typ b jak jest za nieśmialy, to ja też pasuję. Mój charakter raczej nie jest kompatybilny z nieśmiałymi, bo nie mam cierpliwości ich przekonywać, że nie gryzę. Jeśli taki nie ucieknie w popłochu przez moją bezpośredniość.
Typ leniwy też mnie nie pociąga, więc tym panom dziękujemy. Na razie jestem zwolenniczką dawania sobie spokoju z osobnikami.Może zła passa, może brak skilla. Serio to przypuszczam, że i tak zacznę rozmowę, pewnie odruchowo zaproszę na jakiś zbiorczy event, ale planuję w takim wypadku w najlepszym razie starać się współpracować. Jak jestem z facetami bezpośrednia w podejściu, to owszem, część się budzi po jakimś czasie (bez mojej inicjatywy) z kumpelstwa i kombinuje, ale bardzo często im się zdarza, że nawet jak wcześniej mnie nie pociągali, to już po ich zabiegach trwających milenia, jestem pewna, że nic z tego nie będzie.
Edit. oldorando, chce Ci się tak ich prowokować? Nie żebym umiała, ale czy to jest dobry materiał co go trzeba jakimiś prowokacjami nęcić? Pytam z czystej ciekawości.
Edit raz jeszcze, parząc po przykladach, część facetow odpowiada pozytywnie, bo się babka wysiliła i zagadala i prowadziła panicza za rączkę. Nie zaobserwowalam tego jako kobieta inicjująca, ale z opowiadań kumpli tak się to przedstawiało z ich związkami. Niestety sporo facetow chce dziewczyny jako takiej (nie konkretnej) na tyle silnie, że jak jakas się pojawi i odwala za nich robotę, to oni się zgadzają, bo na bezrybiu i rak ryba. Strasznie mnie to obrzydziło. Niestety sluchając takiego czegoś można się problemów z zaufaniem nabawić, bo wątpię, by ta dziewczyna wiedziała, że jej facet tak tylko przy okazji, a jak się lepsza znajdzie to koniec historii tej "wielkiej miłości"
Myślę, że im więcej zastanawiania się kto pierwszy, jak intensywnie i kto inicjuje, to tym ciężej, by z tego coś dobrego wyszło. Do tanga trzeba dwojga. Ja mogę zaprosić na bal, ale oczekuję w takim razie, że druga strona mnie do tańca na tym balu zaprosi. Albo odwrotnie.
Like it!:D
Szczególnie ostatnie zdanie;)
Ileż na tym forum świetnych babeczek jest;)
Nie nie można, tak to już ukształtowane, że to mężczyźni adorują kobiety, a nie na odwrót. Nie chodzi o to, że kobiecie korona z głowy by spadła, ale o to, że jeśli mężczyzna nie "atakuje" tzn, że nie jest zainteresowany, bo gdyby był to jednak by wyszedł z inicjatywą- ludzie, przecież to takie proste.
Trudno aby komuś nie wiadomo jak zależało na początku znajomości. Uważam, że powinieneś troszkę wyluzować. Nie stawać na rzęsach aby się przypodobać jakiejś dziewczynie. No i nie wybieraj zapatrzonych w siebie księżniczek. Naprawdę jest mnóstwo kobiet, którym nie trzeba nadskakiwać aby wzbudzić w nich jakieś cieplejsze uczucia.
Widzisz, ja nie mogę trafić na taką, więc jest to dla mnie tylko teoria,
A czy pewne normy, z którymi ja do końca się zgodzę, mają przeszkadzać w budowaniu własnego szczęścia, mam wrażenia, że to właśnie dziewczyny się tu spinają.
Co do takiego ,,atakowania'' jak to nazwałaś trzeba też mieć odpowiedni bajer, więc pewne ,,stawianie na rzęsach'' jest w takim razie konieczne. Tekst w stylu masz ładny uśmiech chciałbym się z tobą umówić zwykle wam nie wystarcza
oldorando, i to działa? Ja sie uwielbiam odstawiać dla samego poczucia "fabularności", a bardzo lubię się poczuć fabulous, ale akurat nigdy nie zauważyłam korelacji. Znaczy za każdym prawie razem uslyszę od kilku ludzi płci wszelakiej, że świetnie wyglądam, że cudowna sukienka czy cokolwiek, ale żadnego mlodzienca chyba jeszcze tym nie sprowokowałam do ruchu w swoim kierunku.
Przeciwnie. Raz wymięta, po zarwanej nocy, z tlustymi wlosami biegałam sobie beztrosko, a tu się jakiś gościu zawrócił rowerem i pyta, czy może się na nastepny bieg ze mną umówić.
Po nocach zarwanych nad projektami ten sam efekt. Wyglądam i czuję się koszmarnie, a tu mnie jakieś typy zagadują. Nie wiem, czy ich postapokaliptyczny seksapil kręci? Tak samo kumpel, który mnie poznał w stanie połodstawionym, przy jakimś przypływie szczerości przyznał się, że zadumał się nad moim tyłkiem tego i tego dnia, a ja akurat pamiętam, że byłam ubrana w dżinsy i bardzo nielegancką bluzę z kapturem. W stanie półodstawionym zadumał się tylko nad moim przodem, ale przyznał, że on się zawsze nad tym zadumiewa, więc to nie jest szczególny sukces.
Rozbawiła mnie uwaga z pułkiem
W Twoim wypadku to dodatkowy podpunkt, dlaczego takiego pana nie powinno się zagadywać. Jak się ma takie rozumienie męskości, to jeśli potencjalny partner ma ją udowodnić, to musi się sam wykazać i inna postawa jest bezsensowna.
Incognit9, dziękuję ![]()
janis1609 napisał/a:Nie nie można, tak to już ukształtowane, że to mężczyźni adorują kobiety, a nie na odwrót. Nie chodzi o to, że kobiecie korona z głowy by spadła, ale o to, że jeśli mężczyzna nie "atakuje" tzn, że nie jest zainteresowany, bo gdyby był to jednak by wyszedł z inicjatywą- ludzie, przecież to takie proste.
Trudno aby komuś nie wiadomo jak zależało na początku znajomości. Uważam, że powinieneś troszkę wyluzować. Nie stawać na rzęsach aby się przypodobać jakiejś dziewczynie. No i nie wybieraj zapatrzonych w siebie księżniczek. Naprawdę jest mnóstwo kobiet, którym nie trzeba nadskakiwać aby wzbudzić w nich jakieś cieplejsze uczucia.Widzisz, ja nie mogę trafić na taką, więc jest to dla mnie tylko teoria,
A czy pewne normy, z którymi ja do końca się zgodzę, mają przeszkadzać w budowaniu własnego szczęścia, mam wrażenia, że to właśnie dziewczyny się tu spinają.
Co do takiego ,,atakowania'' jak to nazwałaś trzeba też mieć odpowiedni bajer, więc pewne ,,stawianie na rzęsach'' jest w takim razie konieczne. Tekst w stylu masz ładny uśmiech chciałbym się z tobą umówić zwykle wam nie wystarcza
Jak zainteresowana, to wystarcza..
Jak nie zainteresowana, to bajeru poslucha i sie ulotni....
Czarna- roznie bywa, to fakt..
Ale zazwyczaj zdecydowany krok, marsowa mina, oczy wbite w chodnik, pochylona sylwetka, ( takie skulenie z nuta agresji), to gwarant ze przejdziesz obojetnie.
+ w wypadkach skrajnych" obciecie wzrokiem", wiesz, takie pogardliwie zlosliwie ironiczno - odpychajace.
( temu sie nawet grupa rehabilitantow w szpitalu i akwizytor nie oprze- wyprobowane)
Postawa dokladnie odwrotna, dziala odwrotnie.- i tyle.
I nawiazanie kontaktu wzrokowego, wymiana usmiechow, powinna byc wystarczajaca zacheta, dla faceta, zeby podszedl sprawdzic, co jest na rzeczy...
Potem, jesli reagujesz " zielonym swiatlem", powinien wiedziec, ze droga wolna..
Na prawde- nie ma koniecznosci lapac za lokiec, zapraszac na kawe, itd.
( fakt, ze czasem w stanie dola, zadumania, odklejenia, jakis ktosiek zawiesi uwage...
I czasem wtedy nie wypali z racji okolicznosci, i trudnego stanu, ale bywa....)
Ja nie mam z tym problemu 3 z 4 związków zaczęły się od mojego zagadania, ale nie tak że prosiłam o numer, zapraszałam na randkę, ot coś luźno palnęłam i tak się zaczynało, resztę zostawiałam facetowi ![]()
Jak jest mężczyzna zainteresowany, to zrobi pierwszy krok (chyba, ze ma 13lat; ) ).
Jeśli tego nie robi to nie dlatego, że się wstydzi, albo czuje się onieśmielony tylko nie jest zainteresowany. Nie ma co dorabiać ideologii.
Co nie znaczy, że jak mnie ktoś zainteresuje to nie zagadam do niego, ale nie na zasadzie:podoba mi się Pan, może pójdziemy na kawę?; ) Tylko coś niezobowiazujacego np: dobre te jabłka są, bo widzę, ze Pan kupuje; albo może mi Pan popilnowac rower-albo cokolwiek byle zagadać.
19 2015-07-15 20:56:27 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2015-07-15 20:58:02)
oldorando, i to działa? Ja sie uwielbiam odstawiać dla samego poczucia "fabularności", a bardzo lubię się poczuć fabulous, ale akurat nigdy nie zauważyłam korelacji. Znaczy za każdym prawie razem uslyszę od kilku ludzi płci wszelakiej, że świetnie wyglądam, że cudowna sukienka czy cokolwiek, ale żadnego mlodzienca chyba jeszcze tym nie sprowokowałam do ruchu w swoim kierunku.
O właśnie! Wyjęłaś mi z ust myśl, która od dawna mi chodzi po głowie.
A jak ktoś podejdzie, to jest to klubowy casanova --> do potańczenia może być, ale na tym znajomość lepiej zakończyć. ![]()
A jeśli chodzi o pierwszego posta autora - widzę kompletnie co innego. Dużo moich koleżanek inicjuje, a faceci wydają się zadowoleni "odciążeniem" (zaznaczę tylko, że tyczy się to moich rówieśników, więc może stąd taka obserwacja
) Niestety to nie dla mnie, zbyt nieśmiała jestem. Dla mnie wyzwaniem jest rzucanie zalotnych spojrzeń. :>
2 m-ce temu zarejestrowałam sie na kilku portalach randkowych w celu poznania faceta. Przeglądałam użytkowników i zagadywałam do tych, którzy mi się podobali. Niektórzy nawet zachęcali na swoich profilach do kontaktu. I co? Może 1 odpisał. Na kilku- kilkunastu, do których zagadałam. Nie jestem zezowata ani kulawa, mam w profilu ładne zdjęcie, umiem napisać maila z sensem. No cóż... Gdy opowiedziałam to koleżance, ona z dezaprobatą stwierdziła, że kobieta zagadująca facetów w necie uważana jest za desperatkę, dlatego nigdy, przenigdy nie należy się odzywać jako pierwszej. No cóż- tak jak Czarna- lubię brać sprawy we własne ręce, nie jestem specjalnie nieśmiała, a zagadywanym panom nie proponowałam miłości aż po grób, ale niezobowiązującą kawę.
Mamy kryzys męskości. Gdy w jakimś wątku na tym forum opisałam swoje internetowe "podboje", to faceci odpisywali, że odstraszam mężczyzn, bo jestem zbyt pewna siebie. Więc, Autorze Wątku, masz odpowiedź, dlaczego kobiety nie mają ochoty zagadywać.
Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronę
Bo kobiecie nie wypada. No daj spokój kobieta która pierwsza zaprasza na randkę i jawnie podrywa? Przecież to by wyraźnie świadczyło o niej, że jest łatwa. Lub coś gorszego....
A o facecie? że nie ma jaj, no co wstyd, żeby kobieta pierwsza proponowała randkę
Kobieta ewentualnie może coś napomnieć miedzy słowami i dyplomatycznie. A facet jak ma jaja to pierwszy wyjdzie z inicjatywą.
Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronę
No cóż takie są kobiety i jest to też po części wina większości facetów którzy nie mają nic przeciwko temu aby stawać na głowie a nie dostawać nic w zamian.
Ja w swoim życiu miałem bardzo wiele randek których nie jestem już w stanie zliczyć, jednak każda miała identyczny przebieg.
Osobą starającą się byłem tylko ja i o ile nie ma dla mnie problemu aby pierwszy zagadać do dziewczyny to jednak na samej randce oczekiwałem chodziaż minimalnego zaangażowania z drugiej strony.
Zdecydowana większość dziewcząt ma większe bądź mniejsze powodzenie i to według mnie sprawia że się nie starają/nie zależy im ponieważ tuż za rogiem czeka kolejny wiec mają wybór, jest wybór to jest i wybrzydzanie.
Ale mimo to są kobiety które pierwsze inicjują spotkanie ale są to zazwyczaj kobiety które same jakiegoś wielkiego powodzenia nie mają, stąd muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak więc mówiąc wprost, jeśli chcesz poznać w miarę ładną dziewczynę to musisz ciągle się starać i imponować a nóż będziesz lepszy od licznej konkurencji i się uda choć to tez nic pewnego.
Albo poczekaj aż uwiedzie cię mniej atrakcyjna dziewczyna, może wielkiego pożądania nie będzie ale przynajmniej będzie cię kochać ![]()
Boris napisał/a:Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronęBo kobiecie nie wypada. No daj spokój kobieta która pierwsza zaprasza na randkę i jawnie podrywa? Przecież to by wyraźnie świadczyło o niej, że jest łatwa. Lub coś gorszego....
A o facecie? że nie ma jaj, no co wstyd, żeby kobieta pierwsza proponowała randkę![]()
Kobieta ewentualnie może coś napomnieć miedzy słowami i dyplomatycznie. A facet jak ma jaja to pierwszy wyjdzie z inicjatywą.
Absurd, nigdy bym nie pomyślał, że kobieta, która pierwsza mnie zagaduję jest łatwa.
Podobno to my myślimy tylko o seksie, ale widzę, że jest trochę inaczej. Od zaproszenia na kawę do zaproszenia na seks jest chyba subtelna różnica, czy się mylę?
2 m-ce temu zarejestrowałam sie na kilku portalach randkowych w celu poznania faceta. Przeglądałam użytkowników i zagadywałam do tych, którzy mi się podobali. Niektórzy nawet zachęcali na swoich profilach do kontaktu. I co? Może 1 odpisał. Na kilku- kilkunastu, do których zagadałam. Nie jestem zezowata ani kulawa, mam w profilu ładne zdjęcie, umiem napisać maila z sensem. No cóż... Gdy opowiedziałam to koleżance, ona z dezaprobatą stwierdziła, że kobieta zagadująca facetów w necie uważana jest za desperatkę, dlatego nigdy, przenigdy nie należy się odzywać jako pierwszej. No cóż- tak jak Czarna- lubię brać sprawy we własne ręce, nie jestem specjalnie nieśmiała, a zagadywanym panom nie proponowałam miłości aż po grób, ale niezobowiązującą kawę.
Mamy kryzys męskości. Gdy w jakimś wątku na tym forum opisałam swoje internetowe "podboje", to faceci odpisywali, że odstraszam mężczyzn, bo jestem zbyt pewna siebie. Więc, Autorze Wątku, masz odpowiedź, dlaczego kobiety nie mają ochoty zagadywać.
Do mnie raz zagadała dziewczyna na portalu randkowym, niczym mnie nie odstraszyła, poszliśmy na kawę. Przeciwnie mnie odstraszają te niedostępne.
Boris napisał/a:Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronęNo cóż takie są kobiety i jest to też po części wina większości facetów którzy nie mają nic przeciwko temu aby stawać na głowie a nie dostawać nic w zamian.
Ja w swoim życiu miałem bardzo wiele randek których nie jestem już w stanie zliczyć, jednak każda miała identyczny przebieg.
Osobą starającą się byłem tylko ja i o ile nie ma dla mnie problemu aby pierwszy zagadać do dziewczyny to jednak na samej randce oczekiwałem chodziaż minimalnego zaangażowania z drugiej strony.
Zdecydowana większość dziewcząt ma większe bądź mniejsze powodzenie i to według mnie sprawia że się nie starają/nie zależy im ponieważ tuż za rogiem czeka kolejny wiec mają wybór, jest wybór to jest i wybrzydzanie.
Ale mimo to są kobiety które pierwsze inicjują spotkanie ale są to zazwyczaj kobiety które same jakiegoś wielkiego powodzenia nie mają, stąd muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak więc mówiąc wprost, jeśli chcesz poznać w miarę ładną dziewczynę to musisz ciągle się starać i imponować a nóż będziesz lepszy od licznej konkurencji i się uda choć to tez nic pewnego.
Albo poczekaj aż uwiedzie cię mniej atrakcyjna dziewczyna, może wielkiego pożądania nie będzie ale przynajmniej będzie cię kochać
A ja mysle, ze sie mylisz...
Popatrz w tym eatku- ile kobiet w roznym wieku zagadywalo facetow, bezskutecznie?
I te same kobiety zniechecily sie do zaczepiania, i teraz po prostu odpowiadaja na zaczepki.
No, to one sa nieatrakcyjne, czy atrakcyjne?
W moim odczuciu, sa nieatrakcyjne KIEDY ZAGADUJA,( postrzeganie jako desperatki)
Czasem tez bardzo atrakcyjne zagaduja
- z nudow
-bo maja ochote na kino, a zaden zapraszajacy na to nie wpadnie
-chca sprobowac swoich sil w inicjatywie
-chca same wybrac kogios z kim pojda do kina
( autentyczne przyklady)
PaniRedaktor napisał/a:2 m-ce temu zarejestrowałam sie na kilku portalach randkowych w celu poznania faceta. Przeglądałam użytkowników i zagadywałam do tych, którzy mi się podobali. Niektórzy nawet zachęcali na swoich profilach do kontaktu. I co? Może 1 odpisał. Na kilku- kilkunastu, do których zagadałam. Nie jestem zezowata ani kulawa, mam w profilu ładne zdjęcie, umiem napisać maila z sensem. No cóż... Gdy opowiedziałam to koleżance, ona z dezaprobatą stwierdziła, że kobieta zagadująca facetów w necie uważana jest za desperatkę, dlatego nigdy, przenigdy nie należy się odzywać jako pierwszej. No cóż- tak jak Czarna- lubię brać sprawy we własne ręce, nie jestem specjalnie nieśmiała, a zagadywanym panom nie proponowałam miłości aż po grób, ale niezobowiązującą kawę.
Mamy kryzys męskości. Gdy w jakimś wątku na tym forum opisałam swoje internetowe "podboje", to faceci odpisywali, że odstraszam mężczyzn, bo jestem zbyt pewna siebie. Więc, Autorze Wątku, masz odpowiedź, dlaczego kobiety nie mają ochoty zagadywać.
Do mnie raz zagadała dziewczyna na portalu randkowym, niczym mnie nie odstraszyła, poszliśmy na kawę. Przeciwnie mnie odstraszają te niedostępne.
I co dalej?
Byl jakikolwiek ciag dalszy, czy na tej kawie sie skonczylo?
Hmmmm?
Tom94 napisał/a:Boris napisał/a:Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronęNo cóż takie są kobiety i jest to też po części wina większości facetów którzy nie mają nic przeciwko temu aby stawać na głowie a nie dostawać nic w zamian.
Ja w swoim życiu miałem bardzo wiele randek których nie jestem już w stanie zliczyć, jednak każda miała identyczny przebieg.
Osobą starającą się byłem tylko ja i o ile nie ma dla mnie problemu aby pierwszy zagadać do dziewczyny to jednak na samej randce oczekiwałem chodziaż minimalnego zaangażowania z drugiej strony.
Zdecydowana większość dziewcząt ma większe bądź mniejsze powodzenie i to według mnie sprawia że się nie starają/nie zależy im ponieważ tuż za rogiem czeka kolejny wiec mają wybór, jest wybór to jest i wybrzydzanie.
Ale mimo to są kobiety które pierwsze inicjują spotkanie ale są to zazwyczaj kobiety które same jakiegoś wielkiego powodzenia nie mają, stąd muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak więc mówiąc wprost, jeśli chcesz poznać w miarę ładną dziewczynę to musisz ciągle się starać i imponować a nóż będziesz lepszy od licznej konkurencji i się uda choć to tez nic pewnego.
Albo poczekaj aż uwiedzie cię mniej atrakcyjna dziewczyna, może wielkiego pożądania nie będzie ale przynajmniej będzie cię kochaćA ja mysle, ze sie mylisz...
Popatrz w tym eatku- ile kobiet w roznym wieku zagadywalo facetow, bezskutecznie?
I te same kobiety zniechecily sie do zaczepiania, i teraz po prostu odpowiadaja na zaczepki.No, to one sa nieatrakcyjne, czy atrakcyjne?
W moim odczuciu, sa nieatrakcyjne KIEDY ZAGADUJA,( postrzeganie jako desperatki)
Czasem tez bardzo atrakcyjne zagaduja
- z nudow
-bo maja ochote na kino, a zaden zapraszajacy na to nie wpadnie
-chca sprobowac swoich sil w inicjatywie
-chca same wybrac kogios z kim pojda do kina
( autentyczne przyklady)
A dla mnie nie ma w tym nic nie atrakcyjnego jak kobieta pierwsza nawiąże kontakt, nawet by mi zaimponowała swoją odwagą.
Poza tym zagadania w celu jakiś korzyści to zupełnie co innego.
Niektóre atrakcyjne kobiety wiedzą że są atrakcyjne i dla jaj moją zagadać by mieć jakieś swoje własne korzyści, one nie muszą zagadywać by kogoś mieć.
oldorando napisał/a:Tom94 napisał/a:No cóż takie są kobiety i jest to też po części wina większości facetów którzy nie mają nic przeciwko temu aby stawać na głowie a nie dostawać nic w zamian.
Ja w swoim życiu miałem bardzo wiele randek których nie jestem już w stanie zliczyć, jednak każda miała identyczny przebieg.
Osobą starającą się byłem tylko ja i o ile nie ma dla mnie problemu aby pierwszy zagadać do dziewczyny to jednak na samej randce oczekiwałem chodziaż minimalnego zaangażowania z drugiej strony.
Zdecydowana większość dziewcząt ma większe bądź mniejsze powodzenie i to według mnie sprawia że się nie starają/nie zależy im ponieważ tuż za rogiem czeka kolejny wiec mają wybór, jest wybór to jest i wybrzydzanie.
Ale mimo to są kobiety które pierwsze inicjują spotkanie ale są to zazwyczaj kobiety które same jakiegoś wielkiego powodzenia nie mają, stąd muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Tak więc mówiąc wprost, jeśli chcesz poznać w miarę ładną dziewczynę to musisz ciągle się starać i imponować a nóż będziesz lepszy od licznej konkurencji i się uda choć to tez nic pewnego.
Albo poczekaj aż uwiedzie cię mniej atrakcyjna dziewczyna, może wielkiego pożądania nie będzie ale przynajmniej będzie cię kochaćA ja mysle, ze sie mylisz...
Popatrz w tym eatku- ile kobiet w roznym wieku zagadywalo facetow, bezskutecznie?
I te same kobiety zniechecily sie do zaczepiania, i teraz po prostu odpowiadaja na zaczepki.No, to one sa nieatrakcyjne, czy atrakcyjne?
W moim odczuciu, sa nieatrakcyjne KIEDY ZAGADUJA,( postrzeganie jako desperatki)
Czasem tez bardzo atrakcyjne zagaduja
- z nudow
-bo maja ochote na kino, a zaden zapraszajacy na to nie wpadnie
-chca sprobowac swoich sil w inicjatywie
-chca same wybrac kogios z kim pojda do kina
( autentyczne przyklady)A dla mnie nie ma w tym nic nie atrakcyjnego jak kobieta pierwsza nawiąże kontakt, nawet by mi zaimponowała swoją odwagą.
Poza tym zagadania w celu jakiś korzyści to zupełnie co innego.
Niektóre atrakcyjne kobiety wiedzą że są atrakcyjne i dla jaj moją zagadać by mieć jakieś swoje własne korzyści, one nie muszą zagadywać by kogoś mieć.
Nie pisalam o korzysciach, tylko o propozycji.
( ona chce do kina, a 15 facet z rzedu proponuje kawe, no, to , ona zagaja do jakiegos z propozycja pojscia do kina)
Ludmiłaa napisał/a:Boris napisał/a:Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronęBo kobiecie nie wypada. No daj spokój kobieta która pierwsza zaprasza na randkę i jawnie podrywa? Przecież to by wyraźnie świadczyło o niej, że jest łatwa. Lub coś gorszego....
A o facecie? że nie ma jaj, no co wstyd, żeby kobieta pierwsza proponowała randkę![]()
Kobieta ewentualnie może coś napomnieć miedzy słowami i dyplomatycznie. A facet jak ma jaja to pierwszy wyjdzie z inicjatywą.Absurd, nigdy bym nie pomyślał, że kobieta, która pierwsza mnie zagaduję jest łatwa.
Podobno to my myślimy tylko o seksie, ale widzę, że jest trochę inaczej. Od zaproszenia na kawę do zaproszenia na seks jest chyba subtelna różnica, czy się mylę?
Ale jak na kawę zaprosi to na seks tym bardziej ![]()
A jak facet widzi elegancka damę, do której aż wstydzi się zagadnąć. Która wzrokiem go aż onieśmiela. To jak taką panią na kawę zaprosi to cud, a gdzie tam do seksu...
Mnie dobija przeświadczenie, że jak kobieta zagaduje pierwsza, to pewnie jest a) pasztetem; b) desperatką; c) ma wredny charakter i nikt jej nie chce.
W moim przypadku- trzy razy pudło. Akurat zakończyłam kilkuletni związek i chciałabym się trochę pospotykać- dlatego zagaduję. A że na co dzień, w mojej pracy, jestem nauczona przejmować inicjatywę, to i w życiu prywatnym to robię. Nie lubię czekać z założonymi rękami na gwiazdkę z nieba. A że większość facetów to oniesmiela... Panowie, to czego w końcu chcecie?
Mnie dobija przeświadczenie, że jak kobieta zagaduje pierwsza, to pewnie jest a) pasztetem; b) desperatką; c) ma wredny charakter i nikt jej nie chce.
W moim przypadku- trzy razy pudło. Akurat zakończyłam kilkuletni związek i chciałabym się trochę pospotykać- dlatego zagaduję. A że na co dzień, w mojej pracy, jestem nauczona przejmować inicjatywę, to i w życiu prywatnym to robię. Nie lubię czekać z założonymi rękami na gwiazdkę z nieba. A że większość facetów to oniesmiela... Panowie, to czego w końcu chcecie?
No cóż mnie to nie onieśmiela jak już wspomniałem wcześniej, wręcz działa zachęcająco, a że inni faceci tak mają ..... może jak więcej kobiet będzie brało sprawy w swoje ręce przestanie być to niezręczne
Ciekawy wątek, bo mnie też zawsze ta kwestia nurtuje. Też odnoszę wrażenie w kontaktach z kobietami, że jestem tą stroną, która "ciągnie" całą znajomość. Że jak ja przestanę to już kobieta też odpuści i to nie ważne na jakim etapie znajdowałaby się znajomość. Wystarczy na dzień, dwa zaprzestać kontaktu i szukaj wiatru w polu, bo kobieta się sama nie odezwie. A na randkach to wieczne uczucie, że to ja mam udowadniać, że nie jestem przysłowiowym wielbłądem, a kimś wartościowym. Powiedzmy, że 90% randek odbywa się w ten sposób, że czułem się jak towar w hipermarkecie. Musiałem zachowywać się tak, by się przypodobać, a kobieta była tą "kupującą", oceniającą towar i podejmującą decyzję. No bo jak tu ktoś wspomniał już... no przecież za rogiem czeka inny, następny, zainteresowany to można powybrzydzać.
Reasumując, po prostu rozumiem rozterkę autora, bo odczuwam to samo i zastanawiam się skąd się to faktycznie bierze. Dlaczego wy kobiety w ten sposób do tego podchodzicie.
33 2015-07-15 22:42:20 Ostatnio edytowany przez Czarnaczarna (2015-07-15 22:44:06)
Państwo rozprawiają o tym jak taka kobieta imponuje odwagą, ale ja nie mam wrażenia, żeby imponowanie odwagą gdy się jest kobietą było rzeczą rozsądną, jeśli się chce z danym panem coś innego niż kumpelstwo. Wiem, bo już dwóch się głośno zachwyciło moją odwagą, w tym jeden trzykrotnie (w innym kontekście, ale jednak) i mam wrażenie, że owszem, to fajne i przyjemne, ale to wrzuca człowieka do wora innego niż "możliwy materiał na partnerkę". Szczególnie jak panowie nie są sami zbyt odważni. Aż miałam wrażenie, że się tamci wtedy spłoszyli i wycofali. PaniRedaktor to dobrze ujęła. Bo jak zagadujesz to Cię chętnie wezmą za desperatkę albo za zbyt pewną siebie. Odwaga i pewność siebie to brzmi dla mnie podniecająco, owszem, ale mam wrażenie, że na facetów to jednak nie działa. Nie jako jednostki, ale statystycznie jednak więcej takich, których w moim odczuciu to wręcz odstrasza.
Że sporo z nich to akurat pierdoły, to może być jakiś czynnik przesiewający. Na cholerę mi w końcu facet, który jest do tego stopnia ograniczony, że uważa, że jestem zdesperowana/zbyt pewna siebie, bo zagadałam. Albo, że czegoś nie powinnam, bo jestem kobietą.
Mierzi mnie wizja postrzegania mnie w kategoriach zaprezentowanych przez Ludmiłaa, bo to strasznie powierzchowne.
Jakby ktoś poleciał na mnie dlatego, że jestem elegancką damą, co omiata wzrokiem, to raczej by się strasznie rozczarował, bo omiatać wzrokiem mogę, ale elegancką damą jestem nieczęsto. Panowie wynoszący na piedestał brzmią nudno i ciężko mi sobie wyobrazić jakieś ciekawe zajęcia z takim. Jeśli przesieje takich przez zagadanie, to brzmi dobrze. Jak ktoś jest elegancką damą, to niech się w takich bawi.
O ile ciągle trzymam się zdania, że w moim przypadku mienie inicjatywy nie spełnia zadania, to myślę, że zagadywanie samemu jako takie ma zalety. Małpa69 dała radę, więc teach me, master. Raczej szybko nie wykorzystam, ale jednak wiedza to potęga, więc nuż jakaś mądrość spłynie.
Jeśli widzisz, że ktoś się zbyt stara, masz już go w garści to traci atrakcyjność w twoich oczach (aka ''śmierdzi desperacją'').
Jeśli z kolei nie ma na tyle pewności siebie, żeby zagadać/zacząć rozmowe na czacie w internecie gdzie jest anonimowy... to ekhem.
Jakoś pewności siebie oczekuje sie bardziej od mezczyzn niz kobiet. Jak kobieta jest nieśmiałą, szarą myszką to przejdzie - u mezczyzn juz nie.
Strasznie mnie to obrzydziło. Niestety sluchając takiego czegoś można się problemów z zaufaniem nabawić, bo wątpię, by ta dziewczyna wiedziała, że jej facet tak tylko przy okazji, a jak się lepsza znajdzie to koniec historii tej "wielkiej miłości"
Neeh, dziewczyny też tak robią. ![]()
Radkka, ciągle jest obrzydliwe
Czy to babki czy faceci robią, równie słabe.
No cóż, ja to się chyba już za bardzo nie zmienię i nadal będę od czasu do czasu wychodzić z inicjatywą. Nie jestem księżniczką na ziarnku grochu, nie lubię czekać z założonymi rękami, jeśli w ich zasięgu jest coś/ktoś, kogo chciałabym lepiej poznać. Jeśli jest to facet- w mojej ocenie- wartościowy, to się nie wystraszy, ale będzie umiał zachować w tej sytuacji. Poza tym kobiety, które są w jakiejś sytuacji bardzo pewne siebie, w innej już wcale być nie muszą. Ja, na przykład, w domowych pieleszach bardzo lubię być niezdarna, niezaradna i zdawać się na silne, męskie ramię
.
Nigdy w życiu nie zaprosiłabym faceta na randkę. Lubię silnych, zdecydowanych mężczyzn. Tacy sami zagadują i wybierają, więc pozostaje mi wachlować się rzęsami i "niechcący" wpadać im w ramiona, przywracając się
.
Zdarza się, że bardziej inicjuję kontakt z mężczyzną, gdy w ogóle mnie nie interesuje i robię to dla "sportu". Po czym z uśmiechem oznajmiam, że jesteśmy idealnym materiałem na friendzone.
bardzo budujace jest, ze moje doswiadczenia z wychodzenia z inicjatywa sa nie tylko moje.
ze to nie "ja tak mam", ale dotyczy to tez innych kobiet, w roznym wieku.
krotko- na odpowiedz autora- NIE WARTO!!!
PS nie odpowiedzial, czy z kobieta, ktora zainicjowala kawe byl ciag dalszy...
39 2015-07-16 11:11:52 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-07-16 11:18:52)
Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronę
Boris - ile masz lat? Koło 20?
Jak widać na podstawie powyższych odpowiedzi, nie chodzi o to, że kobiety się boją, a im dziewczyny starsze, tym mają więcej odwagi wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko taka bezpośredniość - też jak widzisz z odpowiedzi - raczej rzadko kiedy się sprawdza. Ok, może jesteś młodsze pokolenie (stąd pytanie o wiek), gdzie dziewczyny są bardziej przebojowe, ale mimo tego panuje generalny wzorzec, zgodnie z którym to facet jest zdobywcą. Zgodnie z tym wzorcem, jak facet chce poznać dziewczynę, to ją zagaduje. Oczywiście kobieta może pomóc (gonienie króliczka jest trochę wypaczeniem relacji), ale raczej nie w formie "frontalnego zagadania", bo to naprawdę za rzadko spotyka się z oczekiwanym odbiorem. I już poprzez samo zagadanie facet pokazuje kobiecie, czy ma męskie "jaja", pokazuje, czy jest zdecydowany, czy nie boi się ryzyka, czy jest w stanie poradzić sobie z porażką, czyli czy radzi sobie w życiu i będzie się w stanie o kobietę się zatroszczyć (to w uproszczeniu oczywiście).
I ten wzorzec kobiety zdobywanej przez mężczyznę jest bardzo silnie zakorzeniony, co ma uwarunkowania kulturowe i biologiczne. I mimo że trochę się to zmienia , to nadal jednak zdecydowana większość ludzi (i mężczyzn i kobiet!) zgodnie z tym wzorcem myśli i działa (nawet jeśli gadają coś innego, zwłaszcza w necie). Większość nie znaczy wszyscy, ale większość.
I nawet jeśli wydaje się, że to faceci mają gorzej, bo się muszą tyle napracować, to w takiej konstelacji, że kobieta owszem wybiera, ale spośród mężczyzn, którzy wybrali ją.
A w kwestii Twojego samopoczucia na randkach, to moim zdaniem jest to bardziej problem Twojego nastawienia.
Ok, może kilka dziewczyn się trafić księżniczkowatych, ale może Ty jesteś trochę leniuszek, który oczekuje, że po jednym spotkaniu tak oczaruje wybrankę, że ona za nim będzie biegała?
Albo sobie po prostu niepotrzebnie wkręcasz, że musisz komuś coś udowadniać, a w rzeczywistości wcale nie musisz. Podam taki PRZYKŁAD, który nie odnosi się do Ciebie, ale może zobrazuje o co mi chodzi: dwoje ludzi siedzi w barze. Ona zmawia colę. Mówi że lokal spoko, ale nie lubi piwa. I pyta o jego zainteresowania. I być może nawet myśli: lokal spoko, facet spoko, cola spoko. A co on słyszy: nie postarałeś się. Wybrałeś kiepski lokal. Muszę pić tę banalną colę. Pokaż przynajmniej, ze umiesz mnie rozmową zabawić.
Jeśli będziesz miał nastawienie wyluzowane, myślał, że jesteś fajny i spotykasz się z fajną osobą, to powinno zagrać. A jeśli nie zagra, to po prostu pozostaje jeszcze poszukać takiej relacji, gdzie będziesz miał po spotkaniu poczucie, że było fajnie i nic nie musiałeś nikomu udowadniać.
To jest dla mnie chore, ze inicjatywa kobiety może ja stawiać w szeregu desperatek czy "tych których nikt nie chce". Rozwaliła mnie teza, że atrakcyjna kobieta z założenia będzie pasywna, bo po co ma coś robic skoro to faceci ustawiają się do niej w kolejce... Moze tak jest wśród 20latkow, kiedy większość nie myśli o poważnym związku i tez sporo facetów w tym przedziale wiekowym jest wolnych. Moze czesc malolat traktuje facetów jak te drinki "keep on coming".
Z wiekiem ludzie sa coraz bardziej świadomi, wiedza jakiego partnera szukają, a tez "pula" sensownych panów drastycznie sie zmniejsza. Wobec tego to, ze jacyś faceci chcieliby sie ze mną umówić, nijak sie ma do tego, ze ja chce poznać akurat jakiegoś konkretnego, upatrzonego faceta. Nie zawsze okoliczności sa sprzyjające i można sobie pozwolić na wielotygodniowy taniec godowy, czasem jest tak ze jak kobieta nie weźmie sprawy we własne ręce to moze juz tego faceta nigdy nie spotkać.
Chciałabym poznać opinię starszych mezyczn, ale ten watek został zatytułowany w taki sposób, ze chyba takowi tu nie wchodzą ![]()
Chciałabym poznać opinię starszych mezyczn
Starszych tzn.? Po trzydziestce mogą być? ![]()
To jest dla mnie chore, ze inicjatywa kobiety może ja stawiać w szeregu desperatek czy "tych których nikt nie chce"
Dla mnie też to jest chore. I u większości facetów nie jest tak, że jak kobieta zagada to myślimy, że jest łatwa. Faceci lubią kobiety uśmiechnięte i pogodne, a nie naburmuszone księżniczki. A co do łatwych to dają inne sygnałe, że takie są.
Mariusz- ufff, przywracasz mi wiarę w mężczyzn
.
Ja jestem po 30...... Gruboooo
Pani redaktor jest po 30, niewiele
Zaczepiamy panow w zblizonym wieku( nie 20+ i nie 60+)
Efekty opisalysmy- to zawsze konczy sie niczym, nawet nie znajomoscia.
Moze, jak bym ciagnela kontakt na sile, i wciaz i wciaz zabiegala, to mozeeee.....tylko po co?
Bez moich ciaglych staran, to po prostu skonczy sie na jednej kawie...
janis1609 o toto ! ![]()
Chciałam dodać, że niektórzy (np ja) nie lubią gry w podchody. Obecny partner został przez mnie jako pierwsza zagadany i jako pierwsza wyszłam z inicjatywą ''kawa''. Nie było tam desperacji ''ooo chce do łóżka'', albo ''przygarnij kropka''. Nie po prostu facet miał to coś, ten błysk w oku więc miedzy jednym zdaniem o pogodzie a drugim zaproponowałam kawę. Co mogło stać się złego? najwyżej by odmówił, a mnie korona z głowy by nie padła.
Wszystko zależy od człowieka, jak ktoś ma wrodzona nieśmiałość czy lęk przed ludźmi wiadomo, że nie wstanie i nie zagada pierwszy więc czeka na takie podchody/zaloty. Jeżeli druga strona niema problemu, żeby odezwać się w towarzystwie i debatować 2h nad zawartością wody w zupie, to w czym problem? Chcesz- bierzesz- idziesz ... proste ![]()
Mariusz- ufff, przywracasz mi wiarę w mężczyzn
.
No to git. Także zagadywać śmiało, nie krępować się. Dla większości facetów jest to bardzo miłe, choć w pierwszej chwili może się czuć zmieszany i zaskoczony, wszystko zależy od danego egzemplarza ![]()
46 2015-07-16 17:46:43 Ostatnio edytowany przez robingirl (2015-07-16 17:48:36)
To jest dla mnie chore, ze inicjatywa kobiety może ja stawiać w szeregu desperatek czy "tych których nikt nie chce". Rozwaliła mnie teza, że atrakcyjna kobieta z założenia będzie pasywna, bo po co ma coś robic skoro to faceci ustawiają się do niej w kolejce... Moze tak jest wśród 20latkow, kiedy większość nie myśli o poważnym związku i tez sporo facetów w tym przedziale wiekowym jest wolnych. Moze czesc malolat traktuje facetów jak te drinki "keep on coming".
Z wiekiem ludzie sa coraz bardziej świadomi, wiedza jakiego partnera szukają, a tez "pula" sensownych panów drastycznie sie zmniejsza. Wobec tego to, ze jacyś faceci chcieliby sie ze mną umówić, nijak sie ma do tego, ze ja chce poznać akurat jakiegoś konkretnego, upatrzonego faceta. Nie zawsze okoliczności sa sprzyjające i można sobie pozwolić na wielotygodniowy taniec godowy, czasem jest tak ze jak kobieta nie weźmie sprawy we własne ręce to moze juz tego faceta nigdy nie spotkać.Chciałabym poznać opinię starszych mezyczn, ale ten watek został zatytułowany w taki sposób, ze chyba takowi tu nie wchodzą
Janis, ja często pytam o wiek autorów postów, bo inaczej na pewne sprawy patrzy się z perspektywy lat 20 a inaczej z perspektywy lat 30.
I z perspektywy 30+ Twoje argumenty nie są nieuzasadnione...
Natomiast nie zmienia to faktu, że nie znam sytuacji, w której to z pełnej inicjatywy kobiety rozpoczęłaby się znajomość, która zakończyła się trwałym związkiem.
Bo moim zdaniem faceci deklarują otwarcie (również tu na forum), że im nie przeszkadza inicjatywa po stronie kobiet (każdy lubi adorację, i wygodę), ale w praktyce za silny jest wzorzec kulturowy. I jak już przyjdzie co do czego, to jednak większość facetów w takiej sytuacji się nie odnajduje. Po prostu uważam, że podświadomie mężczyźni odbierają wtedy kobietę jako zbyt łatwą zdobycz na zasadzie easy come-easy go. Można się na to oburzać, ale większość tak ma.
(Oczywiście nie mówię do damskim uwodzeniu pt. uśmiechy, wachlowanie rzęsami, przypadkowe spotkania pięć razy dziennie, tylko o bezpośrednim zagadywaniu i zaczepianiu, tudzież zapraszaniu na randkę, od którego zaczął się ten wątek).
Oczywiście z przyjemnością poczytam historie o facetach "wyrwanych' skutecznie przez kobiety, bo może się mylę i takie sytuacje jednak się zdarzają...
EDIT - dobra, jeden przykład mamy
Czy ktoś jeszcze?
Znowu- ja jestem świetnym przykładem. Swojego ostatniego faceta, z którym byłam blisko 8 lat, "wyrwałam" w necie sama.Tzn. napisalam do niego jako pierwsza, żeby zasygnalizować, że mi sie podoba, a potem czekałam na ruch z jego strony. I dalsze starania
.
robingirl, ale ja czysto teoretyzowałam. Tak jak napisałam na poprzedniej stronie, nie uważam, aby startowanie do faceta było świetnym pomysłem.
W moim poprzednim wpisie jedynie rozwinęłam kwestie tego, ze kobiety wychodzące z inicjatywą miałyby być rzekomo desperatkami.
Z drugiej strony uważam, że jeśli jakiś facet wpadnie w oko kobiecie, to już lepiej aby ona wprost zaproponowała mu spotkanie itd niż później miała sobie wyrzucać, że mogła coś zrobić, że może on był nieśmiały, że może nie wiedział, że ona jest wolna i tak dalej... Wszystko zależy od indywidualnego przypadku, nie mówie o pełnej inicjatywie kobiety i jakimś typowym podrywie, że ona sobie kogoś upatrzy i potem uderza. Mam na myśli sytuacje gdzie osoby poznały się w jakiś sposób, wpadły sobie w oko i teraz fajnie byłoby tę relacje przekierować na tory bardziej damsko-męskie. Prawdopodobnie jeśli facet w takiej sytuacji nie wychodzi z inicjatywą tzn, że jednak nie jest zainteresowany znajomością, ale z drugiej strony na 100% nie można być tego pewnym. Ja chyba jednak jestem zwolenniczką żałowania że się coś zrobiło niż żałowania, że się czegoś nie zrobiło. O ile to nie jest jakiś współpracownik czy osoba, z kręgu znajomych, z którymi spędzamy wolny czas to w zasadzie kobieta nie ma nic do stracenia.
Boris napisał/a:Jak w temacie,
Czemu panie boicie się zagadać pierwsze, pierwsze zaproponować spotkanie itp. Oczywiście zdarzają wyjątki jednak jest to mały procent, z czego to wynika?
Po drugie zawsze kiedy jestem na randce mam wrażenie jakbym to ja musiał się za wszelką cenę starać, udowadniać, że jestem wartościowy, a to kobieta wybrała mnie albo nie, oczekiwałbym raczej tu podejścia partnerskiego, mówi się tu sporo o równouprawnienie jednak działa ono chyba tylko w jedna stronęBoris - ile masz lat? Koło 20?
Jak widać na podstawie powyższych odpowiedzi, nie chodzi o to, że kobiety się boją, a im dziewczyny starsze, tym mają więcej odwagi wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko taka bezpośredniość - też jak widzisz z odpowiedzi - raczej rzadko kiedy się sprawdza. Ok, może jesteś młodsze pokolenie (stąd pytanie o wiek), gdzie dziewczyny są bardziej przebojowe, ale mimo tego panuje generalny wzorzec, zgodnie z którym to facet jest zdobywcą. Zgodnie z tym wzorcem, jak facet chce poznać dziewczynę, to ją zagaduje. Oczywiście kobieta może pomóc (gonienie króliczka jest trochę wypaczeniem relacji), ale raczej nie w formie "frontalnego zagadania", bo to naprawdę za rzadko spotyka się z oczekiwanym odbiorem. I już poprzez samo zagadanie facet pokazuje kobiecie, czy ma męskie "jaja", pokazuje, czy jest zdecydowany, czy nie boi się ryzyka, czy jest w stanie poradzić sobie z porażką, czyli czy radzi sobie w życiu i będzie się w stanie o kobietę się zatroszczyć (to w uproszczeniu oczywiście).
I ten wzorzec kobiety zdobywanej przez mężczyznę jest bardzo silnie zakorzeniony, co ma uwarunkowania kulturowe i biologiczne. I mimo że trochę się to zmienia , to nadal jednak zdecydowana większość ludzi (i mężczyzn i kobiet!) zgodnie z tym wzorcem myśli i działa (nawet jeśli gadają coś innego, zwłaszcza w necie). Większość nie znaczy wszyscy, ale większość.
I nawet jeśli wydaje się, że to faceci mają gorzej, bo się muszą tyle napracować, to w takiej konstelacji, że kobieta owszem wybiera, ale spośród mężczyzn, którzy wybrali ją.
A w kwestii Twojego samopoczucia na randkach, to moim zdaniem jest to bardziej problem Twojego nastawienia.
Ok, może kilka dziewczyn się trafić księżniczkowatych, ale może Ty jesteś trochę leniuszek, który oczekuje, że po jednym spotkaniu tak oczaruje wybrankę, że ona za nim będzie biegała?
Albo sobie po prostu niepotrzebnie wkręcasz, że musisz komuś coś udowadniać, a w rzeczywistości wcale nie musisz. Podam taki PRZYKŁAD, który nie odnosi się do Ciebie, ale może zobrazuje o co mi chodzi: dwoje ludzi siedzi w barze. Ona zmawia colę. Mówi że lokal spoko, ale nie lubi piwa. I pyta o jego zainteresowania. I być może nawet myśli: lokal spoko, facet spoko, cola spoko. A co on słyszy: nie postarałeś się. Wybrałeś kiepski lokal. Muszę pić tę banalną colę. Pokaż przynajmniej, ze umiesz mnie rozmową zabawić.Jeśli będziesz miał nastawienie wyluzowane, myślał, że jesteś fajny i spotykasz się z fajną osobą, to powinno zagrać. A jeśli nie zagra, to po prostu pozostaje jeszcze poszukać takiej relacji, gdzie będziesz miał po spotkaniu poczucie, że było fajnie i nic nie musiałeś nikomu udowadniać.
Mam 27 lat
Ok, ale bądźmy konsekwentni, mogę zrobić pierwszy krok, zagadać, zaprosić na randkę, ale nie będe tych kroków robił nie wiadomo ile, kobieta musi tez pokazać, że jej zależy, że nie zrobiłem błędu, że zacząłem znajomość, że była warta poświęcenia mojego czasu. A ja podczas tych randek czuje sie często jak podczas rozmowy o pracę, gdzie jest podział
kandydat-pracodawca zamiast, partner-partner
Pokusiłabym się o przypuszczenie, że w takim razie dziewczyny nie były zainteresowane albo lubisz księżniczki.
Zgadzam się z przedmówczynią.
Zamiast się frustrowac lepiej Boris zastanów sie z jakimi kobietami sie umawiasz i w jakich okolicznościach je poznajesz. Jesli wybierasz puste laski, które nie maja nic do powiedzenia to nie miej pretensji do całego świata. Tak samo zabieganie o znajomość i zapraszanie na kolejne randki w sytuacji gdy dziewczyna nie daje oznak zainteresowania również jest bezsensu.
Uważam, ze w pewnym sensie sam jestes sobie winien.
Nie robię pierwszego kroku, gdyz wczesniej - gdy to robiłam, zazwyczaj Panowie mnie ignorowali, mowili ze spotykam sie z nimi bo nie mam innego faceta w pobliżu - czyli dawali mi do zrozumienia, ze jestem desperatka, nigdy nie odpisują na smsy. Doszłam do wniosku, ze jak facet bedzie mnie chciał, to sam sie o mnie postara.
53 2015-07-16 21:19:11 Ostatnio edytowany przez Boris (2015-07-16 21:23:11)
Zgadzam się z przedmówczynią.
Zamiast się frustrowac lepiej Boris zastanów sie z jakimi kobietami sie umawiasz i w jakich okolicznościach je poznajesz. Jeśli wybierasz puste laski, które nie maja nic do powiedzenia to nie miej pretensji do całego świata. Tak samo zabieganie o znajomość i zapraszanie na kolejne randki w sytuacji gdy dziewczyna nie daje oznak zainteresowania również jest bezsensu.
Uważam, ze w pewnym sensie sam jestes sobie winien.
Umawiam się jedynie przez portale randkowe, teraz nie mam innej opcji. Jak dziewczyna wydaje mi się pusta to nie umawiam się z nią. Zwykle rozmowa nawet bardzo się klei, jest miło są żarty, jednak na końcu zawsze kosz... nie jestem wystarczająco dobrym towarem, aby go kupić ![]()
Znam swoją wartość i sorki, ale nie mam zamiaru płaszczyć się przed dziewczynami, oczekuje trochę inicjatywy, jak jeden z moich przedmówców stwierdził, ,,nie muszę udawać, że nie jestem wielbłądem''
Ja tez lubie wychodzic z roznorodna inicjatywa:) jakbym byla mezczyzna to lubilabym takie kobiety:) z nimi bym sie nie nudzila
Mariusz- ufff, przywracasz mi wiarę w mężczyzn :).
No chwała Bogu, że jak dziewczyna zagada to mężczyźnie to nie przeszkadza. Rewelacja, że istnieją tacy prawdziwi mężczyźni ;)
Ja tez lubie wychodzic z roznorodna inicjatywa:) jakbym byla mezczyzna to lubilabym takie kobiety:) z nimi bym sie nie nudzila
Heh, ja gdybym był kobietą też robiłbym różne rzeczy, o których kobiety nie pomyślą (większość) ![]()
A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
Gdybym był kobietą i myślał po męsku
Chyba byście nie miały o mnie dobrego zdania, ale ja bym robił (robiła) swoje ![]()
oldorando napisał/a:A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
Gdybym był kobietą i myślał po męsku
Chyba byście nie miały o mnie dobrego zdania, ale ja bym robił (robiła) swoje
Jakbyś był kobietą, to byś myślał "po kobiecemu"
Poza tym gdybyś był kobietą to nie koniecznie sprawiałoby Ci frajdę robienie rzeczy, które myślisz, że byś robił.
oldorando napisał/a:A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
Gdybym był kobietą i myślał po męsku
Chyba byście nie miały o mnie dobrego zdania, ale ja bym robił (robiła) swoje
No, dobra- to zalozmy, ze sa kobiety robiace swoje....
Czy takiej kobiety szukasz?
oldorando napisał/a:A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
Gdybym był kobietą i myślał po męsku
Chyba byście nie miały o mnie dobrego zdania, ale ja bym robił (robiła) swoje
Anal, oral? Poszukaj jakiegoś geja i sam zobaczysz jak taka zabawa wygląda. Może Ci się spodoba. Toż nie musisz w kobietę się zmieniać ;-)
62 2015-07-16 22:21:11 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-07-16 22:21:50)
janis1609 napisał/a:Zgadzam się z przedmówczynią.
Zamiast się frustrowac lepiej Boris zastanów sie z jakimi kobietami sie umawiasz i w jakich okolicznościach je poznajesz. Jeśli wybierasz puste laski, które nie maja nic do powiedzenia to nie miej pretensji do całego świata. Tak samo zabieganie o znajomość i zapraszanie na kolejne randki w sytuacji gdy dziewczyna nie daje oznak zainteresowania również jest bezsensu.
Uważam, ze w pewnym sensie sam jestes sobie winien.Umawiam się jedynie przez portale randkowe, teraz nie mam innej opcji. Jak dziewczyna wydaje mi się pusta to nie umawiam się z nią. Zwykle rozmowa nawet bardzo się klei, jest miło są żarty, jednak na końcu zawsze kosz... nie jestem wystarczająco dobrym towarem, aby go kupić
Znam swoją wartość i sorki, ale nie mam zamiaru płaszczyć się przed dziewczynami, oczekuje trochę inicjatywy, jak jeden z moich przedmówców stwierdził, ,,nie muszę udawać, że nie jestem wielbłądem''
Ja myślę, że autorowi też w głównej mierze chodzi o to, że... staramy się jako faceci - ok, nie ma w tym nic złego. Natomiast ja nie lubię sytuacji, w której ja jestem oceniany przez kobietę. Kwestia jest taka, dlaczego to facet ma się zawsze dobrze prezentować, żeby zaimponować kobiecie... tj. zagadać, zaplanować randkę etc etc ... ja też chciałbym zobaczyć u kobiety nutę zaangażowania, tego, że ona też robi coś w kierunku tego, żebym ja chciał z nią kontynuować znajomość. Tu nie chodzi o to, że ja oczekuję po pierwszej randce dzikiego seksu na dowód zainteresowania. Natomiast miło widzieć, że kobiecie też zależy, żebym TO JA chciał przyjść na drugie spotkanie.
Natomiast pojawia się problem tego typu, że jeśli pierwszym zagadującym jest facet to automatycznie on jest tą stroną, która bierze na swe barki ciężar zainteresowania swoją osobą kobiety i ciężko żeby było odwrotnie, natomiast miło wiedzieć, czy kobieta, którą zagadujemy jest w ogóle nami w jakiś sposób zainteresowana, czy zależy jej na kontynuacji, czy też nie. Zatem jeśli już zagadałem, dochodzi do umownej pierwszej randki, a po niej cisza ze strony kobiety no to ja odbieram to jako porażkę na zasadzie "źle się zaprezentowałem, nic nie wyszło" tylko pojawia się inne pytanie... ile razy nie doszło do drugiej randki tylko dlatego, bo dziewczyna bała się dać do zrozumienia, że jednak zrobiłem dobre wrażenie i jest mną zainteresowana?
Boris napisał/a:janis1609 napisał/a:Zgadzam się z przedmówczynią.
Zamiast się frustrowac lepiej Boris zastanów sie z jakimi kobietami sie umawiasz i w jakich okolicznościach je poznajesz. Jeśli wybierasz puste laski, które nie maja nic do powiedzenia to nie miej pretensji do całego świata. Tak samo zabieganie o znajomość i zapraszanie na kolejne randki w sytuacji gdy dziewczyna nie daje oznak zainteresowania również jest bezsensu.
Uważam, ze w pewnym sensie sam jestes sobie winien.Umawiam się jedynie przez portale randkowe, teraz nie mam innej opcji. Jak dziewczyna wydaje mi się pusta to nie umawiam się z nią. Zwykle rozmowa nawet bardzo się klei, jest miło są żarty, jednak na końcu zawsze kosz... nie jestem wystarczająco dobrym towarem, aby go kupić
Znam swoją wartość i sorki, ale nie mam zamiaru płaszczyć się przed dziewczynami, oczekuje trochę inicjatywy, jak jeden z moich przedmówców stwierdził, ,,nie muszę udawać, że nie jestem wielbłądem''Ja myślę, że autorowi też w głównej mierze chodzi o to, że... staramy się jako faceci - ok, nie ma w tym nic złego. Natomiast ja nie lubię sytuacji, w której ja jestem oceniany przez kobietę. Kwestia jest taka, dlaczego to facet ma się zawsze dobrze prezentować, żeby zaimponować kobiecie... tj. zagadać, zaplanować randkę etc etc ... ja też chciałbym zobaczyć u kobiety nutę zaangażowania, tego, że ona też robi coś w kierunku tego, żebym ja chciał z nią kontynuować znajomość. Tu nie chodzi o to, że ja oczekuję po pierwszej randce dzikiego seksu na dowód zainteresowania. Natomiast miło widzieć, że kobiecie też zależy, żebym TO JA chciał przyjść na drugie spotkanie.
Natomiast pojawia się problem tego typu, że jeśli pierwszym zagadującym jest facet to automatycznie on jest tą stroną, która bierze na swe barki ciężar zainteresowania swoją osobą kobiety i ciężko żeby było odwrotnie, natomiast miło wiedzieć, czy kobieta, którą zagadujemy jest w ogóle nami w jakiś sposób zainteresowana, czy zależy jej na kontynuacji, czy też nie. Zatem jeśli już zagadałem, dochodzi do umownej pierwszej randki, a po niej cisza ze strony kobiety no to ja odbieram to jako porażkę na zasadzie "źle się zaprezentowałem, nic nie wyszło" tylko pojawia się inne pytanie... ile razy nie doszło do drugiej randki tylko dlatego, bo dziewczyna bała się dać do zrozumienia, że jednak zrobiłem dobre wrażenie i jest mną zainteresowana?
Na mojej planecie, kobieta komunikuje takie rzeczy wprost, a nie przez " sygnalizowanie"
Boris napisał/a:oldorando napisał/a:A co takiego bys , autorze robil, jak bys byl kobieta...?
( ciekawosc)
Gdybym był kobietą i myślał po męsku
Chyba byście nie miały o mnie dobrego zdania, ale ja bym robił (robiła) swoje
No, dobra- to zalozmy, ze sa kobiety robiace swoje....
Czy takiej kobiety szukasz?
Chciałbym ją bliżej poznać z czystej ciekawości, jakoś by się wyróżniała, może by miała takie potrzeby, o które nie musiał bym walczyć, nie wiadomo ile, nie wiadomo po co, mogłaby być to to najwspanialsza osoba, pragnąca uczucia, nie kryjąca się z pewnymi potrzebami, tak absolutnie nie oceniam ludzi ![]()
A ja ponowie pytanie:
Autorze- wyobraz sobie, ze jestes kobieta, i robisz to " swoje", cokolwiek sobie wyobrazasz....
Czy takiej wlasnie kobiety szukasz?