Nie wiem od czego zacząć. Jesteśmy z mężem 8 lat razem, Różnie bywało, ale jakos trwaliśmy. Ostatnimi czasy oddaliliśmy się od siebie, na zasadzie każdy sobie rzepke skrobie. Niekonicznie polegało to na tym, że każdy osobno czas spędzał, ale w domu, było tak jakby każdy był sam. Nie bylo rozmów, ja do przysłowowych garów, mąż do internetu itp. W któryms momencie już mi ten internet nie przeszkadzał, ale mąż zaczął mi przeszkadzać. wolałam prasowac jemu koszule niż siedzieć koło niego i udawać, że razem czas spędzamy. W końcu mąż zauważył, że cos jest nie tak. Przeprowadziliśmy rozmowe. Doszlismy do porozumienia, że zaczynamy wszystko od początku. Mąż przyznał, że jak zauważył, że cos jest nie tak i jak do niego dotarło, że może nas stracić (mamy 7 miesięczną córkę) to sie wystraszył. No i teraz wszystko się zmieni, on będzie bardziej uczestniczył w życiu naszej rodziny, nie będzie jak ten przysłowiowy słup. Ja się ucieszyłam, że w końcu nie będe samotna w małżeństwie i przyszlość zapowiadała sie fantastycznie, ale...
Naprawdę się cieszyłam, że jest szansa na to, że będzie w końcu w porządku. ale dotrało do mnie, że ja już tego nie chcę. To jest straszne, ryczałam dzisiaj cały ranek jak sobie to uświadomiłam. Czy na tym polega wypalenie sie uczuć?
Nie wiem czy jakbysmy nie przeprwadzili tej rozmowy to bysmy trwali dalej razem, bo nie miałam siły mu powiedzieć, że juz nic nie czuję. Może nie docierało to do mnie jak teraz dotarło.
Mąż się stara, pomaga mi w domu, nie przesiaduje juz tak przy kompie jaki kiedyś, wiele rzeczy mu nie przeszkadza, stał sie bardziej czuly, a ja nie czuję się szczęsliwa. Jeszcze gorzej, oszukuję go i to mnie dobija całkiem.
Nie wiem co robić. krzywdzę go oszukując, skrzywdzę jak będę chciała odejść.