netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

105 odpowiedzi41 888 wyświetleńzałożony przez Gawroszka, 30.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 106 ]

1

Temat: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Nie wiem od czego zacząć. Jesteśmy z mężem 8 lat razem, Różnie bywało, ale jakos trwaliśmy. Ostatnimi czasy oddaliliśmy się od siebie, na zasadzie każdy sobie rzepke skrobie. Niekonicznie polegało to na tym, że każdy osobno czas spędzał, ale w domu, było tak jakby każdy był sam. Nie bylo rozmów, ja do przysłowowych garów, mąż do internetu itp. W któryms momencie już mi ten internet nie przeszkadzał, ale mąż zaczął mi przeszkadzać. wolałam prasowac jemu koszule niż siedzieć koło niego i udawać, że razem czas spędzamy. W końcu mąż zauważył, że cos jest nie tak. Przeprowadziliśmy rozmowe. Doszlismy do porozumienia, że zaczynamy wszystko od początku.  Mąż przyznał, że jak zauważył, że cos jest nie tak i jak do niego dotarło, że może nas stracić (mamy 7 miesięczną córkę) to sie wystraszył. No i teraz wszystko się zmieni, on będzie bardziej uczestniczył w życiu naszej rodziny, nie będzie jak ten przysłowiowy słup. Ja się ucieszyłam, że w końcu nie będe samotna w małżeństwie i przyszlość zapowiadała sie fantastycznie, ale...
Naprawdę się cieszyłam, że jest szansa na to, że będzie w końcu w porządku. ale dotrało do mnie, że ja już tego nie chcę. To jest straszne, ryczałam dzisiaj cały ranek jak sobie to uświadomiłam. Czy na tym polega wypalenie sie uczuć?
Nie wiem czy jakbysmy nie przeprwadzili tej rozmowy to bysmy trwali dalej razem, bo nie miałam siły mu powiedzieć, że juz nic nie czuję. Może nie docierało to do mnie jak teraz dotarło.

Mąż się stara, pomaga mi w domu, nie przesiaduje juz tak przy kompie jaki kiedyś, wiele rzeczy mu nie przeszkadza, stał sie bardziej czuly, a ja nie czuję się szczęsliwa. Jeszcze gorzej, oszukuję go i to mnie dobija całkiem.

Nie wiem co robić. krzywdzę go oszukując, skrzywdzę jak będę chciała odejść.

2

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Poczytaj moją historię. Też się podobno tak zaczęło między nami. Oby z twojej strony nie skończyło się tak jak w przypadku mojej już niedługo byłej żony. Macie o co walczyć - nigdy nie jest za późno. Powodzenia.

3

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Moja historia jest prawie że identyczna. 4 letni staż, jedno dziecko, drugie w drodze - facet wspaniały, czuły, kochany, a jednak czegoś brak. Podobnie jak u Ciebie nie potrafię czerpać radości z bycia z nim. Wydaje mi się, że żyjemy razem a jednak gdzieś tam osobno. Doslownie jak u Ciebie - on przy kompie, ja przy naczyniach. Ale to mi nawet nie przeszkadza - to znaczy wolę tak żyć niż udawać szczęśliwych. Masakra, rozumiem doskonale jak się czujesz. Też wielokrotnie czuję taką trudną do opisania beznadzieję sytuacji - oszukiwanie partnera w uczuciach, nawet ciężko ubrać to w słowa. I sama nie wiem co ja mam dalej robić. Jestem smutna, rozgoryczona, załamana.

I naprawdę sama mam mętlik w głowie jeśli chodzi o dalsze poczynania sad.

Myślę, że w naszych przypadkach może dobrym rozwiązaniem byłaby jakaś dłuższa separacja - np. żebyśmy mogły na chwil kilka (tydzien, dwa, miesiąc) odpocząć i przemyśleć czego tak naprawdę chcemy. Jednakże wiem też że to łatwo się mówi, pisze... Sama widzisz nie umiem się za to porządnie zabrać...

Życzę Ci abyś chociaż Ty umiała wziąć sprawy w swoje ręce.

Pozdrawiam.

Daj znać co postanowisz i czy coś w swoim życiu zmienisz. Trzymaj się.

4

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

A ja polecam wybrać się na wspólną terapię do jakiegoś dobrego terapeuty który może pomóc podjąć właściwą decyzję.

5

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Gawroszka ... ja myślę żebyś jednak spróbowała dać Waszemu małżeństwu szansę. Chociażby po to żeby czarno na białym mieć to, że się go już nie da uratować. 8 lat razem to sporo, a kryzysy są naturalne w związkach. Macie małe dziecko, może po jego pojawieniu na świecie coś się zmieniło, może za bardzo wpadliście w rutynę ... może, może, może. Szkoda poddać wszystko bez walki ... Będę mocno trzymała za Was kciuki!

6

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Popieram Sierpniową.

Fakt, że mąż się stara to już bardzo dużo - ilu mężom się nie chce?

Czasem w małżeństwo wkrada się nuda, rutyna i tylko trzeba coś z tym zrobić.

Przecież pobierając się (a to chyba nie tak dawno jeszcze) łączyło Was uczucie. Spróbuj odświeżyć te uczucia, skoncentruj się na Waszej rodzinie i broń boże nie poszukuj "pocieszyciela" z zewnątrz.

Trzymam kciuki.

7

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
luc napisał/a:

Popieram Sierpniową.

Fakt, że mąż się stara to już bardzo dużo - ilu mężom się nie chce?

Czasem w małżeństwo wkrada się nuda, rutyna i tylko trzeba coś z tym zrobić.

Przecież pobierając się (a to chyba nie tak dawno jeszcze) łączyło Was uczucie. Spróbuj odświeżyć te uczucia, skoncentruj się na Waszej rodzinie i broń boże nie poszukuj "pocieszyciela" z zewnątrz.

Trzymam kciuki.

Popieram! Bez pocieszyciela broń boże !!!

8

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
luc napisał/a:

Spróbuj odświeżyć te uczucia, skoncentruj się na Waszej rodzinie i broń boże nie poszukuj "pocieszyciela" z zewnątrz.

Powiedz mi jak znaleźć w sobie na tyle samozaparcia żeby zmusić się do "odświeżania". Kiedy serce mówi uciekaj, a rozum  mówi zostań?

9

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
owcake napisał/a:
luc napisał/a:

Spróbuj odświeżyć te uczucia, skoncentruj się na Waszej rodzinie i broń boże nie poszukuj "pocieszyciela" z zewnątrz.

Powiedz mi jak znaleźć w sobie na tyle samozaparcia żeby zmusić się do "odświeżania". Kiedy serce mówi uciekaj, a rozum  mówi zostań?

Wtedy trzeba się z sercem i rozumem spotkać w połowie drogie i SPRÓBOWAĆ. Nie chodzi o to żeby się zmuszała, ale żeby miała pewność swojej decyzji i nie żałowała potem, że poddała się łatwo.

10

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
owcake napisał/a:
luc napisał/a:

Spróbuj odświeżyć te uczucia, skoncentruj się na Waszej rodzinie i broń boże nie poszukuj "pocieszyciela" z zewnątrz.

Powiedz mi jak znaleźć w sobie na tyle samozaparcia żeby zmusić się do "odświeżania". Kiedy serce mówi uciekaj, a rozum  mówi zostań?

Nie wiem - każdy musi/może znaleźć własny sposób.
Wiem, że łatwo mi pisać bo nie byłam w takiej sytuacji - w moim małżeństwie od dawna (nie od zawsze - bo tego się uczyliśmy i ciągle uczymy) staramy się wspólnie o nie dbać.
Ale wiem też, że nie przekreślałabym lat wspólnego życia od razu.

Na "ucieczkę" zawsze jest czas (nie mam na myśli patologicznych związków, ż których uciekać trzeba jak najszybciej).

11 Ostatnio edytowany przez owcake (2012-07-30 22:26:03)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
sierpniowa napisał/a:

Nie chodzi o to żeby się zmuszała, ale żeby miała pewność swojej decyzji i nie żałowała potem, że poddała się łatwo.

No właśnie o to chodzi, że trzeba się zmusić. Rozumiem autorkę wątku. Zbyt dobrze ją rozumiem :-(

luc napisał/a:

Wiem, że łatwo mi pisać bo nie byłam w takiej sytuacji - w moim małżeństwie od dawna (nie od zawsze - bo tego się uczyliśmy i ciągle uczymy) staramy się wspólnie o nie dbać.
Ale wiem też, że nie przekreślałabym lat wspólnego życia od razu.
.

To nie jest przekreślanie ot tak wspólnie spędzonych lat. To podstępny proces, który toczy się przez dłuższy czas. A my nie zauważamy, bądź nie chcemy go zauważać. Szacunek dla ludzi, którzy potrafią od początku dbać o swoje związki. Ja tego nie potrafiłam. Tym bardziej mój mąż. Po prostu chyba przekroczyliśmy punkt z którego nie ma już powrotu. A teraz próbujemy ostatkiem sił coś z tego jeszcze sklecić. Mąż się stara. Ja to widzę i doceniam. Ale jakoś mnie to już nie rusza. Przerażające. Teraz jestem na etapie, że niepotrzebnie z nim rozmawiałam. Może by to jakoś samo umarło. Łatwiej i szybciej.

12

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
owcake napisał/a:
sierpniowa napisał/a:

Nie chodzi o to żeby się zmuszała, ale żeby miała pewność swojej decyzji i nie żałowała potem, że poddała się łatwo.

No właśnie o to chodzi, że trzeba się zmusić. Rozumiem autorkę wątku. Zbyt dobrze ją rozumiem :-(

No widzisz ... ja też ją rozumiem. Zmusić się nie można jeśli się nie chce. Ta odrobina woli robi ogromną różnicę.

13

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Gawroszka, 8 lat to już kawał życia. Dziecko ma 7 miesięcy a więc i 7 1,5 roku temu było pożycie małżeńskie. Za coś go kochałaś i może to spróbuj sobie przypomnieć?

14

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Powiem tak, na razie będę próbować coś w sobie wskrzesić. Może nie jest tak źle, że juz nic całkiem wee mnie nie ma. Może jego miłość do córki obudzi we mnie te uczucie, które kiedys miałam.
Jak rozmawialiśmy razem to też mu powiedziałam, że gdyby nie to, że widzę jego miłość do córki to już dawno bym odeszła, ale nie miałam po prostu sumienia i to mnie głównie powstrzymywało.

Wiem, że nie mogę tak po prostu odejść, bez spróbowania czy nam po jego staraniach wyjdzie czy nie.

Doszłam do wniosku, że co ma być to będzie. Jak mamy byc rodziną to wyjdzie nam, mimo jakiś przeszkód.

Zobaczymy....

15

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Jak to czytam to zastanawiam się po co Wy za mąż wychodzicie? Chyba jedynie dla przedłużenia gatunku. Jak rodzą się dzieci to mężowie idą w odstawkę. Sterujecie nimi podażą seksu a potem dziwicie się, że zdradzają. Zastanawiałyście się kiedyś dlaczego oni częsciej siedzą przy kompie czy wychodzą na piwo skoro wcześniej tego nie robili? Rujnujecie ich miłość a potem zastanawiacie się czy już odejść czy może później. Wiele złego pisze się tu o mężczyznach ale kobiety wcale nie są lepsze. Są wyrachowane i cyniczne. Jak Wy płaczecie to macie problemy, jak my, to strzelamy focha.

16

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Ojciecpiotr napisał/a:

Jak to czytam to zastanawiam się po co Wy za mąż wychodzicie? Chyba jedynie dla przedłużenia gatunku. Jak rodzą się dzieci to mężowie idą w odstawkę. Sterujecie nimi podażą seksu a potem dziwicie się, że zdradzają. Zastanawiałyście się kiedyś dlaczego oni częsciej siedzą przy kompie czy wychodzą na piwo skoro wcześniej tego nie robili? Rujnujecie ich miłość a potem zastanawiacie się czy już odejść czy może później. Wiele złego pisze się tu o mężczyznach ale kobiety wcale nie są lepsze. Są wyrachowane i cyniczne. Jak Wy płaczecie to macie problemy, jak my, to strzelamy focha.

Ojciecpiotr, aleś pojechał teraz. Czy to znaczy, że jesteście kukiełkami, za które się po prostu wychodzi za mąż i pozwala się im spładzać potomstwo? Rozum swój macie? Decyzje podejmujecie sami? Litości ... jak czegoś w życiu nie chcesz to nie robisz i po sprawie. Najlepiej to zrzucić wszystko na żonę, bo przecież ONA CHCIAŁA. Bidusie z Was takie ... To Wasza niedojrzałość sprawia, że zamiast wdrożyć się w życie rodziny po urodzeniu dziecka, to Wy zaraz w płacz, że świat już się wokół Was nie kręci.

17

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Ojciecpiotr. Chciałam zauwazyć, że za uszy do kościoła go nie ciągnelam. Sama w tym małżeństwie nie jestem i nie tylko z mojej strony ma być "poświęcenie". Wy faceci to żone wziąć, bo tak trzeba.  Żona musi być. Tak samo jak telewizor: nie trzeba z niego kozystac, ale trzeba go mieć.
Bo fajnie mieć żonę i dalej robić sobie co się chce, tak jak za kawalera.

Zastanow sie czasami, Ojciecpiotr, co piszesz.

18

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

A ja uważam, że Ojciecpiotr ma trochę racji.
Prawdą jest, że większość kobiet odstawia swoich facetów na bok kiedy pojawia się dziecko (niewiele kobiet potrafi to połączyć).
Co do ratowania małżeństwa to tak jak w tej piosence "bo do tanga trzeba dwojga" a Gałuszko - to Ty nie chcesz ratować tego małżeństwa (jak wskazuje tytuł). Radzę wizytę u psychologa, on Ci otworzy oczy na to co jest nie tak i w czy tkwi problem.

19

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
BlackPearl napisał/a:

A ja uważam, że Ojciecpiotr ma trochę racji.
Prawdą jest, że większość kobiet odstawia swoich facetów na bok kiedy pojawia się dziecko (niewiele kobiet potrafi to połączyć).
Co do ratowania małżeństwa to tak jak w tej piosence "bo do tanga trzeba dwojga" a Gałuszko - to Ty nie chcesz ratować tego małżeństwa (jak wskazuje tytuł). Radzę wizytę u psychologa, on Ci otworzy oczy na to co jest nie tak i w czy tkwi problem.

Dzięki BlackPearl. Mam wrażenie, że Twoje poprzedniczki czytały mój post wybiórczo i skrytykowały w nim tylko to co dla nich wygodne. Wiele kobiet patrzy na siebie bez cienia krytyki bo uważają, że jak urodiły dziecko i coś ugotują to są wręcz ideałami. Moja krytyka kobiecych zachowań nie ma na celu wybielania facetów tylko zwrócenie uwagi na egoizm wielu kobiet. Temat postu i treść wypowiedzi Pań tutaj uważam za dowód na modliszkowy charakter naszych samic. Bo jak nazwać kobietę, która jest z facetem pięć lat a po kilku miesiącach od urodzenia dziecka stwierdza, że już go nie kocha i myśli o odejściu. To forum pełne jest przypowieści o męskich draniach, którym znudziła się żona. Okazuje się, że jak mąż się znudzi to też jego wina.

20

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

chyba pomiliłeś posty. Ja  nie jestem z mężem 5 lat i nie wiem gdzie wyczytałeś, że po urodzeniu dziecka sie popsuło. I nie robię z siebie cierpiętnicy, że muszę robić co trzeba. Robię i nie grymaszę, ale wieczorem chciałabym, żeby mąż zwrócił na mnie uwagę a nie tylko na internet.
A poza tym, po naszej rozmowie jest ok i nie wiem czemu tak się zaraz obruszacie.

21

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

ja tez zgodze sie z OjcemPiotrem. wy poprostu nie chcecie walczyc. znam dwa przypadki gdzie juz naprawde malzenstwa wisialy na ostatnim wlosku, kobiety chcialy odejsc, mezowie walczyli, starali sie, dbali. dzis jak je pytam czy zaluja, ze sie nie rozwiodly mowia, ze to by byla najgorsza rzecz w zyciu jaka by zrobily. kochaja swoich mezow i sa kochane. takie zwiazki sa do odratowania, tylko trzeba chciec.

psycholog tez jest dobrym rozwiazaniem. moj brat i bratowa tez juz mieli taki kryzys, ze chcieli sie rozejsc, firma, plus prace w zawodzie, ten caly nawal pracy spowodowal, ze oni zaczeli sie w tym wszystkim cholernie gubic. obydwoje uznali, ze lepiej sie rozejsc. w ostatniej chwili jednak pomysleli, zeby skorzystac z terapii.. i co? terapeuta pomogl im na nowo przypomniec sobie co oni w sobie pokochali, jak to bylo fajnie nim wpadli w rutyne, i jak moze byc fajnie, pomimo, ze tyle godzin dziennie pracuja. jednak nawet pracujac juz razem w domu, nauczyli sie fajnie spedzac czas ze soba. i teraz smieja sie z tego, ze chcieli sie rozstac.

22

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Nie mówie ze Ojciecpiotr nie ma racji, ale u nas było to wszystko znacznie prędzej przed dzieckiem.
Będziemy próbowac, może sie uda bez terapeuty. Kiedys terapeute proponowałam to mąż nie miał ochoty. Teraz jedanak jest inaczej. Mężowi bardziej zalezy, pewnie ze względu na dziecko, ale jakby to był powód do jego zmiany na lepsze to nie mam nic przeciwko temu.

23 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-07-31 11:25:37)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Do autorki? A co Ty robiłaś, żeby urozmaicić wspólnie spędzany czas? Bo rozumiem, że Ty męża non stop zachęcałaś do różnych rzeczy. Oferowałaś różne atrakcje, a on jak ten słup nawet nie mrugnął.
Jak to się mówi "do tanga trzeba dwojga". Nie miałaś czasu dla męża bo: dziecko, bo zmywanie, bo prasowanie i wiele innych "bo", więc zaczął schodzić Ci z drogi, gdyż widział, że Ci tylko przeszkadza.
Zrób sobie rachunek sumienia i sama przed sobą odpowiedz, czy byłaś i jesteś żoną idealną.

Również się zgadzam z Ojcem Piotrem.

Gawroszko. Uczucia da się na nowo wzbudzić tylko trzeba chcieć. Wykazać minimum chęci. Doceń swojego męża, bo z tego co wywnioskowałam, to dobry z niego człowiek, tylko trochę rutyna Was dopadła. Szukajcie jak najwięcej okazji, żeby "uciekać" z domu, od obowiązków i spędzajcie czas rodzinnie a nie przy garach i Internecie.

24

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Może wrzuć na luz. Powiedz sobie, że co ma być to będzie. Nie zmuszaj się, nie szukaj w sobie iskry i trzyj obsesyjnie patyka o patyk, żeby płomyk rozpalić. Bo to będzie jak z ograzmem im więcej o tym myślisz i chcesz tym bardziej popadasz we frustracje, ze go nie ma. Rozluźnij się, nie myśl o tym co będzie, żyj chwilą. Pozwól się uwodzić, sama wymyśl coś ciekawego. Traktuj go jako zaufanego przyjaciela, że nie musisz się przy nim puszyć, udawać czy spinać. Odkop w sobie trochę szaleństwa nastolatki. Odpuść, ale sobie to intensywne szukanie uczucia. Idź na żywioł.

25

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Szkoda, że nie było was przez te wszystkie lata z nami. Zawsze racja jest pośrodku. Nikt nigdy nie jest święty. Pewnie, że mąż zaczął uciekać w internet, bo ja mu nic nie proponowałam, nie oferowałam, bo juz mi sie nie chcialo. Ile razy miałam prosić, choć wyjdziemy na spacer, pojedziemy do kina, nie wiem pojeździmy na rowerze. I tylko słyszałm, że mu sie nie chce, bo był w pracy i jest zmęczony (już nie wspomne, że pracuje umysłowo i tym bardziej powinien wychodzić na dwór się przewietrzyć i odpoczywać aktywnie). To zaczełam miec gdzies proponowanie, żeby cokolwiek razem zrobić.
A jeszcze dodam, że jak ja mu proponowałam, żebyśmy razem wyszli lub nie wiem w tenisa pograli, to zmęczony, ale jak kolega dzwonil, żeby pojechać połazic z wykrywaczem metali to zmęczony nie był. I co miałam mysleć? Dalej robic z siebie idiotkę i błagać, żeby ze mną gdzieś wyszedł?
Nie znacie do końca sytuacji a oczywiście ja jestem winna. Niestety wina jest pośrodku. A że on sie później nie interesował, to była konsekwencja tego, że ja przestałam i koło się zamknęło.

Teraz mam nadzieje będzie lepiej, bo chyba cos do niego dotarło.

26

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Teo napisał/a:

Może wrzuć na luz. Powiedz sobie, że co ma być to będzie. Nie zmuszaj się, nie szukaj w sobie iskry i trzyj obsesyjnie patyka o patyk, żeby płomyk rozpalić. Bo to będzie jak z ograzmem im więcej o tym myślisz i chcesz tym bardziej popadasz we frustracje, ze go nie ma. Rozluźnij się, nie myśl o tym co będzie, żyj chwilą. Pozwól się uwodzić, sama wymyśl coś ciekawego. Traktuj go jako zaufanego przyjaciela, że nie musisz się przy nim puszyć, udawać czy spinać. Odkop w sobie trochę szaleństwa nastolatki. Odpuść, ale sobie to intensywne szukanie uczucia. Idź na żywioł.

tak mam zamiar zrobić. Nic na siłe, bo to nic nie da, a tylko popadnę we frustrację, a tego nie chę. mam nadzieje, że będzie w końcu jak powinno być.

27 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-07-31 11:47:14)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

No niestety sytuację zmiany na tyle, na ile nam ją przedstawisz.

No musisz po prostu zastanowić się, czy chcesz być z mężem. Otwórz się na niego i tyle. Zobaczysz co będzie. Rozstać się można zawsze.

28

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Gawroszka napisał/a:

Nie znacie do końca sytuacji a oczywiście ja jestem winna. Niestety wina jest pośrodku. A że on sie później nie interesował, to była konsekwencja tego, że ja przestałam i koło się zamknęło.

a skad mozemy wiedziec wiecej niz to co sama nam napisalas?:> z tego co tu piszesz wyglada na to, ze bardziej wina stoi po Twojej stronie;)

29

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Gawroszka napisał/a:

Nie mówie ze Ojciecpiotr nie ma racji, ale u nas było to wszystko znacznie prędzej przed dzieckiem.
Będziemy próbowac, może sie uda bez terapeuty. Kiedys terapeute proponowałam to mąż nie miał ochoty. Teraz jedanak jest inaczej. Mężowi bardziej zalezy, pewnie ze względu na dziecko, ale jakby to był powód do jego zmiany na lepsze to nie mam nic przeciwko temu.

to jemu teraz zalezy na trapii a Tobie nie?? i tak w kolko... jesli nie chcecie tego oboje to nie ma sensu zeby facet marnowal czas i sily na ratowanie tego..

30 Ostatnio edytowany przez elfiona (2012-07-31 13:46:22)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Przemyśl to jeszcze. Przecież to jest Twój mąż! Osoba, wobec której podjęłaś pewne zobowiązania, której coś ślubowałaś! Nie możesz tak po prostu z tego zrezygnować, jakby to był pierwszy lepszy partner... To MĄŻ. Łączy Was przysięga małżeńska. Łączy Was wspólne życie, dzieci, tysiące wspomnień...

Uczucie można na nowo rozpalić!

31 Ostatnio edytowany przez Doonna (2012-07-31 14:40:21)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Gawroszka napisał/a:

Ile razy miałam prosić, choć wyjdziemy na spacer, pojedziemy do kina, nie wiem pojeździmy na rowerze. I tylko słyszałm, że mu sie nie chce, bo był w pracy i jest zmęczony (już nie wspomne, że pracuje umysłowo i tym bardziej powinien wychodzić na dwór się przewietrzyć i odpoczywać aktywnie). To zaczełam miec gdzies proponowanie, żeby cokolwiek razem zrobić.
A jeszcze dodam, że jak ja mu proponowałam, żebyśmy razem wyszli lub nie wiem w tenisa pograli, to zmęczony, ale jak kolega dzwonil, żeby pojechać połazic z wykrywaczem metali to zmęczony nie był. I co miałam mysleć? Dalej robic z siebie idiotkę i błagać, żeby ze mną gdzieś wyszedł?
Nie znacie do końca sytuacji a oczywiście ja jestem winna. Niestety wina jest pośrodku. A że on sie później nie interesował, to była konsekwencja tego, że ja przestałam i koło się zamknęło.

Teraz mam nadzieje będzie lepiej, bo chyba cos do niego dotarło.

Rozumie Cie doskonale, moj tez taki byl nigdy nic mu sie nie chcialo bo zmeczony, ale na swoje zachcianki to mial sily.
Odechcialo mi sie go namawiac na robienie razem czegokolwiek i poszlam sobie od czasu do czasu sama z dziecmi...wyobraz sobie ze musialam pozniej wysluchac ze sie szwendam i wole innych niz jego.
Aktualnie wyrzucilam go z domu i lata za mna jak glupi...oczywiscie ma na wszystko czas i checi, tyle ze mi sie jakos go odechcialo.

32

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Doonna, dokladnie. Ile człowiek ma prosic i błagać? Ja dam nam jeszcze szansę. Nie chcę pochopnie podejmować decyzji. W tej chwili widzę, że sie stara, oby tak zostalo, a  nie jak zawsze parę dni dobrze, a później wracalo wszystko do punktu wyjscia. Zobaczymy jak to będzie.

33

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Oczywiscie ze daj mu szanse, napewno sie uda... ja mojego wyrzucilam bo mnie oszukiwal,  gdyby nie to, to moze do dzisiaj bym tak zyla i nawet nie zauwazala ze cos jest nie tak.
Jestes bystra ze w pore sie zorietowalas, ja jak sie ocknelam to bylo juz za pozno.

34

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Doskonale rozumiem to zniechęcenie. Czasem tak jest, że panowie obudzą się i zaczynają starania, ale jest już za późno. Autorka poświęciła czas i energię na to wszystko, a on nic, to nic dziwnego, że jej się wszystkiego odechciało nawet jak on nagle zaczął się starać. Tu potrzeba czasu i spokoju.

35

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Niektórzy mówią, że trzeba trzymać mężczyznę w niepewności. Ja mam inne zdanie. On powinien mieć absolutną pewność, że jeśli źle potraktuje Kobietę, z hukiem wyleci z Jej życia. Wtedy będzie się dobrze zachowywał.

To dobre dla Kobiety, dla mężczyzny (jego rozwój)i dla wspólnych dzieci (widzą matkę pewna siebie i wymagającą szacunku, troskliwego ojca), które mają dobre wzorce.

36 Ostatnio edytowany przez Doonna (2012-08-03 02:36:22)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Artemida napisał/a:

Niektórzy mówią, że trzeba trzymać mężczyznę w niepewności. Ja mam inne zdanie. On powinien mieć absolutną pewność, że jeśli źle potraktuje Kobietę, z hukiem wyleci z Jej życia. Wtedy będzie się dobrze zachowywał.

Twoje zdanie jest bombowe...szkoda ze wczesniej tej madrosci nie znalam, teraz juz po plackach...polecial z hukiem:(

37

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Przez ten czas jak tu pisałam, że nie chce ratowac małżeństwa, nic sie nie zmieniło. Tzn. moje nastawienie. Nie mogę się przemóc. Nie zalezy mi, żeby to trwało. Nie wiem co robić.
Chcialabym jednak zakończyć tę farse, ale mąż zachowuje sie jakby wszystko było w porządku. Nie mam sumienia mu powiedzić, że chcę odejść.
Jak go nie ma w domu to przyrzekam sobie, że jak wróci z pracy, to powiem mu, że przepraszam go bardzo, ale wszystko we mnie wygasło i chcę to zakończyć, jednak jak go widzę takiego radosnego, że wrócił do swojej rodziny, to  żal mi się go robi.

Nie wiem co robić...

38 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-16 09:40:16)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Naprawdę nie wiesz, co masz robić?
Wyjścia są dwa:
1. odchodzisz od męża
2. zostajesz w związku.

Sadząc z tego, co napisałaś w swym ostatnim poście, jesteś w związku z litości. Na takim uczuciu budować niczego nie można, za to doprowadzić do kompletnej ruiny - owszem.



Napisałaś też, że mąż chętnie wyszedł z kolegą, by połazić z wykrywaczem metali. Może to jest sposób na spędzanie przez was razem czasu? Na robieniu tego, co JEGO interesuje lub poszukaniu takich rzeczy, które są ciekawe dla was dwojga. Bo wydaje mi się, że do tej pory Twe propozycje były interesujące wyłącznie Ciebie.

39

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Kolega, jak przyjechał rowerem, żeby pojeździć to tez zaraz brał rower i jechał. Ale to juz dawno było, teraz sytuacja sie zmieniła, bo mi juz nie zależy. Ja się teraz cieszę, że jego w domu nie ma, ale teraz jemu zaczęlo zależeć i właśnie przez to, że zaczął sie starac jest mi ciężej odejść.
Wiem, że bycie z litości z kimś to jest najgorsze co można zrobić, ale jak mu to poiwiedzić, że chc odejść. Nie umiem po prostu.

40

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Nie umiesz powiedzieć? Czego? Jednego słowa? To tylko jedno słowo: "Odchodzę."

Moim zdaniem, Twój opór przed oznajmieniem mężowi decyzji (bo już ją podjęłaś) jest wynikiem chęci uniknięcia konsekwencji tejże decyzji.

41

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Pewnie masz rację. Mimo wszystko ciężko mi to powiedzieć, jak widze go takiego zadowolonego, że wszystko jest ok. Nie mogę się zdobc na odwagę. Tchórz ze mnie...

42

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Tchórz? Nie sądzę.
Bardziej osoba, która jest wygodna, choć to szczególny rodzaj wygody.

Tobie również proponuję, byś przeczytała ze zrozumieniem zdania z mej sygnatury.

43

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

A moim zdaniem powinniście dać sobie odrobinę czasu... Wyjedź gdzieś- choćby na tydzien- do rodziny, do przyjaciółki. I przez ten czas nie miej z nim w ogóle kontaktu. Gdy wrócisz, poświęć mu tydzień czasu. Ale nie na wspólne siedzenie w domu... odbudujcie dawne zainteresowania, pasje. Na pewno macie coś takiego, co kiedyś was bardzo cieszyło... wyjedźcie gdzieś, spędźcie "aktywnie"razem czas. A może po tym czasie, znajdzie się ochota by zrobić jakąś kolacyjke tylko dla dwojga? Przypomnij sobie co kiedyś razem robiliście, jak się do siebie zwracaliście... Może gdy wdrożycie to znów w swoje relacje to coś się obudzi?... Tylko nie podchodź do tego w ten sposób; musi sie udać bądź; na pewno sie nie uda.
Po prostu staraj sie przez ten czas dobrze bawić.

44

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Teraz próbujemy właśnie robić wiele rzeczy razem, ale mnie one nie cieszą. Taki mi żal, że wczzsniej tego nie było, jak mi zależało.

45

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Gawroszka napisał/a:

Teraz próbujemy właśnie robić wiele rzeczy razem, ale mnie one nie cieszą. Taki mi żal, że wczzsniej tego nie było, jak mi zależało.

A nie pomyslalas, ze byc moze czujesz sie po prostu przytloczona jego obecnoscia? Moze warto chwile odsapnac, dac sobie okazje do "tesknoty". ..
smile

46

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Właśnie o to chodzi, że ja za nim nie tęsknię. Juz miałam okazje nie raz sie przekonac. Ja się nawet cieszę, jak on wcześniej idzie spać, bo wtedy mogę sobie wyciągnąc nogi na tapczanie i pooglądać to co chcę.

47

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Gawroszka napisał/a:

Właśnie o to chodzi, że ja za nim nie tęsknię. Juz miałam okazje nie raz sie przekonac. Ja się nawet cieszę, jak on wcześniej idzie spać, bo wtedy mogę sobie wyciągnąc nogi na tapczanie i pooglądać to co chcę.

Z tego co piszesz wynika, ze brakuje Ci czegos "dla siebie". Byc moze to tez ma jakis wplyw... Sprobuj zrobic indywidualnie cos co lubisz, zebys nie czula sie ograniczona, poprawila sobie humor, miala swiadomosc, ze maz Ci tego nie odbierze.
Bądź zmien sposob myslenia. Przypominaj sobie chwile, gdy bylo cudownie podczas wspolnego spedzania czasu. Przeciez tak moze byc!
Moim zdaniem w duzej mierze to Twoje nastawienie, podejscie smile.
Zrobcie cos wspolnie, ale cos co sprawi Wam radosc. Nawet nie dlatego, ze wspolnie- po prostu dlatego, ze to lubicie robic!
Powodzenia:)

48

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Gawroszka..jeste w niemalze identycznej sytuacji..tyle,ze nie mamy dziecka i ja juz sie wyprowadzilam..co prawda tylko 10min drogi od mojego domu,ale jednak. Tez chcialam wszystko przemyslec, poniewaz moje uporczywe walczenie (jestesmy para 8 lat, malzenstwem rok) przez taki szmat czasu o uwage, czulosc i wszystkie inne....zmeczyly mnie do tego stopnia,ze zaczelam Meza traktowac jak kumpla. Mowilam Mu to kilka razy zanim sie wyprowadzilam, powaznie rozmawialismy,ale do Niego dotarlo dopiero jak spakowalam najbardziej potrzebne rzeczy i przenioslam sie 3 tygodnie temu. Tak mi strasznie bylo Go szkoda kiedy robil plany na przyszlosc, na spedzenie weekendu itp..,a ja w ogole nie czulam tej checi. Myslalam,ze jak sie wyprowadze, przemysle w spokoju, zatesknie, ale nie..to tylko pokazalo mi jak bardzo wszystko co wczesniej sie wydarzylo ubodlo moja Kobiecosc oraz jak strasznie mi przykro,ze moje walczenie jak lew o zwiazek - nie dalo rady..czasami nie przeszkoczy sie pewnych sprzecznych wartosci oraz charakterow..szkoda,ze tak pozno, ale lepiej pozno niz wcale smile Teraz Maz bardzo chce zebym wrocila, dala ostateczna szanse, ale delikatnie i po przyjacielsku mowie Mu ,ze naprawde chcialam sie zmusic, ale nie umiem..znow czylabym sie ,ze robie cos wbrew sobie (jak przez te wszystkie lata - wiele roznych aspektow mam tu na mysli) i w koncu pomyslalam tylko i wylacznie o sobie - i poczulam sie..hmm...wolna? Chyba tak, wolna i taka lekka ...jeja , jakie przemile uczucie..chociaz caly czas mam wyrzuty sumienia ,ze nie chce dac Mu sie zrewanzowac, ale po chwili przypominam sobie ile mial szans na rewanz - ZADNEJ nie chcial wykorzystac, zadnej sad((( Szkoda, ale taka prawda..musze isc przez zycie dalej i zaczac w koncu spelniac marzenia, a nie ciagle wysluchiwac ,ze to czy tamto, to glupi pomysl, nie do zrealizowania, a ja wlasnie teraz sobie sama udowodnie,ze do ZREALIZOWANIA i z efektami smile)))  Gawroszko, nie mecz sie juz dluzej, tylko Ci to psychike rujnuje..wiem,bo czekalam za dlugo i potem przeplakalam tyle dni,ze do tej pory bola mnie skronie..,ale powoli wracam do siebie, a tak bardzo tesknilam za soba..bardzo smile

49

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:

Gawroszka..jeste w niemalze identycznej sytuacji..tyle,ze nie mamy dziecka i ja juz sie wyprowadzilam..co prawda tylko 10min drogi od mojego domu,ale jednak. Tez chcialam wszystko przemyslec, poniewaz moje uporczywe walczenie (jestesmy para 8 lat, malzenstwem rok) przez taki szmat czasu o uwage, czulosc i wszystkie inne....zmeczyly mnie do tego stopnia,ze zaczelam Meza traktowac jak kumpla. Mowilam Mu to kilka razy zanim sie wyprowadzilam, powaznie rozmawialismy,ale do Niego dotarlo dopiero jak spakowalam najbardziej potrzebne rzeczy i przenioslam sie 3 tygodnie temu. Tak mi strasznie bylo Go szkoda kiedy robil plany na przyszlosc, na spedzenie weekendu itp..,a ja w ogole nie czulam tej checi. Myslalam,ze jak sie wyprowadze, przemysle w spokoju, zatesknie, ale nie..to tylko pokazalo mi jak bardzo wszystko co wczesniej sie wydarzylo ubodlo moja Kobiecosc oraz jak strasznie mi przykro,ze moje walczenie jak lew o zwiazek - nie dalo rady..czasami nie przeszkoczy sie pewnych sprzecznych wartosci oraz charakterow..szkoda,ze tak pozno, ale lepiej pozno niz wcale smile Teraz Maz bardzo chce zebym wrocila, dala ostateczna szanse, ale delikatnie i po przyjacielsku mowie Mu ,ze naprawde chcialam sie zmusic, ale nie umiem..znow czylabym sie ,ze robie cos wbrew sobie (jak przez te wszystkie lata - wiele roznych aspektow mam tu na mysli) i w koncu pomyslalam tylko i wylacznie o sobie - i poczulam sie..hmm...wolna? Chyba tak, wolna i taka lekka ...jeja , jakie przemile uczucie..chociaz caly czas mam wyrzuty sumienia ,ze nie chce dac Mu sie zrewanzowac, ale po chwili przypominam sobie ile mial szans na rewanz - ZADNEJ nie chcial wykorzystac, zadnej sad((( Szkoda, ale taka prawda..musze isc przez zycie dalej i zaczac w koncu spelniac marzenia, a nie ciagle wysluchiwac ,ze to czy tamto, to glupi pomysl, nie do zrealizowania, a ja wlasnie teraz sobie sama udowodnie,ze do ZREALIZOWANIA i z efektami smile)))  Gawroszko, nie mecz sie juz dluzej, tylko Ci to psychike rujnuje..wiem,bo czekalam za dlugo i potem przeplakalam tyle dni,ze do tej pory bola mnie skronie..,ale powoli wracam do siebie, a tak bardzo tesknilam za soba..bardzo smile

Całe szczęście że nie macie dzieci. Przynajmniej żaden maluch nie bedzie przez Ciebie cierpiał rozłąki rodziców.

50

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Rufio napisał/a:
Osemka napisał/a:

Gawroszka..jeste w niemalze identycznej sytuacji..tyle,ze nie mamy dziecka i ja juz sie wyprowadzilam..co prawda tylko 10min drogi od mojego domu,ale jednak. Tez chcialam wszystko przemyslec, poniewaz moje uporczywe walczenie (jestesmy para 8 lat, malzenstwem rok) przez taki szmat czasu o uwage, czulosc i wszystkie inne....zmeczyly mnie do tego stopnia,ze zaczelam Meza traktowac jak kumpla. Mowilam Mu to kilka razy zanim sie wyprowadzilam, powaznie rozmawialismy,ale do Niego dotarlo dopiero jak spakowalam najbardziej potrzebne rzeczy i przenioslam sie 3 tygodnie temu. Tak mi strasznie bylo Go szkoda kiedy robil plany na przyszlosc, na spedzenie weekendu itp..,a ja w ogole nie czulam tej checi. Myslalam,ze jak sie wyprowadze, przemysle w spokoju, zatesknie, ale nie..to tylko pokazalo mi jak bardzo wszystko co wczesniej sie wydarzylo ubodlo moja Kobiecosc oraz jak strasznie mi przykro,ze moje walczenie jak lew o zwiazek - nie dalo rady..czasami nie przeszkoczy sie pewnych sprzecznych wartosci oraz charakterow..szkoda,ze tak pozno, ale lepiej pozno niz wcale smile Teraz Maz bardzo chce zebym wrocila, dala ostateczna szanse, ale delikatnie i po przyjacielsku mowie Mu ,ze naprawde chcialam sie zmusic, ale nie umiem..znow czylabym sie ,ze robie cos wbrew sobie (jak przez te wszystkie lata - wiele roznych aspektow mam tu na mysli) i w koncu pomyslalam tylko i wylacznie o sobie - i poczulam sie..hmm...wolna? Chyba tak, wolna i taka lekka ...jeja , jakie przemile uczucie..chociaz caly czas mam wyrzuty sumienia ,ze nie chce dac Mu sie zrewanzowac, ale po chwili przypominam sobie ile mial szans na rewanz - ZADNEJ nie chcial wykorzystac, zadnej sad((( Szkoda, ale taka prawda..musze isc przez zycie dalej i zaczac w koncu spelniac marzenia, a nie ciagle wysluchiwac ,ze to czy tamto, to glupi pomysl, nie do zrealizowania, a ja wlasnie teraz sobie sama udowodnie,ze do ZREALIZOWANIA i z efektami smile)))  Gawroszko, nie mecz sie juz dluzej, tylko Ci to psychike rujnuje..wiem,bo czekalam za dlugo i potem przeplakalam tyle dni,ze do tej pory bola mnie skronie..,ale powoli wracam do siebie, a tak bardzo tesknilam za soba..bardzo smile

Całe szczęście że nie macie dzieci. Przynajmniej żaden maluch nie bedzie przez Ciebie cierpiał rozłąki rodziców.

Nie no jasne, rzeczywiscie, lepiej trwac w takim zwiazku i pozwalac na cierpienie dwoch stron, bo jakby nie bylo druga strona tez cierpi bardzo i jakos tak dziwnym trafem pomyslalam znowu nie osobie..no kurcze, rzeczywiscie egoistka ze mnie.

51

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:
Rufio napisał/a:
Osemka napisał/a:

Gawroszka..jeste w niemalze identycznej sytuacji..tyle,ze nie mamy dziecka i ja juz sie wyprowadzilam..co prawda tylko 10min drogi od mojego domu,ale jednak. Tez chcialam wszystko przemyslec, poniewaz moje uporczywe walczenie (jestesmy para 8 lat, malzenstwem rok) przez taki szmat czasu o uwage, czulosc i wszystkie inne....zmeczyly mnie do tego stopnia,ze zaczelam Meza traktowac jak kumpla. Mowilam Mu to kilka razy zanim sie wyprowadzilam, powaznie rozmawialismy,ale do Niego dotarlo dopiero jak spakowalam najbardziej potrzebne rzeczy i przenioslam sie 3 tygodnie temu. Tak mi strasznie bylo Go szkoda kiedy robil plany na przyszlosc, na spedzenie weekendu itp..,a ja w ogole nie czulam tej checi. Myslalam,ze jak sie wyprowadze, przemysle w spokoju, zatesknie, ale nie..to tylko pokazalo mi jak bardzo wszystko co wczesniej sie wydarzylo ubodlo moja Kobiecosc oraz jak strasznie mi przykro,ze moje walczenie jak lew o zwiazek - nie dalo rady..czasami nie przeszkoczy sie pewnych sprzecznych wartosci oraz charakterow..szkoda,ze tak pozno, ale lepiej pozno niz wcale smile Teraz Maz bardzo chce zebym wrocila, dala ostateczna szanse, ale delikatnie i po przyjacielsku mowie Mu ,ze naprawde chcialam sie zmusic, ale nie umiem..znow czylabym sie ,ze robie cos wbrew sobie (jak przez te wszystkie lata - wiele roznych aspektow mam tu na mysli) i w koncu pomyslalam tylko i wylacznie o sobie - i poczulam sie..hmm...wolna? Chyba tak, wolna i taka lekka ...jeja , jakie przemile uczucie..chociaz caly czas mam wyrzuty sumienia ,ze nie chce dac Mu sie zrewanzowac, ale po chwili przypominam sobie ile mial szans na rewanz - ZADNEJ nie chcial wykorzystac, zadnej sad((( Szkoda, ale taka prawda..musze isc przez zycie dalej i zaczac w koncu spelniac marzenia, a nie ciagle wysluchiwac ,ze to czy tamto, to glupi pomysl, nie do zrealizowania, a ja wlasnie teraz sobie sama udowodnie,ze do ZREALIZOWANIA i z efektami smile)))  Gawroszko, nie mecz sie juz dluzej, tylko Ci to psychike rujnuje..wiem,bo czekalam za dlugo i potem przeplakalam tyle dni,ze do tej pory bola mnie skronie..,ale powoli wracam do siebie, a tak bardzo tesknilam za soba..bardzo smile

Całe szczęście że nie macie dzieci. Przynajmniej żaden maluch nie bedzie przez Ciebie cierpiał rozłąki rodziców.

Nie no jasne, rzeczywiscie, lepiej trwac w takim zwiazku i pozwalac na cierpienie dwoch stron, bo jakby nie bylo druga strona tez cierpi bardzo i jakos tak dziwnym trafem pomyslalam znowu nie osobie..no kurcze, rzeczywiscie egoistka ze mnie.

Następna kochająca jak jej pasuje A przysięga małżeńska głęboko w d.....

52

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

nie bądź egoistyczna, w tych czasach jak sie coś psuje to sie wyrzuca i zmienia na nowe zamiast naprawiać..ja też ciężko się umiałam przekonać do wszystkiego, ale dałam szansę i wręcz na siłę się zmuszałam żeby było dobrze, a teraz świata poza nim nie widzę...

53

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Gratuluje betheone, ja tyle wlaczylam o zwiazek, o uczucie o bliskosc az wreszcie sama zaczelam sie czuc jak niepotrzebny przedmiot.

Rufio - Maz mial wszystko , poprosilam Go nawet o reke , Slub tez moja inicjatywa - az wreszcie zrozumialam,ze na sile nikogo nie zatrzymasz/nie zmusisz do checi przebywania z Toba tak naprawde, nawet Slubem.

54

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Ehhhh, kompletnie nie znacie szczegolow, a nie przedstawie ich, bo to nie moj watek. Nauczylo mnie to wszystko jednak bardzo duzo - nic na sile, nigdy. Nie dosc ,ze nie zmusisz nikogo do kochania to jeszcze nie zmusisz do nie okazywania obojetnosci na Twoje starania.
Nic tak nie boli jak lekcewazenie przez taki szmat czasu, nie przezyliscie - nie wiecie i wcale sie nie dziwie, tez bym pewnie nie rozumiala gdybym nie doswiadczyla.

55

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:

Gratuluje betheone, ja tyle wlaczylam o zwiazek, o uczucie o bliskosc az wreszcie sama zaczelam sie czuc jak niepotrzebny przedmiot.

Rufio - Maz mial wszystko , poprosilam Go nawet o reke , Slub tez moja inicjatywa - az wreszcie zrozumialam,ze na sile nikogo nie zatrzymasz/nie zmusisz do checi przebywania z Toba tak naprawde, nawet Slubem.

W sumie to nie znam Twojej sytuacji. Jeżeli po poważnej rozmowie z twojej strony dalej nic się nie zmieniło to fakt może nie warto dalej próbować. Ja nie dostałem żadnej szansy, u mnie nie było żadnej poważnej rozmowy w stylu "Kochanie to mi nie odpowiada zaczyna się dziać między nami źle zmieńmy coś zanim będzie za późno". U mnie od razu było za późno bo za plecami znalazł się ten trzeci.

56

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Rufio napisał/a:
Osemka napisał/a:

Gratuluje betheone, ja tyle wlaczylam o zwiazek, o uczucie o bliskosc az wreszcie sama zaczelam sie czuc jak niepotrzebny przedmiot.

Rufio - Maz mial wszystko , poprosilam Go nawet o reke , Slub tez moja inicjatywa - az wreszcie zrozumialam,ze na sile nikogo nie zatrzymasz/nie zmusisz do checi przebywania z Toba tak naprawde, nawet Slubem.

W sumie to nie znam Twojej sytuacji. Jeżeli po poważnej rozmowie z twojej strony dalej nic się nie zmieniło to fakt może nie warto dalej próbować. Ja nie dostałem żadnej szansy, u mnie nie było żadnej poważnej rozmowy w stylu "Kochanie to mi nie odpowiada zaczyna się dziać między nami źle zmieńmy coś zanim będzie za późno". U mnie od razu było za późno bo za plecami znalazł się ten trzeci.

Teraz wyjasnia czemu tak wlasnie skwitowales moje wczesniejsze wypowiedzi. Rozmawiamy z Mezem jak Przyjaciele - wczoraj sie widzielismy, ja tesknie za domem i moimi rzeczami,ale za Nim nie bardzo..i On to rozumie, poza tym wie,ze dostal bardzo wiele ostrzezen (!) ode mnie, naprawde dosadnych i naprawde na kazdy mozliwy sposob. I wiesz, mam do Niego ogromny szacunek , On do mnie tez, przed moja decyzja wyprowadzki przeprowadzilam 3 powazne rozmowy, zreszta zawsze jak dzialo sie cos niepokojacego najpierw probowalam rozwiazywac na rozne sposoby (werbalnie, fizycznie, zachowaniami itp..) , pozniej dopiero tak dosadnie no , a teraz przed koncem to juz meega lzy, tlumaczenie wszystkich "bolaczek" od A do Z , a potem juz jak wyzej.. Zreszta widzisz, mimo,ze zdecydowlam wyprowadzki plakalam z uczucia przykrosci,ze nie potrafie juz kolejny raz przez to wszystko przechodzic..wiem,ze teraz zdal sobie sprawe juz ze wszystkiego, bo taki wstrzas, bo zawsze mowil,ze jak mowilam Mu co i jak, to przechodzilo mi dosc szybko (jestem osoba szalenie wrazliwa oraz kompletnie niepamietliwa) i dlatego nie odbnosil sie do problemu - kurcze, wiecie,ze dotarlo do mnie dopiero teraz, ze jak urazil mnie slowami tak, ze musialam wyjsc zeby inni nie widzieli,ze placze, powinnam od razu maly meksyk urzadzic, a ja juz taka jestem..zycie jest za krotkie na klotnie i zawsze wiekszosc puszczam plazem..Rozmawiamy duzo teraz z Mezem i On zdaje sobie sprawe ,ze zaniedbal mnie cholernie, ze nieraz zrobil ogromna przykrosc , glownie slowami, ktore bola nawet bardziej w domowym zaciszu, bo wiedzialam ,ze to nie "popisy" a konkretne myslenie..chcialby naprawic, a ja nie potrafie sie na to zdobyc..mimo,ze mamy bardzo dobry kontakt (powiedzialam,ze zawsze moze na mnie liczyc - to sie nie zmienilo i nie zmieni, no chyba ,ze zacznie byc zlosliwy - nie zrozumiem, bo taka jak ja sie z Nim rozstaje, malo kto ma taka cierpliwosc i delikatnosc uczuc, a ja Go bardzo szanuje i nie chcialabym inaczej) to ja i tak nie czuje checi kolejnej "poprawy" na chwile dwie.  Dlatego warto sie zastanowic czy dawac poraz "setny" szanse , znowu rezygnowac z siebie czy zostawic zeby potoczylo sie wlasnym , niewymuszonym torem..Maz moj wie,ze jezeli zmienie zdanie dowie sie o tym pierwszy, ale powiedzialam Mu rowniez zeby nie uzaleznial terazniejszego zycia od tego, niech robi co mial w planie itp..nie chce dawac suchych nadziei, po prostu znajduje teraz siebie i swoja Kobiecosc - a to zajmie sporo.

57

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:
Rufio napisał/a:
Osemka napisał/a:

Gratuluje betheone, ja tyle wlaczylam o zwiazek, o uczucie o bliskosc az wreszcie sama zaczelam sie czuc jak niepotrzebny przedmiot.

Rufio - Maz mial wszystko , poprosilam Go nawet o reke , Slub tez moja inicjatywa - az wreszcie zrozumialam,ze na sile nikogo nie zatrzymasz/nie zmusisz do checi przebywania z Toba tak naprawde, nawet Slubem.

W sumie to nie znam Twojej sytuacji. Jeżeli po poważnej rozmowie z twojej strony dalej nic się nie zmieniło to fakt może nie warto dalej próbować. Ja nie dostałem żadnej szansy, u mnie nie było żadnej poważnej rozmowy w stylu "Kochanie to mi nie odpowiada zaczyna się dziać między nami źle zmieńmy coś zanim będzie za późno". U mnie od razu było za późno bo za plecami znalazł się ten trzeci.

Teraz wyjasnia czemu tak wlasnie skwitowales moje wczesniejsze wypowiedzi. Rozmawiamy z Mezem jak Przyjaciele - wczoraj sie widzielismy, ja tesknie za domem i moimi rzeczami,ale za Nim nie bardzo..i On to rozumie, poza tym wie,ze dostal bardzo wiele ostrzezen (!) ode mnie, naprawde dosadnych i naprawde na kazdy mozliwy sposob. I wiesz, mam do Niego ogromny szacunek , On do mnie tez, przed moja decyzja wyprowadzki przeprowadzilam 3 powazne rozmowy, zreszta zawsze jak dzialo sie cos niepokojacego najpierw probowalam rozwiazywac na rozne sposoby (werbalnie, fizycznie, zachowaniami itp..) , pozniej dopiero tak dosadnie no , a teraz przed koncem to juz meega lzy, tlumaczenie wszystkich "bolaczek" od A do Z , a potem juz jak wyzej.. Zreszta widzisz, mimo,ze zdecydowlam wyprowadzki plakalam z uczucia przykrosci,ze nie potrafie juz kolejny raz przez to wszystko przechodzic..wiem,ze teraz zdal sobie sprawe juz ze wszystkiego, bo taki wstrzas, bo zawsze mowil,ze jak mowilam Mu co i jak, to przechodzilo mi dosc szybko (jestem osoba szalenie wrazliwa oraz kompletnie niepamietliwa) i dlatego nie odbnosil sie do problemu - kurcze, wiecie,ze dotarlo do mnie dopiero teraz, ze jak urazil mnie slowami tak, ze musialam wyjsc zeby inni nie widzieli,ze placze, powinnam od razu maly meksyk urzadzic, a ja juz taka jestem..zycie jest za krotkie na klotnie i zawsze wiekszosc puszczam plazem..Rozmawiamy duzo teraz z Mezem i On zdaje sobie sprawe ,ze zaniedbal mnie cholernie, ze nieraz zrobil ogromna przykrosc , glownie slowami, ktore bola nawet bardziej w domowym zaciszu, bo wiedzialam ,ze to nie "popisy" a konkretne myslenie..chcialby naprawic, a ja nie potrafie sie na to zdobyc..mimo,ze mamy bardzo dobry kontakt (powiedzialam,ze zawsze moze na mnie liczyc - to sie nie zmienilo i nie zmieni, no chyba ,ze zacznie byc zlosliwy - nie zrozumiem, bo taka jak ja sie z Nim rozstaje, malo kto ma taka cierpliwosc i delikatnosc uczuc, a ja Go bardzo szanuje i nie chcialabym inaczej) to ja i tak nie czuje checi kolejnej "poprawy" na chwile dwie.  Dlatego warto sie zastanowic czy dawac poraz "setny" szanse , znowu rezygnowac z siebie czy zostawic zeby potoczylo sie wlasnym , niewymuszonym torem..Maz moj wie,ze jezeli zmienie zdanie dowie sie o tym pierwszy, ale powiedzialam Mu rowniez zeby nie uzaleznial terazniejszego zycia od tego, niech robi co mial w planie itp..nie chce dawac suchych nadziei, po prostu znajduje teraz siebie i swoja Kobiecosc - a to zajmie sporo.

Jednak dalej uważam że możecie jeszcze być razem smile nie mówie teraz, w tej chwili. U was nie ma tej trzeciej osoby która przekreśla wszystko definitywnie więc jeszcze nie wszystko przesądzone.

58

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Pewnie,ze nie.  Jezeli tylko poczuje tesknote, milosc , uczucie z powrotem, Maz bedzie pierwszym, ktory sie o tym dowie. Jemu wydaje sie,ze jak wyjade to juz wszystko skreslone, ale ja Mu powioedzialam,ze wcale tak nie jest, bo jesli naprawde mamy byc ze soba, to minie troche czasu, ja zapomne o przykrosciach i moze wtedy..,ale nic na sile. Zobaczymy.
Rufio, przykro mi,ze doswiadczyles takich nieprzyjemnych wrecz okropnych okolicznosci rozstania..nie wyobrazam sobie jak mozna tak zrobic osobie , z ktora dzielilo sie..niewazne w sumie ile lat!! Po prostu, czysto manierycznie - nie wypada oraz szacunek do tej osoby by mi nazwyczajniej w swiecie nie pozwolil! Mam kuzyna, ktorego Zona tez nie potraktowala kolorowo..najpierw dowiedzial sie od swojej innej Kuzynki (to byl hit),ze Zone Jego zna z wypadow..dyskotekowych, Kuzyn byl naprawde pomyslowym oraz przykladnym Mezem, pobowal ratowac, ale Ona nie byla zainteresowana, mimo,ze wybaczyl Jej zdrady..suma sumara przyprowadzila pewnego dnia do domu Jego totalne przeciwiwenstwo - wygladalo jakby na zlosc - oznajmiajac ,ze nie kocha Go juz i oto Jej nowy wybranek..Kuzyn poczul sie gorzej niz dostalby w twarz, bo jaka czelnosc po tych zdradach miala jeszcze tak sie zachowac sad(  Naprawde te Dziewczyny nie maja za grosz szacunku do niczego/nikogo, przeciez ile latwiej byloby juz zakonczyc wszystko po zdradach i juz przesada bylo przedstawianie tak bezczelne nowego Konkurenta!!!! Kurcze, nie rozumiem jak mozn byc tak zlosliwym, przeciez mogla sie nie afiszowac!! Bez sensu.., a moze to kara za jakies Jego przewinienia itp.. Juz sama nie wiem..nikt nie jest idealny, ale jak sobie poscielesz tak sie wyspisz? Chyba cos w tym jest..

59

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:

Pewnie,ze nie.  Jezeli tylko poczuje tesknote, milosc , uczucie z powrotem, Maz bedzie pierwszym, ktory sie o tym dowie. Jemu wydaje sie,ze jak wyjade to juz wszystko skreslone, ale ja Mu powioedzialam,ze wcale tak nie jest, bo jesli naprawde mamy byc ze soba, to minie troche czasu, ja zapomne o przykrosciach i moze wtedy..,ale nic na sile. Zobaczymy.
Rufio, przykro mi,ze doswiadczyles takich nieprzyjemnych wrecz okropnych okolicznosci rozstania..nie wyobrazam sobie jak mozna tak zrobic osobie , z ktora dzielilo sie..niewazne w sumie ile lat!! Po prostu, czysto manierycznie - nie wypada oraz szacunek do tej osoby by mi nazwyczajniej w swiecie nie pozwolil! Mam kuzyna, ktorego Zona tez nie potraktowala kolorowo..najpierw dowiedzial sie od swojej innej Kuzynki (to byl hit),ze Zone Jego zna z wypadow..dyskotekowych, Kuzyn byl naprawde pomyslowym oraz przykladnym Mezem, pobowal ratowac, ale Ona nie byla zainteresowana, mimo,ze wybaczyl Jej zdrady..suma sumara przyprowadzila pewnego dnia do domu Jego totalne przeciwiwenstwo - wygladalo jakby na zlosc - oznajmiajac ,ze nie kocha Go juz i oto Jej nowy wybranek..Kuzyn poczul sie gorzej niz dostalby w twarz, bo jaka czelnosc po tych zdradach miala jeszcze tak sie zachowac sad(  Naprawde te Dziewczyny nie maja za grosz szacunku do niczego/nikogo, przeciez ile latwiej byloby juz zakonczyc wszystko po zdradach i juz przesada bylo przedstawianie tak bezczelne nowego Konkurenta!!!! Kurcze, nie rozumiem jak mozn byc tak zlosliwym, przeciez mogla sie nie afiszowac!! Bez sensu.., a moze to kara za jakies Jego przewinienia itp.. Juz sama nie wiem..nikt nie jest idealny, ale jak sobie poscielesz tak sie wyspisz? Chyba cos w tym jest..

Przynajmniej Twój mąż może mieć jakąś nadzieje że jeszcze się między wami ułoży. Życzę wam żeby tak było smile

60

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Dziekuje, a jak Ty sie czujesz jako porzucony w taki sposob? Tak jak w przypadku mojego Kuzyna? Jego na przemian targaly: ogromna rozpacz i zlosc.. zastanawiam sie czy lepiej byloby rozstac sie w taki sposob jaki ja to robie, czy taki jak wspomniany wyzej? Lepiej zyc nadzieja czy definitywnie powiedziec nie..ja na ta chwile czuje nie, ale nie wiem co bedzie potem, dlatego nie chce tez dawac zludnych nadziei, bedzie co ma byc, nic nie obiecuje..

61 Ostatnio edytowany przez Rufio (2012-08-17 13:38:16)

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:

Dziekuje, a jak Ty sie czujesz jako porzucony w taki sposob? Tak jak w przypadku mojego Kuzyna? Jego na przemian targaly: ogromna rozpacz i zlosc.. zastanawiam sie czy lepiej byloby rozstac sie w taki sposob jaki ja to robie, czy taki jak wspomniany wyzej? Lepiej zyc nadzieja czy definitywnie powiedziec nie..ja na ta chwile czuje nie, ale nie wiem co bedzie potem, dlatego nie chce tez dawac zludnych nadziei, bedzie co ma byc, nic nie obiecuje..

Czuje się okropnie bo wiem jedno - gdyby nie pojawił się ktoś trzeci to bylibyśmy dalej razem. Rozpacz i złość na przemian to to samo co czuję teraz ja. Tyle wspólnych lat, tyle wspomnień i syn który mógł mieć normalną rodzinę - co ja innego mogę czuć?

Żadne rozstanie nie jest dobre (no chyba że w wypadku jakichś patologii). Można ewentualnie potępić sposób w jaki zrobiła to moja żona. To jest najgorsze dla faceta jak dowiaduje się że był długo oszukiwany i został "wymieniony" na innego. Wtedy już nie ma o czym rozmaiwać, nie ma czego naprawiać.

62

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Rufio napisał/a:
Osemka napisał/a:

Dziekuje, a jak Ty sie czujesz jako porzucony w taki sposob? Tak jak w przypadku mojego Kuzyna? Jego na przemian targaly: ogromna rozpacz i zlosc.. zastanawiam sie czy lepiej byloby rozstac sie w taki sposob jaki ja to robie, czy taki jak wspomniany wyzej? Lepiej zyc nadzieja czy definitywnie powiedziec nie..ja na ta chwile czuje nie, ale nie wiem co bedzie potem, dlatego nie chce tez dawac zludnych nadziei, bedzie co ma byc, nic nie obiecuje..

Czuje się okropnie bo wiem jedno - gdyby nie pojawił się ktoś trzeci to bylibyśmy dalej razem. Rozpacz i złość na przemian to to samo co czuję teraz ja. Tyle wspólnych lat, tyle wspomnień i syn który mógł mieć normalną rodzinę - co ja innego mogę czuć?

Żadne rozstanie nie jest dobre (no chyba że w wypadku jakichś patologii). Można ewentualnie potępić sposób w jaki zrobiła to moja żona. To jest najgorsze dla faceta jak dowiaduje się że był długo oszukiwany i został "wymieniony" na innego. Wtedy już nie ma o czym rozmaiwać, nie ma czego naprawiać.

No rzeczywiscie..nie jest to najprzyjemniejsze. Bardzo mi przykro i zycze mimo,ze jeszcze za wczesnie zapewne, zebys ulozyl sobie zycie i znalazl osobe ,ktora bedziesz mogl pokochac pomimo wszystkiego co sie teraz dzieje.

63

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Gawoszka!!!
Jestem w identycznej sytuacji. 8 lat w związku i moje uczucia już się chyba wypaliły. U mnie zaczęło się od gier w PlayStation i braku seksu (On nigdy nie inicjował). Przeszliśmy wiele rozmów, było OK przez chwilę, a potem znowu lipa. Dpszło do tego, że myślę o zdradzie - dla samego seksu, bo tego zawsze w naszym związku brakowało, a proszenie już mnie zmęczyło. Nie mamy na szczęście dzieci. Teraz on się bardzo stara, ale co z tego skoro ja już nie chcę.
Płaczę codziennie!

64

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Medith napisał/a:

Gawoszka!!!
Jestem w identycznej sytuacji. 8 lat w związku i moje uczucia już się chyba wypaliły. U mnie zaczęło się od gier w PlayStation i braku seksu (On nigdy nie inicjował). Przeszliśmy wiele rozmów, było OK przez chwilę, a potem znowu lipa. Dpszło do tego, że myślę o zdradzie - dla samego seksu, bo tego zawsze w naszym związku brakowało, a proszenie już mnie zmęczyło. Nie mamy na szczęście dzieci. Teraz on się bardzo stara, ale co z tego skoro ja już nie chcę.
Płaczę codziennie!

Medith, nawet jestemy w tym samym wieku i ten sam staz zwiazku..mnie nawet dzisiaj znajoma probowala troche "namowic" na danie Mu ostatniej szansy,ale ja naprawde nie chce/nie czuje potrzeby /nie moge..a tak mi przykro, bo szanuje Go bardzo i ciagle jest mi z tym strasznie,ale wiem,ze nareszcie robie cos dla siebie, po tylu latach roznych wyrzeczen..ma jednak wyrzuty sumienia, ze nie umiem poraz kolejny sie zmusic azeby teraz to ciagnac :'(((((((((

65

Odp: Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę
Osemka napisał/a:
Medith napisał/a:

Gawoszka!!!
Jestem w identycznej sytuacji. 8 lat w związku i moje uczucia już się chyba wypaliły. U mnie zaczęło się od gier w PlayStation i braku seksu (On nigdy nie inicjował). Przeszliśmy wiele rozmów, było OK przez chwilę, a potem znowu lipa. Dpszło do tego, że myślę o zdradzie - dla samego seksu, bo tego zawsze w naszym związku brakowało, a proszenie już mnie zmęczyło. Nie mamy na szczęście dzieci. Teraz on się bardzo stara, ale co z tego skoro ja już nie chcę.
Płaczę codziennie!

Medith, nawet jestemy w tym samym wieku i ten sam staz zwiazku..mnie nawet dzisiaj znajoma probowala troche "namowic" na danie Mu ostatniej szansy,ale ja naprawde nie chce/nie czuje potrzeby /nie moge..a tak mi przykro, bo szanuje Go bardzo i ciagle jest mi z tym strasznie,ale wiem,ze nareszcie robie cos dla siebie, po tylu latach roznych wyrzeczen..ma jednak wyrzuty sumienia, ze nie umiem poraz kolejny sie zmusic azeby teraz to ciagnac :'(((((((((

Gdybym tak mogła się wyprowadzić. Mieszkam w mieście mojego partnera, a rodziców mam w innej części Polski. Tu mam pracę, z której jestem zadowolona. I kończę studia. I to chyba tyle.
Żadnych przyjaciół :-(

Posty [ 1 do 65 z 106 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mąż chce ratować małżeństwo, a ja już nie chcę

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026