Mieszkam sama z mamą. Tata odszedł od nas kilka lat temu i nie utrzymujemy z nim kontaktów. Uczę się i mieszkam poza domem (około 80 km od domu) od poniedziałku do piątku w roku szkolnym. Mama zostaje w domu sama. Zawsze gdy wyjeżdżam, widzę po mamie że jej przykro, widzę łzy w jej oczach, szybko się ze mną żegna a później dzwoni do mnie i rozmawia ze mną drżącym głosem. Wczoraj podsłuchałam jej rozmowę z koleżanką. Wyznała jej, że boi się być sama w domu, że często widzi dziwne rzeczy, czuje czyjąś obecność, słyszy kroki, że nie wyobraża sobie być sama w tym domu od września. Jakiś miesiąc temu gdy spałam w swoim pokoju, przyszła do mnie i położyła się obok mnie. Zapytałam ją co się stało, ona nic nie mówiła. Po kilku dniach powiedziała mi, że czuła mocny uścisk, tak jakby ktoś się do niej przytulał. Wykluczam paraliż senny, bo mówiła, że wtedy jeszcze nie spała ani nie zasypiała. Osobiście nie wierzę w duchy. Patrząc na to z kwestii religijnej, czytałam, że należy się pomodlić a czyjaś dusza zazna spokoju i przestanie nawiedzać. Ale nie jesteśmy rodziną religijną, nie modlimy się, nie chodzimy do kościoła, więc to odpada. Choroby psychiczne też odpadają. Mieszkam na wsi, uczę się w mieście, nie mogę zrezygnować z tej szkoły, a w okolicy nie ma takiej szkoły z takim profilem. Codziennie dojeżdżać do niej też mi się nie opłaca, nie miałabym czasu na nic, nie mówiąc o kosztach takich przejażdżek... Sugerowałam mamie, żebyśmy sprzedali dom i kupili mieszkanie, ale mama nie chce go sprzedawać. Pytałam o wynajęcie mieszkania, ale po obliczeniu stwierdziliśmy, że nas na to nie stać. Co zrobić w tej ciężkiej sytuacji? Czy jest w ogóle jakieś korzystne wyjście z niej? Jak pomóc mamie? Dziękuję za odpowiedzi.
Podobne tematy
Sprawdziłabym jednak czy to nie choroba psychiczna. Dlaczego ją wykluczasz?
Jest jeszcze coś takiego jak " syndrom pustego gniazda". Poczytaj o tej przypadłości. Matce, która wszystko poświęciła dla dzieci trudno jest się odnaleźc. Czasami kobiety przypłacają to depresją.
Dużo dobrego mogą zdziałac sąsiadki, koleżanki, jacyś krewni. Należy mamę czymś zajac, nawet udzielanie się w Kole Gospodyń Wiejskich czy czymś w ten deseń.
Moja też mieszka sama, a lekarz doradził coś nietypowego ( najczęściej ludzie na emeryturze słyszą o oszczędzaniu się oraz odpoczywaniu i nic nie robią, patrzą na seriale). Ona ma byc zajęta i zmęczona, ale nie przemęczona. Musi czuc, ze jest potrzebna, jej praca oraz hobby są akceptowane, a nie krytykowane.
Sprawdziłabym jednak czy to nie choroba psychiczna. Dlaczego ją wykluczasz?
Mama miała rozmowę z psychologiem, psycholog stwierdził, że zachowanie mamy jest normalne. Poszłyśmy do innego psychologa i on potwierdził słowa poprzedniego. Mama na co dzień jest osobą uśmiechniętą, tryskającą optymizmem, ale gdy wyjeżdżam to właśnie wpada w taką jakby depresję. Obecnie nie pracuje, ale gdy pracowała to też wpadała w taki stan. Jestem już bezradna.
Tez myślę, że to syndrom "pustego gniazda", a mama cierpi z powodu samotności. Wyobraźnia płata jej figle. Dom nigdy nie jest cichy, zawsze coś w nim trzeszczy, stuka, ale samotność podpowiada inne wytłumaczenia.
Skoro psycholog wykluczył chorobę, to radziłabym udać się z mamą do poradni zdrowia psychicznego, do psychiatry. Lekarz być może przepisze jakieś łagodne leki, które pomogą mamie uporać się z tym, co nazywasz "jakby depresją".
Może dobrze też by było sprawić mamie psa, który by mieszkał z nią w domu. Jakiegoś małego "jazgotnika", który wprowadził by do domu trochę życia, a w nocy spał koło łóżka mamy.
Taki psiak potrafi dodać otuchy.
Jasne, najlepiej dla mamy byłoby sprzedać dom i kupić mieszkanie w mieście, w którym obie byście mieszkały. Ale i tak mama w końcu zostałaby sama, bo przecież Ty masz swoje życie. Zresztą na wsi mama ma pewnie sąsiadki, może jakąś rodzinę. W mieście miałaby tylko Ciebie.
Rozumiem twoje obawy. Wkrótce mój tata zostanie sam, przygnębia mnie ta myśl. Będę mieszkała ok 7 kilometrów od niego i będę częstym gościem, ale wiem że będzie mu ciężko. Przykro mi z tego powodu. I przykro mi że tak musi być. Czasem wyobrażam sobie co będzie jak obudzi się w środku nocy sam w pustym mieszkaniu. Tata ma psa i różne domowe zwierzęta. Ale truchleję, gdy myślę o przyszłości i gdy będzie coraz starszy i coraz bardziej odczuej samotność.
Patrząc na to z kwestii religijnej, czytałam, że należy się pomodlić a czyjaś dusza zazna spokoju i przestanie nawiedzać. Ale nie jesteśmy rodziną religijną, nie modlimy się, nie chodzimy do kościoła, więc to odpada. Choroby psychiczne też odpadają.
A potrzeba komuś być religijną rodziną żeby od czasu do czasu mówić "O Bożę! O Jezu!"?
Tak samo jak piszesz, że skoro nie jesteście religijną rodziną to modlitwa odpada. Nic się nie stanie jak przed snem chwilę się pomodlisz.
Nie byłabym taka pewna czy choroba psychiczna odpada. Nie są to objawy które zdarzają się na porządku dziennym. Porozmawiaj z mamą i zapytaj czy nie chciałaby się udać na sam początek do psychologa na rozmowę. Myślę, że mama nie odmówi takiej pomocy bo pokazuje to, że czegoś się boi a sama nie umie sobie pomóc. Wizyta u psychologa może być początkiem takiej pomocy dla twojej mamy.