netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jestem kochanką

14 odpowiedzi8 449 wyświetleńzałożony przez Izabelle, 17.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1

Temat: Jestem kochanką

Jestem na tym forum całkowicie nowa. Właściwie to nawet nie wiem po co tutaj piszę, ale chyba sama muszę to wszystko ułożyć sobie w głowie. A jak już to napiszę to może coś do mnie dotrze smile Tak jak w tytule: jestem kochanką. Dziwne, bo wcześniej wcale się nią nie czułam. Wszystko zaczęło się rok temu, bardzo tradycyjnie - firmowa impreza i dużo alkoholu. W tym czasie ja byłam w 4 letnim związku i on tak samo. Żadne z nas nie jest zaręczone, ani po ślubie. Żadne z nas nie ma dzieci, jesteśmy sporo przed trzydziestką. Przez pierwsze pół roku chodziło wyłącznie o seks. Nikt nic nikomu nie obiecywał, nie robił żadnych planów. Ale pracując razem i często zostając "po godzinach" zaczęliśmy spędzać ze sobą dużo czasu i dużo rozmawiać.
I w tym momencie "idealny" dla nas układ się skończył. Już wtedy powiedziałam, że musimy to skończyć, bo krzywdzimy ludzi, z którymi jesteśmy, z którymi mieszkamy, i których powinniśmy kochać! Tylko, że on wtedy zaczął (jak to facet), błagać mnie, żebym go nie zostawiała, że nie da sobie rady, że to wcale nie musi być koniec. W tym momencie oboje zrozumieliśmy, że będzie ciężko się wycofać, bo gdyby łączył nas tylko sam seks, to jeszcze byłoby łatwiej. Problemem było to, że bardzo się polubiliśmy... Więc zostałam... Siedząc nadal w tym popieprzonym układzie. Parę miesięcy temu rozstałam się z chłopakiem. Już od dawna nam się nie układało. Wydaje mi się, że mój romans nie miał na to bezpośredniego wpływu. Mój eks nigdy się nawet o tym nie dowiedział. Rozstaliśmy się we względnej zgodzie. Kochankowi powiedziałam wprost, że teraz już na pewno musimy to skończyć, bo nie jesteśmy już w takiej samej sytuacji, a ja nie chcę się w nim zakochać. Ograniczyliśmy kontakt, ale na krótko. Potem jego dziewczyna wyjechała na kilka miesięcy za granicę.
I zaczęło się...
Spotykaliśmy się częściej niż zwykle i chociaż starałam się wyznaczyć jakieś granice, mówiłam, że nie spotkamy się, jeśli znowu ma się skończyć seksem itp., to i tak zawsze kończyło się tak samo... Tylko, że doszły do tego różne wyznania z jego strony..., że chyba się zakochał, że mnie uwielbia, że nie może beze mnie funkcjonować itp. Po tym jak mi trochę podpadł powiedział wprost, że mnie kocha. Ja też w końcu powiedziałam prawdę... I długo starałam się nie naciskać, myślałam (naiwnie), że sam wpadnie na to, żeby rzucić dziewczynę. Ale w końcu pomimo całej mojej dumy, powiedziałam, że chcę z nim być, że chcę, żeby się poważnie zastanowił czy zostawi swoją dziewczynę czy nie. Obiecał, że to przemyśli. A ja głupia powiedziałam, że okej nie ma problemu!!! Przemyśli?! Jakby mi robił łaskę! Za każdym razem kiedy go później pytałam co zamierza zrobić, zmieniał temat. Więc w końcu zebrałam się i powiedziałam, że ja już tak dłużej nie mogę, że jestem na tyle dumna, że nie będę się zastanawiała, czy ktoś mnie łaskawie zechce!!! Wiem, że jestem atrakcyjną, lubianą dziewczyną. Nie byłabym wiecznie samotna! Zabawne... Kiedy mu zaczęłam "uciekać" od razu powiedział, że już się zastanowił i zaczął mnie całować. Później kolejny tekst: zaczęłam mówić półżartem-półserio, że ja to jestem taką typową kochanicą, a kochanki zazwyczaj źle wychodzą na romansach, bo statystycznie to one najczęściej są później porzucane. Powiedział, że ze mną tak nie będzie... Oczywiście skomentowałam to tym, że absolutnie nie wierze w to co mówi, bo mówić to można różne rzeczy... I wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby nie fakt, że żegnając się przed jego wyjazdem (do dziewczyny!!!), przypomniałam mu, że ma jeszcze te kilka tygodni urlopu na zastanowienie się. Powiedział, że tak oczywiście zrobi to. Czyli właściwie zaprzecza sam sobie...
A ja teraz siedzę sama w domu i dostaje szału. Na swój pokręcony sposób go kocham, ale też jestem tak dumna, że sama nie mogę sobie wybaczyć, że to JA muszę prawie kogoś prosić, żeby kochał mnie.
A najlepsze jest to, że czytam wypowiedzi różnych kobiet-kochanek i to naprawdę zawsze wygląda bardzo podobnie!!! Te same uczucia i emocje. Podobne teksty i zachowania. Im dłużej go nie ma, im dłużej nie mamy kontaktu, tym bardziej jestem przekonana, że właściwie dla niego i tak najbardziej chodzi o seks. Sam nie wie czego chce i co ma zrobić (kiedyś nawet to przyznał). Jemu jest w takim układzie wygodnie i miło i nie ma jaj, żeby zrobić cokolwiek. Nie nastawiam się pozytywnie do naszej rozmowy po jego powrocie, bo wole sobie tłumaczyć, że nic z tego nie będzie, niż robić odwrotnie, a później płakać jak idiotka.

2

Odp: Jestem kochanką

W sumie to Ty biedna jesteś i rzeczywiście pokręcona.Zdradzasz chłopaka,dla Ciebie seks to rozrywka,uczucia być nie musi.Nie przeszkadzało Ci,że Twój zaspokajacz ma dziewczynę..Chodziło Ci tylko o seks.Twój były ma szczęście,że już z Tobą nie jest,bo zdaje się,że nie masz pojęcia o miłości,a Twoja moralność jest moralnością pęczka rzodkiewki.

3

Odp: Jestem kochanką

A ja myślę, że jesteś mądrą dziewczyną, która doskonale rozumie swoja sytuację, ale ma jeszcze resztki nadziei, że ON okaże się jednak inny. Izabelle! Z Twojego opisu wynika, że nie jest inny. Jest typowym facetem szukającym rozrywki. Olej go sikiem prostym. Teraz gdy go nie ma, będzie Ci łatwiej, bo nie będziesz wystawiona na pokusy. Choć pewnie łatwo nie będzie. Ale czas zaleczy rany, a Ty znajdziesz kogoś kto będzie chciał być z Tobą na zupełnie innych zasadach. Trzymam kciuki :-)

4

Odp: Jestem kochanką
Izabelle napisał/a:

...A najlepsze jest to, że czytam wypowiedzi różnych kobiet-kochanek i to naprawdę zawsze wygląda bardzo podobnie!!! Te same uczucia i emocje. Podobne teksty i zachowania. Im dłużej go nie ma, im dłużej nie mamy kontaktu, tym bardziej jestem przekonana, że właściwie dla niego i tak najbardziej chodzi o seks. Sam nie wie czego chce i co ma zrobić (kiedyś nawet to przyznał). Jemu jest w takim układzie wygodnie i miło i nie ma jaj, żeby zrobić cokolwiek. Nie nastawiam się pozytywnie do naszej rozmowy po jego powrocie, bo wole sobie tłumaczyć, że nic z tego nie będzie, niż robić odwrotnie, a później płakać jak idiotka.

Trudno sie z tym niestety nie zgodzic!!!


Napisze wiecej, wchodzenie w tego typu uklady nigdy nie wrozylo nic dobrego...mało tego gdyby tak starsznie Cie Kochal jak slodko o tym mowi, nawet przez ulamek sekundy nie zastanowilby sie nad tym, aby podjac kroki do tego, aby funkcjonowac poprawnie i stworzyc z Toba zwiazek.
Prawda jest taka, ze owinal sobie Ciebie wokol paluszka i robi z Toba co mu sie tylko w swiecie podoba...karmi slówkami,  ktore tak na dobra sprawe chcesz uslyszec, a Ty łykasz mimo, iz pelna jestes swiadomosci tego co sie dzieje...i ciezko sie nie dziwci, gdyz w gre wchodza uczucia, a jak wiadomo nie od dzis czlowiek zakochany, kochajacy godzi sie na pewne rzyczy mimo, iz nie do konca mu cos tam pasuje.
Nie bede ukrywac, ze nie popieram tego typu akcji, i tak na dobra sprawe jestescie siebie warci, zachowaliscie sie i zachowujecie nie uczciwie wobec swoich partnerow (bylego i obecnej), ale ze wzgledu na to ze w miare rozsadnie piszesz o tym wszytskim radzilabym Ci naprawde gleboko zastanowic sie nad dalsza relacja z Nim...
Reasumując tak czy inaczej uwazam ze płakac bedziesz, gdyz najnormalniej w swiecie "wpadłas jak sliwka w kompot".

Życze Ci abys podjela mądra i rozsadna decyzje!!

Ps. zastanawiam sie jeszcze nad jedna kwestia, czy bralas pod uwage jak to Ty czulabys sie bedac na miejscu swego juz bylego tudziez obecnej dziewczyny kiedy to twoj partner, w ktorego bylabys wpatrzona jak w obrazek zdradzal Cie, oszukiwal i klamal w tak wyrachowany i perfidny sposob??!!

5

Odp: Jestem kochanką

Izabelle,

pomyśl jaki scenariusz może mieć miejsce za kilka lat, gdybyście byli razem... uważasz, że jesteś w stanie odmienić Twojego kochanka jak i siebie, żeby znowu nie było skoku w bok.

W życiu warto się kierować jedną prostą zasadą... nie szukaj szczęścia w gwiazdach cudzego nieba, kiedy własne świecą Ci nad głową... wink

Piszesz, że jesteś atrakcyjną, lubianą dziewczyną... powiedź no... czy naprawdę zależy CI na namiastce miłości. Na pustych słowach, gurnolotnych frazesach nie mających pokrycia w rzeczywistości... wydaje mi się, że nie. Miej na tyle godności i dumy i Odejdź od tego człowieka, przede wszystkim dla własnego dobra. Nie chciałabyś chyba w przyszłości podzielić losu tej dziewczyny, która myśli, że ma kochającego i tęskniącego faceta, a ten zdradza ją na potęgę.

Chociaż jestem mężczyzną uważam, że kobiety kochają uszami. To co się im powie jest często niestety więcej warte niż czyny same w sobie. A pamiętaj miłość to przede wszystkim czyny!!

Powodzenia i madrych decyzji życzę smile

PS. A oceniać Cię nie mam zamiaru, gdyż wydajesz się mądrą dziewczyną, która się pogubiła ...:)

6

Odp: Jestem kochanką

Szkoda Cię, Izabelle. Wplątałaś się w przykrą sytuację.

Mężczyźni potrafią oddzielić seks od miłości i zawsze tak było. Taka ich natura. Ale kobieta nie jest mężczyzną i dla niej seks znaczy coś innego, jest dopełnieniem miłości, czasem jej początkiem, tak jak dla Ciebie. I choć znam wiele kobiet, które w ramach swojego "wyzwolenia" próbowały traktować tę sferę życia po męsku, niezobowiązująco, to zawsze wychodziły z tego potłuczone. Nie wierzę, że Twój romans nie miał wpływu na rozpad Twojego związku. To zawsze ma wpływ, nawet gdy romans pozostaje w ukryciu. Chodzi o zaangażowanie, oddanie, energię...
Tego brakuje w stałym związku, gdy kobieta "rozmienia się na drobne". Brakuje tego kobiecie. Jest w swoim związku tylko "w połowie" zaangażowana i oddana. Tak to widzę.
Skończył się związek i teraz chciałabyś 100% siebie dać kochankowi. Ale on najwyraźniej nie chce. Jemu jest tak dobrze, wystarczała mu połowa Ciebie. Gdzieś tam ma dziewczynę, którą pewnie kocha i ma tez z nią seks, a tu ma Ciebie, "seksualne pogotowie". Wystarczy powiedzieć, że CHYBA się zakochał, że uwielbia i już.
Powiem Ci też, że mężczyźni nie szanują kobiet, z którymi zdradzają swoje żony i partnerki z "poważnych" związków. Jasne, czasami się zdarza, że zostawiają te partnerki dla nowej miłości, ale to kropla w morzu wobec tego co jest zazwyczaj. Kochanka to tylko rozrywka, którą się zostawia, gdy zaczyna chcieć zbyt wiele. A kochanka, która zdradza z nimi swojego męża, czy partnera, to...puszczalska. Nie zaszkodzi uszczknąć tego tortu, ale potraktować poważnie? Co to, to nie. Widzisz, on nie zaręczył się jeszcze ze swoją dziewczyną, nie ma ślubu, nie ma dzieci, teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby był z Tobą. A nie jest! Potrzebuje tygodni, żeby wiedzieć, którą z Was kocha? On to doskonale wie, ale zwłóczy i przedłuża, żeby Cię mieć jak najdłużej, albo (w wersji bardziej dla niego wyrozumiałej), czeka aż sama go rzucisz, bo nie chce robić Ci przykrości.
Zrób więc mu tę uprzejmość i rzuć go! Rzuć ten moralnie pogmatwany układ. Jesteś młodą i wartościową dziewczyną, życie przed Tobą. Tylko już nigdy nie wchodź do mętnej wody.

7

Odp: Jestem kochanką

Zastanawiam się nad tym, kogo oszukujesz?
Nie, to nie tak. Wiem, że siebie.
Tylko po co?
Pierwszą odpowiedź na to pytanie też znam: by nie podjąć decyzji o rozstaniu. Ale czemu nie chcesz tej decyzji podjąć, czemu się łudzisz? Skąd moja uwaga o tym, że nie dojrzałaś do decyzji o rozstaniu?
Z Twych słów:

Izabelle napisał/a:

(...)powiedziałam, że musimy to skończyć, bo krzywdzimy ludzi, z którymi jesteśmy, z którymi mieszkamy, i których powinniśmy kochać!

(...)Kochankowi powiedziałam wprost, że teraz już na pewno musimy to skończyć, bo nie jesteśmy już w takiej samej sytuacji, a ja nie chcę się w nim zakochać.

(...)mówiłam, że nie spotkamy się, jeśli znowu ma się skończyć seksem itp., to i tak zawsze kończyło się tak samo...

(...)powiedziałam, że chcę z nim być, że chcę, żeby się poważnie zastanowił czy zostawi swoją dziewczynę czy nie.

(...)później pytałam co zamierza zrobić

(...)żegnając się przed jego wyjazdem (do dziewczyny!!!), przypomniałam mu, że ma jeszcze te kilka tygodni urlopu na zastanowienie się.

(...)Nie nastawiam się pozytywnie do naszej rozmowy po jego powrocie(...)

Z tych słów wynika jedno: decyzję o związku oddałaś w jego ręce. A dla niego, jak sama zauważyłaś, wygodna jest taka sytuacja i on nie ma żadnego powodu, by cokolwiek zmieniać w odpowiadającym mu układzie.

Zapytam inaczej: czemu zdecydowałaś się na bycie oszukiwaną? Znajdź tylko, proszę, inną odpowiedź poza "bo go kocham". Ta odpowiedź jest ważna dla Ciebie.

8

Odp: Jestem kochanką

Dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby odpisać. Co do waszych odpowiedzi i pytań...

bałałajka napisał/a:

Ps. zastanawiam sie jeszcze nad jedna kwestia, czy bralas pod uwage jak to Ty czulabys sie bedac na miejscu swego juz bylego tudziez obecnej dziewczyny kiedy to twoj partner, w ktorego bylabys wpatrzona jak w obrazek zdradzal Cie, oszukiwal i klamal w tak wyrachowany i perfidny sposob??!!

Nie będę oszukiwać i udawać, że jestem lepsza niż w rzeczywistości. Na początku biłam się z myślami i wiedziałam, że robię coś co rani ludzi w najbardziej dotkliwy sposób, ale byłam tak zajęta sobą i przeżywaniem tego romansu, że właściwie mało mnie obchodziły uczucia innych. Teraz chyba inaczej na to patrze, ale jest już o wiele za późno. Tak czy inaczej, nie wybieram się z tej okazji na pielgrzymkę do Częstochowy. Ale racja. Mnie taka sytuacja bardzo by zabolała. Co do jego dziewczyny to nie jestem pewna czy jest w niego "wpatrzona jak w obrazek", ale nawet jeśli nie, to i tak mnie to nie tłumaczy.


marena7 napisał/a:

Mężczyźni potrafią oddzielić seks od miłości i zawsze tak było. Taka ich natura. Ale kobieta nie jest mężczyzną i dla niej seks znaczy coś innego, jest dopełnieniem miłości, czasem jej początkiem, tak jak dla Ciebie. I choć znam wiele kobiet, które w ramach swojego "wyzwolenia" próbowały traktować tę sferę życia po męsku, niezobowiązująco, to zawsze wychodziły z tego potłuczone

Dokładnie tak było w moim przypadku. Teraz chce mi się z tego śmiać, ale ja też chciałam być taką "wyzwoloną" kobietą. Wydawało mi się, że jestem na tyle rozsądna, że skoro tak łatwo zaczęłam romans, to będę mogła go tak samo łatwo zakończyć. I wyszło jak zawsze w takich sytuacjach smile

A teraz na temat bieżącej sytuacji...
Nie powiem, że wasze komentarze (miłe czy nie - ważne, że szczere) nie podniosły mnie na duchu. Wbrew pozorom, dobrze jak ktoś czasami Ci dowali i powie wprost, że sytuacja jest do dupy i pora spadać. Zwolniłam się z naszej WSPÓLNEJ pracy i od przyszłego tygodnia zaczynam nową. A co do NIEGO... Napisał, co u mnie, czy o nim pamiętam, że często o mnie myśli. A ja odpisałam, że u mnie wszystko zaczęło się układać, że też o nim myślę, ale wolałabym kogoś kto mnie kocha do szaleństwa, a nie tylko o mnie myśli. Taka byłam z siebie dumna! :-D

A parę dni później napisał, że już wie czego chce, że reszty dowiem się jak wróci i, że ma tylko nadzieję, że na niego czekam... Zatkało mnie jak nigdy!
Cieszę się, że to napisał, ale to tylko słowa. I macie wszyscy rację: zobaczymy co facet z tym ZROBI. Jeżeli nadal będzie stosował uniki to trudno. Powiem adios.
Śmieje się sama do siebie jak to piszę, bo teraz to jestem mądra, bo na horyzoncie pojawił się kolejny fajny, inteligenty i przystojny facet. I ma jedną zaletę: jest wolny!!!
Chyba do mnie dotarło, że tego kwiatu to pół światu i może jednak nie czeka mnie samotna starość ze stadem kotów wink
Nadal jestem zakochana, ale teraz wiem jedno: TERAZ PORA NA JEGO RUCH.

9

Odp: Jestem kochanką

Izabelle, tylko troche Cie pocieszę, jak dla mnie to z Ciebie żadna kochanka.
Ale, to tak pozytywnie. Twój chłopak nie ma żony ani dzieci, ty jesteś wolna.
Fakt to co robisz to jest świństwo, ale jak ma się dziewczynę to nie znaczy, że trzeba z nią być do końca życia.
Mnie rzeczywiście bardziej martwiłby fakt, że ten facet jest zdolny do oszustwa i lubi mieć dwie.
Ty też byłaś w takiej sytuacji, ale jeśli myslisz o nim poważnie to w przyszłości możesz mieć problem.
Jak widzi , że Cie traci to teraz daje Ci nadzieję n aswój ruch.
Krętacz z niego. Uważaj...

10

Odp: Jestem kochanką

A mnie trzęsie jak czytam o kolejnej biednej kochance, która jest w rozterce.
Co się dzieje na tym świecie. Nie ma poszanowania dla ludzi, zdrady, zdrady, zdrady.. I w 80% to romanse wyniesione z pracy. aż strach pracować.

Wiesz, że jak on z tobą będzie to też tak tobie kiedyś zrobi? Będzie wracał do domku do ukochanej po przerznięciu młodszej i bardziej sexownej laski.. I to pewnie z pracy. A ty będziesz żyła w błogiej nieświadomości.

Dlaczego ludzie nie trzymają się już zasad? Patrzą komuś w oczy, żyją z kimś, mówią zapewne "kocham", a na tak bardzo krzywdzą.. i zawsze te same usprawiedliwienie- "bo było silniejsze ode mnie..." 
To ja chyba jestem jakaś nie na czasie, bo nie rozkładam nóg na biureczku kumpla z pracy.. Normalnie zacofana.. Upsi.. hmm

Cóż ci mogę napisać autorko? Współczuję ci. Twoja wagina kieruje twoimi działaniami.
Nie pozdrawiam,
anaterka

11

Odp: Jestem kochanką

Ludzie nie atakujcie jej. W sumie w tym cholernym ukladzie ona tez zostala skrzywdzona. Heh mam podobnie do Ciebie tyle tylko,ze ''moj'' idealny facet jest zareczony i juz niedlugo sie zeni:( Nasz romans trwa od kilku miesiecy,ale przyjaznilismy sie i flirtowalismy duzo dluzej... bronilam sie przed tym jak moglam,ale pozadanie wzielo gore. A teraz juz wiem,ze to nie tylko pozadanie i seks... zakochalam sie i nie wiem co robic. Pracujemy razem,razem jezdzimy i wracamy z pracy... heh.. i co ja mam zrobic? Jestem straszna egoistka,ale chcialabym go oddbic,chcialabym zeby byl tylko moj i tylko dla mnie, zeby to mnie calowal na dobranoc i zaby to ze mna jadl sniadanie,zasypiac i budzic sie obok niego... jestem zrospaczona

12

Odp: Jestem kochanką

Zostaw go.
Nie ma nic bardziej dołującego jak życie w trójkącie.
Prawda jest taka- że kochanka zawsze jest na ostatnim miejscu, bo na pierwszym jest ON na drugim jest ŻONA na trzecim DZIECI na końcu KOCHANKA.
Chcesz być kochanką? Pamiętaj, że odtąd wszystkie święta, urodziny i wakacje będziesz spędzać SAMA. Bo on będzie je spędzać ze SWOJĄ RODZINĄ. Po kilku latach zamieni Cię na nowszy model a Tobie pozostanie pustka, jedno wielkie NIC, bo kochanka traci swój czas na zabawianie cudzego męża.

13

Odp: Jestem kochanką

nigdy wczesniej nie wiedzialam ze bede zdolna do podwujnego zycia jak ty izabelle, choc ja jestem kochanka wirtulana a moj romans ze wzgledu na sumienie sie zatraca chce zapytac o jedno ? co czulas jak kladlas sie obok partnera w lózku ? jak sie z nim kochalas, ukladalas plan dnia ? i choc mnie ciagnie do pewnego faceta to sie boje sad a z partnerem sie uklada tak sobie ,jestem ponad 5 lat ale niestety nie moge dluzej czekac az moje sprawy stana sie wazne dla niego ( typu slub i wiele innych,pozatym potrafimy juz tylko na siebie krzyczec ja jestem coraz bardziej oschla i oziebla, nie potrafie pociagnac tematu zadnego tylko sie focham, oboje jestesmy niezdecydowani )... dlatego tez poznalm kogos bedac na wakacjach u brata, i choc do niczego nie doszlo mysle o tym  facecie ( i choc moj partner w seksie jest ok i naprawde go szanuje) to jestem wystawiona na pokuse, nigdy nie sadzialm ze moge zdradzic partnera ale coraz czesciej o tym mysle.
Co do ciebie Izabelle nie uwazasz ze twoj kochanek sie ciebie boi ???
moze on wie ze jego partnerka nie pujudzie w tango, moze sie obawia ze z toba bylo by inaczej po dluzszym czasie ?
Ze bedac z nim znajdziesz innego kochanka ??
czy nie jest tak, ze czesto osoby ktore zdradzaja i wiedza o tym, nie sa ze soba, wiedzac ze moga zostac zdradzone ...
ma dobry seks ktorego nie ma w domu.
a to ze mowi ze kocha i co czuje ,to moze po to by zatrzymac cie przy sobie, odejdz, wyjedz,zmien prace jesli sie da a wtedy zobaczysz  jak to sie ulozy... wkoncu musi ci powiedziec tak lub nie, podac powody

no i proponuje film hustawka smile) polski film ale pokaz tez swojemu kochankowi moze wyciagnie wnioski

14

Odp: Jestem kochanką

Problem widzę taki: cokolwiek się stanie, Ty będziesz miała trudniej niż przed ta sytuacją. Bo wiesz, że jest możliwe zdradzanie i udawanie że wszystko jest ok. Gdy będziesz z tym "starym"  ani on Ciebie nie będzie pewien, ani Ty jego. Z "nowym" większa szansa że się poukłada, ale... To samo.

Kiedyś, dawno temu, eksperymentowałam na czacie. Opowiadałam bzdury i patrzyłam czy ludzie to kupują. Po paru dniach takiej zabawy zaczęłam mieć prawdziwe problemy. Nie mogłam uwierzyć w nic, co mi ktoś mówił. Miesiące trwało, nim się otrząsnęłam. Nie jestem religijna (w kościele nie bywam żadnym), ale gdzieś zasłyszany tekst: szatan jest ojcem kłamstwa, wydaje mi się bardzo prawdziwy. Kłamiąc sami sobie tworzymy piekło. Odrywamy się od rzeczywistości. Jasne, że nie można być strasznie naiwnym i łykać wszystkiego, ale długie oszukiwanie, jak sama zauważyłaś, dało podstawy do relacji pełnej bólu, urażonej dumy, upokorzenia.

Życzę, żebyś się szybko otrząsnęła.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026