netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mialo nie wiac w oczy nam!!

9 odpowiedzi2 922 wyświetleniazałożony przez Byledoprzodu, 14.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mialo nie wiac w oczy nam!!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Moja historia jest tak zlozona, ze nawet nie wiem od czego zaczac...dzis jest mi znow smutno, nawet nie mam z kim porozmawiac, albo poprostu nie chce..mam juz dosc siebie jako ofiary, placzacej, za nim, za tym jak moglabym tego uniknac..

Takze, postaram sie w skrocie..choc mysle ze bd to chaotyczne bo tyle mysli, wspomnien w mojej glowie..

Znalismy sie od kilkunastu lat..mieszkalismy w jednej miejscowosci, wspolni zanjomi..od zawsze cos mnie do niego ciagnelo,w miedzy czasie bylam w stalym zwiazku(3 lata),zwiazek mi sie rozwalal, wzowilo sie z Y. Jeszcze za mlodu spedzalismy duzo czasu razem, sami..odcinalismy sie od grupy, za mlodych lat byly buziaki w policzek na czesc;) kiedys wybralismy sie na rower, zrobilismy sobie obraczki na znak w sumie nie wiem czego,kiedys przyznala mi sie tez do tego, ze wiedzial ze bd jego dziewczyna, ze od zawsze czul to cos, ze ze mna jest inaczej...pisze to aby Wam nakreslic,ze w sumie los zawsze nam sprzyjal,zawsze cos nam nakreslal w zwiazku z nami..bo nie trwalo to np miesiac i sie urywalo...od czasu do czasu los dawal nam jakis znak ze cos wisi w powietrzu..ze cos z tego bedzie..

Zwiazek, w ktorym bylam...nie bd sie nad nim rozpisywala, bo nie o to biega...ale w sumie od tego zaczely sie moje problemy z owczenym,a zarazem juz bylym Y. MoJ BLAD!! Moj cholerny blad, bo nie skonczylam do konca zwiazku z jednym , a juz zaczelam z Y. (chodzilo o zwykle utzrymywanie kontaktu, o jakas forme zazylosci z bylym). Y cierpliwie czekal, w sumie byl tak zauroczony, ze znosil to wszytsko,czekal..cierpliwie czekal...w miedzy czasie..jego rodzicielka, ktora jest w niego wpatrzona uslyszlaa wiele plotek na moj temat, oczywiscie wiekszosc to brednie, albo fakty, ktore w rzeczywistosci przezywa kazda dziewczyna,nawet jej corka, ale to niewazne..przeciez to bylam ja...Y strasznie walczyl o nasz kontakt, inicjowal spotkania, zostawial nas same zebysmy porozmawiaaly, no i wkoncu sie do mnie przekonala...zwiazek cudowny, inny..bo jednak przyjaznilismy sie od zawsze, ciezko bylo mi sie zakochac,bo jednak byl kolega...

Nadszedl czas moim studow,Y jest ode mnie mlodszy o rok. Wiec w sumie przezylismy jeden rok widzac sie co 2-3 weekend,ale dalo sie przezyc,to nas utwierdzilo,ze takl czy inaczej dajemy rade byc razem....przyszly wakacje..Y dostal sie na studia,w tym samym miescie co ja..wiec wielka radosc nam towarzyszyla...pod koniec wakacji zaczelo sie cos psuc..podczas jedenej z klotni doszlo do rozstania...na miesiac...wrocil sam..jednak juz nic nie bylo tak smao,strasznie sie zminil..myslalam ze to zachlysniecie sie studiami,ze minie...cierpliwie czekalam,znosilam rozne humorki i zostalam kopnieta w dupala!! Przez ten czas dowiedzialam sie ze bylam ukrywana przed rodzicami, strasznie mnie to ukokorzylo, wplynelo na moje emocje, czulam sie i czuje gorsza,ze nie pasowalam do rodziny..staram sie jak moglam przez ten rok, gotowalam, sprztalam, wolalam cos kupic jemu niz sobie,..poprostu zatracilam siebie;( keidys bylam silna osobowoscia, nie wiem co sie ze mna stalo...mija juz 2 tydz od rozstania,wyjechalam do innego kraju bo mialam mozliwosc, nie utrzymujemy kontaktu..jest mi ciezko, kocham go, kocham go miloscia inna..chcialabym go odzyskac, ale nie moge tym zyc, nie moge zyc nadziejami..mysle ze podczas dyskusji wyloni sie pewnie jeszcze wiele istotnych faktow..prosze o rady..o madre slowa..spedzilam na tym forum juz tyle godzin,czytajac wasze historie.. stwierdzam fakt, ze popelniamy jakis cholerny blad( o ile poprostu calkowite oddanie sie drugiej osobie mozna uwazac za blad), myslalam ze jestem sama, ze tylko ja mialam faceta z tak ciezkim charakterem, ze obiecywal gruszki na wierzbie , ze byl wpatrzony jak obrazek, ja uwierzylam, oddalam wszytsko co mialam i na koniec zostalam z nicxym...jestem swiadoma tego, ze musze teraz stoczyc walke ze soba, ze musze to przetrwaic , jego..tylko pytanie czy chce?

2

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

No cóż. Jesteś młoda, całe życie przed Tobą i nieudany związek nie powinien tego przekreślać.
Wyjechałaś, staraj się nie myśleć o tym co było, zacznij żyć na nowo.
Takie moje zdanie.

3

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Mloda,niemloda..nie w tym sek..oczywiscie zgadzam sie z tym,ze cale zycie przede mna,czytajac historie osob dojrzalych,majacych dzieci,planujacych slub..wiem, ze wtedy jest sie w naprawde ciezkiej sytuacji..ja w sumie nie dopuszczam takiej mysli,ze majac meza mialoby cos pojsc nie tak...

Jestem zla na siebie, ze pozwolilam na to,ze chcialam dac wszystko to co najlepsze..a to co najlepsze poprostu sie znudzilo..ze doprowadzilam sie do stanu, w ktorym balam sie sprzeciwic, ze nie mialam juz nawet ochoty na rozmowy..bo niby w kolko moiwlam to samo,ale jak nie mowic w kolko to samo,skoro nie widac poprawy?

4 Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-15 01:19:47)

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Witaj,

Przeczytałem Twój wątek i jedno zdanie z niego mnie zaniepokoiło:
jego rodzicielka, ktora jest w niego wpatrzona uslyszlaa wiele plotek na moj temat, oczywiscie wiekszosc to brednie, albo fakty, ktore w rzeczywistosci przezywa kazda dziewczyna,nawet jej corka, ale to niewazne..przeciez to bylam ja...Y strasznie walczyl o nasz kontakt, inicjowal spotkania, zostawial nas same zebysmy porozmawiaaly, no i wkoncu sie do mnie przekonala

Jego matka wydaje mi się osobą toksyczną. Skąd ta myśl? Otóż ja mam jeszcze taką teściową i przytoczę tutaj wyrywkowo wypowiedź jednej z Naszych internautek z tego forum na ten temat: matka, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka."Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia... to jedna z tych spraw toksycznych matek, które niestety w imię wielkiej miłości rozwalają życie dzieci na milion kawałków.

To jest osoba, która za Twoimi plecami buntuje syna przeciwko Tobie a w konfrontacji z Tobą w 4 oczy to jesteś super dziewczyną itd.
Jedyny plus w tym wszystkim, dla Ciebie i jego, że on coś wiedział o tym - tak mi się wydaje - jak sama mówisz: dowiedzialam sie ze bylam ukrywana przed - jego - rodzicami, strasznie mnie to ukokorzylo, wplynelo na moje emocje, czulam sie i czuje gorsza,ze nie pasowalam do rodziny..staram sie jak moglam przez ten rok, gotowalam, sprztalam, wolalam cos kupic jemu niz sobie,..poprostu zatracilam siebie.
W tym wypadku uratował Ciebie przed tragicznym w skutkach powiązaniem rodzinnym - potworną manipulacją i szantażem emocjonalnym z jej strony. To jest patologia większa niż znęcanie się fizyczne w rodzinie czy też problem alkoholowy. A jeśli chcesz wiedzieć przed czym cię uchronił, to przeczytaj sobie wątek pt toksyczni teściowie... nieodcięta pępowina...  i mój wątek. Zobaczysz jak wyglądają związki podobne do Waszego z udziałem takich osób.

Zatraciłaś się w sobie poświęcając w całości siebie partnerowi. Ograniczyłaś do minimum swoją swobodę bycia w związku na rzecz niego. To błąd. Podstawą w związku jest być sobą czyli: związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co sie oszukiwać... dyktatura - taktyka toksycznych osób - to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku.

Odnoszę wrażenie, że on chce się z tego domu wyrwać, zacząć żyć na własny rachunek, szuka oparcia w takiej osobie jak Ty, chce Cię uchronić przed tym co jego spotkało i co doświadczył - i tu go popieram - oraz potrzebuje pomocy psychologa.
To jest ciężki temat do zrozumienia. Uwierz mi, ja już sporo o tym wiem i doświadczyłem.

5

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Wiem,wiem...nie bd pisala zbyt wiele o tej kobiecie,bo poprostu nie wypada...ale to co piszesz jest prawda..czytalam tez wiele o tym..wiem rowniez ze jest swiadomy,bo byl na tyle odwazny aby mi mowic o tym co ona mowi na moj temat..sek w tym, ze on walczyl,walczyl o ten kontakt, a poznije...poprostu mnie ukrywal...oczywiscie uwazam, ze matka nie byla na tyle glupia...podejrzewala ze jestesmy razem..ale jak Y stwierdzil, mojego tematu poprostu nie bylo w domu..dlatego odchodzily cyrki
kiedy wracalismy do rodzinnego domu..jakies ukrywanie itp, a ja juz nie mam 16 lat aby chowac sie po krzakach..wyniszczalo mnie to emocjonalnie..bo skoro ja i on wiemy jaka jestem ,ile sobie pomagamy,jacy dla siebie jestesmy...i co mi z tego wyszlo? WYBRAL MNIEJSZE ZLO!!sam kiedys mi powiedzial ze jest miedzy mlotem a kowadlem..ale dlaczego ja mam cierpiec??

6

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Skoro moje przypuszczenia się potwierdziły, to moja szczera i od serca rada dla Ciebie: zakończ ten związek i ciesz się wolnością od tej toksycznej patologii. Wiem, że to boli i cierpisz jak diabli, bo sam musiałem przerobić "pogrzeb" swojego związku i małżeństwa rozpadającego się przez taką właśnie osobę. Co prawda walczę jeszcze z pomocą osoby duchownej o partnerkę, ale finał raczej nie będzie w kolorze.

Masz na starcie duże doświadczenie na przyszłość znając pokój tych toksycznych osób a spotkasz ich jeszcze nie raz na swojej drodze życia. Daj sobie spokój z taką obecną i przyszłą teściową choćby dla własnego dobra psychicznego. To jest "piekło" jak w to wdepniesz a postawić się i wyrwać ze szponów takiej osoby to już przysłowiowa kara śmierci.

7

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Tzn ten zwiazek juz jest zakonczony przez niego..

Jak juz wczesniej pisalam, nie mam zwyczaju sie prosic...

Boli mnie fakt,ze sie poddal,ze wybral spokoj w domu, zamaist tworzyc cos ze mna..
Nigdy go nie buntowalam, nie powiedzilam na nia zlego slowa..

Dziekuje za rady:)

8

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

Wyjściem z rej sytuacji dla Was byłoby pójście "na swoje", wynajęty pokój, kawalerka i etc., gdzieś z dala od tej twojej "teściowej", gdyby.... no właśnie i tu się zaczynają Wasze schody. Gdyby on Ciebie nie ukrywał przed rodziną i potrafił się postawić matce w obronie Was jako pary. Tylko tu on się najwidoczniej poddał presji manipulacji i szantażu ze strony matki. Może jeszcze czas pokaże co się z tego "wykluje". Sam z tym walczy i Ciebie chronił, może jeszcze nie wszystko stracone.  Ale musisz wziąć pod uwagę jedno, że on może w przyszłości nawet nieświadomie postępować z Tobą tak jak jego mama teraz z nim. Znasz temat więc wiesz co mam na myśli.

9

Odp: Mialo nie wiac w oczy nam!!

tzn syt jest taka,studiujemy w miescie, z dala od domu..wiec keidy bylismy tam bylo wszytsko wporzadku..ale nadszedlczas wakacji,trzeba bylo zjechac do domu i zwiazek sie zakonczyl:( powod jaki mi podal: bledne kolo,oraz dosc stresu zwiazanego z klamstawmi..nie rozumiem tego, bo tak dojrzala osoba nie postepuje,a za owa sie ma!

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mialo nie wiac w oczy nam!!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026