netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

32 odpowiedzi9 715 wyświetleńzałożony przez halotoja, 07.05.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

W zasadzie zastanawiam się po co to piszę.
Może po prostu chcę się podzielić z innymi swoim doświadczeniem.
Czytam to forum od dawna. Czytałam codziennie wiele wątków kobiet w tej samej sytuacji co ja, próbowałam przemówić sobie, że to co się dzieje w moim związku jest chore. Ale byłam totalnie uzalezniona od mojego partnera. Tak. Teraz to rozumiem. Wtedy nie trafiało.
W wielu wątkach kobiety pisały o facecie, który nie szanuje, wyzywa, bije. Każda odpowiedz była taka sama - zostaw go.
Ale to się nazywa uzaleznienie psychiczne od kogoś. Wiemy o tym, że powinnyśmy go zostawić, ale tego nie zrobimy, bo nie wyobrazamy sobie zycia bez niego, kochamy go (?) , jestesmy w stanie znieść wszystko.

Cały czas towarzyszą nam słowa - on się zmieni.

I własnie sęk w tym, że taki facet może się zmienić. Własnie chciałam obalić to co pisałyście - że tacy się nie zmieniają.

O tyle, że teraz to już mi nie zalezy.

Dobra zacznę od początku.
Mam 21 lat. Moja młodość byla piękna. Byłam najwiekszą wariatką jaką można być, kompanka imprez, wycieczek, plotek.
Heh... zawsze wszyscy mówili - jeszcze jej nie widać, ale już ją słychać.

Wszystko się zmieniło gdy trzy lata temu poznałam tego własnie człowieka. Zaimponował mi. Miał wiele pasji, był podobny do mnie i pasował do mojego aktywnego stylu życia (czyt. też nie lubi siedzieć na kanapie z pilotem w ręku).
Było pięknie.

Po trzech miesiącach zaczęło się przejmowanie przez niego dominacji nade mną. Kurcze mogłabym książkę napisać.
Postaram się w skrócie.
Najpierw musiałam zrezygnować z tańca- bo przecież to nie jest normalne, że się tanczy z innym partnerem. Zrezygnowałam więc z tego czym zajmowałam się od lat.
Później koledzy- no bo był zazdrosny i uważał, że oni chcą mnie tylko wyr***chać jak on to mówił.  A zaznaczę, że owi koledzy to moi przyjaciele od piaskownicy. I gdyby chcieli coś takiego zrobić, to dawno bym to zauważyła. Nie mniej jednak- z najlepszym przyjacielem moim spędzałam całe noce na oglądaniu filmów i nigdy nawet nie próbował się dobrać, poza tym, gustował w innych dziewczynach niż ja i w kwestii wyglądu i z charakteru.

Dalej- jestem  bardzo wysoka i bardzo szczupła. Mam naturalne dlugie włosy i wyraziste rysy twarzy. Wszyscy mówili, zebym sprobowała sił w modelingui. Nie uważam się za piękność, baa daleko mi bardzo. Ale modelki mają to do siebie, ze muszą po prostu spelniać okreslone kryteria a resztą zajmą się wizazysci i stylisci. Udało się. Dostałam się do agencji modelek.
Oczywiscie mój Pan, powiedział, że modelki to szmaty i mi zabrania.

Mogłabym wymieniać dalej, ale chyba nie o to chodzi. Każda kłótnia nawet o błachostki konczyła się wyzywaniem mnie, nie raz dostałam 'w łeb' a później słyszałam, że go sprowokowałam go tego. Haa, ja po prostu broniłam swojego zdania. teraz wiem, że jak się z nim nie zgadzałam, to go prowokowałam po prostu wink

Po każdym uderzeniu mówiłam sobie - to jego ostatni raz, więcej na to nie pozwolę. I to trwało w nieskonczoność.

Po dłuższym czasie, gdy już oczywiście byłam niewolnicą ( swoją drogą, kiedyś powiedział, że jestem taka i owaka, ponieważ wieczorną porą wyszłam po papierosy do sklepu, a jego zdaniem wyszłam się polansować ) przestałam zwracać na to uwagę.
Zyłam w takim dziwnym świecie, zakłamanym, udawałam, że wszystko jest ok, sama sobie wmawiając, że już jest dobrze, nie ma co rozpamiętywać, trzeba walczyć o ten związek.

Do wazniejszych rzeczy należy to, ze on miał tak silną władzę nade mną, że przez ten cały okres ja sądziłam, że to ja nawaliłam w tym związku. Bo on mi cały czas to powtarzał. Płakałam w poduszkę pytając siebie dlaczego jestem taka zła i nie spełniam jego oczekiwań.

Nie wychodziłam nigdzie, nie spotykałam się ze znajomymi, baa ja nawet z kolezankami nie mogłam wyjść na kawę, bo przecież dziewczyny nie chodzą pogadać tylko krecic tyłkiem na miescie.

Los sprawił, że miał powazne problemy zdrowotne - pół roku temu. Lezał w szpitalu.

Dzięki temu zrozumiał, że stracił tyle czasu na te kłótnie.

I ogólnie jak wyszedł ze szpitala, to pomyslałam, ze ktos podmienił mi chłopaka. Powiedział, ze wszystko było jego winą, że jestem aniołem i najcudowniejszą kobietą na swiecie. Od 6 miesięcy nieba mi przychyla, traktuje mnie jak księżniczkę.

Cieszyłam się jak cholera. Byłam taaaka szczesliwa, ze wreszcie mnie szanuje, ze stworzymy udany związek.
Sielanka trwała i trwała, aż ja wszystko zrozumiałam. Aż mi wróciło trzezwe myślenie i doszłam do wniosku, ze ja jestem aniołem i zasługuję na lepsze traktowanie.
Chciałam o tym zapomnieć co było. Ponieważ zaufałam mu na nowo. I ufam nadal.
Prawie stracił zycie i to go skłoniło do takiej zmiany. Ale ja... ja codziennie, nawet kilka razy dziennie, próbując odpocząc, mam wizje przed oczami. Widzę to jak mnie traktował. Przypominam sobie wszystko, kawałek po kawałku, słowo po słowie...
Mimo, że nigdy nic nie rozpamietywałam, zawsze zapominałam o jego błedach od razu.
I wiecie co? Gdy to wszystko mam przed oczami, jedyne słowa jakie mi się nasuwają na myśl to - Boże jaka byłam głupia...

Z początku bolało, ale teraz tak po mnie to spływa, że smiać mi się chce.
Chcę się z nim rozstać. Jest to przemyslane od dłuzszego czasu, nie chciałam podejmować decyzji pochopnie pod wpływem emocji.
Wiem to na sto procent. Chce zacząc zyc od nowa.

Swoją drogą, głupio mi się do tego przyznać- strasznie dużo piłam...
Były miesiące, że piłam codziennie po trzy, cztery piwa, budziłam się rano z bólem głowy. Wiem, że to straszne.
Ale ja kompletnie nie miałam co robić. Jedyna opcja na wieczór?Wyjść na balkon z paczką papierosów i piwami i delektować się widokiem morza- bo tylko widok z balkonu był piękny. I wiecie co? Dotarłam do momentu, w którym poczułam, że ja się zaraz uzależnię. Że kolo godziny 18 zaczynam robić się nerwowa i myśleć, ze trzeba po piwka do sklepu jechać.
Na szczęscie ocknęłam się w porę i z tym i ze sprawami związku.

Z nim chcę skonczyć a alkoholu do ust nigdy nie wezmę, bo w wieku 21 lat prawie się uzależniłam (boże, aż mnie ciary przechodzą).



Do wszystkich dziewczyn trwających w takich związkach- mam nadzieję, że moja historia dała wam cokolwiek do zrozumienia.
Zapraszam do rozmowy, dyskusji na takie tematy, może wy napiszecie podobne przezycia. Ten wątek jest otwarty dla wszystkich.
Ja już wiem co mam zrobić, ale chętnie posłucham kilka słów od was, zwłaszcza, że przede mna najciezszy okres - rozstanie, ciezko bedzie mi to samej przetrwać.
Także bede wdzięczna jeśli bedziecie mi towarzyszyć, choćby wirtualnie, bo kolezanki straciłam przez niego oczywiście.

Swoją drogą - co myslicie o sytuacji- miałam grono przyjaciółek. Przerwalam z nimi kontakt, nie rozmawialam z nimi, unikałam kontaktu. Nie mówiłam dlaczego. Za bardzo mi było wstyd, ze dałam sobą tak pomiatać. W efekcie usłyszałam od nich kilka niemiłych słow, rozumiem to, pewnie sama postapiłabym podobnie. Ale od niedawna zastanawiam się, zeby iść do nich, porozmawiać szczerze, opowiedzieć o wszystkim. Paść na kolana i blagać o wybaczenie. Ale boję się...
Wiem, ze przyjaciół się tak nie zostawia jak ja to zrobilam. Jak myslicie?

2

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Wydaje mi się, że powinnaś do nich pójść, opowiedzieć wszystko, wytłumaczyć się i probowała naprawić wasze relacje wink Przyjaciółki - te prawdziwe, to ogromny dar i z nimi życie jest prostsze smile

A co do Twojej historii, podziwiam Cię i życzę, żeby udało Ci się z tego związku z łatwością odejść smile

3

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Kochana, ja mam podobnie. Tylko, że z moim facetem jestem cztery lata. jesteśmy Narzeczeństwem, jego rodzice naciskają na ślub, a ja się waham, ale odejść nie potrafię. Wszyscy znajomi, z pracy, moje koleżanki, moi rodzice o niczym nie wiedzą. Dla nich mój Partner jest miłym, fantastycznym facetem. Dla koleżanek z pracy i innych kobiet jest ujmujący, miły, zabawny, a mnie traktuje (za przeproszeniem) jak szmatę. Wyzwiska są na porządku dziennym i to nie lekkie, ale gruba rura. Nie chce ich nawet wspominać.
Kilka razy wyrzucał mnie z mieszkania, czasami wieczorami. Musiałam go błagać, żeby zostać. Oczywiście mam dom rodzinny, skąd wyprowadziłam się dwa lata temu. Moi rodzice byli przeciwni, bo w domu mamy sporo pokoi i naprawdę jest gdzie mieszkać, wyprowadziłam się wtedy tylko i wyłącznie dlatego, że On chciał. Mój dom jest oddalony o ok. 20 minut jazdy autobusem, ale ostatni jest 22:40, a awantury po których mnie wyrzucał zdarzały się później. musiałabym nocować na klatce:(
Wracając do wyzwisk...kilka razy nawet powiedział, że jak się nie zamknę to znowu dostanę...a dostałam.
Pół roku po tym jak się związaliśmy byliśmy na Sylwestrze w jego domku. Mój Partner, choć deklarował, że nigdy żadnej Kobiety nie uderzy wypił za dużo. Byliśmy w bacówce i był kawałek drogi do domku. Jego znajome(kiedy ja byłam na zewnątrz), które też tam były widząc, że jest pijany zasugerowały mu, że powinien wrócić, niestety On wyszedł przed bacówkę i do mnie, że jestem s***, że kazałam im tak powiedzieć i wtedy uderzył mnie z tzw. "główki" dwa razy. Podbił mi oko, krwi nie było, a skończyło się tylko na tym, bo zareagowali inni. Potem był koszmar. Całą drogę prowadziłam go do domku, darł się na mnie, wyzywał. Przed domkiem przewrócił się, krzyczał, ze to przeze mnie, że mnie zabije, itd. Otworzyliśmy furtkę, wziął ode mnie klucze i otworzył pierwsze drzwi w domku, niestety są i drugie, a okazało się, że nie ma klucza. W związku z tym, że ja trzymałam klucze przez całą drogę, a On niósł je tylko od ogrodzenia do domku to zaczął na mnie się drzeć i bluzgać, że ja je zgubiłam, itd. Kazał lecieć po sąsiadów, żeby pomogli zamek rozciąć. Na odchodne otrzymałam jeszcze kopniaka.
Rano błagał mnie o wybaczenie, a ja głupia wybaczyła i jeszcze mówiła, żeby się nie martwił i nikomu nie powiemy. Jego Ojciec był w następnym dniu, zatuszowałam podbite oko, a jak kilka miesięcy później prawda wyszła na jaw (sąsiedzi, którzy nam pomagali powiedzieli jego rodzicom) to ja się wyparłam wszystkiego.
On obiecał mi poprawę. Faktycznie od tego czasu prawie w ogóle nie pije, nawet piwka nie chce, ale co z tego jak nie przeszkadza mu to traktować mnie jak śmiecia.
Najgorsze jest to, że nikt o tym nie wie, bo każdy jest przekonany, że to super facet, koleżanki z pracy traktuje jak damy, a ja oprócz Sylwestra jeszcze dwa razy dostałam od niego w głowę...A obelg nasłuchałam się tyle, że mogłabym encyklopedię pisać.

Niestety tak jak i Ty wcześniej ja nie potrafię odejść. Pracujemy razem, wszyscy o nas wiedzą, tam się poznaliśmy. Widzimy się w pracy stale, Jego rodzice czekają na termin ślubu, znajomi,i myślą, że jesteśmy fajną parą, a ja...ja już czasem siły nie mam.

Też byłam wesołą kobietką, gadatliwą, znajomi mnie uwielbiali. Teraz widzę się z nimi raz na pół roku:( Przez niego jestem w klatce, piorę, sprzątam, gotuje. Ale i tak zawsze jest źle, bo tu coś nie wysprzątane, tam nie wyprasowane, itd.

Rachunki płacimy przez pół, pomimo tego, że On więcej zarabia, nic Go to nie obchodzi. Czasami nie starcza mi do końca miesiąca. Jego to nie rusza, nawet mi kiedyś powiedział, że jak nie mam kasy to mogę się "puścić".

Uznacie mnie za idiotkę, że z nim jestem, ale na razie za dużo nas łączy, a ja nie jestem przygotowana na tak ogromną zmianę.

4

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Jak to jest, że wcześniej nie widzi się tego jaki facet jest...?
Myślę, że da się go jakoś rozpoznać, ale wszystkie sygnały się wyrzuca gdzieś za siebie, a potem nagle pierwsze uderzenie i zaczyna się...

5

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Kara, po ślubie będzie jeszcze gorzej. Masz tego świadomość? Chcesz tego? Chcesz do końca życia być bita, wyrzucana z domu, wyzywana i Bóg wie co jeszcze....?

6

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Własnie się nie widzi wcześniej.
Na początku był ideałem, na prawdę.
To się zaczęło później- kiedy już mnie miał. Wiedział, że jestem jego.

Aha, zapomniałam dodać, że on o mnie walczył wczesniej 1,5 roku. A ja nie chciałam z nim być bo chciałam cieszyc się młodością a nie bawić się w dom. I Bogu Dzięki, przynajmniej mam fajne rzeczy do wspominania.

Kara, nie powiem Ci zebys go zostawila, bo wiem, że to nie trafia do kobiet w takiej sytuacji. Jedyne co Ci powiem, to wstrzymaj sie ze slubem.
Moze być jeszcze gorzej. Na razie poczekaj.

Alexa - wiesz co, dopiero było mi łatwo kiedy on stał się potulnym miśkiem - wtedy poczułam, że to on jest teraz pode mną a nie ja pod nim. Wtedy wszystko się zmienia, perspektywa odwraca się do góry nogami wink

7

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Ale zaczęło się to zaraz po tym jak już zostaliście parą czy jeszcze później?

8

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Zaczęło się tak po trzech miesiącach.
Na początku trzymałam dystans- chciałam mieć swój świat.
A potem zaczełam wsiąkać w ten związek coraz bardziej i zobaczył, że może mnie usidlić. Zaczeło się niewinnie - od zazdrosci w zartach, a potem coraz bardziej i coraz bardziej...

Dzisiaj mam zamiar wziaść od niego wszystkie swoje rzeczy... Boje się, że bedzie brał mnie na litość przez swoj stan zdrowia hmm Bo na pewno to wykorzysta... ehh Boże daj mi siły !

9

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

halotoja dobrze, że podjęłaś decyzję o  rozstaniu, ten człowiek by cię zniszczył a zasługujesz na lepszy los. Piłaś... dużo... skąd ja to znam. Czyż nie chciałaś zapić własnej bezsilności, poczucia bezradności i osamotnienia. Ucieczka w alkohol w jakiś sposób Cię znieczulała i mniej chciałaś czuć swojego bólu? Chciałaś uciec od tej sytuacji mimo, że miałaś świadomość  tego co Cie spotyka?
Toksyczny związek rodzi się niepostrzeżenie, że momentami nie wiemy czy to realne czy nie. To jest taka nić, między dwiema osobami, przez którą kat wpuszcza swój jad do ofiary a ta mimo iż z zewnątrz jest sobą to wewnątrz jest zatruta i gotowa spełniać zachcianki swojego Pana. Ciężko się uwolnić, ale klapki z oczu spadają.
Mój eks też dopatrywał się zdrad, których nie było, włączając w to komunikator, kiedyś stwierdził, że na każdym forum mam gachów:)).

10 Ostatnio edytowany przez fammefatale (2010-08-06 05:48:18)

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Właśnie najlepsze jest to że kiedy był jednym wielkim ch**** to byłaś z nim a jak jakimś cudem się zmienił to już nie chcesz z nim być :-) Zastanawia mnie to czy nie chcesz ze względu na to że pamiętasz o tym jak Cię traktował (przecież przed jego zmianą też to wiedziałaś) czy po prostu masz w psychice zakodowane żeby być z tymi złymi. Nie zrozum mnie źle domyślam się co czujesz Zastanawiam się tylko dlaczego dopiero przejrzałaś na oczy( skoro teraz jest ok ).Swoją drogą to szkoda że zrezygnowałaś ze swoich pasji itd Przyznam że  czytając jaka byłaś na początku ( towarzyska itd ) aż się do siebie uśmiechnęłam:) To ciekawe jak 2 człowiek na jakiś czas może zmienić naszą osobowość Ciekawe a bardziej przykre jeśli zmieni na gorsze. To że się dałaś tak traktować tego kompletnie nie rozumiem ale o takich osobach były już wątki więc nie będę tu nawiązywać Co do znajomych a jak twierdzisz przyjaciół ( jeśli potrafisz zostawić przyjaciół z piaskownicy dla jakiegoś tyrana to znaczy że raczej Ty na miano przyjaciółki sorry ale nie zasługujesz) odezwij się i spróbuj wytłumaczyć im wszystko Powiem Ci że sama mam koleżankę w bardzo podobnej sytuacji też zerwała kontakt z koleżankami które zna od lat dla faceta który zachowywał się podobnie jak Twój oczywiście odezwała się kiedy z nim zerwała i tego się nie da zapomnieć ale wybaczyć się da wiec my jakoś jej to powiedzmy wybaczyłyśmy Facet jest a potem go nie ma a przyjaciele zostają na dłużej Tak czy inaczej spróbuj już nic nie tracisz i dobrze że w końcu się opamiętałaś lepiej późno niż wcale

11

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Dlaczego mężczyźni nas tak traktują? Kto ich tego nauczył, kto dał im takie prawo?
Też jestem w tkosycznym związku - 5 lat - nie mogę odejść, ponieważ jestem psychicznie uzależniona.
Ale wiem, że nadejdzie już niebawem taki dzień, że odejdę smile Życzę wam tego wszystkim drogie dziewczyny smile Szukajmy szczęścia i miłości bo jesteśmy tego warte smile

12

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

halotoja-jestem pełen podziwu dla Ciebie,że zniosłaś to wszystko,dobrze,że na szczęście Twój jeszcze obecny/były partner się zmienił...
Co do historii Kary to rzeczywiście jesteś w trudnej sytuacji,ale musisz to zakończyć...zmarnujesz sobie życie,zniszczy Cię psychicznie...
Chciałbym Wam jakoś pomóc tylko nie wiem jak...jestem wyczulony na punkcie przemocy w stosunku do kobiet i szczerze mówiąc gdybym spotkał któregoś z Waszych partnerów to na pewno na słownej wymianie zdań by się nie skończyło...jedyne co mogę zrobić teraz to tylko życzyć Wam dużo siły,wytrwałości i odwagi

13

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

halotoja - widze, ze jakis czas temu pisałas co sie u Ciebie dzieje i ze masz zamiar skonczyc ten zwiazek..
Bardzo jestem ciekawa jak Ci poszło, udało sie? Rozstałas sie z tym człowiekiem?

14 Ostatnio edytowany przez zagubiona81 (2010-08-11 20:56:33)

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Witajcie, Mam 29 lat.
Na 4 roku studiów zaczęłam chodzić z moim kolegą którego znałam całe dotychczasowe zycie. Związek z nim trwał 6 lat. I już teraz powiem Wam, że wy dziewczyny jesteście JUŻ wygrane, bo wiecie, że facet po prostu jest beznadziejny i walczycie teraz o szczęście dla siebie (odejście). Ja niestety wciąż wierzę, że był dla mnie idealny.. i to jest trudne.
Byly między nami rozmowy o ślubie, ale z czasem coraz rzadsze.  Było nam cudownie, żyliśmy jak normalne, młode małżeństwo. Kiedy po 6 latach razem odłożyliśmy trochę pieniędzy zdecydowaliśmy sie na kupno mieszkań. Kredyt chciał wziąć tylko on. To mnie bolało, bo bałam się, że jak nam nie wyjdzie on będzie miał przez nas wspólnie spłacane mieszkanie, a ja nie będę miała gdzie się podziać. Zawzięłam się. Kupiłam kawalerkę, on mieszkanie parę klatek ode mnie. Moje życie wyglądało tak, że wieczorem brałam ciuchy do pracy, szłam do niego, spędzaliśmy czas, razem do pracy (pracujemy razem), po pracy obiad, wieczorem ja do siebie po ciuchy itd. Trwało to 10 miesięcy, tłumaczyłam żebyśmy wzięli ślub (6 lat razem, znamy się 21 lat), moje mieszkanie się wynajmie itp. On chciał żebym się do niego przeprowadziła, ale na ślub nie jest gotowy(28lat). Po 10 miesiącach mojego pomieszkiwania u siebie powiedziałam koniec. W rzeczywistości zmieniło sie tylko to, że przestałam u niego nocować... trwało to następne 9 miesięcy. To już jest problem. Nie potrafiłam od niego odejść, on wciąż mówi do mnie zdrobniale, że mnie kocha ale kiedy wraca temat "wróćmy do siebie" on mówi przecież to Ty ze mną zerwałaś.. a jak wrócę to znów będzie temat slubu.. a ja nie jestem gotowy. Oczywiście wciąż go kocham, jestem o niego zazdrosna a on wciąż (ale wydaje mi się że coraz mniej) kocha mnie, częściej zerka na inne kobiety. Pewnego dnia odszedł on. A właściwie spełnił to moje zerwanie sprzed 9 miesięcy - zaczał jeździć do pracy sam, urwał ze mną kontakty.
Mój świat się zawalił. Obecnie jestem po wizycie u lekarza.. nie jest łatwo.. tęsknię strasznie. siedzę wieczorami w swoim mieszkaniu, wiem, że on jest bardzo blisko w swoim.. wieczór i weekendy to dla mnie tragedia.. czuję, że już jestem za stara na związek.. a nawet jak się jakiś trafi to o dzieciach moge spokojnie zapomnieć sad Do tej pory ważne było gotowanie, spędzanie z nim czasu, prasowanie koszul. Nie mam żadnej koleżanki, te z pracy mają dzieci i zupełnie inny świat.
Czytałam Cię halotoja i jakbym prawie czytała siebie. z tą róznicą, że Ciebie partner bił i że już masz świadomość, że żyłaś w klatce.
Mnie mój nie bił, nie wyzywał, był do rany przyłóż.Reszta u mnie identycznie: piwo wieczorem by ten wieczór w końcu minął, weekend to samo. Dla mojego ex rezygnowałam z pasji, wystarczyło tylko wspomnienie, że jest o mnie zazdrosny. teraz po 6 latach nie mam pasji, nie mam co robić., nie mam przyjaciół.
Lekarz i rodzina mówią mi, że żyłam w klatce i teraz wystarczy się z tego otrząsnąć. Ja chcę wrócić sad
PS: mój ex zmienił pracę, jeżdżę do pracy sama, nie widuję go.. jest ciężko...
wlaśnie zmienił pracę i zaczął sie odzywać na gg opowiadając o emocjach z nową pracą.. a ja slucham, wspieram i znów jestem poduszką na odległość..

15

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Witam wszystkich:) również chcę się podzilić swoją historią o moim związku...zaczne od początku....Mam 20 lat,studiuje ,pracuje jestem w związku od 4 lat to mój pierwszy facet.Od początku różnie sie układało między nim a mną.czasami żałuje że na starcie nie dałam sobie z nim spokoju....mimo tych wspólnie przeżytych razem lat nie czuje sie dobrze w tym związku...duszę  sie i zdaje sobie z tego sprawę,że nie tędy droga ale jest mi bardzo ciężko sie od niego uwolnić..tłumacze sobie,że sie zmieni dając kolejne szanse i ufając....Bardzo często sie kłócimy,nie ma dnia żebysmy sie nie kłocili cząseto są to drobiazgi ale anatura wielka...mój partner za wszelką cenę chce mi udowodnić ze wszystko robie źle,cżesto mi powtarza ze może mieć kazdą a ja przez to nie czuje sie juz atrakcyjna...częste sceny zazdrosci,wszedzie widzi że go zdradzam,dzwoni kilka razy dziennie spytac sie robie ,gdzie jestem i zkim kiedy wróce itd jesli sie nie tłumacze to według niego pewnie jestem z jakims "kochankiem"wiele razy mi ubliżył,obraził mnie on sam czesto tez sie obraża jesli zwróce mu uwagę....przez niego mam ograniczony kontakt ze znajomymi jesli nas ktos zaprosi to nigdy nie idziemy bo jemu sie nie chce i jak chce moge isc sama,kilka razy zaryzykowałam i poszłam bez niego niestety kończyło sie to awanturą i zerwaniem.Niestety lubi alkohol codziennie po kilka piw dziennie (stracił  juz tez prawo jazdy przez to)i przez to m.in są awantury,jest zły na mnie o to ze sie do kogoś nie usmiechnełamalbo ze zrobiłam nie taką minę wmawia mi ze sie wszyscy ze mnię smieją ,wpiera mi ze wiecznie sie źle zachowuje a nie raz robił mi sceny przed znajomymi m.in przed domem mojej kolezanki wyrzucił moje wszystkie rzeczy,które były u niego na środek ulicy  wyzywając mnie przy tym od najgorszej...bardzo czesto krzyczy,mało kiedy mogę z nim noramlnie pogadac,mało wychodzimy w weekendy prawie wcale,jest zaborczy,uparty,nic nie dociera co mówie zadne argumenty...on zawsze wie lepiej...mam problem zeby wyjsc do kolezanki,spotkac sie ze znajomymi zawsze są wieczne telefony z pretensjami jak  mogłam wyjsc i awantury o to ze wyszłam lecz ja zawsze wyciągam pierwsza reke zeby załagodzic sytuacje,nie moge normalnie wyjsc z domu bo jest problem,kazde moje wyjscie konczy sie płaczem i nerwami.jak cos mu nie pasuje to ze mną zrywa a za chwile dzwoni jakby nigdy nic i udaje kochanego.bylismy kiedys razem u mojej kuzynki na imprezie w domu on troszke wypił i zaczeły sie fochy nie wiem o co kazdy mi sie pytał co sie nagle stało, ja sama tego nie wiedziałam,zaczłą mi wmawiac ze go obgadywałam(a cały cas siedział przy mnie )ze mu marnuje zycie,ze jestem taka siaka i owaka,wiec pojechalismy do domu,krzyczał na mnie okropnie wiec sie zatrzymałam bo nie byłam w stanie dalej prowadzic to on wyciągnął kluczyki i kazał mi wypierd**** ze samochodu i isc na nogach:( bylismy tez kiedys na pewnym weselu siedziałam sama przez całe wesele przy stoliku bo on sobie znalazł jakąs panne to towarzystwa i czułam sie tak jakby mnie wcale nie widział on siiedział z nią a ja sama czułam sie okropnie.czesto krzyczy na mnie jak kieruje autem,wszystko mu przeszkadza,wszystko robie zle,nic nie potrafie kiedys pamietam wpadł w taki szał ze chciał nas zabic wyrywajac mi kierownice kierując auto wprost na inne w ostatniej chwili sie opanował.nie dociera nic co do niego mowie, o co go prosze.ma dobry humor prze klilka minut a gdy jest cos nie po jego mysli zaczyna sie...:( robie wszystko co on chce,kazde zyczenie spełniam ....mam dosyc wiecznych awantur,chce noramlnie oddychać nie bac sie tego ze znowu cos zrobie zle i bedzie na mnie krzyczał,mało sie przytulamy, mało całujemy wciąz mi wmawia ze to moja wina ze nasz związek jest taki ,nie raz płacze w poduszke,moi znajomi powtarzają mi ze mam od niego odejsc lecz ja juz od roku próbuje zdobyc sie na ten krok wierząc ze sie zmieni,boje sie odejsc,nie czuje sie juz atrakcyjna,czuje ze sie wypalam,nie mam siły na nic,wiecznie dół i zero wsparcia z jego strony,chce odejsc lecz nie potrafie sie uwolnic...........powtarza ze mnie kocha ale co z tego jesli za kilka minut jest piekło na ziemi....:( boje sie zrobic krok do przodu czuje ze tkwie w czyms co mnie męczy,,nie jestem w stanie opisac wszystkiego bo tak głeboko to we mnie jest ze nie potrafie:(...nie wiem co robic czy zostac przy nim czy odejść i ŻYĆ...normalnie żyć...

16 Ostatnio edytowany przez zagubiona81 (2010-08-11 22:25:23)

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

agiszon90, choć wolałabym nick agnieszka90, posłuchaj.
jesteś jeszcze młoda i koniecznie odejdź. To po 1. chcesz trwać w trującym związku do 29 lat? wciąż poniżana? obudzić się i za pomocą leków dochodzić do tego by mieć siłę wstać z łóżka? i patrzeć jak dookoła wszyscy założyli rodziny a ty pogrążasz się w samotności z dnia na dzień bo nie wiesz gdzie możesz poznać kogoś normalnego (bo raczej nikt do ciebie na ulicy nie zagada, że Cię zobaczył i zakochał) chcesz??? watpię!!! zbieraj się od niego.
Powiem Ci coś, nie wiem ile lat ma Twój partner.. Kiedyś spotykałam się z rownolatkiem. Kiedy mnie zostawił bo nie byłam gotowa na sex myślałam, że serce mi się zatrzyma..ostatnio, po tym jak moj ex zerwał ze mną kontakty spotkałam się z nim.. i wiesz co? NIC się nie zmienił. Pierwsze co usłyszałam to to, że sporo przytyłam (choć on sam czerwony na gębie od alko i jeszcze grubas), potem że muszę sie z nim wybrać na jakieś zakupy bo te szmaty kt nosze są straszne... czy nauczona doświadczeniem  z tym człowiekiem odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu?? nie!!! spędziłam z tym idiotą (moja wina) cały wieczór... wiesz czego się nasłuchałam? tego, na co łapie młode dziewczyny.. a to, że zarabia krocie, a to, że ma super pozycję w firmie, a to, że ta na niego leci, a tą to okłamuje, a to, że był na jachcie, a to że jadł kawior, a to, ze był na czerwonym dywanie i inne takie rzeczy, ktore pomagają mysleć młodym dziewczynom, że mają do czynienia z kimś wyjątkowym. Nie będę rozpisywała się jak zakończył się wieczór. zakończył się tragicznie - walnełam go w twarz i wyszłam. Mój lekarz nazwał go idiotą i debilem i o dziwo zgadzam się z nim! a wiesz z kim spotyka się ten 29 letni facet? z osobami w wieku 19-23 lata. A wiesz czemu? bo dojrzałej kobiecie nie jest w stanie zaimponować tym jachtem, kawiorem itp..
Masz za chlopaka dupka (przepraszam za szczerość, ale ja takich na odleglość poznaję) co niby błyszczy jak złoto a jest tylko tombakiem. zostaw go. minęły 4 lata i będzie Ci strasznie ciężko. chcesz doczekać 6 lat jak ja??? chcesz mieć depresję i być na lekach?
chcesz codziennie pić by się pozbierać?? teraz to czytasz i wydaje Ci się - to Ty tak masz, nie ja. Uwierz mi, nie było wśród moich znajomych osoby twardszej niż ja...
Dziewczyno ratuj się! póki jesteś młoda, póki możesz poznawać ludzi a całe życie jest przed Tobą.
Pisz jak Ci źle.

17

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

agiszon90 napisze krótko. Chcesz zmarnować sobie życie to zostań z nim (co byłobym przejawem totalnej głupoty), chcesz być jeszcze szczęśliwa: ODEJDŹ !!!

18

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

dziękuje za odpowiedzi na mojego posta:)...teraz jest mi bardzo ciężko a co dopiero pozniej za kilka lat bedąc z nim,boje sie ,nie umiem odejsc chociaz tak bardzo chce ,nie wiem dlaczego to jest takie trudne zawładnął całą mną....mój partner ma 25 lat...

19 Ostatnio edytowany przez zagubiona81 (2010-08-13 00:20:27)

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

chcesz się agniszon spotkać w syt kiedy on  Cię zostawi??? uwierz mi to jest gorsze.. przeczytaj moją historię.. zobacz jak powoli odcinałam z partnerem pępowinę.. 10 mc-y + 9 miesięcy. o wiele za długo i teraz ja cierpię. Zawsze myslałam, ze psycholog jest nie dla mnie, bo chora nie jestem. wydaj głupie 100 zł i powiedz mu o tym związku.. ja bylam źle nastawiona a koleś szybko potrafił mi w niektórych sprawach pomóc. DZIEWCZYNO MUSISZ ODEJŚĆ BY ŻYĆ!!!  a jak nie wiesz co robić posłuchaj dokładnie słów piosenki wwo pozorna harmonia.... a potem wwo zostaw to.. a jeszcze potem zerknij na film/książkę sekret.
i zostaw to
a czy jest jakas rada dla mnie???

20

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Prosze Cie nie rob tego sobie i nie wychodz za niego. poczytaj sobie posty kobiety o nicku ZAZDROSC!

21

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

witam:) hmm postanowiłam sie zebrac w sobie i dałam do zrozumienia mojemu facetowi,ze nie czuje sie z nim dobrze i to chyba koniec...stara sie nawiązac ze mną kontakt,dzwoni a ja nie wiem co robic,mowi ze mu szkoda tych 4 lat,ze kocha i takie tam ale mam w pamieci ze wiele razy tak było a ja dawałm kolejne szanse....bardzo pomagają mi znajomi ale i tak boje sie ze sie złamie w tym postanowieniu:(

22

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.
agiszon90 napisał/a:

mowi ze mu szkoda tych 4 lat

Masz dopiero 19 lat, więc jesteś młodziutka (ja dopiero w tym wieku poznałam swojego narzeczonego). Nie wracaj do niego, bo powinnaś mieć faceta, który Cię szanuje i uszczęśliwia.

Za każdym razem, gdy będziesz miała ochotę odezwać się do niego lub z nim spotkać, to najpierw napisz o tym przyjaciołom żeby przypilnowali Cię byś tego nie zrobiła.

23 Ostatnio edytowany przez siss23 (2010-08-15 17:14:14)

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Witam. W toksycznym związku jestem od 2 m-cy, i juz czuje sie jak wrak człowieka. Byłam juz kiedys w takiej sytuacji, wtedy ciagneło sie to 2 lata,i  to on odszedł, do innej. Bardzo cierpiałam ale z perspektywy czasu wiem, że sama nie nie dałabym rady odejść, więc ból był intensywny, ale dzieki temu skończyło się coś co nie miało szans przetrwania i nie dawałoby mi szczęścia. Potem nastepny patologiczny związek,z chłopakiem który miał dziewczynę. Dwa razy on odchdził, za trzecim  razem ja,definitywnie. Za jakiś czas znów nieudany związek,tym razem nie toksyczny tylko po prostu nieudany, nudny przewidywalny, nie niosący emocji, nie przynoszący satysfakcji.Odeszłam po pół roku.
I teraz to. Spotykamy sie od 2 m-cy.Był to kolega mojej koleżanki, do którego czasem wpadałyśmy na herbate czy tam jakies piwo. Związek rozpoczął się  niezobowiązującym seksem. On zauroczył sie we mnie, ja potrakowałam go bardzo lekko. Po dwóch dniach i trzech nocach spedzonych u niego, powiedziałam że chce wrócić do relacji koleżenskiej, że wszystko przemyślałam i że nic  z tego nie bedzie. Przystał na to, ale chciał żebym go nadal odwiedzała. (Ma problemy zdrowotne, czeka na rehabilitacje, wiec prawie nie rusza się z domu, bo porusza się o kulach)Odwiedziłam go w pare dni po tym, jak stwierdziłam zebysmy zostali jedynie znajomymi. Wyladowaliśmy w łożku. Potem jego radośc że jednak coś z tego będzie..i moje odejście. I za dwa tyg ta sama sytuacja. Wprzeciągu dwoch miesiecy odchodziłam kilka razy. Na początku traktował mnie jak księżniczke. Dbał zabiegał, był bardzo czuły, opiekuńczy. Wydzwaniał kilkanscie razy dziennie. Męczyło mnie to ale podświadomie chyba czułam sie dowartościowana, potrzebowałam tego. Nikt wczesniej nie dołożył takich starań by mnie zdobyć. Tak zdobyc bo byłam niedostepna, chłodna. Może bym chciała, a może bym nie chciała....Pózniej zaczełam sie angażowac )I wtedy on zaczął pokazywać swój charakterek. Nie liczy sie z moim zdaniem w kwestii tego co mi sie nie podoba, na co sie nie zgadzam. Najpierw deklarował zmiany(pali dużo trawki, popija alkohol)Obietnice były oczywiście bez pokrycia. Teraz już wogóle mi sie nie tłumaczy, z tego co robi lekceważy mnie gdy usiluje mu zwrócic uwagę. Jest niemiły szorstki, czasem wrecz chamski. Przekłada godziny spotkania. Umawia nas ze znajomymi nie pytajac mnie o zdanie. Czasem mam fatalny nastrój(min przez niego) ale musze uśmiechac sie do znajomych i brylowac w towarzystwie! Dzisiaj rano stwierdził że nasz seks jest monotonny, nie inicjuje gry wstepnej, która wogóle jest za krótka, itd To był kubeł zimnej wody na moja głowę. Nie zadowolenie faceta z seksu po 2 m-cach! Postanowiłam odejśc. dzisiaj rano. Jest ciężko. Ciągle do mnie dzwoni,. Miałam przyjśc porozmawiac. Nie daje rady ale staram sie nie złamać i nie pójść:(

24

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Hej! Ja również jestem uzalezniona od wojego chlopaka. Jestesmy razem 2 lata. zerwalam prawie wszystkie kontakty ze najomymi, odsunelam sie od rodziny. A najlepsze jest to ze on mnie poprostu olewa.. w naszym zwiazku nigdy nie bylo dobrze. on mnie zle traktuje a ja i tak wybaczam mu wszystko.. zdradził mnie.. spotyka sie ze mna tylko gdy mu sie nudzi.. koledzy sa zawsze wazniejsi, pali papierosy, pije, pali maryhe, gra w maszyny. Gdy go poznalam to robil to samo co i teraz ale zmienil sie, byl tylko dla mnie, nie pil nie palil, ale krotko to trwalo.. potem znowu wracal do nalogow. Mysle ze na poczataku rzeczywiscie chcial sie dla mnie zmienic tylko po jakims czasie jego checi mu przeszly.. ja juz nie wierze ze on potrafi zmienic sie, ogarnac.. nie wiem co w nim widze.. rzeczywiscie ma fajny charakter, duzo mowi, jest zabawny, na poczatku duzo dla mnie robil.. teraz jednak widze ze w ogole nie moge na niego liczyc.. jednak nie potrafie go zostawic . probowalam juz kilka razy. on nie staral sie, wiedzial ze i tak pierwsza wroce i i bede przepraszac, ze zyc bez niego nie moge.. i tak wlasnie sie dzialo.. zapisalam sie juz na wizyte u psychologa. nie wiem czy cos to da bo probowalam juz wielu rzeczy i wiele osob probowalo mi pomoc. ja nie potrafie go zostawic, nie wierze tez ze on zerwie z nalogami dla mnie. on nie wie co to milosc. nie wiem co mam ze soba zrobic.. wpadlam w depresje. wiem jakie sa moje bledy.. wlozylam wiele staran w to zeby byl lepszy.. ale przez to zniszczylam sie ja. prosze o pomoc.

25

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

To po prostu jest straszne. Całe szczęście uczę się na cudzych błędach i nie wchodzę w takie związki a jeśli w takim tkwię to odchodzę-raz mi sie zdarzyło. Nie było łatwo, ale jakos dałam radę, myślałam tylko i wyłącznie przyszłościa, mówiłam sobie że znajdę sobie chłopaka który będzie mnie szanował. I tak jest. Takie historie nie są mi obce, mój były chłopak chciał mnie kiedyś wyrzucić z okna z czwartego piętra, na szczęście jestem dobra w negocjacjach z takimi ludźmi i uspokoiłam go. Ale ten związek zakończyłam. Mimo że kochała. Myślałam, chcesz aby to był człowiek z którym spędzisz całe życie?? Chcesz by był ojcem Twoich dzieci?? Beędziesz potrafiła z takim człowiekiem przytulać się, mówić jakiego masz cudownego męża itd...?? Już wyjaśniam skąd mam pojęcie o negocjacjach z takimi ludźmi. Mój ojciec taki był. Te niektóre historie które przeczytałam to tylko początki. Po ślubie, z upływem lat będzie coraz gorzej. Mój ojciec bił moja mamę nawet kiedy była ze mną w ciąży, targał ją za włosy, pchał o ścianę, zwykłe bicie w twarz na porządku dziennym, o wyzwiskach nawet nie ma co mówić bo to oczywiste. I tak przez 15 lat!! Juz przed ślubem ją źle traktowal... Ojciec mamy był przeciwny, widział jakim jest człowiekiem. Ale mama była ślepo zakochana, myślała on się zmieni, ja jestem twarda. I była twarda że wytrzymała to przez tak długi czas... Po nocach nie spałam czekałam tylko az pijany tatus wróci pijany i będzie kolejna awantura. Raz wziąl śmietnik i wysypał mamie na głowie. Była w takim szoku, że przez całą noc, do rana siedziała z tymi śmieciami na całym ciele, ręce jej się tylko trzęsły..takie upokorzenie... I ja za każdym razem wstawałam i błagałam tatę by poszedł do łózka by się uspokoił... z początku to nie dawało skutku ale potem już się nauczyła. Bo mama zawsze z nim dyskutowała kłóciła się, a to nie był dobry sposób na rozmowę z pijanym bojowym facetem. Ja zagadaywałam tatę a mama jeśli jej się udało szła usypiać młodszego brata. Wtedy rozmawiałam z nim. Wolałam przesiedzieć tam cała noc i na drugi dzień usypiać na lekcjach niż pozwalać by mamie się coś stało. Wtedy gdy pytałam go spokojnie co się stało, powiedz mi o co chodzi, to on się otwierał. Mimo że tak go nienmawidziłam, wiedziałam ze trzeba podejsc do niego ze spokojem i zrozumieniem. Chociaz go nie rozumialam. Mogłabym tak pisac i pisac. Ale naprawdę bardzo rzadko się zdarza by człowiek się zmienił. Jeśli widzicie niepokojące sygnały, jedno uderzenie wystarczy, nie zastanawiajcie się, pięknie i kolorowo juz nie bedzie, moze momentami, ale na dluzsza mete idziecie w kreta sciezke. Jesli nie potraficie sie zebrac w sobie poproscie innych, przyjaciol, rodzine, specjalistow by wam pomogly sie do tego przygotowac. Nie myslcie slepo ze to wasza milosc na cale zycie. Jesli sie szanujecie, uwierzcie ze to nie jest wasza milosc. wasza milosc bedzie wtedy gdy czlowiek bedzie was szanowal. tak w skrocie. Pozdrawiam, K

26

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

A przebywanie w chorym związklu nie jest dobre, bo może sie wydawac, ze chlopakowi bardzo zalezy skoro nie pozwala chodzic tam bo jest zazadrosny, nie pozwala robic tego bo sie boi... Ttrzeba odroznic dobra troske i zazdrosc od tej chorej, przesadnej. Wtedy bedziecie uwiezione i nieszczesliwe. To do niczego dobrego nie prowadzi.

27

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Czytając Wasze wypowiedzi płaczę nie tylko nad swoim losem,myślę o Nas wszystkich i zastanawiam się dlaczego tak musi być.Na początku wielka szalona miłość,fascynacja ,zaślepienie a później ból,poniżenie i cierpienie każdego dnia.Cholera dlaczego tak trudno odejść.Dlaczego trwamy w tych toksycznych związkach.Bijemy się w pierś.....mówimy ja już nie daję rady,ja odejdę,,,,,,,,,a jednak tak trudno to powiedzieć.Nie będę tu przedstawiała mojej historii bo jest praktycznie taka sama jak Wasze.9 lat po ślubie a on bił,poniża i nie szanuje.Mimo przykładnej żony i matki czwórki dzieci on nie potrafi docenić jak wielce mu się poświęcam.Ja również odrzuciłam koleżanki,kolegów z jego powodu.Dziś poza czwórką dzieci nie mam nic.KOMPLETNIE NIC......i trwam w tym toksycznym związku.......:(

28

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Po przeczytaniu Waszych postów dopadły mnie następujące refleksje.

W niektórych tu zawartych postach padły stwierdzenia: "jak to możliwe, że nie zauważyłyśmy wcześniej jacy są naprawdę Ci nasi faceci?", "była piękna miłość, a teraz jest tak źle, strasznie".

Na podstawie własnych obserwacji, odczuć uważam, tzn. wysnułam takie wnioski, że tak naprawdę już na początku związku można dużo się dowiedzieć o swoim partnerze. Myślę, iż pewne rzeczy widać od razu. Innych oczywiście nie, bo panowie chcą pokazać się jak z najlepiej strony aby nas zdobyć. I myślę, że Ci co mają najwięcej na sumieniu najbardziej też się z tym kryją. Po czasie pomału zaczynają wypływać rózne "kwiatki".  Przed tym się nie uchronimy. Nikt nie jest w stanie wszytskiego przewidzieć, a przecież ufamy im. A bez tego zaufania trudno by w ogóle mówić o miłości.

Jednak te rzeczy co do których na początku miałyśmy pewne wątpliwości niestety nie znikają. Myślę, iż często wpakowujemy się w takie toksyczne związki z powodu własnej niedojrzałości, z powodu nieumijętności stanięcia w prawdzie, z powodu naiwności. Często albo wierzymy, że się zmienią, albo udajemy, że pewnych spraw nie ma lub nie mają znaczenia. Albo w ogóle wypieramy ze świadomości i nawet nie próbujemy zastanawiać się nad tym co w nas budzi wątpliwości. Zakładamy jakoś to będzie, na pewno się ułoży. Myślę, że często tak bardzo pragniemy bliskości, że kiedy zaczynamy się angażować w związek to wolimy wszytsko sobie tak wytłumaczyć aby nasz związek nadal trwał niż dokonać ostrego cięcia. Możliwe, że też boimy się mieć wymagania i otwarcie komunikować o tym czego pragniemy zarówno od partnera, jak i samego związku. I bojąc się, że nasze pragnienia mogłyby spotkać się z odrzuceniem gdybyśmy jawnie o nich zakomunikowały, to wolimy o nich nie mówić i godzić się z tym co jest niż gdybyśmy miały stracić w naszym często pojęciu wszytsko, czyli danego faceta. A prawdziwie pragnąc  wspaniałego związku często jesteśmy gotowe wmówić sobie, że to nasza wina kiedy coś się nie układa. Oni to wykorzystują. Możliwe, że same czujemy się niedoskonałe stąd tak łatwo nam wmówić, że to nasza wina. Po jakimś czasie nie jesteśmy już w stanie rezygnować z naszych pragnień i zaczynamy wychodzić z "ukrycia", czyli zaczynamy wymagać i nagle się okazuje, że dany facet zgodnie z tym co podejrzewałyśmy od początku jedyne co potrafi to odrzucić nasze pragnienia.

Myślę, że aby uniknąć toksycznych związków musimy naprawdę mieć dużą świadomość własnej wartości oraz tego kim jesteśmy i czego pragniemy.  Nieświadomie przez tą wewnętrzną nieporadność możemy przyciągać tych nieodpowiednich.

Fammefatale napisałaś, że nie rozumiesz jak to jest, że teraz kiedy chłopak halotoja się zmienił na lepsze to ona i tak chce odjejść. Nawet zasugerowałaś, że ona chyba lubi być ze złymi facetami skoro chce porzucić tego przemienionego - dobrego.
Nie wiem co mysli i czuje halotoja. Napisze jak ja to rozumiem, czuje. Możliwe, że on zmienił się troszke za późno... Czasami tak długo czekasz na zmianę i walczysz o związek, że kiedy w końcu zmiana następuje to w Tobie możliwe, że już coś pękło... Możliwe, że ona nie potrafi tak naprawdę zaufać mu, bo za bardzo go zna, pamięta jaki był. Łatwiej jej uwierzyć, że znajdzie szczęście z kimś innym, zaczynając od nowa wszytsko (chociaż to zawsze też ryzyko) niż pozostając z nim pomimo, że udowadnia swoim zachowaniem zmiane. Możliwe, że zanim nastąpiła ta jego zmiana to jej już na tym tak naprawdę niezależało, bo miała tak bardzo dość.
A najlepiej niech sama halotoja się wypowie.

29

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.
etniczna napisał/a:

Po przeczytaniu Waszych postów dopadły mnie następujące refleksje.

Myślę, że aby uniknąć toksycznych związków musimy naprawdę mieć dużą świadomość własnej wartości oraz tego kim jesteśmy i czego pragniemy.  Nieświadomie przez tą wewnętrzną nieporadność możemy przyciągać tych nieodpowiednich.

ŚWIĘTA PRAWDA.
Jeśli tylko pozwolimy facetowi sobą kierować to ten będzie sprawdzał na ile może sobie pozwolić... na ile my jesteśmy uległe itd
Im bardziej my będziemy ulegać tym jego szacunek będzie coraz mniejszy.. i to jest błędne koło.
Trzeba być twardym (choć bywa bardzo ciężko) i utrwalić w faceta świadomości że na pewne zachowania sobie nie pozwolimy. Nigdy przenigdy, bez względu na to czy będziemy musieli się rozejść. Lepiej być samemu niż z kimś kto rani..

30

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Hej! Ja również jestem uzalezniona od wojego chlopaka. Jestesmy razem 2 lata. zerwalam prawie wszystkie kontakty ze najomymi, odsunelam sie od rodziny. A najlepsze jest to ze on mnie poprostu olewa.. w naszym zwiazku nigdy nie bylo dobrze. on mnie zle traktuje a ja i tak wybaczam mu wszystko.. zdradził mnie.. spotyka sie ze mna tylko gdy mu sie nudzi.. koledzy sa zawsze wazniejsi, pali papierosy, pije, pali maryhe, gra w maszyny. Gdy go poznalam to robil to samo co i teraz ale zmienil sie, byl tylko dla mnie, nie pil nie palil, ale krotko to trwalo.. potem znowu wracal do nalogow. Mysle ze na poczataku rzeczywiscie chcial sie dla mnie zmienic tylko po jakims czasie jego checi mu przeszly.. ja juz nie wierze ze on potrafi zmienic sie, ogarnac.. nie wiem co w nim widze.. rzeczywiscie ma fajny charakter, duzo mowi, jest zabawny, na poczatku duzo dla mnie robil.. teraz jednak widze ze w ogole nie moge na niego liczyc.. jednak nie potrafie go zostawic . probowalam juz kilka razy. on nie staral sie, wiedzial ze i tak pierwsza wroce i i bede przepraszac, ze zyc bez niego nie moge.. i tak wlasnie sie dzialo.. zapisalam sie juz na wizyte u psychologa. nie wiem czy cos to da bo probowalam juz wielu rzeczy i wiele osob probowalo mi pomoc. ja nie potrafie go zostawic, nie wierze tez ze on zerwie z nalogami dla mnie. on nie wie co to milosc. nie wiem co mam ze soba zrobic.. wpadlam w depresje. wiem jakie sa moje bledy.. wlozylam wiele staran w to zeby byl lepszy.. ale przez to zniszczylam sie ja. prosze o pomoc.[/quote

Hej Monka! Mam podobna sytuacje do Ciebie, tylko że ja ciagle odchodze ale on wtedy wydzwania i pisze do mnie żebym wróciła. Rownież nie mam pewnosci co do zdrady, bo było kilka powodów budzących poważne podejrzenia. Marycha- na porzadku dziennym, na poczatku obiecywał że przestanie albo ograniczy dla mnie palić, potem manipulował moimi emocjami żeby zapalić np" kochanie wiem że bedziesz bardzo zła, ale ja jestem taki zdenerwowany czymś tam , i zapiłbym sobie żeby sie wyluzować. Oczywiście ja mimo że nie jestem głupia, i znam sie na ludziach i wyczuwam próby manipulacji, zgadzałam się na to bo moje serce zwyciężało za każdym razem nad rozsądkiem. Teraz już pali na całkowitym luzie nie pytając mnie o zdanie. Gdy zwracałam uwagę lekceważył to więc w końcu zrezygnowałam, i wogóle przestałam komentowac ten problem, który jest problemem z moejgo punktu widzenia, bo wg niego trawka to nie jest żaden narkotyk, "wszyscy" przeciez palą i tylko mi to przeszkadza. Kłamie w żywe oczy w najdrobniejszych nawet sprawach. Jestem tym związkiem przemęczona , jest toksyczny totalnie, prawdziwa miłośc powinna dawać kopa i siły życiowe a nie odwrotnie... toksyczne związki to ciężki temat, nie życze nikomu:(

31

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Nie było łatwo, ale jakos dałam radę, myślałam tylko i wyłącznie przyszłościa, mówiłam sobie że znajdę sobie chłopaka który będzie mnie szanował.

To ważne żeby pamiętac o sobie że jest się kimś wartościowym i zasługującym na szczęście. Faceci będacy "bohaterami" tego wątku próbuja stłamsić nasze poczucie własnej wartości, poprzez miłośc uczynić nas słabymi, co pozwala im przejmować kontrole stopniowo aż do władzy absolutnej, bo czym to jest innym gdy żle traktowana kobieta, która nawet gdzy chce odejśc czuje się jakby była bezwolna. Taki facet czuje się potem jak pan i władca. Mój chłopak krytykuje prawie wszystko to mówię na szczęście jeszcze nie przestałam wierzyć w to kim jestem co czuje co mysle i chce zostać ta osobą ale kilka razy już rezygnowałam z siebie na rzecz tej miłości. Swoje zdanie potrzeby i wątpliwości, chowalam do kieszeni byle tylko mnie  kochał, przytulała by dał do zrozumienia że jestem, dla niego ważna.,

32

Odp: O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Siss23 czuję dosłownie to co Ty......też odsuwam własne myśli i pragnienia na rzecz by tylko mnie kochał i przytulał.Doszłam do wniosku że to jest właśnie to nasze błędne koło.Za wszelką cenę pragniemy zwrócić na siebie uwagę a oni wykorzystują to przeciwko nam twierdząc że jesteśmy słabe.Czasami myślę ( a nawet już często ) by czas zatrzymać to błędne koło by wyjść z tego i zacząć normalnie żyć.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » O toksycznych związkach... Przejrzałam na oczy.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026