Ostatnio obejrzałam w sieci krótką relację z pewnego eksperymentu. Polegał on na tym, że kilka par z różnym stażem miało patrzeć sobie w oczy nieprzerwanie przez 4 minuty. Nie da się ukryć, że tak długi kontakt wzrokowy jest czymś nienaturalnym, więc może budzić skrępowanie, a nawet irytację. Jednak czy może pomóc budować bliskość w związku? Osoby biorące udział w eksperymencie początkowo czuły się mało komfortowo, ale wraz z upływem minut zaczęły np. fizycznie zbliżać się do siebie, inicjować dotyk, uśmiechać się itp. Wniosek był taki, że 4-minutowy kontakt wzrokowy buduje więź, zacieśnia relacje, tworzy intymność, zbliża do siebie niezależnie od stażu związku.
A co Wy sądzicie o takim sposobie na budowanie bliskości w związku? Chętnie byście go wypróbowały z mężem/ narzeczonym/ chłopakiem?