Zdałam sobie sprawę że coraz bardziej poświęcam się pracy i wszystko inne zostało temu podporządkowane.
Wiem że jestem jedną z wielu bo wielu z nas bierze udział w tym wyścigu szczurów.
Każdą wolną chwilę(także i na urlopie) poświęcam na pracę. "Pomogła"mi w tym zdecydowanie sytuacja osobista która zwolniła mnie z wielu domowych obowiązków, zamiast cieszyć się wolnym czasem dodaję sobie zawodowych obowiązków i kolejną część etatu.
Zdaje sobie również sprawę że stres i ogromna presja wykańcza mnie psychicznie bo doba nie jest z gumy a i możliwości spadają gdy organizm jest wyczerpany. Nie potrafię wypoczywać, nawet w nocy zdarza mi się nie spać żeby coś tam dokończyć czy napisać bo o czymś zapomniałam czy niedopatrzyłam wcześniej.
Co można na to poradzić? Sypiam góra po 4 godziny na dobę,czasem krótka drzemka w ciągu dnia.
Podobne tematy
nie chce Cie krytykować,ale tryb życia jaki prowadzisz może skończyć się źle np.zawałem,lepiej trochę zadbaj o siebie,na początek się wyśpij:)
Może Ci pomóc szkolenie z zarządzania sobą w czasie, asertywności czy inne ale też:
> Prowadź terminarz - zapisuj co i kiedy masz zrobić, to nie zapomnisz
> Najpierw rób te rzeczy które przyniosą najwięcej zysku/efektów. Jeśli to możliwe deleguj zadania.
> Pracuj max 8 godzin dziennie i choćby się nie wiem co działo nigdy dłużej.
Postaw sobie za główny cel - rozwój swojej osobowości i pracę, ale nad relacjami z otoczeniem. Pracę nad własnym życiem
Pracoholicy mają skłonność do również innych uzależnień- uważaj aby w nie nie popaść.
Terapia - też byłaby pomocna.
ps. może ktoś jeszcze ma jakieś inne pomysły.. chętnie poczytam.
Proponuję, byś zastanowiła się nad odpowiedzią na pytanie: "Przed czym praca, w takim wymiarze, Cię chroni; przed czym w nią uciekasz?".
Innymi słowy "Czym musiałabyś się zająć (nawet w myślach), gdybyś całego swego czasu nie poświęciła na pracę?"
Kurcze, Lena ja sama siebie krytykuje, dziękuję Ci bo wiem że dobrze mi radzisz, ale czasem trudno mi samej sobie ze sobą sobie poradzić, to jakby ucieczka.:(
Może Ci pomóc szkolenie z zarządzania sobą w czasie, asertywności czy inne ale też:
> Prowadź terminarz - zapisuj co i kiedy masz zrobić, to nie zapomnisz
> Najpierw rób te rzeczy które przyniosą najwięcej zysku/efektów. Jeśli to możliwe deleguj zadania.
> Pracuj max 8 godzin dziennie i choćby się nie wiem co działo nigdy dłużej.Postaw sobie za główny cel - rozwój swojej osobowości i pracę, ale nad relacjami z otoczeniem. Pracę nad własnym życiem
Pracoholicy mają skłonność do również innych uzależnień- uważaj aby w nie nie popaść.
Terapia - też byłaby pomocna.ps. może ktoś jeszcze ma jakieś inne pomysły.. chętnie poczytam.
Mam skłonność do uzależnień, palę i nie mogę rzucić, próbowałam wiele razy z różnym skutkiem, zawsze zwalam na kłopoty.
Posypało mi się wszystko więc praca to jedyne co daje mi satysfakcję.
p.s
chętnie poczytam wszystko co mnie podbuduje i zmotywuje ![]()
Proponuję, byś zastanowiła się nad odpowiedzią na pytanie: "Przed czym praca, w takim wymiarze, Cię chroni; przed czym w nią uciekasz?".
Innymi słowy "Czym musiałabyś się zająć (nawet w myślach), gdybyś całego swego czasu nie poświęciła na pracę?"
Boję się rozpamiętywania i myślenia o przeszłości.
8 2012-06-26 18:39:51 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-26 18:44:08)
To wszystko jasne.
Żadne proponowane techniki nie zdadzą egzaminu, bo nie zniwelują przyczyny Twego pracoholizmu. Nie można wyleczyć złamanej nogi poprzestając jedynie na zaaplikowaniu aspiryny.
Proponuję podjecie (jednak) własnej terapii, podczas której w bezpiecznych warunkach będziesz mogła zmierzyć się z własnymi przeżyciami i, dzięki której, zrobisz porządek ze swymi uczuciami.
Zapomniałam - koniecznie znajdź jakąś pasję, coś czym mogłabyś się zająć po pracy, co sprawiałoby Ci radość .. np. moja znajoma zapisała się ostatnio na kurs tańca, pomimo pulchnej budowy ciała - tańczy teraz nieziemsko, nabrała pewności siebie, znalazła lepszą pracę, faceta.. jednym słowem wiatr w żagle i do przodu ![]()
Wiem, że się łatwo mówi - tylko skoro już widzisz problem, czas zrobić jeden krok do przodu.. odpowiedz sobie : co zawsze chciałaś zrobić, ale brakowało Ci na to czasu? i zrób to.
Anikaw - nie zapominaj o potrzebach swojego organizmu. W końcu to on jest głównym narzędziem Twojej pracy. Dbaj o siebie!
To wszystko jasne.
Żadne proponowane techniki nie zdadzą egzaminu, bo nie zniwelują przyczyny Twego pracoholizmu. Nie można wyleczyć złamanej nogi poprzestając jedynie na zaaplikowaniu aspiryny.Proponuję podjecie (jednak) własnej terapii, podczas której w bezpiecznych warunkach będziesz mogła zmierzyć się z własnymi przeżyciami i, dzięki której, zrobisz porządek ze swymi uczuciami.
Ciągle myślę że potrzebuję więcej czasu, że przyjdzie pora kiedy się z tym zmierzę ale to ponad moje siły, przynajmniej w tej chwili....
Zawsze jest "coś" co nie daje zasnąć.....więc lepiej popracować, nie myśleć...błędne koło:(
Zapomniałam - koniecznie znajdź jakąś pasję, coś czym mogłabyś się zająć po pracy, co sprawiałoby Ci radość .. np. moja znajoma zapisała się ostatnio na kurs tańca, pomimo pulchnej budowy ciała - tańczy teraz nieziemsko, nabrała pewności siebie, znalazła lepszą pracę, faceta.. jednym słowem wiatr w żagle i do przodu
Wiem, że się łatwo mówi - tylko skoro już widzisz problem, czas zrobić jeden krok do przodu.. odpowiedz sobie : co zawsze chciałaś zrobić, ale brakowało Ci na to czasu? i zrób to.
Pasja, piękna sprawa...
Całą moją pasją stała się praca.
Tak się złożyło że to co sprawiało mi ogromną przyjemność nagle się rozpadło i przestało mieć znaczenie.
Trudno będzie mi to czymś zastąpić:(
Anikaw - nie zapominaj o potrzebach swojego organizmu. W końcu to on jest głównym narzędziem Twojej pracy. Dbaj o siebie!
Zdaję sobie z tego sprawę i boję się że kiedy coś zaszwankuje nie będę miała dokąd uciec Opiekunko, postaram się:)
Ciągle myślę że potrzebuję więcej czasu, że przyjdzie pora kiedy się z tym zmierzę ale to ponad moje siły, przynajmniej w tej chwili....
Zawsze jest "coś" co nie daje zasnąć.....więc lepiej popracować, nie myśleć...błędne koło:(
Dokonałaś zatem wyboru.
Będziesz uciekała albo w pracę (jak dotąd), albo znajdziesz inny sposób ucieczki.
Dla niektórych ludzi praca to hobby, tak jest idealnie. Przecież nie każdy lubi swoją pracę, a robi, bo po prostu musi pracować.
anikaw napisał/a:Ciągle myślę że potrzebuję więcej czasu, że przyjdzie pora kiedy się z tym zmierzę ale to ponad moje siły, przynajmniej w tej chwili....
Zawsze jest "coś" co nie daje zasnąć.....więc lepiej popracować, nie myśleć...błędne koło:(Dokonałaś zatem wyboru.
Będziesz uciekała albo w pracę (jak dotąd), albo znajdziesz inny sposób ucieczki.
Myślę że kiedyś to minie, wierzę w to...
Inaczej sobie nie wyobrażam takiego funkcjonowania na dłużej.
17 2012-07-01 20:42:08 Ostatnio edytowany przez Lena (2012-07-01 22:21:10)
Dla niektórych ludzi praca to hobby, tak jest idealnie. Przecież nie każdy lubi swoją pracę, a robi, bo po prostu musi pracować.
To prawda, moja daje mi satysfakcję i lubię ją. To jest jednak pułapka.
Wiem że zwykle to konieczność ale u mnie jedno i drugie.
Proszę przestań pisać posta pod postem, zacznij używać opcji edycji, cytować kilka wypowiedzi też można w jednym poście
witam mam 25lat a żona 28 moja ja pracuje po 8-10godzin dziennnie a żona hmm tu jest problem żona pracuje 15-17 godzin dziennie praca dom praca dom tak bez przerwy w domu tylko śpi ja po pracy zajmuje się domem wykonuje wszystkie jej obowiązki zakupy itd, bo jej niema nigdy niewidzimy sie wcale poza weekendem trwa to od roku,żuciłem swoje hobby i znajomych bo niemam czasu dla nich i dla siebie,gdy mówie jej że mogłaby zmienić pracę albo czasem skończyć wcześniej to mówi że nie bo dużo pracy a pieniądze są ważne,w życiu intymnym niejest dobrze niepamiętam kiedy się kochaliśmy,wyszliśmy razem,mieliśmy czas dla siebie,gdy pytam kiedy porozmawiamy albo razem spędzimy troche czsu to mówi że w weekend a w weekend śpi a jak sie obudzi to nawet niezje śniadania ze mną bo jedzie do rodziców itd siedze w domu sam 7dni w tygodniu niewiem czy to normalne ale przyzwyczaiłem się że ciągle jestem sam a jak zdaży sie że jest ona w domu to jej obecność mnie drażni wręcz przeszkadza co mam robić bo nawet w weekend nic jej się niechce mam już dość wszystkiego?
witam mam 25lat a żona 28 moja ja pracuje po 8-10godzin dziennnie a żona hmm tu jest problem żona pracuje 15-17 godzin dziennie praca dom praca dom tak bez przerwy w domu tylko śpi ja po pracy zajmuje się domem wykonuje wszystkie jej obowiązki zakupy itd, bo jej niema nigdy niewidzimy sie wcale poza weekendem trwa to od roku,żuciłem swoje hobby i znajomych bo niemam czasu dla nich i dla siebie,gdy mówie jej że mogłaby zmienić pracę albo czasem skończyć wcześniej to mówi że nie bo dużo pracy a pieniądze są ważne,w życiu intymnym niejest dobrze niepamiętam kiedy się kochaliśmy,wyszliśmy razem,mieliśmy czas dla siebie,gdy pytam kiedy porozmawiamy albo razem spędzimy troche czsu to mówi że w weekend a w weekend śpi a jak sie obudzi to nawet niezje śniadania ze mną bo jedzie do rodziców itd siedze w domu sam 7dni w tygodniu niewiem czy to normalne ale przyzwyczaiłem się że ciągle jestem sam a jak zdaży sie że jest ona w domu to jej obecność mnie drażni wręcz przeszkadza co mam robić bo nawet w weekend nic jej się niechce mam już dość wszystkiego?
Martin..,
U Ciebie jest nieco inna sytuacja ale myślę że groźna bardziej niż moja, ja to robię tylko kosztem własnego zdrowia. Twoja żona nie tylko kosztem zdrowia ale i rodziny, a także waszego związku.
Myślę że trudno będzie jej się wydostać z tego kręgu i powinieneś działać szybko, potem będzie trudniej.
Takie problemy powinien zbadać psychiatra, nie zawsze jest to konieczne ale załóżmy tak jak u mnie to ucieczka w pracę przed problemami i myśleniem o nich jest przyczyną, podłoże psychiczne, U Twojej żony ekonomiczne ale może to jest tłumaczenie samej siebie, pieniądze nie są ważniejsze niż rodzina...
Pracoholizm to nałóg, jak każdy inny. Skoro zdajesz sobie sprawę z jego istnienia masz już połowę sukcesu, teraz powinnaś pójść po pomoc do mądrych ludzi, którzy mogą Ci ją dać (forum mimo najszczerwszych chęci nie wyleczy Cię z pracoholizmu).
Pozdrawiam i powodzenia!
Mój pracoholizm jest czasami dla mnie utrapieniem a czasami W.y.b.a.w.i.e.n.i.e.m i pretekstem ucieczki od codziennego rozgardiasza
Nie raz tak mam,że do domu nie chce mi sie wracac i zostałabym najdluzej w pracy jak sie da(a zwlaszcza wtedy kiedy męza w domu nie ma) nie raz mam tak ,ze celowo biore prace po godzinach do domu jak nie chce mi sie w pracy juz po godz zostawac,a nieraz tak jest,że wcale nie che mi sie z domu wychodzic do pracy,bo jej nienawidze i mam wstret do niej połączony z obrzydzeniem i przemeczeniem(czesto na wlasne zyczenie,bo bywam wstretny masochistka zawodowy)
Jestem rozchwiana w tym bardzo, trudno mi samej siebie jednoznacznie okreslić,ale mysle że duzy wpływ ma na to obraz jaki pamietam moich rodziców-karierowiczow (lecz na brak zainteresowania nie narzekalam nigdy)co zakodowal sie w mojej pamieci
23 2012-10-29 22:38:43 Ostatnio edytowany przez syla135 (2012-10-29 22:39:37)
a mnie ciekawi gdzie jest granica miedzy potrzeba/przymusem pracy a uzależnieniem??
mój maż pracuje od 8 do 17, wraca do domu, je obiad i już przed 18 wyjeżdża do drugiej pracy(haltura) w której pracuje do 1-2 w nocy, wraca śpi i o 7 znów wstaje żeby wybrać się do pracy. w sumie 19h na dobe poza domem
praca ta od 8 do 17 starczała nam(mąż, ja+2 dzieci) na życie, tak od wypłaty do wypłaty, choć na dobrym standardzie(stancja, 2 auta, dzieci szkoła itd)
pieniądze z haltury odkładamy na konto, mąż postawił sobie(ja tez o tym marze) za cel kupno domu(nie drogiego około 100 tys zl) i tak widzimy się tylko w niedziele, tzn dzieci budzą się wcześnie, wiec ja zabieram ich np do kościoła potem do rodziców do marketu(mąż nie prosi o ten wolny czas, ale zadowolony jest ze się wyśpi), gdziekolwiek i tak do 12 aby mąż pospał, wracamy to się budzi, je śniadanie i dzieci idą spać, wtedy albo się pokochamy, albo dalej nie wychodzi z łózka, po południu obiad i czasem gdzieś wyjście, a od poniedziałku znów to samo...
moje pytanie czy to pracoholizm czy uparte darzenie do celu?
mąż mnie kocha, mówi to często
ma dni kiedy mówi ze nie chce mu się iść na halture(tylko wydaje mi się ze chciałby się wyspać)
gdy jest na halturze traci poczucie czasu, często jak zadzwonię to dopiero sie obejrzy ze już 1-2 w nocy(zapowiedział mi ze w tym tygodniu będzie pracował jeszcze dłużej-czyli spać już wogole nie będzie)
mąż na urlopie byl 2 razy przez swoje zycie, tzn tyle go przymusiłam(3 lata temu na tydzień a w tym tygodniu miało być na tydzień, ale "praca go zawołała" i byliśmy 3-4 dni na urlopie)
chyba jestem współuzależniona, ponieważ gdy namawiam go na wolne i już jest to tez przez jego gadanie martwię się ze nie pracuje i nie zarabia...
kochamy się, kochamy dzieci ale nic tylko praca, odciążyłam go we wszystkich obowiązkach domowych, pomagam mu w pracy jak mogę czy np wystawiam rzeczy na aukcjach itp...
często myślę ze gdybym niezlana się na autach to byśmy nie mieli o czym rozmawiać na poczatku
ooo, jakbym siebie widziała... Zarywanie nocy dla projektów, w dzień cały czas praca.... Niestety nie jest tak łatwo oduczyć się tego. ![]()
a co to powoduje? Bo mnie się wydaje, ze w wielu przypadkach pracoholizm tak jak inny -holizm jest ucieczka od czegos .
Post przeniesiony
Czy zetknęłyście się kiedyś z problemem pracoholizmu? Może ktoś z Waszych bliskich jest uzależniony od pracy? Albo był i udało mu się z tego wyjść? Albo same doświadczyłyście pracoholizmu? Jak pomóc? Co robić? Macie jakieś doświadczenia w tym temacie?
Pomóżcie jeśli temat jest Wam znany... Wydaje mi się, że bliska mi osoba popadła właśnie w pracoholizm. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, nawet w weekendy, mimo że nie musi ( ani sytuacja finansowa, ani w pracy go do tego nie zmusza), zrezygnował ze wszystkich swoich zainteresowań, rozrywek, wyjść ze znajomymi na rzecz pracy. Takie życie praca - dom i nic poza tym. Martwię się bardzo i nie wiem co robić. Widzę jak się zmienia, widzę jego ogromne zmęczenie, ale nie bierze w ogóle pod uwagę, że ma jakiś problem...
To ja chyba jako kolejna dołącze do grona pracoholików , nawet w domu rozkłądam się z dokumentami . Ktoś doradzał pasje ja mam ich kilka i potrafię to wciągnąć też miedzy prace. Myślę , że należę do tych którzy uważają , że jeśli czegoś nie zrobię nie będzie zrobione. Narazie czuję się z tym dobrze potrafię znaleść czas na wszystko i to chyba dzięki wspomnianej oraganizacjii dnia. Myślę też , że to ucieczka przed całym złym światem robiąć coś w czym jestem dobra czuję się naprawdę potrzebna i nie mogę zawieść ...
Dokładnie to samo czuję, witaj w klubie ![]()
Powiedz czy masz jakieś skutki uboczne takiego trybu życia?
fajnie ten temat poruszony jest w tekście "15 sekund" w ostatnim numerze Zupełnie Innego Świata, tak po ludzku, naprawdę się człowiek po nim na chwilę zatrzymuje...
fajnie ten temat poruszony jest w tekście "15 sekund" w ostatnim numerze Zupełnie Innego Świata, tak po ludzku, naprawdę się człowiek po nim na chwilę zatrzymuje...
A mogłabyś przybliżyć?
Ja ciągle mam z tym problem znaleźć granicę gdzie kończy się pasja a zaczyna się uzależnienie. Staram się w życiu dbać o komfort psychiczny i robić to co lubię, wiąże się to jednak z tym, że poświecam temu dużo czasu. Nie wiem czy kiedyś dojdę do równowagi
a czy znacie przypadki, że pracoholizm wynika z powodu ucieczki przed czymś? przed jakąś sytuacją życiową? problemami w domu?
Pracoholizm wynika z ucieczki, wynika też ostatnio dość często z presji przed utratą pracy, to i stres powoduje niestety że popadamy w takie błędne koło, zarywamy noce, zaniedbujemy rodzinę.
Trąbi się o tym już wszędzie, to nie może się dobrze skończyć niestety. ![]()
http://www.nabezsennosc.pl/artykuly/item/329-jak-stres-w-pracy-moze-przyczynic-sie-do-rozwoju-bezsennosci