chłopak Bastat skończył WAT, więc ma przed sobą zupełnie inny start, inne perspektywy i możliwości niż Ty...
Tak, pod warunkiem, że trafi do jednostki "misyjnej". Znam żołnierzy z 20 letnim stażem i będących w stopniu podporucznika i porucznika. Znam świetnych żołnierzy, którzy z powodzeniem przechodzili kursy SERE czy Patrol, brali udział w Biegach Komandosa czy Katorżniku, a musieli błagać o kontrakt na służbę stałą. Znam szeregowych, którzy dwa lata po skończeniu kursu na pdf. szukali po kraju dla siebie etatu kaprala. Ba - znałem jednego chłopaka, który był szeregowym nadterminowym, którego na czas misji w Afganistanie zrobili szeregowym zawodowym, a po powrocie znowu był jedynie nadterminowym, któremu nie chcieli dać kontraktu. To dla mnie mistrzostwo świata już było....
Mam wrażenie jakbyś żałował tej decyzji...;)
Otóż błąd. Żałuję, że nie poszedłem wcześniej. Trafiłbym na inne przepisy i regulacje. Żałuję tego, że posypało mi się przez służbę zdrowie, którego nigdy już nie odzyskam, a na jakiekolwiek renty czy odszkodowania nie mam co liczyć. Mimo, że od 1 stycznia 2011 w wojsku nie jestem, to ciągle się leczę i wyleczyć nie mogę (a leczenie zacząłem w marcu 2010).
Nie twierdzę, że w mundurówce jest łatwiej, bo może i nie jest, ale za to pracujesz pięć dni w tygodniu po 8 godzin, plus ewentualne służby, poligony (ale za to masz dodatkowo płacone) i co najważniejsze - pewna praca (przynajmniej na kilka lat w przypadku szeregowych) i pewna pensja na koncie, co w sektorze prywatnym niejednokrotnie graniczy niemalże z cudem...
Wybacz, ale tyle razy miałem odwoływane wolne, tyle razy mnie ściągali z urlopu, i tyle razy oszukiwali przy dodatkach (niecałe 5zł za dzień poligonu, no majątek) za poligony i przy innych dodatkach, że tego nie zliczę po prostu. Plus dochodzą do tego bonusy jak zmiana MIASTA pełnienia służby z dnia na dzień. Co też zaliczyłem. No i majątek wydałem na własne umundurowanie i wyposażenie....bo albo nie mieli, albo do niczego się nie nadawało w praktyce. Jak twój mąż był/jest sztabowcem w pipidówku, to faktycznie służba może wydawać się lekką, łatwą i przyjemną.
Teraz pracuję w prywatnej firmie na pełnym etacie. Praca od 8 do 16. Nikt nigdy ode mnie nie wymagał, abym zostawał po godzinach, albo na weekendy, a nawet jeśli (jak np w czasie pracy w sklepie) to i tak miałem regularnie płacone jak w zegarku. Nikt ode mnie nie wymagał, abym prywatne pieniądze inwestował w firmę. A nie jak w wojsku, że najpierw niby dają coś za niby za darmo, albo po kosztach, a po kilku miesiącach się okazuje, że jednak trzeba zapłacić całość, albo odliczą podatek od tego.