Hej ! Mam 25 lat,mój facet ma 30,razem jesteśmy od 6 lat,zamieszkaliśmy 2 lata temu razem,mieszkamy u mnie,jest fajnie i w ogóle...
Czasami się tylko zastanawiam czemu on nie zrobi kolejnego kroku?? mam na myśli oświadczyny.. większe plany na przyszłość... itd itd..
Gdy o tym wspominam np rok temu gdy zapytałam KOCHANIE,MOŻE NAJWYŻSZY CZAS POMYŚLEĆ O CZYMŚ WIĘCEJ? O KOLEJNYM ETAPIE W NASZYM ŻYCIU ??On odpowiedział tylko NOO... PRZYDAŁOBY SIĘ,JESTEŚMY JUŻ TYLE CZASU RAZEM i do tej poty nic... czasami mnie to dołuje ;/ nie zależy mi tu na pierścionku czy coś.. po prostu marzę by iść z Nim dalej przez życie,zacząć kolejny,nowy rozdział itd itd.. nie wiem co o tym myśleć ![]()
Podobne tematy
Hmmmm myślę, ze tylko On zna odpowiedź na Twoje pytanie.
Może jest leniwy, może niegotowy... Może...
Porozmawiaj z nim, zapytaj i po problemie.
To zwyczajnie mu o tym powiedz. Nie oczekuj, że się sam domyśli, bo wątpię, by miał zdolność czytania w myślach. Decyzja o rozpoczęciu tego następnego etapu powinna być Waszą wspólną decyzją, dlaczego więc czekasz na jego krok?
Po co ma Ci się oświadczać skoro już wszystko ma i mówisz, że jest fajnie, a ślub go tylko zobowiąże ( a część facetów unika zobowiązań jak ognia, bo zamykają im furtkę jakby coś się posypało). Sama mu to zapewniłaś... Spytaj go po prostu czemu nie mielibyście się pobrać, może jest jakiś inny powód od tego, który Ci napisałam. Pozdrawiam ![]()
Rozmawiałam wielokrotnie z Nim na ten temat... już mi głupio znowu pytać
pomyśli,że go zmuszam,a ja go po prostu kocham
no nic... zobaczymy co będzie w najbliższym czasie.. może faktycznie go jeszcze spokojnie i delikatnie podpytam ..
Natalia, skoro jest fajnie i dobrze... dlaczego chcesz to "polepszyć" ?
Czy ślub, papierek spowoduje, że coś się zmieni?
Dbaj o to co masz, często ślub powoduje, że ludziom przestaje zależeć i już nie muszą się starać.
A kolejny etap w Waszym życiu? Zależy tylko od Was.
Ciesz się tym co masz i pielęgnuj, aby trwało bez względu na oświadczyny.
Nie namawiaj, nie wspominaj... żeby facet o tym pomyślał to albo musi bardzo tego potrzebować/chcieć (skoro mieszkacie razem to po co mu papierek? jest dobrze jak jest i nie ma co się spieszyć-większość tak myśli), albo musi się poczuć zagrożony
jakiś mocniejszy bodziec... na facetów gadanie nie działa albo wkurza ![]()
Natalia, skoro jest fajnie i dobrze... dlaczego chcesz to "polepszyć" ?
Czy ślub, papierek spowoduje, że coś się zmieni?
Dbaj o to co masz, często ślub powoduje, że ludziom przestaje zależeć i już nie muszą się starać.
A kolejny etap w Waszym życiu? Zależy tylko od Was.
Ciesz się tym co masz i pielęgnuj, aby trwało bez względu na oświadczyny.
o matko... chciałabym to ostro skomentować ale coś czuję...że ktoś to pisze z własnego doświadczenia...
hmm... dlatego ja nie chcę zamieszkać z facetem przed ślubem...
jakieś pomieszkiwanie, raz na jakiś czas ok, ale nie całkiem...
dlaczego?
bo ślub w tedy faktycznie nic nie zmienia w życiu!
widzę to chociaż po mojej koleżance, która 3 tyg temu zawarła ZWIĄZEK MAŁŻEŃSKI, mieszkając z chłopakiem od 2 lat...
powiedziała, że pierwszy tydzień bajka, ale zaraz wszystko wróciło do "normy".
Ja bym chciała, żeby ślub rzeczywiście coś zmienił w moim życiu... żeby to był poważny krok a nie "papierek", "formalność"
Modzia ma absolutną rację. Napisała Ci całą prawdę. Bo po co mu ślub jak mieszka z Tobą i zachowujecie się już jak małżeństwo. Osobiście uważam, że nie powinno się zamieszkać z facetem do czasu ślubu. I nie wynika to z moich staroświeckich poglądów. Bo ogólnie jestem bardzo tolerancyjna. Tylko fakt zamieszkania razem sprawia, że męźczyzna mniej się stara, ma wszystko czego facet potrzebuje...
10 2012-06-13 19:18:44 Ostatnio edytowany przez Natala25 (2012-06-13 19:30:10)
Ehh... tylko chodzi o to,że mieszkamy razem ponieważ On mieszka dość daleko ode mnie
:( skończył studia po prostu i zechcieliśmy razem zamieszkać
Modzia - a poza tym co masz na myśli pisząc ,że może musi poczuć się zagrożonym ???
:)
Moim zdaniem nie powinno naciskać się na faceta w tych sprawach, sama mam koleżankę z którą chłopak jest 7 lat ma teraz 23 lata On jest od Niej rok młodszy i rozmawia albo daje Mu aluzje do tego, że już czas, że chciałaby iśc z NIm jak Ty to powiedziałaś dalej przez życie..a On im to bardziej słyszy tym bardziej się zamyka inie chce działać. Poczekaj wstrzymaj się, jesteści erazem jest fajnie, jest cudownie, oświadczyny to jedno wydarzenie..oczywiscie jest piękne, ale po co naciskać, jest Wam na razie dobrze razem..w końcu dojdzie do tego i w najmniej oczekiwanym momencie..będziesz zaskoczona a i radośc będzie też nieporównywalna, mówię Ci, jeśli mieszkacie razem to pewnie facet się upewnia co do uczuc, upewnia się co do wszystkiego związanego z Wami i nie warto na Niego wywierać większej presji. Wiem po sobie, ze jesli ktoś coś mi mowi i naciska to tym bardziej ja tego nie zrobię, bo wolę zrobić to z własnej nieprzymuszonej woli i przejąć inicjatywę. Będzie dobrze, najważniejsze, ze sie kochacie i tyle.
hmm... po tylu latach raczej uważa, że nic mu nie zagraża i już tylko myślisz o małżeństwie...
Jeśli on coś zacznie o tym mówić udaj obojętną, jeśli gdzieś coś usłyszysz olej... przestań o tym w ogóle mówić.
możesz też wzbudzić jakoś jego zazdrość...
tyle lat to bardzo długo i teraz albo w jedną albo w drugą stronę...
Modzia ma absolutną rację. Napisała Ci całą prawdę. Bo po co mu ślub jak mieszka z Tobą i zachowujecie się już jak małżeństwo. Osobiście uważam, że nie powinno się zamieszkać z facetem do czasu ślubu. I nie wynika to z moich staroświeckich poglądów. Bo ogólnie jestem bardzo tolerancyjna. Tylko fakt zamieszkania razem sprawia, że męźczyzna mniej się stara, ma wszystko czego facet potrzebuje...
ja mam troszkę odmienne zdanie, okej może przeprowadzka po ślubie coś zmieni, ale czy napewno na lepsze? ja osobiscie jestem ZA mieszkaniem przed ślubem, bo jednak wtedy bardziej poznaje się partnera widzi się Jego przyzwyczajenia 24h, zachowania, nawyki i wtedy łatwiej również zdecydować czy z tym czlowiekiem warto zawierać tak ważny dokument i przeżycie jakim jest ślub, z mieszkania się mozna w każdej chwili wyprowadzić, ze ślubem jest już troszkę inaczej..
14 2012-06-13 19:41:39 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-06-13 20:02:32)
na ten temat zawsze zdania będą podzielone i żadne nie jest lepsze lub gorsze... po prostu zależy kto i czego oczekuje
z resztą wydaje mi się, że po 6 latach to i tak się zna swoje zachowania i przyzwyczajenia... czy się mieszka albo pomieszkuje...
zresztą...
nie mam zamiaru tu nikogo przekonywać, ale...
jak się zaczyna mieszkać z NIE żoną, to przyzwyczajamy się do myśli "nie jesteśmy jeszcze małżeństwem"
a małżeństwo po takim czasie ciągnie to samo dalej... zachowania się nie zmienią i faktycznie małżeństwo będzie tylko papierkiem
A po coś przyspieszac? Chcesz, żeby na siłę to zrobił, pod Twoim naciskiem?
Tu nie chodzi o nacisk...tu chodzi aby sam chciał
Ja nie mam zamiaru na Niego naciskać,chcę mu tylko dać delikatnie do zrozumienia,że może już czas... ale to jego decyzja czy się oświadczy w najbliższym czasie,czy za kolejne kilka lat
:D najważniejsze ,że się kochamy i jest nam dobrze...ale co jak co,chciałabym już coś zmienić w Naszym życiu,ale poczekam ile trzeba,jeśli mnie kocha tak jak ja jego,nie widzę przeszkód ![]()
Może mu tak wygodnie. Ma babę w domu, ugotowane, posprzątane, seks kiedy chce. A przy tym kawaler! Normalnie bosko.
Może mu tak dobrze i wcale nie chce tego zmieniać.
Natala chyba pozostaje Ci po prostu czekać. ;-)
facet mieszka z Tobą, żyjecie razem jak małżeństwo, prowadzicie wspólnie gospodarstwo domowe. i nie trwa to 2 miesiace tylko dłużej. więc wydaje mi się że On już się okteslił że chce z Toba być. Tobie natomiast ślub jest potrzebny do pełnego poczucia bezpieczeństwa i miłości i ja to w 100% rozumiem. powiedz mu to. tak kawa na ławę. a że nie bedzie fajerwerków zaraz po ślubie? cóż ...wazniejsze wydaj mi sie to że po slubie nie wyjda różnice nie do pogodzenia:-)
Skoro ślub jest taki ważny, dlaczego Ty mu się nie oświadczysz?
przecież tu nie chodzi o ciśnienie na ślub tylko o to że on się do niczego nie poczuwa
Jak to się nie poczuwa?
Przecież jest "fajnie i w ogóle", więc cóż to innego jak nie ciśnienie?
Czasem mam wrażenie Kochane Panie, a w zasadzie Dziewczyny,
że jak jest fajnie to koniecznie trzeba to "ulepszyć".
Tak, masz rację Modzia7, mam spory bagaż dobrego i złego też.
I jak widzisz mam teraz wielką chęć życia i bycia i czucia,
ale też pokorę i świadomość co jest w życiu ważne,
a co można odpuścić.
Gdybym miała dzisiejszą wiedzę i doświadczenie .... nie napierałabym na ślub,
partnerstwo jest o wiele więcej warte. Dziś największą wartością jest dla mnie
wolność, a miłość to przecież wolność, dojrzała miłość mówi:potrzebuję Cię, ponieważ Cię kocham,
a nie kocham Cię , ponieważ Cię potrzebuję.
Jestem tego samego zdania co Modzia. Też nie chciałabym mieszkać z facetem przed ślubem.
Takie pomieszkiwanie to zabawa w dom. Facet ma wszystko, nic nie musi zmieniać. Przyzwyczaił się, jest mu dobrze. Ma wszystko za darmo. Nie ma powodu, żeby coś przyspieszyć. A Ty sama, na własne życzenie zrezygnowałaś z własnej niezależności i poszłaś mu na rękę, bo mieszka za daleko... to jest facet, sam powinien umieć o siebie zadbać.
Nie zmienisz nic samym mówieniem, może powinnaś po prostu postawić mu ultimatum. Jeśli nie chce się z Tobą ożenić, to może lepiej się rozejść.
25 2012-06-14 20:10:44 Ostatnio edytowany przez tesia369 (2012-06-14 20:23:05)
Natalia a jakie ma dla Ciebie znaczenie ślub?? Nie napisałąś też jaki ślub wiec nie wiem czy to aspekt religijny czy chęc sformalizowania tego co jest??
A twój nie czuje bluesa ślubu. To my kobiety zawsze już od małego widzimy siebie jak czekamy na księcia z bajki który po nas przyjedzie zaprowadzi przed ołtarz i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
A co do mieszkania razem przed ślubem powinno się spróbowac jak to jest. Bo nawet jeśli sie znacie kilka lat i nie mieszkacie razem to nigdy do końca nie poznacie przyzwyczajeń srugiej osoby. Np ze skarpetki są pod łożkiem, ze lubi lezeć po tym jak sie obudzi,że goli sie 3 razy w tygodniu i nie myje po sobie umywalki i takich drobnych rzeczy jest dużo. Czasem one naprawdę mogą wkurzyć, a ,mieszkanie razem jest też po to aby się razem dotrzeć:)
Wszystkiego tez facet za darmo nie musi mieć to zależy od naszej postawy, jeśli go nauczmy, ze skaczemy kolo niego to zawsze będzie tego oczekiwał.
a może zażartujesz z zaręczyn? np tak - http://demotywatory.pl/3830689/Kochanie-przyjmij-ode-mnie-ten-zareczynowy
27 2012-06-15 10:16:35 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-06-15 10:34:17)
Natalia a jakie ma dla Ciebie znaczenie ślub?? Nie napisałąś też jaki ślub wiec nie wiem czy to aspekt religijny czy chęc sformalizowania tego co jest??
A twój nie czuje bluesa ślubu. To my kobiety zawsze już od małego widzimy siebie jak czekamy na księcia z bajki który po nas przyjedzie zaprowadzi przed ołtarz i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
A co do mieszkania razem przed ślubem powinno się spróbowac jak to jest. Bo nawet jeśli sie znacie kilka lat i nie mieszkacie razem to nigdy do końca nie poznacie przyzwyczajeń srugiej osoby. Np ze skarpetki są pod łożkiem, ze lubi lezeć po tym jak sie obudzi,że goli sie 3 razy w tygodniu i nie myje po sobie umywalki i takich drobnych rzeczy jest dużo. Czasem one naprawdę mogą wkurzyć, a ,mieszkanie razem jest też po to aby się razem dotrzeć:)
Wszystkiego tez facet za darmo nie musi mieć to zależy od naszej postawy, jeśli go nauczmy, ze skaczemy kolo niego to zawsze będzie tego oczekiwał.
heh... a czy to nie są rzeczy do nadrobienia po ślubie? wiadomo, że każdy ma jakieś przyzwyczajenia i z czegoś trzeba rezygnować albo bardziej się starać jak już się zamieszka z żoną/mężem.
Tu chodzi o postawienie od razu pewnych granic, nałożenie obowiązków, ustalenie pewnych rzeczy...
nie wiem, ja tam lubię rozmawiać o takich sprawach... siedzieć i gadać aby było dobrze dla obu stron...
z resztą...
my jak zamieszkujemy z facetem to patrzymy się na niego i obserwujemy jakim będzie mężem...
a facet sobie myśli "jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, mam jeszcze czas"
a jak już są małżeństwem, jest ten akt zawarty... to nic się dla nich nie zmienia... i kontynuują to jak się zachowywali wcześniej... nie zaczną się naglę starać bo już jesteś żoną... dla niego to powrót do tego co było.
byłam z chłopakiem 5 lat i uwierzcie mi że poznałam go od tej strony
nie było najlepiej
i trochę się tego obawiałam
ale to był chłopak bardzo ugodowy i pomocny... zależy czy weźmie sobie do serca o co go prosimy, a on taki był... więc, tu się liczy ile ktoś chce dla nas robić... przyzwyczajenia to już nie jest taka sprawa której nie można zmienić... a u facetów ogranicza się tylko do robienia bałaganu. To nie jest część naszego charakteru. To na chęć zmian i zmiany się patrzy.
nie rozumiem takiej zabawy w dom...
a jak się idzie mieszkać z żoną, mężem to od razu naturalne jest, że każdy czuje obowiązek. Zwłaszcza po 6/5/4 latach
Jest tu na forum kilka wątków o tym, że para mieszka razem od lat, ona pragnie ślubu, a on się nie oświadcza. Ona nie naciska, bo ma w głowie przekonanie, że naciskany mężczyzna ucieknie. Jemu tak wygodnie, bo jego życie w wolnym związku nie różni się od małżeństwa. Ma wszystko. Posprzatane, uprane, ugotowane i seks do syta. A wszystko to bez zobowiązań, bo w każdej chwili można odejść. Ciągle powtarzam, że wolny związek to spełnienie męskich marzeń. Nie trzeba poświęcać swojej wolności dla wygody. I on może tak żyć latami, dla niego czas nie ma takiego znaczenia jak dla kobiety. Mówi się, że ślub to tylko papierek. Ale to też symbol, rytuał przejścia. Wycofanie się z matrymonialnego rynku. Deklaracja.
Mam w swoim otoczeniu kilka kobiet, które dlugo czekały na oświadczyny, żyjąc ze swoimi mężczyznami pod jednym dachem i nie doczekały się. Jedna z nich czekała 10 lat, po przekroczeniu trzydziestki odeszła. Jej partner po dwóch tygodniach miał już nową dziewczynę. Miała 19 lat.
W sumie nie mam nic przeciwko mieszkaniu razem bez ślubu. Pod jednym warunkiem, że obojgu tak dobrze, że tak wspólnie postanowili. Częściej to jednak wyglada tak, że to on postanowił, a ona się dostosowuje, choć pragnie ślubu coraz bardziej w miarę upływającego czasu. Bo chciałaby stabilizacji, chciałaby dzieci, a w związku wolnym nie czuje się na tyle bezpiecznie by je mieć. Zegar biologiczny bije, czasu na macierzyństwo coraz mniej, a ona tkwi w zawieszeniu. Mężczyzn to nie dotyczy, oni nawet po pięćdziesiące mogą zostać ojcami.
Można powiedzieć, że przecież można mieć dzieci nie będąc żoną. Oczywiście, można, ale może sie też włączyc myślenie, że skoro nie chce się z nią ożenić, to widocznie ona nie jest kimś, dla kogo on poświęci swoja wolność. I co będzie, gdy urodzi dziecko, nie będzie pracować, a on, wolny przecież człowiek spotka inną. Czy ślub przed tym chroni? Oczywiście nie, ale sam fakt początkowy, że on poświęcił swoją wolność dla niej, że się zobowiązał publicznie, pozwala jej zaufać. Tak to widzę i wiem z rozmów z kobietami, które nie doczekały się oświadczyn. W tym ze swoją córką, która 5 lat czekała i się nie doczekała. Odeszła, gdy miała 29 lat w poczuciu zmarnowanego czasu i z przekonaniem, że on ją kochał, ale nie na tyle, żeby poświęcić swoją wolność.
Tak się dzisiaj porobiło, że kobieta, która pragnie tradycyjnego małżeństwa jest uznawana za nienowoczesną. Szczególnie wśród bardzo młodych ludzi. Albo wśród starszych, doświadczonych kobiet, które już mają dzieci, są samodzielne i nie chcą ryzykować. Ale ja widzę, że w miarę upływu czasu nowoczesne 20-latki zmieniają swoje poglądy. Gdy się ma 20 lat, to perspektywa jest długa, jeszcze czas na eksperymenty, próby. Po trzydziestce jest inaczej. To juz pora na stabilizację i budowanie rodziny.
Natalia, Tobie radzę porozmawiać ze swoim partnerem o tym czego pragniesz. Czy ma zamiar się z Tobą ożenić, czy nie. Jaki ma stosunek do tradycyjnego małżeństwa. Masz prawo to wiedzieć. Nie bój się, że go wystraszysz. Bo jeśli naprawdę się wystraszy, to znaczy, że nie ma co wiązac z nim planów małżeńskich. W końcu facet nie ma 20 lat, żeby rozmowa o małżenstwie go przeraziła. Jesteście ze sobą parę ładnych lat i mieszkacie ze sobą, wiążesz z nim plany życiowe i masz prawo wiedzieć czy je podziela.
Jemu tak wygodnie, bo jego życie w wolnym związku nie różni się od małżeństwa. Ma wszystko. Posprzatane, uprane, ugotowane i seks do syta. A wszystko to bez zobowiązań, bo w każdej chwili można odejść. Ciągle powtarzam, że wolny związek to spełnienie męskich marzeń. Nie trzeba poświęcać swojej wolności dla wygody.
O jakiej wolności mówisz? Bo jeśli mówimy o nieformalnym, ale stałym związku, to niespecjalnie widzę jakąś przeogromną wolność. Ja w takim związku żyję i jakoś żadne z nas nie ma przyzwolenia na zdradę, żadne z nas nie mówi do drugiego "będę robić co mi się podoba, a tobie nic do tego", żadne z nas nie jest zwolnione z domowych obowiązków. Sama zresztą napisałaś: "jego życie w wolnym związku nie różni się od małżeństwa", więc gdzie w nieformalnym związku ta idylliczna wolność? O jakich zobowiązaniach piszesz? Przecież w małżeństwie też można z łatwością odejść, nie ma tu żadnej różnicy. Małżeństwo to nie kula na łańcuchu przyczepiona do nogi, ludzie w formalnym związku wciąż pozostają wolnymi, niezależnymi ludźmi z pełnią praw zagwarantowanych przez konstytucję.
Częściej to jednak wyglada tak, że to on postanowił, a ona się dostosowuje, choć pragnie ślubu coraz bardziej w miarę upływającego czasu. Bo chciałaby stabilizacji, chciałaby dzieci, a w związku wolnym nie czuje się na tyle bezpiecznie by je mieć.
Jeśli kobieta w nieformalnym związku czuje się niewystarczająco bezpiecznie, by mieć dzieci z facetem, z którym pozostaje w długoletnim - choć nieformalnym - związku, to znaczy, że w ogóle nie jest gotowa na posiadanie dzieci z tym facetem. Bo dlaczego miałaby nagle poczuć się bezpieczniej w małżeństwie? To bezpieczeństwo jest złudzeniem, oszukiwaniem samej siebie. Jak już napisałam wyżej, małżeństwo nie jest żadną gwarancją wierności, lojalności i dozgonnej miłości.
Mówię o symbolicznej wolności, o tym co różni kawalera od żonatego. Partner w wolnym związku wyszptał do ucha, że kocha i bedzie wierny, choć nadal zostanie dla świata i prawa kawalerem. Przysięga małżeńska to publiczne oświadczenie woli i zmiana stanu cywilnego z wolnego na żonatego. Inna sprawa jak ludzie traktują przysięgi. Dla niektórych to tyle co splunąć.
Anemonne, Tobie odpowiada wolny związek i w porządku. Autorka wątku ma inne oczekiwania.
Małżeństwo nie jest gwarancją szczęścia, wolny związek też nie jest.
Tu nie chodzi o to co jest lepsze. Chodzi o to, że autorka chce oświadczyn i co za tym idzie małżeństwa. Czy jej pragnienie jest nieuprawnione? "Jego życie w wolnym związku nie różni się od małżeństwa". A jej życie? Jej chyba się różni, skoro pragnie czegoś innego.
Jesli kobieta nie chce mieć dziecka w długoletnim wolnym związku, to dlatego, że intuicyjnie wyczuwa u mężczyzny brak gotowości do zobowiązania się na poważnie, tylko ciągle temu próbuje zprzeczyć i łudzi się latami. To też wiem od córki.
W końcu, dlaczego on, który kocha swoją kobietę i żyje z nią wiele lat, nie chce spełnić jej marzenia o ślubie? Przecież to takie mało istotne i nic nie zmienia... Zwykła wizyta w USC z dwojgiem świadków, nie ma przymusu wesela. Przecież to tylko papierek i mógłby to zrobić DLA NIEJ. Przecież to zwykłe TAK przed urzędnikiem nie odbiera mu wolności zagwarantowanej Konstytucją. Skąd więc ten opór w takiej małej, nic nie znaczącej, a mogącej uszczęśliwić i uspokoić wybrankę, sprawie? Dla mnie to znaczy, że to nie TA kobieta. Życie z TĄ kobietą ma istotny margines. Margines zostawiony na wypadek, gdyby pojawiła sie lepsza, dla której trzeba mieć "czyste konto" w ślubnych sprawach. Związek z TĄ kobietą z góry zakłada jego zakończenie. Ktoś kto decyduje się wziąć ślub (oczywiście ktoś poważny), nie ma takiego marginesu i nie przeraża go, że odtąd na pytanie o stan cywilny, bedzie odpowiadał żonaty, a nie wolny. Przynajmniej zwykle ma takie intencje, że nie zakłada rozstania stojąc przed ołtarzem czy urzędnikiem. Życie później różnie się układa, ale to inny temat.
Nie będę brał z nią ślubu, bo małżeństwa się rozwodzą, tak często słyszę. To demagogia. Prawdą jest, że jedne małżeństwa sie rozchodzą, ale prawdą jest też, że inne się nie rozchodzą. Jesli ktoś używa takiego argumentu, to znaczy, że z góry zakłada, że jego ewentualne małżeństwo z TĄ kobietą czeka rozwód. Po co z nią w takim razie jest? Uważam, że z wygody i w oczekiwaniu na prawdziwą miłość.
Jeszcze raz powiem, że nieważne jak będą ludzie żyli, ze ślubem czy bez, jeśli to będzie ich WSPÓLNY wybór, z naciskiem na wspólny. Jesli natomiast jedno z nich chce tego ślubu, a drugie nie, ale pragnie z tym pierwszym przeżyć życie, to powinno ślub wziąć, bo najwyraźniej dla tego pierwszego ślub ma znaczenie PSYCHOLOGICZNE. Dla tego drugiego ślub jest nieistotny, więc tym bardziej opór jest nieuzasadniony. Oczywiście warunkiem są czyste intencje.
Mówię o symbolicznej wolności, o tym co różni kawalera od żonatego. Partner w wolnym związku wyszptał do ucha, że kocha i bedzie wierny, choć nadal zostanie dla świata i prawa kawalerem.
Nie do końca zgodzę się z tym, że dla świata partner pozostanie kawalerem. Myślę, że już sama decyzja o wspólnym zamieszkaniu jest sporym zobowiązaniem. Wspólne mieszkanie nie jest wyłącznie łatwe, lekkie i przyjemne, nie jest to wygoda.
Jeszcze raz powiem, że nieważne jak będą ludzie żyli, ze ślubem czy bez, jeśli to będzie ich WSPÓLNY wybór, z naciskiem na wspólny. Jesli natomiast jedno z nich chce tego ślubu, a drugie nie, ale pragnie z tym pierwszym przeżyć życie, to powinno ślub wziąć, bo najwyraźniej dla tego pierwszego ślub ma znaczenie PSYCHOLOGICZNE. Dla tego drugiego ślub jest nieistotny, więc tym bardziej opór jest nieuzasadniony. Oczywiście warunkiem są czyste intencje.
Ja natomiast myślę, że nie można nikogo do niczego zmuszać. Twierdząc, że jeśli nasz partner nie chce ślubu, to znaczy że czeka na lepszą kandydatkę, narzucamy mu nasz własny punkt widzenia. Przecież partner autorki nie musi wcale tak do tego podchodzić.
Anemonne
dokładnie tak!
Nie wiem skąd ten pomysł, że facetowi jest wygodnie?
to samo można powiedzieć o kobiecie,
czyż to właśnie niepewność uczuć powoduje,
że potrzebna jest oficjalna przysięga?
i obwieszczenie światu : mój Ci on ![]()
a biorąc pod uwagę statystyki rozwodów
chyba coś szwankuje z tymi przysięgami
i nie ślub powoduje, że nie zdradzamy,
a uczucia i szacunek do siebie.
Mówcie sobie co chcecie, ale jak słyszę, że facet ma dziewczynę, to myślę sobie: "eee, co to tam dziewczyna"; gdy wybrzmi tytuł "żona" to już mnie ciarki przechodzą i przyklejam mu etykietkę "facet żonaty = trędowaty".
Gdyby facet miał solidne argumenty, dlaczego nie chce ślubu, to może dałabym się przekonać. Ale jeśli nie wynika to z jego poglądów, to dla mnie to sygnał, że nie chce ślubu, ale z tą konkretną dziewczyną. Nie oszukujmy się, ślub to prawdziwe zobowiązanie, nie można się wypisać ot tak, bo rozwody z reguły nie są szybkie i bezbolesne. Dziewczyna to dziewczyna- mówisz jej nara i nikt Cię za to nie będzie ciągał po urzędach.
Kobieta potrzebuje bezpieczeństwa, a slub jej go wlasnie dostarcza...
Was sie nie przekona, nas tez.
Slub jest bardzo wazny- dla mnie- i to oznaka czegos waznego, to jest obietnica.
Wiadomo, że slub nie ochrania przed zdrada itp. a wolny zwiazek moze się czasem nawet okazać mocniejszy...
ale niektorzy tego potrzebuja
i tak jak mowilam na poczatku!!! nic nie jest lepsze ani gorsze... po prostu dla niektorych to bardzo ważne i ta dyskusja nie ma sensu... bo nikogo się nie przekona
No jeśli dla ciebie przed ślubem nie ma opcji na wspólne mieszkanie i jesteś w tym konsekwentna to ja to rozumiem i faktycznie ożenek można tak interpretować.
Ale obietnicą czego ma być ślub, skoro i przed nim para żyła jak małżeństwo? Jedyna różnica będzie w podatkach....
I dobrze, mnie też na hasło "żona" przechodzą ciarki, czyli reakcja prawidłowa!
Uśmiecham się
Nie oszukujmy się, ślub nie daje gwarancji udanego związku.
A rozwód? Mniej zachodu niż przy organizacji wesela ![]()
nic nie daje gwarancji
Jak ktoś chce to się do wszystkiego przyczepi. Po prostu dla mnie to ważne
Nie oszukujmy się, ślub to prawdziwe zobowiązanie, nie można się wypisać ot tak, bo rozwody z reguły nie są szybkie i bezbolesne. Dziewczyna to dziewczyna- mówisz jej nara i nikt Cię za to nie będzie ciągał po urzędach.
Osoby będące małżeństwem mogą się rozstać, nie biorąc rozwodu. Moi rodzice tak zrobili - przystali na separację i rozdzielność majątkową, a potem żyli przez ponad 10 lat wciąż bez rozwodu, bo nie mieli ochoty biegać po sądach i jeszcze za to płacić, przy czym po rozstaniu nie mieli ze sobą praktycznie nic wspólnego. Zatem wybacz, ale małżeństwo nie jest dla mnie zobowiązaniem większym, niż wejście w związek nieformalny.
Kobieta potrzebuje bezpieczeństwa, a slub jej go wlasnie dostarcza...
Was sie nie przekona, nas tez.
Slub jest bardzo wazny- dla mnie- i to oznaka czegos waznego, to jest obietnica.
(...)
ale niektorzy tego potrzebuja
Jasne, tu się z Tobą zgodzę, że niektórzy tak mają że potrzebują i tyle. Ale dlaczego to zawsze ta osoba, która nie potrzebuje ma się naginać do tej, która potrzebuje? Kto decyduje o tym, czyje powinno być "na wierzchu"?
Z jednej strony jest osoba, której bardzo zależy na sformalizowaniu związku, tzn. czeka na zaręczyny, ślub, i wynikające z tego faktu konsekwencje.
Z drugiej strony jest osoba, która jak ognia unika i rozmów o ślubie, i samego ślubu. Na dodatek te dwie osoby, od jakiegoś czasu są w związku, wspólnie mieszkają, wspólnie prowadzą gospodarstwo.
I jak tu pogodzić ogień z wodą?
Póki co, obydwie osoby okopały się na swoich stanowiskach. Dopóki stan taki trwać będzie, nie ma mowy o rozwiązaniu problemu, bo nie można jednocześnie wziąć ślub i tego ślubu nie brać.
Proponuję strategię stosowaną w negocjacjach.
Strategia ta polega w pierwszym rzędzie na odpowiedzeniu na pytanie "DLACZEGO?", czyli "dlaczego teraz chcę wziąć ślub?" i "dlaczego teraz nie chcę wziąć ślubu?". Być może to wyjaśni powody tak sztywnego trzymania się swoich stanowisk (czyli ujaśni potrzeby obydwu stron). A później wspólne zastanowienie się nad odpowiedzią na pytanie: "Co możemy zrobić, by zaspokoić i Twoje, i moje potrzeby". Tym sposobem odchodzimy od sztywnych stanowisk, a zajmujemy się tym, co najważniejsze, czyli potrzebami obu osób.
Powodzenia.
Ale dlaczego to zawsze ta osoba, która nie potrzebuje ma się naginać do tej, która potrzebuje? Kto decyduje o tym, czyje powinno być "na wierzchu"?
Bo osobie, której nie zależy jest lżej "poświęcić" się tej sprawie, która jej nie obchodzi.
Prosty przykład.
Osoba X nie potrzebuje zmywarki, bo zmywa w zlewie i tak jej dobrze. Osoba Y, bardzo chce mieć zmywarkę i jest to jej priorytet nr 1. Ale dlaczego osoba X ma się upierać, że zmywarki nie będzie, bo nie i tym samym unieszczęśliwiać osobę Y? Przecież jak chce mieć tę zmywarkę niech ma, osoba X dalej przecież może sobie w zlewie zmywać, dla osoby X praktycznie nic się nie zmieni, a osoba Y będzie przeszczęśliwa.
Ludzie co wy z tymi slubami...owszem tez bym kiedys chciala wziasc slub...jest to piekne przezycie i oznacza cos wiecej..ja jestem w stalym zwiazku od pieciu lat nie moge nazekac,ale nie piekli mi sie do slubu,wrecz odwrotnie,jeszcze chyba nie pora na mnie,napewno kiedys dojrzeje do tej decyzji...mam 28 lat wiec jeszcze daje sobie ze dwa lata i bede myslala o tym powaznie...nie maco nalegac,bo facet sie przestraszy...Jezeli naprawde sie kochacie to w koncu do tego dojdzie...slub musi byc checia z obu stron anie dla swietegospokoju....
Ludzie co wy z tymi slubami...owszem tez bym kiedys chciala wziasc slub...jest to piekne przezycie i oznacza cos wiecej..ja jestem w stalym zwiazku od pieciu lat nie moge nazekac,ale nie piekli mi sie do slubu,wrecz odwrotnie,jeszcze chyba nie pora na mnie,napewno kiedys dojrzeje do tej decyzji...mam 28 lat wiec jeszcze daje sobie ze dwa lata i bede myslala o tym powaznie...nie maco nalegac,bo facet sie przestraszy...Jezeli naprawde sie kochacie to w koncu do tego dojdzie...slub musi byc checia z obu stron anie dla swietegospokoju....
Baaardzo, baaaardzo nie lubię stwierdzenia "bo facet się przestraszy". Jeśli rzeczywiście tak będzie to należy wysyłać do niebios peany dziękczynne, że nie związaliśmy się z tym człowiekiem bardziej. Takie traktowanie faceta jak zgniłego jajka... Delikatnie, na paluszkach. Albo jest gotowy dzielić życie z tą kobietą, albo nie! Oddaje jej wolność, a ona szuka sobie lepszego i odpowiedniejszego. A jemu dobrze jest jak jest i po co on ma to zmieniać? Pewnie! jak ja nie musiałabym rodzić dzieci i dojrzewała z 5 letnim opóźnieniem to też miałabym wszystko w głębokim poważaniu.
nadia44, Ty ślubu nie chcesz, a Autorka chce, obie macie prawo do tego.
Nie chcę ślubu na siłę bo nie o to chodzi ! ![]()
jesteśmy długo razem,mieszkamy wspólnie,a decyzję o wspólnym zamieszkaniu podjęliśmy razem,ponieważ dzieliło Nas 300 km.. więc stwierdziliśmy,że jeśli on skończy studia,to się tu przeprowadzi - i tak się stało.Jego rodzina Nas odwiedza,i odwrotnie,każdy wie,że jest Nam dobrze,że się kochamy itd. bo widać to na każdym kroku.Nie chcę małżeństwa na siłę,wiem,że On też nie,kochamy się i szanujemy i wiem,że ten dzień ( zaręczyny ) niedługo na pewno nastąpi
i nie chodzi mi tu o pierścionek czy coś... nie nie,broń Boże... tylko o to,że chciałabym zrobić z Nim następny krok do Naszego wspólnego życia,bo bardzo go kocham i wiem,że on mnie też