Witam wszystkich. Dziwnie się czuje prosząc o rade, bo zazwyczaj to ja daje rady, rzadko jest na odwrót
ale niestety, chyba każdy ma jakiś slaby punkt, coś z czym sobie nie radzi i potrzebuje obiektywnego spojrzenia na sprawę. Postaram się opisać to jak najkrócej, a trudno opisać większość swojego życia w kilku zdaniach... ale do rzeczy: Sprawa dotyczy mojego ojca. Mam do niego ogromny zal, może nawet czuje nienawiść... ogólnie jestem twarda osoba, nie załamującą się z byle czego, a gdy tylko wspominam to wszystko znowu czuje się jak ta mala, wystraszona dziewczynka... Moj ojciec jest alkoholikiem. Bardzo wiele złego wyrządził mi i mojej rodzinie. Kiedyś kochałam go bezwarunkowo, a jako dziecko modliłam się tylko o to, żeby "tatuś przestał pic..." czasem gdy miał przerwę w piciu i był dobry dla mamy byłam najszczęśliwszym dzieckiem na świecie
ale mało mam dobrych wspomnień... a jeżeli były to pamiętam je jak przez mgle... pamiętam za to wiele okropnych kłótni... bałam się wychodzić z domu, np żeby pobawić się z dziećmi, bo bałam się, ze ojciec wróci pijany i zabije matkę, a ja myślałam,ze uda mi się ja obronić. Kiedyś tak uderzył mamę, ze ta wylądowała w szpitalu,miała obrzęk mózgu. To były najgorsze chwile w moim życiu. Gdy miałam 8 lat na 2 miesiące wylądowałam w szpitalu, problemy z sercem... nikt nie powiedział, ze to przez ojca, ale niby przez co innego...moi bracia tez swoje przeżyli... jak wracał pijany w nocy, kopal w drzwi a my ze strachu stawaliśmy na baczność, a on się awanturował...zawsze znalazł jakiś powód, a jak nie to tak po prostu. Zawsze jak miał kaca, to ja płakałam, bo myślałam,ze tatusiowi coś się stało. Czasem jak mama zrobiła więcej jedzenia na świata, to on potrafił to wszystko wyrzucić. Pamiętam, gdy mama mi dala swój zloty pierścionek, który tak strasznie mi się podobał. Potem on mi zginał,okazało się, ze ojciec go sprzedał i przepił. Raz, jak obudziłam sie w nocy (nie wiem jak to się stało, bo żadnych krzyków nie słyszałam) poszłam do kuchni z jakimś dziwnym niepokojem, i zastałam ojca, który dusił mamę. Na mój widok przestał. Ja zaczęłam panicznie płakać, on mnie pocałował w czoło i kazał iść spać. Mogę takich historii wymieniać w nieskończoność... nikogo nie zapraszałam, bo się wstydziłam. Gdy trochę dorosłam, zaczął się wyżywać tez na mnie. Wyzwiskom i groźbom nie było końca. Próbował wcześniej nastawić mnie i moich braci przeciwko mamie, wymyślając na nią niestworzone historie. Oczywiście wszyscy byli winni, tylko nie on, nigdy nie patrzył na to, ze my cierpimy. Czasem uciekaliśmy z domu w środku nocy, do sąsiadów lub po ciotkach. Gdy miałam jakieś 15 lat nie było dnia, żebym nie myślała o samobójstwie. Nie zrobiłam tego, ze względu na mamę. Byłam wyniszczona psychicznie, w gimnazjum zaczęłam swój bunt przynosić do szkoły... nauczyciele nie dawali sobie ze mną rady, a ja nie dawałam sobie rady z życiem. Wykształciło mi się mnóstwo paskudnych cech, z niektórymi walczę do dzisiaj. Pewnego dnia,podczas kolejnej awantury obiecałam sobie, ze nigdy tego ojcu nie wybaczę. Pielęgnowałam w sobie nienawiść, która rosła z każdym dniem coraz bardziej...dziś już mam swoje życie, wszystko powoli sobie poukładałam, chociaż było ciężko... od ojca nigdy nie usłyszałam "przepraszam", żadnej skruchy, żadnej zmiany, żadnej próby naprawienia tego całego zła... ale przejdę do sedna. Mam 26 lat, jestem samodzielna, umiem sobie radzić z problemami, a raczej po tym co przeszłam przez 20 lat, inne problemy to dla mnie błahostka.... z jednym tylko sobie nie radze, a mianowicie sama z sobą... na co dzien twarda, uparta w swoich postanowieniach, ze nie chce mieć z ojcem nic wspólnego, mam dni,kiedy to wszystko wraca... i wtedy czuje taki straszny ból i cierpienie, dlaczego tak się stało... dlaczego nie mam normalnego ojca. Stara dupa ze mnie a tęsknię za czymś, czego nigdy nie miałam. Mam chłopaka, a gdy pomyśle o ślubie... z jednym mi się to kojarzy... przecież nie zaproszę ojca, bo go nienawidzę!!! gdy oglądam jakieś filmy, gdzie jest watek miłości ojca do dziecka i odwrotnie, ryczę jak małe dziecko...wtedy ta twarda na co dzien osoba gdzieś znika...coś we mnie siedzi z czym sobie nie radze. Z ojcem nie mam kontaktu od lat. Z mama rozwiedli się, wiec mama mieszka w innym miejscu. Ostatnio zaczęłam myśleć, żeby tam pojechać do niego i wszystko mu wygarnąć , chociaż wiem, ze to nic nie da. Przez cale życie niczego nie zrozumiał, wiec dlaczego teraz miało by być inaczej??? mogłabym mu wybaczyć to co zrobił mi, ale nie potrafię wybaczyć tego co zrobił mamie i braciom...ile moja mama wycierpiała... ile łez wylała, ile upokorzeń zniosła... zniszczył mi 19 lat życia i dalej je niszczy choć go już nie widzę... dlaczego??? bo ciężko mi żyć z ta nienawiścią... ostatnio powiedział do mojej bratowej, ze jest mu przykro, ze nie przyjeżdżam i nie wie za co się obraziłam... co za bezczelność... co ja mam zrobić?? co wy zrobilibyście na moim miejscu?? chce się oczyścić, zamknąć ta sprawę, ale to mnie przerasta... mam spojrzeć mu w oczy i co powiem?? tatusiu, wybaczam??? to takie trudne...kiedyś pisałam wierszyki..."i ta nienawiść do serca wciąż puka, nie dając wybaczyć - a to jest sztuka..." czy powinnam dać szanse takiemu człowiekowi??? i jak to zrobić, by się przemoc...
Podobne tematy
Mam podobny problem do Ciebie, w moim przypadku nie chodzi o ojca, bo ten jest wspaniałym człowiekiem, ale też o osobę z bliskiego otoczenia. W pewien sposób zostałam skrzywdzona, wiele wycierpiałam, nasłuchałam się i napatrzyłam. Od jakiś 3 lat mieszkam w innym miejscu, zaznałam spokoju, ale ten spokój jest tylko pozorny, bo bardzo często to wszystko do mnie wraca, został ogromny ślad na psychice. Zazwyczaj jestem uśmiechnięta i pogodna - taka już moja natura, ale wszystkie wydarzenia z przeszłości, gdzieś tam w środku tkwią. Moje uczucia względem tej osoby są bardzo chwiejne, czasami mam ochotę wybaczyć, rozmawiam o tym z rodzicami, przyjaciółką - każdy mi mówi, że powinnam to zrobić, przemóc się, ale nie potrafię, jak już się zbiorę sama w sobie na rozmowę, na to żeby pojechać do tej osoby zaczynam czuć ogromną złość i nienawiść wszystko wraca jak bumerang. Wiem, że ten człowiek nigdy się nie zmieni, jestem w zasadzie tego pewna, on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że wyrządził mi jakąkolwiek krzywdę, próbuje przed wszystkimi robić jeszcze z siebie ofiarę. Choć powinien być mi bliski, dziś mijam go na ulicy jakbyśmy się nie znali, nie mogę powiedzieć, że obojętnie, bo tego jeszcze się nie nauczyłam, skręca mnie ze stresu na sam jego widok ... ale cóż ważne, że mam przy sobie innych, dzięki którym przetrwałam i trwam nadal.
Tak się zastanawiam, my myślimy o wybaczeniu, ale czy te osoby tego potrzebują, czy im na tym zależy? Czy one w ogóle wiedzą co im chcemy wybaczać, czy zdają sobie sprawę z krzywdy wyrządzonej najbliższym? Szczerze nie wydaje mi się, żeby tak było ...
Dlatego właśnie tu napisałam... wiem, ze ciężko jest powiedzieć jednoznacznie co powinnam zrobić. Moj ojciec pewnie się nie zmienił, to, ze zastanawia się, dlaczego nie przyjeżdżam jest bardziej przez to, ze boi się starości, nie pracował, wiec nawet nie miałby z czego żyć na starość... kiedyś wierzyłam, ze sie zmieni, dziś już w to nie wierze. Przez niego na jakiś czas straciłam wiarę w ludzi, jak byłam mala, myślałam, ze wszyscy mężczyźni pija, ze to normalne... wiem, ze to jemu powinno być wstyd, ale nie wiem np co by było, gdyby on np umarł, a ja żyłabym ze świadomością, ze tak naprawdę nie spróbowałam porozmawiać, ze może akurat coś bym jeszcze wskórała.... nie wiem, może oszukuje sama siebie. Przez ta sprawę nie jestem do końca szczęśliwa...
Rozumiem Cię, bo czuję tak samo, mam takie same rozterki, jednak myślę, że jeżeli w moim przypadku chodziłoby o ojca to bym się przełamała. Ojca ma się tylko jednego, dlatego warto spróbować porozmawiać, chociażby dlatego, żeby nie mieć później wyrzutów, że nie zrobiło się nic ... Alkoholizm to jest choroba, nic nie tłumaczy zachowań jakich dopuszczał się Twój ojciec, ale ja widziałam walkę typowego alkoholika z nałogiem, tak bardzo chciał wygrać, za każdym razem walka kończyła się coraz to cięższym upadkiem, w końcu skończyło się tragicznie - bo z ostatniego upadku nie podniósł się w ogóle ... Od tego czasu patrzę trochę inaczej na tych pijących, staram się w jakiś sposób ich usprawiedliwić, zrozumieć ...
bardzo Ci współczuję , przezyłaś piekło....
po części Ciebie rozumiem że chcesz pojednania a jednocześnie masz lęk zmieszany ze złośćia...
mój mąż próbował wybaczyć ojcu awantury , bicie , poniżenie , poczucie wstydu , brak poczucia bezpieczeństwa , zafundowaną nerwicę... ale niestety nie udało się.. prób było kilka , za każdym razem była to lipa ponieważ ojciec chyba ma tak wypaczone myslenie że na dobrą sprawę nie uważa że robił coś zle.... dlatego teraz zyjemy tak jakby go nie było.. nie ma go w naszym zyciu , nasze dzieci nie znają dziadka.. ale on również nie chce ich poznać , chociaż mijamy sie na ulicy ... przykre...
czasami tak sie w zyciu dzieje że cokolwiek byśmy nie robili to nie daje to rezultatu.. my próbowaliśmy ale to była syzyfowa praca ...
alkoholik ZAWSZE będzie alkoholikiem z wypaczonym systemem wartości..
niestety ale często jest tak ze to dzieci , najpierw małe , pózniej dorosłe cały czas starają sie być odpowiedzialniejsze , role sie zamieniaja.. tylko że pózniej cała trauma zycia w takich warunkach odbija się szerokim echem na całym zyciu dziecka DDA...
pozdrawiam i życzę podjęcia pomyślnej decyzji...
Teoretycznie zgadzam się - alkoholizm to choroba. Praktycznie uważam, ze to g...prawda...dlaczego?? alkoholizm,o ile to choroba jest bardzo wygodna. Nic się nie robi, nie pracuje (w większości przypadków), nie ponosi się odpowiedzialności za swoje czyny... bo przecież jest sie chorym. Po drugie - błądzić, jest rzeczą ludzka. Ale nie wierze, ze w trakcie tej "choroby" nie widzi się, ze krzywdzi się innych, a w jakiś sposób okrucieństwo alkoholików jest usprawiedliwiane.... mam inny stosunek do osób, które się lecza, a nawet do tych, którzy chlają, ale nie robią krzywdy innym, nie bija, nie awanturują się itd. Moj ojciec nigdy nie próbował się leczyć, bo mu tak było wygodnie
dziękuje Ci za rade, każda jest dla mnie cenna. Uważam, ze to jakiś postęp we mnie, bo jak kiedyś nawet moj chłopak wspomniał, ze może powinnam pogodzić się z ojcem, wpadłam w szal.... przecież on nie miał pojęcia co mówi, co ja przeżyłam, wiec jakim prawem... dziś już chce, potrzebuje obiektywnej rady... może to będzie pierwszy krok do tego, by pozbyć się tej nienawiści... choć wiem, ze jeszcze dluga droga przede mną...
Ona1977, masz racje. Alkoholik to osoba, która chyba nie ma już żadnych wartości... a powiedz mi, czy Twój maż żałuje, ze próbował?? czy był potem spokojniejszy, czy udało mu się zapomnieć chociaż trochę?? no właśnie... kiedyś mi się śniło, ze przyszłam do ojca z dzieckiem na rekach i powiedziałam: to jest Twoj wnuk, po czym on wziął je na ręce i byłam taka szczęśliwa, ze do niego przyszłam. To takie głupie... szkoda, ze nie odziedziczyłam po ojcu tej znieczulicy, to teraz miałabym to wszystko gdzieś, a nie rozpamiętywała, myślała, mila problemy sama ze sobą... ![]()
Uwierz, alkoholizm to choroba, śmiertelna !
Jeżeli ktoś tłumaczy swoje postępowanie tym, że przecież jest alkoholikiem, że jest chory, jeżeli to wykorzystuje to już bliżej końca, niż dalej. Raczej bez szansy na wytrzeźwienie.
Mam Ojca alkoholika, sam, jak wiesz, jestem alkoholikiem.
Pierwszy raz usłyszałem od Taty (oczywiście po pijaku) "kocham cie" jak miałem jakieś 18-20 lat, nawet nie pamiętam. Później znowu długo nic.
Pamiętam za to kłótnie w domu, pamiętam "Mamo, ucieknijmy do babci", pamiętam nieprzespane noce i nasłuchiwanie.
Wybaczyłem, Mama przetrzymała, Ojciec dalej pije ale nie ma już krzyków, awantur. Mama nauczyła się odpowiednio zachowywać. Pewnie dalej jest Jej ciężko bo teraz ja dostarczam "wrażeń"
Uczmy się na błędach innych a nie naszych. Pięknie brzmi ?
Ja nie nauczyłem się niczego na błędach Ojca, choć znam je bardzo dobrze, ani na błędach swoich z których obecnie zdaję sobie bardzo dobrze sprawę. Podręcznikowy idiotyzm ! Prawda ?
Wybaczysz ! Powiem więcej, podświadomie tego chcesz.
Ja wybaczyłem i pójdę za Tatą w ogień, Ty za jakiś czas pewnie też.
U mnie nie było takich ekstremalnych przypadków jak szpitale, ja też nie potrafię tak szczerze nienawidzić nikogo, taki "podły" mam charakter :-)
ale szczerze życzę Ci abyś dostała od losu czas na wybaczenie.
"Teoretycznie zgadzam się - alkoholizm to choroba. Praktycznie uważam, ze to g...prawda...dlaczego?? alkoholizm,o ile to choroba jest bardzo wygodna. Nic się nie robi, nie pracuje (w większości przypadków), nie ponosi się odpowiedzialności za swoje czyny... bo przecież jest sie chorym."
"Alkoholik to osoba, która chyba nie ma już żadnych wartości... "
To nie prawda !!! Osoby chore na Zespół Downa też nie mają żadnych wartości ? Alkohol niszczy przede wszystkim mózg, pozostałe organy wytrzymują zdecydowanie dłużej. Nie jest to pewnie właściwe porównanie chorób ale jednak coś w tym jest.
"Ale nie wierze, ze w trakcie tej "choroby" nie widzi się, ze krzywdzi się innych, a w jakiś sposób okrucieństwo alkoholików jest usprawiedliwiane...."
Masz rację, że nie wierzysz
"mam inny stosunek do osób, które się lecza, a nawet do tych, którzy chlają, ale nie robią krzywdy innym, nie bija, nie awanturują się"
A jaki masz stosunek do osób, które nie piją a robią to co napisałaś w cytacie wyżej ?
9 2012-06-05 08:51:34 Ostatnio edytowany przez Magdazzz (2012-06-05 09:16:10)
OMG... " Mama nauczyła się odpowiednio zachowywać...." a dlaczego Twoja mama ma cale życie dostosowywać się do SZ.P alkoholika? pewnie robi wszystko, aby go przypadkiem nie zdenerwować,tak jak moja robiła. I co to znaczy odpowiednio?? oczywiście odpowiednio dla niego, co nie znaczy, ze jej z tym dobrze. Współczuje tej kobiecie podwójnie... Jasne, ze wybaczyłeś ojcu, bo robisz to samo, łatwiej się wybacza błędy, skoro samemu popełnia się te same.
Za "tata" nie pójdę w ogień, MOŻE za jakiś dluuugi czas nauczę się go tolerować. MIŁOŚĆ? na miano ojca i miłość, trzeba sobie zasłużyć.... :-/ bezwarunkowo kochałam go jako dziecko, sam spowodował, ze miłość przerodziła się w nienawiść... czy za mocne to słowo??? nie sadze... zbyt długo rosły we mnie negatywne uczucia...
Nie porównuj dzieci chorych na ZD do alkoholików. Od tych dzieci nic nie zależny, nie mieli na nic wpływu od samego początku, a ze tak powiem od starego konia, który "zachorował" na alkoholizm zależy wszystko, o ile weźmie się w garść i naprawdę tego chce. Dla siebie, dla rodziny....
Co do ostatniego pytania, nie o tym teraz mówimy. Ci którzy nie pija, a bija itd to już całkiem inna bajka. Agresja wobec innych, rodziny jest okrucieństwem bez względu na to czy się wcześniej pilo czy nie... z tym ze, czyny alkoholików są bardziej usprawiedliwiane, bo przecież nie wiedzieli co robią...
//
Dostałeś oświecenia, zrozumiałeś kilka rzeczy, bardzo dobrze. Obyś wytrwał w nowych postanowieniach itd. Niektórzy jednak nigdy nic nie zrozumieją jak np wyżej wymieniony "bohater" :-/ mój ojciec to taki typ. Ona zawsze ma racje i koniec. "Lista zajęć mego taty, była zawsze krotka, nie liczyły się w nich dzieci, lecz niestety - wódka" tak było jest i będzie
(
Magdazzz masz typowy syndrom uzależnienia.Często się mówi o tym że wraz z alkoholikiem uzależnia się jego cała rodzina.Spróbuj terapii u psychologa,pomoże ci podjąć pewne decyzje,wytłumaczy niejasności no i pomoże.Ja mam problem nieco inny-z moim mężem.Ja nie mogę jednak zwalić winy na alkohol,jedynie na jego wredny i władczy charakter.Przeżyłam też piekło i pewnie dalej by tak było gdyby coś we mnie nie pękło.Porada i spojrzenie z innej perspektywy naprawdę pomaga.Spróbuj,to ci nie zaszkodzi a moze pomóc.Powodzenia
11 2012-06-05 11:45:26 Ostatnio edytowany przez przegrany73 (2012-06-05 11:46:49)
OMG... " Mama nauczyła się odpowiednio zachowywać...." a dlaczego Twoja mama ma cale życie dostosowywać się do SZ.P alkoholika? pewnie robi wszystko, aby go przypadkiem nie zdenerwować,tak jak moja robiła. I co to znaczy odpowiednio?? oczywiście odpowiednio dla niego, co nie znaczy, ze jej z tym dobrze. Współczuje tej kobiecie podwójnie... Jasne, ze wybaczyłeś ojcu, bo robisz to samo, łatwiej się wybacza błędy, skoro samemu popełnia się te same.
Nauczyła się zachowywać nie odpowiednio dla Niego a dla Siebie, nauczyła się odpowiednio reagować na Jego alkohol. Zajęło Jej to "kilka ładnych" lat. Niestety bez wsparcia specjalisty musiało to trwać tak długo bo polegało na metodzie prób i błędów.
Jednak Ojciec, nawet pijąc nadal, zmienił swoje zachowanie w domu, swoje podejście do Rodziny. Przestał krzyczeć, awanturować się itd. Niestety alkohol pozostał.
Za "tata" nie pójdę w ogień, MOŻE za jakiś dluuugi czas nauczę się go tolerować. MIŁOŚĆ? na miano ojca i miłość, trzeba sobie zasłużyć.... :-/ bezwarunkowo kochałam go jako dziecko, sam spowodował, ze miłość przerodziła się w nienawiść... czy za mocne to słowo??? nie sadze... zbyt długo rosły we mnie negatywne uczucia...
Przyjdzie czas, że zmienisz zdanie. Trzymam za to kciuki. Uwierz, przeżyłem to. Może "łatwiej" mi było bo wyprowadziłem się z domu w wieku 19 lat.
Nie porównuj dzieci chorych na ZD do alkoholików. Od tych dzieci nic nie zależny, nie mieli na nic wpływu od samego początku, a ze tak powiem od starego konia, który "zachorował" na alkoholizm zależy wszystko, o ile weźmie się w garść i naprawdę tego chce. Dla siebie, dla rodziny....
Napisałem, że nie jest to właściwe porównanie. Masz rację, że od dzieci nic nie zależy ale od pijącego alkoholika z długim stażem też mało co zależy. Ma jednak szansę, w przeciwieństwie do chorych dzieci.
Napisałaś, że potrzebujesz obiektywnej rady.
Dostaniesz ją od pijaka i syna pijaka w jednym. Bez złośliwości, sarkazmu.
Powinnaś iść na terapię albo do psychologa. Wydaje mi się jednak, że terapia będzie lepsza i tańsza. Dla siebie, dla własnego dobra
Nakręcasz się w swojej nienawiści coraz bardziej a to nic dobrego dla Ciebie nie wróży. Możesz też zerwać całkowicie jakiekolwiek kontakty z Ojcem, nie jest to jednak chyba dobre wyjście.
Nie pali się mostów za sobą, kiedyś, któregoś możesz potrzebować.
Śnieżka1507 dobrze Ci napisała. Masz praktycznie te samy rady z obu stron. Od pijaka, syna pijaka i ze strony krzywdzonej przez agresję innych
Pułapka wybaczenia, tak bym określiła stan w którym się znajdujesz.
Nie wiem czemu do jasnej ciasnej wszyscy piszą o tym, że trzeba, ze się powinno wybaczac swoim rodzicom i to nawet wtedy gdy byli naszymi oprawcami. To jest takie swoiste zmuszanie człowieka do zachowań "chrześcijańskich". Słysząc coś takiego irytuję się potężnie. Nie dośc, ze ktoś został skrzywdzony, to jeszcze ma byc tym dobrym, wybaczającym, nie chowającym urazy, nie pamiętającym. Odmawia mu się prawa do złości, żalu, zadoścuczynienia ze strony kata.
Zgadzam się z tym, że nasze społeczeństwo nadal usprawiedliwia alkoholików i pijaków. Spotkałam się z tym wielokrotnie. Celują w tym zwłaszcza rodzice owych pijących inaczej. Pan się uchlewa, bo żona coś tam, dzieci nie takie, powodów do obalenie pół litra masa. Problem jest minimalizowany, ale gdy trzeba synusia pod swój dach przyjąc... O! Tutaj zaczyna się dopiero cyrk. Żona i dzieci powinni cierpliwie znosic pijusa, bo przecież ślubowali w zdrowiu i chorobie. Powinni tolerowac agresję, bo przecież na dobre i na złe miało byc. On powinien byc zrozumiany, a jakże! Tylko niech resztę życia spędzi z nim żona, rodzice nie chcą na powrot byc obarczani synem alkoholikiem.
Sprzedane, zaklepane, zwrotów nie ma.
A najbardziej cierpią dzieci.
Przychodzi starośc, a wraz z nią problemy, dla alkoholika tym większe, bo organy są zniszczone w większym stopniu. Teraz przydałaby się rodzina. Co robi taki osobnik? Uderza do naszego sumienia, wywołuje poczucie winy, cytuje czwarte przykazanie, itd.
Moim zdaniem to czyste wyrachowanie. Pijący powinien miec świadomośc utraty wszystkiego, w tym rodziny.
Przegrany73, to ohydne co zrobileś. Porównanie mózgu ZD do mózgu żłopiącego na własne życzenie. Niedobrze mi się robi jak czytam coś takiego. Czego to człowiek nie napisze by się usprawiedliwic czy wybielic. Zgroza.
Nie napisałem, że trzeba. Ja po latach chciałem. Nic tu nie było z zachowań, jak to piszesz "chrześcijańskich". Daleko mi do takowych.
Masz rację z tym porównaniem chorób, źle wybrałem i przepraszam Wszystkich za to. Na moje usprawiedliwienie ( znowu pijak się usprawiedliwia) powiem, że chodziło mi o czystą biologię a nie o etyczne, moralne porównywanie ZD do alkoholizmu i nie pisałem tego aby się usprawiedliwiać
Przepraszam raz jeszcze.
Witam. Ja nigdy nie wybaczę człowiekowi,który mnie traktował jak śmiecia...
"Nakręcasz się w swojej nienawiści coraz bardziej a to nic dobrego dla Ciebie nie wróży. Możesz też zerwać całkowicie jakiekolwiek kontakty z Ojcem, nie jest to jednak chyba dobre wyjście."
Tez wyprowadzialm się z domu mając 19 lat. Od tamtego czasu widziałam ojca kilka razy, a od jakiś dwóch lat nie widuje go w ogóle, nie utrzymuje kontaktu. Jak już powiedziałam, Tobie było łatwiej wybaczyć bo sam popełniałeś jego błędy.
"Nie pal za sobą mostów, kiedyś jakiegoś możesz potrzebować."
Tu nie chodzi o to, ze ja to sobie postanowiłam. Czuje taki ogromny zal, ze nie umiem inaczej na dzień dzisiejszy. A jeżeli chodzi o to, ze ja kiedyś ojca mogę potrzebować.... nie sadze... nic nigdy mi nie dal, nigdy w niczym nie pomógł. Jeżeli już, to prędzej on może potrzebować mojej pomocy, starość się zbliża. Tu nie chodzi o to, ze czegoś oczekuje itd. Gdybym zobaczyła chociaż mala zmianę u niego byłabym w stanie wybaczyć to wszystko... ale niestety obawiam się, ze nigdy nie usłyszę od niego głupiego "przepraszam"...
chaber05, lepiej bym tego nie ujęła... Prędzej ojciec by się do mnie odezwał, gdyby potrzebował pomocy, pieniędzy itd, niż z miłości do rodziny, czy nagłej tęsknoty... szczerze, niczego innego sie po nim nie spodziewam. Spodziewałam się tu rad typu, ze powinnam wybaczyć i to szybko bo w końcu to ojciec bez względu na to co zrobił... jednak pewnych wspomnień nie da się wymazać, straconych lat już nikt mi nie zwróci, które powinny być przecież, beztroskie, najpiękniejsze... nic nie zmieni tego, ze unieszczęśliwił moja mamę na zawsze, bo uważa,ze wszyscy faceci są tacy jak mój ojciec...itd itd...Wiem, ze nienawiść to straszne uczucie, ale to nie znika od tak :-/ każdy wypowiadający się na mój temat ma trochę racji. Kazda wypowiedz dala mi do myślenia i za wszystkie bardzo dziękuję... nie wiedziałam, ze tyle ulgi sprawi mi samo napisanie tego i ile pomogą rady osób, które patrzą na to z innej perspektywy.
"Witam. Ja nigdy nie wybaczę człowiekowi,który mnie traktował jak śmiecia..."
Właśnie tak się kiedyś czasami czułam... jak śmieć... miałam tak bardzo zaniżone poczucie własnej wartości... myślałam,ze nigdy mi się w życiu nie uda... w końcu ojciec mi nie raz wykrzyczał, ze jestem nikim. Innych slow nawet nie będę cytować, bo na sama myśl mam dreszcze ![]()
chaber05 !! Tobie dziękuję w szczególności. Juz pisze dlaczego. Teraz tak o tym myślę, ze ja gdzieś podświadomie walczę z wyrzutami sumienia. Ale uświadomiłaś mi, ze to nie ja powinnam je mieć.... przyjęło się, ze rodzicom wybacza się wszystko. Ale ojciec poza tym, ze mnie spłodził ;/ nie zrobił nic wiecej. To, ze ktoś daje życie, nie znaczy, ze ma prawo to życie niszczyć... Poza tym... gdyby Ojciec chciał, potrzebował mojego łaskawego wybaczenia, sam by się odezwał, znalazłby sposób, zapytał braci o nr tel, czy adres. Ale nie pytał....to chyba o czymś świadczy
nie mowie, ze nigdy się do niego nie odezwę... ale predzej po to, żeby mu to wszystko wygarnąć.
Witaj Magdusiuzzz.W pełni się z Tobą zgadzam.Nie da się wybaczyć człowiekowi,który zmienił nasze życie w piekło...O rodzine trzeba dbać.Twój ojciec jest .....Tak go nienawidzę za to co zrobił Tobie i Twojej mamie...
Magdazzz, całkowicie rozumiem Twoje uczucia.
To niepojęte, nadal funkcjonuje pogląd, że rodzic to świętośc. Jego krytyka, chocby ze wszech miar usprawiedliwiona ( jego zachowaniem i postępowaniem) nadal jest źle widziana. Nie będę się rozpisywac o obowiązkach rodzica. Powiem krótko: łaski nie czynimy swoim dzieciom, skoro powołaliśmy je na świat, powinniśmy uczynic wszystko co w swojej mocy, aby miały jak najlepsze dzieciństwo.To ten opój powinien byc pokazywany palcem, napiętnowany. Niestety, jak to w naszej chorej rzeczywistości bywa, jest na odwrót. Dziecko ma wybaczac, bo rodziców ma się jednych.
Takie, a nie inne "gadki szmatki" służą tylko jednemu: samousprawiedliwieniu. To nic, że zniszczył życie całej rodzinie. Czuje się usprawiedliwiony, bo to przecież choroba. Tylko co z przemocą? Co ze znęcaniem się nad rodziną? Pod jaką chorobę to podciągnie? Na to też znaleźli usprawiedliwienie: nie byli tak mocni psychicznie jak przeciętny człowiek. Życie ich przerosło. Cudne, po prostu cudne.
Czas najwyższy napiętnowac takie zachowania. To kat powinien spuszczac oczy ze wstydu. To znęcający się nad rodziną, pijący podobno za swoje, to on powinien byc potępiany. Tymczasem, o zgrozo, rusza się sumieniem żony i dzieci.
Nie dajmy się zwariowac. Pobłażając takim ludziom, skazujemy ich rodziny na przeżywanie piekła. Zero tolerancji dla takich osobników. Za nasze pieniądze jeszcze się takich leczy. Powinni sami za wszystko zapłacic.
I tu dochodzimy do aspektu finansowego. Picie to drogi nałóg. Koszty nie obejmują samej flachy. Podciągnęłabym też pod to: częste zwolnienia z pracy lub jej brak, obniżenie standardu życia całej rodziny, brak odpowiednich warunków do nauki i prawidłowego rozwoju dzieci.Pewnie jeszcze więcej argumentów bym się znalazło.
Mnóstwo w Tobie nieprzyjemnych uczuć, m.in.: nienawiści, żalu, smutku.
Nie zaproponuję Tobie, byś wybaczyła ojcu, proponuję za to, byś zrobiła porządek ze swymi uczuciami, które tak skrzętnie hodujesz. Proponuję, byś zrobiła to DLA SIEBIE, bo to Ciebie te uczucia zatruwają, Tobie przeszkadzają.
Wielokropek, oczywiście, ze przeszkadzają, jest mi przykro i oczywiście, ze chciałabym, żeby było normalnie w relacjach z ojcem. Czuje zal itd, bo przez lata upokorzeń trochę we mnie narosło tych negatywnych uczuć. Ale mimo to ja miałam wyrzuty sumienia, ze odwróciłam się od ojca po tym wszystkim co mi/nam zrobił. Cale szczęście chaber05 otworzyła mi oczy i już inaczej na to patrze. To, ze powinnam zrobić porządek ze swoimi uczuciami, to wiem. Dlatego tu jestem, na tym forum. Akurat w tej kwestii byłam trochę zagubiona.
23 2012-06-08 01:40:51 Ostatnio edytowany przez magnolia6868 (2012-06-08 01:43:13)
Pułapka wybaczenia, tak bym określiła stan w którym się znajdujesz.
Nie wiem czemu do jasnej ciasnej wszyscy piszą o tym, że trzeba, ze się powinno wybaczac swoim rodzicom i to nawet wtedy gdy byli naszymi oprawcami. To jest takie swoiste zmuszanie człowieka do zachowań "chrześcijańskich". Słysząc coś takiego irytuję się potężnie. Nie dośc, ze ktoś został skrzywdzony, to jeszcze ma byc tym dobrym, wybaczającym, nie chowającym urazy, nie pamiętającym
.
To troche nie tak,droga CHABER.
Nikt nikogo do niczego nie zmusza.
Mozesz wybaczyc - i to przyniesie ulge Tobie!
Po to sie wybacza.
Zeby pozbyc sie balastu,ktory Ci ciazy,ktory z kazdym dniem,coraz bardziej ciadnie Cie na dno.
Wybacza sie po to,zeby puscic g..wno,ktore Ci zatruwa zycie .
Wbaczenie,to uwierz mi WYZSZA SZKOLA JAZDY.
Tylko nieliczni,ktorzy rozumieja jego znaczenie i pracuja nad soba,swoim samorozwojem,sa w stanie tego dokonac.
Zastanawia mnie tez,skad w Twoim slowniku przymiotnik " chrzescjanski"?
Czyzbys nie wiedziala, "WYBACZENIE","prezentuje "sie niezmiernie pododnie rowniez w Judaizmie,Buddyzmie,Hinduizmie i Coranie?
Moze warto poczytac.
I jeszcze jedna wazna rzecz
DLACZEGO stawiasz znak rownosci miedzy wybaczeniem a skleroza?
Rownie dobrze mozesz nie wybaczyc nigdy.
Jak Tobie z tym dobrze,to wszystko jest OK.
magnolia6868 masz racje, wybacza się głownie dla samego siebie, by poczuć sie lepiej itd. Gorzej, gdy osoba której chcemy wybaczyć ma to daleko gdzieś i nie okazuje żadnej skruchy, nie wychodzi z inicjatywa. Nie jestem zawistna osoba, tym bardziej, ze sama nie jestem święta, tez popełniłam wiele błędów (zwłaszcza jednego zawsze będę żałowała), ale zgadzam się z chaber i wydaje mi się, ze trochę ja łapiesz za słówka.
25 2012-06-08 14:02:47 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-06-08 14:03:38)
Magnolio, oczywiście, że ze swoimi uczuciami mi dobrze. Jak myślisz po co to pisałam? W wypadku pijusów bezkompromisowa jestem. O jakim balaście ty piszesz? Daj spokój, w mule na dnie to niech opój ląduje. Z radością pomogę mu się tam znaleźc. Szkoda, że nie znasz mojej matki, ona to dopiero litości nie ma. Ksiądz się jej kiedyś zapytał, czemu nigdy na mszę za męża nie dała (kościół rozwodow nie uznaje). Moja staruszka na to: za życia powinien dbac o to co go po smierci spotka.
Mój ojciec z pewnością zajmuje poczesne miejsce w piekle. Kto wie, może szkolenia tam urządza. Nie wiem na jakim poziomie rogaci bracia tam żyją, czy ich stac, bo nie pijał byle czego.
Magdazzz, Tobie radziłabym zadbac o swój i twoich przyszłych dzieci interes. Porada prawna wskazana, a nuż tatuś o alimenty wystąpi. Jeśli nie nabył praw do emerytury, to biedny żuczek będzie szukał źródła utrzymania Z negatywnymi uczuciami sobie poradzisz. Możesz oczywiście skorzystac z terapii. Zapewniam, zapomina się o takim ojcu szybko, byle z horyzontu zniknął. Mój nie był aż taki, ale moja matka to lwica.
Magda, najlepiej by było, gdybyś podjęła własną terapię dla DDA (Dorosłe dzieci alkoholików).
Temat alkoholizmu i jego skutków dla uzależnionego i dla jego najbliższych jest zbyt obszerny by to opisać w jednym wątku. Jedno jest pewne, pije jedna osoba, a choruje cała rodzina. Dorosłe dzieci czasami przez całe życie niosą bagaż przeszlości. Ciężko sobie z tym poradzić w pojedynkę.
A wybaczenie? To bardzo trudne i możliwe dopiero wtedy, gdy czlowiek pozbędzie się wszystkich starych uczuć, ktore uwięzły w nim w dzieciństwie. Wyrzuci z siebie starą złość, odpłacze żal, pogodzi się sam ze sobą i z tym, że było jak było.
Swojemu ojcu wybaczyłam śmierdzące wódką dzieciństwo dopiero gdy miałam czterdzieści parę lat. Zwykle odwracałam od niego wzrok, a wtedy mu się przyjrzałam. I zobaczyłam starego, samotnego człowieka, który kiedyś też był dzieckiem. Miał swoje dziecięce potrzeby. Miał kiedyś rodziców, miał dziadków, ktoś na niego wywierał wpływ, ktoś go kształtował. Ktoś go poranił....Zobaczyłam, że nie jest tylko krzywdzicielem, jest też ofiarą. "Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar" - to motto do książki "Toksyczni rodzice" zapaliło się w mojej pamięci jak jaskrawy neon. Ojciec obudził wtedy we mnie współczucie. Już mogłam doświadczyć tego współczucia, byłam na to gotowa. Wtedy wybaczyłam i przyniosło to wielką ulgę. Dla mnie to było jak głęboki oddech i otwarcie serca. Wreszcie byłam wolna.
"To bardzo trudne i możliwe dopiero wtedy, gdy czlowiek pozbędzie się wszystkich starych uczuć, ktore uwięzły w nim w dzieciństwie. Wyrzuci z siebie starą złość, odpłacze żal, pogodzi się sam ze sobą i z tym, że było jak było."
A co jeżeli nigdy nie pozbede się wszystkich starych uczuć? i czy złość da się z siebie wyrzucić, a zal wypłakać, jeżeli jest on bardzo silny? nie wiem, czy kiedykolwiek pogodzę się z tym jak było.
"Zwykle odwracałam od niego wzrok, a wtedy mu się przyjrzałam. I zobaczyłam starego, samotnego człowieka, który kiedyś też był dzieckiem."
Samotny z pewnością będzie, sam się o to prosił. Na pewno wzbudzi we mnie zal, bo jest mistrzem manipulacji. Ale na dzień dzisiejszy jedyne uczucie jakie może we mnie wzbudzić to właśnie litość.
Magdazzz, chiałabym cos mądrego Ci doradzić, ale mam podobny problem, a raczej sytuację, bo nie stanowi to dla mnie problemu.Mój ojciec nie jest alkoholikiem i ojcem był nawet niezłym, ale nigdy nie wybaczę mu tego, co zrobił mojej Mamusi i czym wpędził Ją do grobu.I nikt nie przekona mnie, że mam mu wybaczyć. Nie mogłabym, bo tym samym skalałabym pamięć o mojej Mamie.
Przepraszam, że wcięłam sie w Twój wątek.
Wiecie co? Ja to wszystko widzę w innych kategoriach.
Dla mnie w tym wypadku, bardziej liczą się suche fakty niż uczucia. Co z tego, że ktos teraz jest biednym staruszkiem, skoro kiedyś przez ileś tam lat demolował komuś życie. Co z tego, że młoda kobieta płacze rzewnymi łzami, skoro te łzy mogą byc z bezsilności, że coś nie po jej myśli poszło. Ludzie od zawsze manipulowali i będą to robic.
Biedny oprawca miał złe dzieciństwo i sam z tego powodu krzywdzi następne pokolenie. A musi tak robic? Przecież to zależy od niego samego. Ja też mam bagaż doświadczeń i rozgrzeszycie mnie gdy zacznę chlac?
Proponuję tym nie umiejącym poradzic sobie ze swoimi emocjami terapię. Wykrzyczycie tam swój żal, swoje pretensje. Na pewno będzie wam lżej.
Najważniejsze to nie ciągnąc za sobą złych nawyków, nałogu. NA pierwszym miejscu jest nasza rodzina, nasze dzieci. Jesteśmy im to winni. Mamy wręcz obowiązek jak najlepszego wychowania przyszłych pokoleń.
Z pewnością mam silną osobowośc, może dlatego jest mi o wiele łatwiej podążac przez życie.
Mój ojciec problemy zapijał. Czy ja też mam powielac jego błedy? Wszystko zależy ode mnie.
Od tego, żeby poradzić sobie z traumami z dzieciństwa jest właśnie terapia.
Nie namawiam Cię, żebyś wybaczyła. Nie można sobie "zadać" wybaczenia komuś.
Moje wybaczenie poprzedzone było własną terapią i przyniosło korzyść mnie samej. Nie było rzucania się tatusiowi na szyję i słów "rozumiem cię". Nie o to tu chodzi. Moje wybaczenie uwolniło mnie z pułapki przeszłości i użalania się nad sobą. Współczucie, które poczułam dla ojca wynikało z tego, że zobaczyłam w nim takie dziecko, jakim i ja kiedyś byłam. Zranione.... Współczułam temu dziecku tak jak współczułam sobie. To współczucie oczyściło moje serce z nienawiści i chęci odpłaty.
Nie traktuj proszę mojej opowieści o wybaczaniu jak presji na siebie. To MOJA historia, Twoja jest inna. Ja tylko dzielę się swoim doświadczeniem. Możesz z niego wziąć coś dla siebie, ale nie musisz.
Absolutnie tak tego nie traktuje. Dziękuję za każdą rade, za podzielenie się własnymi doświadczeniami. Kto wie, jak podejdę do tego za kilka lat, ludzie się zmieniają, czasem jakieś wydarzenia wpływają na zmianę naszych decyzji. Ja nie wiem jak to się dalej potoczy, na razie jestem spokojniejsza bo po słowach niektórych osób pozbyłam się wyrzutów sumienia.
Magda,
zaliczywszy w życiu parę terapii i różnych innych rzeczy kwestia wybaczenia również mnie bardzo gryzła.
I dowiedziałam się w końcu, że NIE trzeba wybaczać. Można być wściekłym i pełnym żalu, szczególnie, jak się ma powody.
TRZEBA POZWOLIĆ SOBIE NA TO, ŻE SIĘ NIE UMIE WYBACZYĆ.
Wbrew pozorom nie ma takiego obowiązku.
Wybacz sobie, że nie umiesz wybaczyć i odpuść.
Wiem, ze nie trzeba, to zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Jedni powiedzą, ze jestem wyrodna córką, ze ojca ma się jednego, inni - bardziej doświadczeni przez życie zrozumieją takie dylematy. Chodzi o to, ze nie czuje z tym człowiekiem żadnej więzi. Jeżeli kiedyś sam się odezwie, nie mowie, ze mu nie pomogę, ale nie wymażę z pamięci tego co było, bo nie da się. Wybaczyć? nie wiem, czy jestem w stanie. Nie zapieram się, ze tak nie będzie, ale nie chce się do niczego zmuszać.