Witam wszystkich. Pisze gdyż nie za bardzo wiem jak sie zachowac w sytuacji, w której sie znalazłam. Mam 30 lat i jestem w związku z mężczyzną o 30 lat starszym. Jest nam dobrze ze sobą, świetnie się dogadujemy, mieszkamy ze sobą juz przeszło rok i jesteśmy zaręczeni. Nie daleko nas mieszka siostra mojego narzeczonego, (ma 65 lat) jest samotna ,miała córke chorą psychicznie która w zeszłym roku popełniła samobójstwo. Siostrzyczka jest znerwicowana rozumiem ją w pełni ale i jest dwulicowa czego juz nie rozumiem. W rozmowie ze mna jest miła mówi że jej brat nareszcie znalazł szczęscie u mojego boku i że pomogłam mu wyjśc z kłopotów i długów. Niby do tej pory wszystko wygląda idyllicznie ale własnie tu zaczynają sie schody.... Siostra jest na emeryturze której ma nieco ponad 1000 zł jest sama ale ma na utrzymaniu duży poniemiecki dom i dużo długów których narobiła za życia córki, żeby zapewnic im podstawowe środki do życia. Oboje z narzeczonym pracujemy nie przelewa sie nam ale starcza do następnej wypłaty. Oprócz normalnych opłat narzeczony płaci jeszcze alimenty swojemu synowi z poprzedniego związku. Siostrzyczka co miesiąc dostaje od nas pieniądze około 200-300 zł co dla niej i tak jest mało przez co co miesiąc się sprzeczamy. Doszłam do wniosku ze nie ma sensu sie kłócic gdyż i tak z nią nie wygram i co misiąc po prostu je dostaje. Ona krzyczy że nie ma co jesc ze ja mam tyle zapasów że na co my tyle pieniędzy wydajemy a ona tak skromnie żyje. Buntuje narzeczonego że ja na pewno ukrywam pieniądze żeby tylko ona nie dostała, mówi do niego ze nie mieści jej sie w głowie że my jesteśmy razem i takie tam (zaznaczam że mówi to do niego). Wiem jaka jest przyczyna jej postępowania, a mianowicie taka że jak mnie nie było to narzeczony dawał jej średnio około 400 zł a sam biedował , ona krzyczała brała go na litośc że pójdzie żebrac a wiadomo jak jest na wioskach... Teraz jestem ja i ukróciłam to na początku buntowałam sie i w ogóle nie chciałam jej dawac pieniędzy bo niby z jakiej racji ( ja cięzko pracuje ) i mam sobie odmawiac wszelkich przyjemnosci nawet najdrobniejszych bo ona musi dostac pieniądze. Zaręczam że nigdy nie było sytuacji że jak powiedziała że nie ma co jeśc odesłałam ją z kwitkiem zawsze opróżniałam szafke z zapasów i częstowałam ją obiadem ale dla niej to ciągle mało. Jak próbowałam z nią rozmawiac nawet spokojnie to nie pozwoliła mi dojsc do głosu bo co ja wiem jestem gówniara i nie mam nic do powiedzenia a ona nie ma nikogo tylko brata i my MUSIMY jej pomagac i koniec dyskusji. Narzeczony też sie buntuje ale koniec końców i tak wyciąga pieniądze i jej daje a ja zostaje tą najgorsza przez co często sie kłocimy. On nie ma nerwów i zdrowia do niej i mówi że jest między młotem a kowadłem dodam że jak sie jej zwirze z naszych problemów to powtórzy wszystko bez żadnych skrupułów byle tylko mnie zniszczyc. Ot tyle czy któs ma jakiś pomysł jak rozwiązac ta patową sytuacje będę wdzięczna za każdą rade
Podobne tematy
Skoro jest sama to niech sprzeda ten duzy dom, kupi sobie mniejsze mieszkanko, cos tam spłaci etc. A zreszta co za pomysł utrzymywania siostry???? Kazdy ma swoje zycie. Wy pracujecie ciężko i po prostu pieniądze swoje oddajecie jej w prezencie. Ona bedzie sie upominała bo brat ja tego nauczył. Dlatego trzeba oduczyć Kobiecinę. Tylko jak? Wydaje mi się, że to narzeczony powinien przeprowadzić z siostrą rozmowę. W końcu to jest wasze zycie i ono kosztuje, a ona ma swoje...
Leila01 dziękuje ci za odpowiedz. Tak masz racje powinna i czyni ku temu kroki. Dom ma wystawiony na sprzedaż juz 3 miesiace za przeszło 600 tys. i wydaje sie jej że będzie od nas brała pieniądze do póki nie sprzeda domu a później wszystko nam odda. Ale do cholery nam też jest ciężko a narzeczony chce to czy tam to nie dziwie sie w końcu pracuje i oczekuje tylko ja w tym wszystkim musze całe finanse ogarniac żeby było na jego zachcianki i dla niej a ja na szarym końcu na marginesie nie pamiętam kiedy kupiłam sobie jakis ciuch
To pogadaj też z narzeczonym i uświadom go, że nie będziesz mu siostry utrzymywać. jak tak bardzo chce, to niech oddaje jej część swojej wypłaty, a z resztą niech kombinuje, żeby mu starczało na zachcianki. Z jakiej racji Ty masz oddawać swoje ciężko zarobione pieniądze praktycznie obcej babie? Nie po to pracujesz, żebyś nie mogła sobie od czasu do czasu zafundować chociażby nowego ubrania.
Kupca na dom nie znajduje sie szybko,znam ludzi,którzy czekaja na kupca pare lat,mimo,ze dom jest w atrakcyjnym miejscu w Zakopanem,cena tez nie jest wygórowana.Ludziom się wydaje,że jak wystawią dom na sprzedaż to od razu ustawi się kolejka kupujacych...teraz na rynku nieruchomości jest zastój.Masz bardzo nieciekawą sytuację z tą rodzinką,współczuję.
Dzięki dziewczyny za posty. Tak owszem sytuacja jest nie ciekawa tym bardziej ze siostrzyczka oznajmiła wczoraj hmm zgadnijcie co... Tak Tak że nie sprzeda domu bo to ojcowizna.... Wdepłam w niezłe bagno. No cóż musze sie udac do psychiatry b o w przeciwnym razie wykończe sie szybciutko. ;(