Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Nigdy nie stronię od trudnych tematów - powiem nawet że lubię takie rozmowy. Chcę problemy rozwiązywać we dwoje a mój związek właśnie się sypie z tego powodu. Dzisiaj po raz pierwszy z bezsilności wybuchnęłam płaczem podczas takiego "rzucania grochem o ścianę". Nie wiem jak do niego dotrzeć. Ja mu wysuwam argumenty a on wiecznie mi odpowiada: "To Ty tak myślisz", "To Ty to powiedziałaś", "Skoro wiesz lepiej", "Już sobie napisałaś scenariusz..." itd. Nie wytrzymuję już tego. Czuję się bezradna tym zamiataniem przez niego śmieci pod dywan...
Podobne tematy
Dokładnie to samo słyszę od swojego,nie umie rozmawiać o problemach ,zamyka się w sobie i koniec.Ale na szczęście zdystansowałam się do pewnych spraw ,przymykam oko ,dawno nie miałam takiej sytuacji ze swoim ale jeśli wyniknie kłótnia to wole odczekać ,on sobie pomilczy i tyle za parę dni się ustabilizuje .
3 2012-06-01 12:21:30 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-06-01 12:28:58)
hmmm...trudno powiedziec, bo was nie znam
ale moze ton i forma nieodpowiednia?
gdybys sprobowala tak:
"wiesz, czuje sie ( tak i tak... i tu wstaw ) , kiedy robisz ( to i to )"
" jak bylismy wczoraj.... tam i tam , to bolalo mnie..."
Po prostu mow , co czujesz, a nie ze mu cos zarzucasz.
Nie znam czlowieka, ktory przejdzie obojetnie obok tego, jak popatrze mu w oczy i powiem SPOKOJNIE co czuje.
To tak akcja , ktorej towarzyszy natychmiast kontrakcja. Wyprobuj.
Tak ,ja zawsze takie rozmowy rozpoczynam ze spokojem ,cichym tonem mówię powoli i klarownie najprostszymi słowami
ale jak to nie daje rezultatów to wymiękam i wtedy to ja się denerwuje,bo on już zdenerwowany i nie ma przeproś musi sam ze sobą ochłonąc
5 2012-06-01 12:31:58 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-06-01 12:33:07)
Tak ,ja zawsze takie rozmowy rozpoczynam ze spokojem ,cichym tonem mówię powoli i klarownie najprostszymi słowami
ale jak to nie daje rezultatów to wymiękam i wtedy to ja się denerwuje,bo on już zdenerwowany i nie ma przeproś musi sam ze sobą ochłonąc
a w jakiej formie mowisz ?
bo moze on czuje sie atakowany i stad jego zdenerwowanie i zniecierpliwienie ?
dlaczego przepros?
i rozumiem, ze wolisz wcale nie rozmawiac ???
to nie zalatwia sprawy
Tak ,ja zawsze takie rozmowy rozpoczynam ze spokojem ,cichym tonem mówię powoli i klarownie najprostszymi słowami
ale jak to nie daje rezultatów to wymiękam i wtedy to ja się denerwuje,bo on już zdenerwowany i nie ma przeproś musi sam ze sobą ochłonąc
Dokładnie to samo miałam napisać. Czekałam od środy aż mi emocje opadną żeby nie powiedzieć czegoś za dużo i znowu się dowiedziałam tego co zawsze czyli niczego.
Mam dzisiaj przez to strasznego doła, czuję że się od siebie odsuwamy, nic nie jest tak jak kiedyś. Zamiast być coraz lepiej to jest coraz gorzej. Na chwilę obecną nie widzę przyszłości w tym wszystkim. Nie chcę być z kimś kto nie potrafi powiedzieć co mu się podoba a co nie. Przed nim wychodzę na osobę problemową bo ciągle o coś pytam i ciągle mam z czymś problem.
7 2012-06-01 12:42:32 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-06-01 12:53:23)
Przepraszam że ci trochę dowalę, ale może ten twój "spokojny" ton jest spokojny ale dla ciebie ? A dla niego wcale tak nie jest i nawet sama tego nie zauważasz. I się chłop stawia i nie chce mu się z agresorką rozmawiać. No a potem to już wojna atomowa.
A bycie osobami problemowymi u kobiet to standard
Same często nie zauważacie że te wasze "czepianie" (z waszego powodu usprawiedliwione) to tak naprawdę czasami/często przeradza się w toksyczność.
Chyba wypowiedziałam się jasno ? Mówię miłym tonem żeby wielmożnego nie urazić mimo że wina nie stoi po mojej stronie albo jest po obu stronach ,tyle że ja również jestem za komunikacją a nie cichymi dniami i zamiataniem pod dywan,nie należę do histeryczek i nie robię awantur,prędzej on uniesie głos i źle się odezwie .Ja nawet przekleństw nie używam a on potrafi .Taki już typ człowieka .Mirella nie poddawaj się ,jeśli jego kochasz postaraj się nauczyć podchodzić do niego z innej strony ,czasem po prostu przytulenie się wystarczy żeby te złe emocje opadły i żeby można było zacząć rozmawiać ,my teraz tak robimy ,rozmawiamy o tym co się stało jak ochłoniemy i jest ok.
Chyba wypowiedziałam się jasno ? Mówię miłym tonem żeby wielmożnego nie urazić mimo że wina nie stoi po mojej stronie albo jest po obu stronach ,tyle że ja również jestem za komunikacją a nie cichymi dniami i zamiataniem pod dywan,nie należę do histeryczek i nie robię awantur,prędzej on uniesie głos i źle się odezwie .Ja nawet przekleństw nie używam a on potrafi .Taki już typ człowieka .Mirella nie poddawaj się ,jeśli jego kochasz postaraj się nauczyć podchodzić do niego z innej strony ,czasem po prostu przytulenie się wystarczy żeby te złe emocje opadły i żeby można było zacząć rozmawiać ,my teraz tak robimy ,rozmawiamy o tym co się stało jak ochłoniemy i jest ok.
Jasno ? Tobie może wydawać się własny ton głosu łagodny, ale dla innej osoby wcale nie. "Chyba wypowiedziałam się jasno ?"-to było też łagodne ?
Ale nie jest to najważniejsze.
Natomiast z przytuleniem to jest OK i w pełni popieram. Też tak kiedyś to stosowaliśmy. Jak któreś miało zły dzień, nastrój, coś uwierało, to się po prostu przytulało do drugiej połówki i rozmawiało.
Już wypowiedziałam się jaką mam postawę wobec takich sytuacji .Wątek nie jest o mnie a o problemie MIRELL .Rozumiem ją bo są mężczyźni którzy po prostu nie umieją rozmawiać o problemach i sami się do tego przyznają ,albo odwracają kota ogonem gdy zawinią ,ale to już zależy od dojrzałości .Wiele kobiet tutaj ma podobny problem ,brak komunikacji ,nie wszczynania awantur zaznaczam.
Przytulenie się - OK, załagodzi napięcie, ale problem zostanie. To się nawarstwia, i ktoś kto myśli że cmoknięciem w czółko bez potrzebnej rozmowy utnie temat, jest trochę niedojrzały.
Przytulenie się - OK, załagodzi napięcie, ale problem zostanie. To się nawarstwia, i ktoś kto myśli że cmoknięciem w czółko bez potrzebnej rozmowy utnie temat, jest trochę niedojrzały.
Hmm Tak odebrałaś nasze rady o przytulaniu ? To ma być wyjście do rozmowy. Nic tak nie odpręża jak przytulenie się do kochanej osoby, jeśli się akurat niezbyt fajno czujemy. I rozmawiać. Ale spokojnie, bez nadmiernych powtórzeń, bez eskalacji, oskarżeń. Spokojnie ! Wiem, że to trudne. Każdy ma swoje nerwy
Ale inaczej się nie da, szczególnie jak masz taki okaz z drugiej strony. Ciekawe, czy taki flegmatyk czy po prostu lekko niedojrzały, albo z jakimiś dziwnymi poglądami o rozmowach w związku, rodzinie.
mirella poruszylas najtrudniejszy temat dotyczacy zwiazku mezszczyzny z kobieta,ja przerabialem to jako facet w droga strone,probowalem zbyt usilnie doprowadzic do szczerych rozmow o problemach a w tym dialogu znalezc kompromisowe rozwiazanie problemu,bardzo delikatnie w odpowiedniej atmosferze,zwiazek sie rozpadl po 6 latach,czego tak zaluje ze szkoda pisac.Bardzo duzo czytalem na ten temat,kazda proba najdelikatniejszej rozmowy byla odbierana jako atak na partnera.Odpusc sobie,moze czasami ale bardzo rzadko probuj,poniewaz nie zamarzesz kompleksow drugiej strony ktora sie otworzyla emocjonalnie i psychicznie przed rodzicami lub przed partnerem w jakims zwiazku i pozostala trauma nie wyleczalna poniewaz to odwrocilo sie przeciwko niej lub jego jak byl facetem.Jest niestety pozniej syndrom uciekania przed problemami rozmowa na ten temat wywoluje strach i obawy.Ponoc moze sie sytuacja zmienic po zdobyciu przeogromnego zaufania ale zazwyczaj rujnuje go zycie codzienne,ponoc tez wyjawianie drobnych trosk o przyszlosc mobilizuje i otwiera dialog bo zmusza do konkretnych wypowiedzi.Ja osobiscie Ci radze umiarkowania,druga strona moze nie wytrzymac presji i popelnic blad pod wplywem emocjonalnym.Na poczatku poniekad nalezy doprowadzic do systematycznych rozmow na wszelkie mozliwe tematy ale udzial aktywny i obustronny codziennie klepanie o wszystkim a nie milczenie przed telewizorem.Czyni to pomost do glebszej rozmowy po paru miesiacach,cierpliwosc atutem.Mnie sie nie udalo,dzis tak,bym to zrealizowal.Ktos uciekl przed problemami w swoje wlasne zycie odchodzac od mojej osoby.
mayk222 na pewnym etapie związku nie wystarczy tylko "klepać" o byle czym, kiedy do podjęcia wspólnych dalszych kroków potrzebny jest dialog. Wiem, że ciągły powrót do ciężkich tematów może się obrócić przeciwko mnie ale nie da się wszystkiego przemilczeć.
Kiedyś to On inicjował rozmowy dla mnie ciężkie i nie uciekałam przed tym. Może faktycznie odbiera każde moje zapytanie jak atak i chyba odpuszczę sobie ten daremny monolog, bo z każdym słowem tracę szacunek już nawet sama do siebie. Nie wiem co będzie dalej.... Może dzień 01.06.2012 będzie dniem zwrotnym. Nie poruszę już żadnego tematu na który wiem że uzyskam (lub nie uzyskam) odpowiedź w typie: "Już o tym rozmawialiśmy...." lub "Przecież ty zawsze wiesz najlepiej".
ponoc tez wyjawianie drobnych trosk o przyszlosc mobilizuje i otwiera dialog bo zmusza do konkretnych wypowiedzi.
I właśnie tu jest pies pogrzebany. Ja troszczę się o naszą przyszłość, chcę abyśmy podjęły jakieś drobne działania na początek i kończy się to np. tak: Zainicjowałam założenie wspólnego konta oszczędnościowego na które bedziemy wspólnie co tydzień przelewać drobne kwoty na wakacje (lub inny cel). Trwa to już pół roku i pieniądze SYSTEMATYCZNIE przelewam tylko Ja, a On, kiedy mu się spodoba. Kiedyś poruszyłam ten temat, to odpowiedział że on przeleje raz a porządnie. Aha! Czyli nie ma różnicy w mówieniu komuś raz na tydzień "Kocham cię" a mówieniem tego raz do roku? A może z seksem zrobimy tak samo. Dam ci raz na rok z takim fajerwerkiem że wybuchniesz po trzech sekundach, aniżeli sto razy w ciągu roku.
Nie na tym to wszystko ma polegać. Nie chcę jeść wielką chochlą, wolę mała łyżeczką ale systematycznie i chciałabym, aby w końcu to zrozumiał.
(...)Ja troszczę się o naszą przyszłość, chcę abyśmy podjęły jakieś drobne działania na początek i kończy się to np. tak: Zainicjowałam założenie wspólnego konta oszczędnościowego na które bedziemy wspólnie co tydzień przelewać drobne kwoty na wakacje (lub inny cel). Trwa to już pół roku i pieniądze SYSTEMATYCZNIE przelewam tylko Ja, a On, kiedy mu się spodoba. Kiedyś poruszyłam ten temat, to odpowiedział że on przeleje raz a porządnie. (...)
Z Twego postu wynika, że Twój partner nie przestrzega zawartej umowy.
Tylko... czy naprawdę była to umowa?
Czy wspólnie doszliście do takiego wniosku, czy też Ty podjęłaś decyzję, której on, chcąc, nie chcąc, musiał się podporządkować? Musiał się podporządkować, by uniknąć strzelenia przez Ciebie "focha".
Tylko... czy naprawdę była to umowa?
Czy wspólnie doszliście do takiego wniosku, czy też Ty podjęłaś decyzję, której on, chcąc, nie chcąc, musiał się podporządkować?
Gdyby decyzja nie była wspólna nie założylibyśmy tego konta na nas oboje. A poza tym zboczyłaś z tematu. Podporządkowanie się komuś a bariera komunikacji w związku nie mają ze sobą nic wspólnego. Przynajmniej nie w moim przypadku. ![]()
Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Nigdy nie stronię od trudnych tematów - powiem nawet że lubię takie rozmowy. Chcę problemy rozwiązywać we dwoje a mój związek właśnie się sypie z tego powodu. Dzisiaj po raz pierwszy z bezsilności wybuchnęłam płaczem podczas takiego "rzucania grochem o ścianę". Nie wiem jak do niego dotrzeć. Ja mu wysuwam argumenty a on wiecznie mi odpowiada: "To Ty tak myślisz", "To Ty to powiedziałaś", "Skoro wiesz lepiej", "Już sobie napisałaś scenariusz..." itd. Nie wytrzymuję już tego. Czuję się bezradna tym zamiataniem przez niego śmieci pod dywan...
Jeśli możesz opisz proszę tą sytuację: dlaczego płakałaś, co było tematem rozmowy.. jakich argumentów użyłaś i jak się zachował wtedy Twój partner: co powiedział, co zrobił..
Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Nigdy nie stronię od trudnych tematów - powiem nawet że lubię takie rozmowy. Chcę problemy rozwiązywać we dwoje a mój związek właśnie się sypie z tego powodu. Dzisiaj po raz pierwszy z bezsilności wybuchnęłam płaczem podczas takiego "rzucania grochem o ścianę". Nie wiem jak do niego dotrzeć. Ja mu wysuwam argumenty a on wiecznie mi odpowiada: "To Ty tak myślisz", "To Ty to powiedziałaś", "Skoro wiesz lepiej", "Już sobie napisałaś scenariusz..." itd. Nie wytrzymuję już tego. Czuję się bezradna tym zamiataniem przez niego śmieci pod dywan...
Zmienić metodę. Nie ma tu za dużo szczegółów, ale coś nie gra. Może trzeba zasygnalizować problem i zostawić partnerowi miejsce na wypowiedź? Może za dużo argumentów przekazujesz na raz i tym go zniechęcasz?
Skoro mówi: To Ty tak myślisz, to czemu nie pytasz go o to co myśli? A jeśli pytasz, to co on odpowiada?
Wielokropek napisał/a:Tylko... czy naprawdę była to umowa?
Czy wspólnie doszliście do takiego wniosku, czy też Ty podjęłaś decyzję, której on, chcąc, nie chcąc, musiał się podporządkować?Gdyby decyzja nie była wspólna nie założylibyśmy tego konta na nas oboje. A poza tym zboczyłaś z tematu. Podporządkowanie się komuś a bariera komunikacji w związku nie mają ze sobą nic wspólnego. Przynajmniej nie w moim przypadku.
A razem ustaliliście zasady wpłacania? On to wymyślił i teraz robi co innego?
Podporządkowanie się w związku i problem z komunikacją, jak większość zagadnień rozpatrywanych w kontekście związków międzyludzkich mogą mieć znaczący wpływ na siebie.
Jeśli ktoś z jakiegoś powodu odpuszcza i daje sobą w jakimś tam zakresie sterować. Bo tak mu wygodnie, bo nie umie/nie chce inaczej, bo jest zniechęcony i ma to gdzieś. Wtedy może być również mniej aktywny w komunikacji. Brzydko mówiąc taki partner oddaje pole.
Biorąc pod uwagę jego odpowiedzi na Twoje argumenty (napisałaś o tym w swym pierwszym poście), z tematu nie zboczyłam.
Bariery w komunikacji mogą być stosowane przez obie strony, czyli przez Ciebie również. Ponieważ bezpośredni wpływ masz jedynie na swoje zachowanie, proponuję byś przyjrzała się sobie. Stąd moja odpowiedź na przytoczony przez Ciebie przykład.
I, wbrew temu co napisałaś, bariery komunikacyjne mają wiele wspólnego z podporządkowaniem. Jedną z często stosowanych barier jest rozkazywanie. Osoba będąca przedmiotem rozkazów jakoś zwykle nie ma ochoty na rozmowę.
Jeśli możesz opisz proszę tą sytuację: dlaczego płakałaś, co było tematem rozmowy.. jakich argumentów użyłaś i jak się zachował wtedy Twój partner: co powiedział, co zrobił..
Rozpłakałam się z bezsilności.Chciałam pogadać o Nas, o tym że mało czasu spędzamy razem, że prawie nigdzie nie wychodzimy, że się nie kochamy, nie rozmawiamy, że nie mamy wspólnych planów tylko każdy ma swoje. A On wyskoczył, że przecież już mi kiedyś powiedział co jest dla niego najważniejsze i że nie będzie się powtarzał, że nie zrezygnuje ze swoich pasji (nigdy go o to nie prosiłam) i że w ogóle się powtarzam. Zrobiło mi się przykro bo wyszłam na jakąś france która ciągle go męczy jakimiś niewygodnymi dla niego pytaniami, więc od dzisiaj koniec zadawania jakichkolwiek pytań. W ostatnim czasie pomagałam mu jak mogłam w ciężkich dla niego chwilach a On nawet nie zapyta jak minął dzień. Nawet nie ma od czego zacząć rozmowy.
A On wyskoczył, że przecież już mi kiedyś powiedział co jest dla niego najważniejsze
Co to takiego? Co dla niego jest najważniejsze?
Pozwól mu raz na kilka tygodni poczuć, że jest kochany. Pomóż spełnić coś o czym marzy.. przecież go kochasz.
Większość mężczyzn nie lubi zbyt dużo mówić - ważniejsze jest działanie, smak, dotyk.. Dużo łatwiej przekonasz do siebie mężczyznę jeśli będzie się czuł dobrze w Twoim towarzystwie. Nie wystarczy mówić kocham, trzeba jeszcze dać się lubić. Nikt nie lubi zrzędzenia..
Gdy kobieta płacze - mężczyzna czuje się niezręcznie, poza tym płacz niczego nie załatwia a jest dziecinną metodą manipulacji (dzieci tak robią jak chcą zmusić rodzica do czegoś, czego on nie chce). Jaki jest efekt - dziecko dostaje nową zabawkę i się cieszy, ale rodzic jest rozdarty wewnętrznie bo wie, że zrobił coś wbrew sobie i męczy go to coraz bardziej z każdą następną zabawką.. eh
Jesteś dorosła - postępuj jak dorosła i sprytna kobieta potrafi.. zamień wroga w przyjaciela.. małymi kroczkami a się odwdzięczy ![]()
Wszystkie kobiety wiedzą, że z mężczyznami (z dużą ich częścią) takie rozmowy właśnie przebiegają w ten sposób. Oni nie przepadają tak za uzewnętrznianiem wszystkiego o czym myślą. Na pewno on także ma jakieś przemyślenia, widocznie nie lubi o nich rozmawiać, albo jest mu niezręcznie. Być może ma jakąś blokadę psychologiczną, która mu to utrudnia. Powodów może być wiele. Płacz na pewno nie pomoże, uwierz, poprzedniczka dobrze napisała - w takiej sytuacji partner też będzie czuł się niezręcznie, ale to nie oznacza, że cokolwiek to zmieni. Szczególnie, że jak piszesz, do tej pory nic się nie zmieniło. Spróbuj podejść do niego innym sposobem, znajdź coś zupełnie odmiennego.
PS. A o jakiej pasji w ogóle mowa? ![]()
Hmm Pomysł może wydać się wariacki ale czemu nie masz spróbować. Jeśli nie chce rozmawiać, to może będzie wolał pisać ? Pomailujcie do siebie, albo piszcie ręcznie (nawet lepiej). Jeśli nie, to odpuść sobie i zaplanuj ,jak ktoś wcześniej pisze, jak to zmienić ale małymi kroczkami.
Wypowiedz alfaalfa w/g mnie byla najtrafniejsza.